^Powrót na górę!

Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *
Captcha *
Reload Captcha
Dzisiaj jest |

Odwiedza nas 59 gości oraz 0 użytkowników.

Lekko, łatwo i przyjemnie. Tak można w skrócie określić zwycięstwo Athletic nad Levante na San Mames w drugiej kolejce La Liga. Spotkanie w zasadzie przypominało sparing bo Baskowie grali w iście żółwim tempie, jakby od niechcenia przeprowadzając swoje akcje, wiedząc ze prędzej czy później obrona Granotes pęknie i piłka znajdzie drogę do siatki. I tak się stało trzykrotnie za sprawa Aduriza, Iturraspe oraz Ikera Muniaina, który zaliczyli po bramce ustalając wynik na 3-0. Goście mimo ze starali się jak mogli atakować bramkę Gorki Iraizoza to nie byli w stanie specjalnie zagrozić naszemu portero. Zespół trenera Medilibara był dramatycznie słaby i gdy Los Leones tylko odrobinę przyspieszyli swoje akcje to od razu pachniało bramka. Z taka gra drużynie z Ciutat de Valencia będzie bardzo trudno pozostać w La Liga.

 

Od początku meczu wyższość Los Leones nad rywalami nie podlegała dyskusji. Przede wszystkim było widać zdecydowana przewagę pod względem umiejętności i taktyki gdyż momentami zawodnicy Levante miotali się bezproduktywnie jakby nie wiedzieli za bardzo co maja grac i jak zachowywać sie na boisku. Dodatkowo w 6 minucie meczu stracili swojego lewego obrońcę Nikosa, który zszedł z kontuzja. W tym samym czasie Athletic zaprzepaścił swoja pierwsza okazje do strzelenia bramki gdy niezrozumieli się Aduriz z Ibaiem i zamiast strzału na bramkę z dogodnej pozycji piłkę przejęli rywale. Kilka minut później znowu w akcji mieliśmy ww. dwójkę zawodników ale tym razem na szczęście sobie nie przeszkadzali a wręcz przeciwnie Ibai podawał a Aduriz strzelał tyle ze minimalnie niecelnie. W 21 minucie meczu przed kolejna szansa stanął Aduriz po świetnym dośrodkowaniu De Marcosa ale Jesus Fernandez fenomenalnie wygrał pojedynek oko w oko z naszym napastnikiem. Kilka minut później kolejny pojedynek Aritza z Jesusem (podawał Muniain), tym razem wygrany przez naszego snajpera ale niestety sędzia zagwizdał pozycje spalona napastnika, zresztą jak najbardziej słusznie. Za chwile z dystansu strzelał Balenziaga ale z metr od słupka. W końcu nadeszła 31 minuta meczu i rzut rożny w wykonaniu Ibaia Gomeza. Lewoskrzydłowy Athletic posłał idealna centre na krotki słupek gdzie w tempo poszedł Aritz Aduriz i portero Levante nie pozostało nic innego jak tylko wyjmować piłkę z siatki. 1-0 na La Catedral. Nie minęły 3 minuty meczu a mogło być 2-0 ale piłka po strzale Ibaia minimalnie minęła słupek bramki Jesusa. Jeszcze przed przerwa mieliśmy dwie akcje warte uwagi. Najpierw kolejna świetną centra popisał się Ibai ale portero gości zdołał uprzedzić szarżującego Aduriza i przejąć futbolówkę. W odpowiedzi Levante przeprowadziło w zasadzie jedyna akcje, która mogła się skończyć bramka. Morales z Ivanem Lopezem popisali się doskonałą dwójkową akcja czym wymanewrowali obronę Athletic, boczny obrońca Granotes wpadł w pole karne i dograł do Barrala, który naciskany przez San Jose nie mógł się obrócić i strzelić wiec próbował sprytnie piętą zmienić lot piłki w kierunki bramki ale na szczęście Iraizoz nie dal się oszukać i pewnie wyłapał piłkę. To było jedyne zagrożenie bramki Gorki z pierwszej części meczu. Wprawdzie podopieczni trenera Mendilibara mieli jeszcze kilka rzutów rożnych ale wszystkie były bardzo pewnie kasowane przez obrońców Athletic. To było właściwie na tyle jeśli chodzi o pierwsze 45 minut gry.

 

Po sześciu minutach drugiej polowy było już po meczu. Wprawdzie rozpoczęła się tak samo sennie jak pierwsza ale Baskowie postanowili szybciej załatwić sprawę żeby mieć spokój do końca meczu. Z prawego skrzydła rzut wolny wykonywał Ibai, miękko dośrodkował na 5 metr gdzie kompletnie niepilnowany był Ander Iturraspe, który bez problemów umieścił piłkę w długim rogu bramki Jesusa. Fenomenalna centra Ibaia i równie ładne uderzenie Andera. 2-0 dla Athletic i można potwierdzić słowa Mendlibara na konferencji prasowej ze spotkanie trwało tylko 50 minut. W 60 minucie spotkania w polu karnym starli się Navarro z Adurizem i nasz napastnik domagał się od sędziego rzutu karnego. Szczerze powiedziawszy nie bezpodstawnie bo Navarro nie przebierał w środkach by powstrzymać naszego snajpera. Później mięliśmy w ciągu kilkunastu minut serie rzutów rożnych w wykonaniu Levante jednak bez większego zagrożenia ze strony gości. Za to w 76 minucie spotkania podopieczni Ernesto Valverde postawili kropkę nad i. Prostopadle podanie na prawym skrzydle do Aduriza posłał De Marcos, nasz napastnik wpadł w pole karne i bardzo mocno uderzył na bramkę. Jesus Fernandez wypluł piłkę wprost pod nogi wbiegającego Muniaina, który nie miał problemów z trafieniem do pustej bramki ustalając wynik meczu na 3-0. Późniejsza gra Athletic to już właściwie gra w chodzonego. Trener Ernesto Valverde wpuścił na murawę Unaia Lopeza i dal zadebiutować Viguerze. Ten ostatni mógłby nawet pokusić się o bramkę albo asystę niestety różnica miedzy Segunda Division a Primera jest spora i tutaj raczej obrońcy nie nabiorą się na tak naiwne zwody jak piłkarze na zapleczu La Liga. Aczkolwiek trzeba przyznać ze Borja pokazał całkiem niezłą dynamikę, ciąg na bramkę. Arbiter doliczył do regulaminowego czasu gry trzy minuty i następnie zakończył to w sumie jednostronne spotkanie w którym jeden zespół grał w piłkę a drugi miotał się po boisku bez pomysłu nie mając ani umiejętności ani planu na to spotkanie.

 

Trudno ocenić piłkarzy po takim meczu, który bardziej przypominał sparing niż spotkanie ligowe. Widać było ze nasi zawodnicy jeszcze trochę mieli w głowach środkowy sukces z Napoli. Poza tym różnica w umiejętnościach i grze zespołowej obydwu drużyn była wręcz olbrzymia. Levante momentami przypominało zbiór piłkarzy, którzy spotkali się na boisku może drugi albo trzeci raz w życiu i próbowali cos sklecić w dwójkowych akcjach. W zasadzie jedyne zagrożenie było po rzutach rożnych ale tutaj brylowali nasi stoperzy (San Jose i Laporte) wspomagani przez Andera Iturraspe. Ibai pokazał to z czego jest najlepiej znany a wiec doskonale, mierzone co do centymetra centry. Iker Muniain świetnie dryblował, siał sporo zamieszania w szeregach obronnych rywali i był dosłownie wszędzie. De Marcos z Balenziaga dość udanie podłączali się pod akcje ofensywne a i w obronie zagrali poprawnie. W zasadzie jedyna kompletnie niewidoczna formacja był środek pola gdzie grali Benat, Mikel Rico oraz Iturraspe. Ander zapisał się tym ze strzelił bramkę a reszta przechodziła mecz. I szczerze powiedziawszy trudno ich za to winić bo nawet nie mieli z kim za bardzo walczyć. Obaj defensywni pomocnicy Levante byli tak głęboko cofnięci ze nie stanowili żadnego zagrożenia dla Basków a ataki rywali skupiały się na skrzydłach gdzie były albo kasowane przez bocznych obrońców do spółki ze skrzydłowymi albo dzięki dobrej asekuracji ze strony stoperów. W zasadzie tylko 2 czy 3 razy nasi defensywni pomocnicy musieli wykazać się w obronie w przeciągu 90 minut a przez resztę czasu grali w ataku. Benat był kompletnie niewidoczny bo i nie musiał. Wystarczyło ze biegał pomiędzy obydwoma defensywami pomocnikami Levante by od razu robiła się przewaga na skrzydle i nasi zawodnicy mieli ułatwione zadanie w przeprowadzaniu ataków. A jak trzeba było to Benat wychodził do rozegrania i wtedy sam robił przewagę na skrzydle dzięki czemu albo Ibai albo Muniain z De Marcosem mieli możliwość centry w pole karne z czystej pozycji.

 

Teraz przed nami dwa tygodnie przerwy. Później Los Leones czeka szalenie ciężka wyprawa na Nou Camp na mecz z Barcelona. Kolejny etap to początek rozgrywek w Lidze Mistrzów i spotkanie z Szachtarem Donieck na San Mames. O ile spotkanie z Blaugrana jest z gatunku tych „Mission Impossible” to już mecz z Szachtarem będzie niepowtarzalna okazje do zdobycia pierwszych jakże ważnych punktów w Lidze Mistrzów.

 

Statystyka meczu:

 

Składy:

 

Athletic: Iraizoz – De Marcos, San Jose, Laporte, Balenziaga – Mikel Rico (76’ Gurpegi), Iturraspe – Muniain, Benat (68’ Unai Lopez), Ibai (79’ Viguera) – Aduriz.

 

Trener: Ernesto Valverde:

 

Levante: Jesus Fernandez – Pedro Lopez, Vyntra, Navarro, Nikos (7’ Ivan Lopez) – Simao, Victor Perez (74’ Rafael), Camarasa – Xumetra, Barral (62’ El Zhar), Morales.

 

Trener: Jose Luis Mendilibar

 

Wynik: 3 – 0

 

Bramki: 31’ Aduriz, 51’ Iturraspe, 74’ Muniain

 

Żółte kartki: Balenziaga – Vyntra, Barral, Simao, Ivan Lopez

 

Posiadanie piłki: 57% - 43%

 

Strzały: 10 – 10

 

Strzały celne: 5 – 2

 

Rzuty rożne: 2 – 11

 

Spalone: 4 – 5

 

Przechwyty: 55 – 52

 

Straty: 75 – 79

 

Podania: 594 – 446

 

Faule: 13 - 17

 

Widzów: ok. 45 tys.

 

Sędzia: Perez Montero jako główny oraz Matias Caballero i Hernandez Labella na liniach. Cala trojka pochodzi z Andaluzji.

 

Po emocjach związanych w Liga Mistrzów trzeba się skupić na rozgrywkach krajowych. Na pewno będzie to ciężkie po olbrzymim sukcesie jakim była środowa wygrana z Napoli i awans do rozgrywek grupowych. Piłkarze Athletic musza zejść na ziemie i powalczyć o jakże potrzebne trzy punkty, tym bardziej ze po przerwie na reprezentacje Los Leones wyjada na Nou Camp na spotkanie z Barcelona gdzie jakakolwiek zdobycz punktowa będzie graniczyła z cudem. No ale to jak na razie melodia niedalekiej przyszłości a przed nami ciężki, niewygodny i zdeterminowany rywal jakim bez wątpienia jest drużyna Levante, która również zaliczyła nieudany początek rozgrywek przegrywając z Villarrealem na własnym boisku. Oba zespoły będę chciały wiec za wszelka cenę wygrać i to powinno gwarantować naprawdę spore emocje. Początek meczu już dzisiaj o godzinie 19.00.

 

Jak już wspomniałem poprzednia kolejka zakończyła się przegranymi obydwu drużyn. Athletic został ograbiony z co najmniej jednego oczka przez sędziego Mateu Lahoza, który nie uznał prawidłowo zdobytej bramki przez Gorke Iraizoza w koncowce meczu oraz nie przyznał karnego po ewidentnym faulu bramkarza Malagi na Adurizie. Do siatki Basków trafił za to z jedenastki Luis Moreno, którego pierwsze uderzenie wprawdzie obronił Gorka Iraizoz ale wobec poprawki był już bezradny. Granotes podejmowali na swoim boisku zespół Villarrealu. O ile w pierwszej połowie podopieczni trenera Mendilibara grali całkiem nieźle i toczyli wyrównany bój to niestety ale w drugiej połowie polegli za sprawa bramek Uche oraz Cherysheva. Tak wiec dla obydwu drużyn dzisiejszy mecz to szansa na pierwsze punkty w obecnym sezonie.

 

Levante to typowy średniak La Liga. Po powrocie do Primera Division w sezonie 2009/2010, dwa lata później brawurowym awansie do Ligi Europy oraz udanej przygodzie w tych rozgrywkach apetyty włodarzy klubu znacznie wzrosły. Doszli do wniosku ze ścieżka, która podąża klub, ich działania przynoszą efekt i udało się raz to i powinno się udać drugi raz. O ile pierwsze dwa założenia są jak najbardziej prawidłowe to w przypadku trzeciego może być spory problem. Levante to dopiero klub na dorobku i zadomowienie się na stale w górnej połowie tabeli wymaga sporych środków finansowych, sprowadzania lepszych niż dotychczas piłkarzy i przede wszystkim utrzymania ich w składzie na dłużej, co w przypadku mniej znanej ekipy w Walencji jest po prostu niemożliwe. W każdym razie na obecny czas bo trzeba przyznać ze popularne Żabki idą naprawdę dobra droga i jeśli uda im się utrzymać jeszcze kilka lat w elicie to mogą w przyszłości osiągać sukcesy, oczywiście nie te największe ale jak najbardziej skutecznie walczyć Ligę Europy. Niestety ostatnio pojawia się spory problem z dotychczasowa polityka kadrowa klubu. Zagadka jest odejście trenera Joaquia Caparrosa, który wydawał się idealnym szkoleniowcem dla tej ekipy. Nie wymagał transferów, pracował z tym co miał a wobec wzrastającej popularności i roli szkółki młodzieżowej  Levante, która potrafi wygrywać starcia w lokalnym rywalem o największe talenty wydawało się, ze klub może podążyć (zachowując odpowiednie proporcje) podobna droga co Athletic, gdzie Andaluzyjczyk po okresie notowania coraz gorszych wyników, ustabilizował zespół a praca od podstaw przyniosła naprawdę świetne efekty. Jak wiec wspominałem może skala porównawcza jest za wysoka ale Levante, przy zdolnościach obecnego zarządu mogłoby być naprawdę bardzo solidnym zespołem z tendencjami zwyżkowymi, szczególnie ze ich sytuacja finansowa poprawia się z roku na rok. A wracając do Caparrosa to wydawało się, ze już podpisze kontrakt na kolejne sezonu ale nagle cos się odmieniło władzom klubu i zostawili trenera na lodzie. Szkoleniowiec szybko znalazł zatrudnienie z Granadzie i póki co radzi sobie tam nieźle, m.in. zaliczając udana inauguracje ligi w meczu z Deportivo gdzie mimo przegrywania 0-1 udało im się wygrać 2-1 z Deportivo na własnym stadionie. W zamian do Walencji przybył Jose Luis Mendilibar, były szkoleniowiec Osasuny Pampeluna i Athletic. Raczej wątpliwe jest by zbawił Granotes bo z całym szacunkiem dla Baska ale Caparros jest od niego o wiele lepszym trenerem. Transfery również jakoś nie powalały na kolana bo drużyna raczej się osłabiła niż wzmocniła. Olbrzymia strata jest odejście Keylora Navasa, który uratował Levate niejeden mecz. Pozbyto się tez kilku solidnych zmienników jak Nagore, Pinto, Pedro Rios, Angel Rodriguez czy Pallardo. O wzmocnieniach trudno cokolwiek powiedzieć. Największym może być przesuniecie z rezerw do pierwszej drużyny utalentowanego Victora Camarasa, choć ta pozycja w drużynie jest akurat bardzo mocno obsadzona. Poza tym wypożyczono Victora Pereza oraz Diego Marino z Realu Valladolid, na bramkę ściągnięto Jesusa Fernandeza z Realu Madryt, z Getafe Jaime Gavilana. Pozostałe nazwiska to już niemal kompletnie nieznani zawodnicy i ewentualnie powroty z wypożyczeń. Na szczęście obyło się bez żadnych więcej odejść z zespolu i trzon poza Navasem został utrzymany. Tyle ze to nie gwarantuje wyższego poziomu niż ten na którym zespół jest obecnie a ze słabszym trenerem może się on drastycznie obniżyć i z drużyny środka tabeli Levante może stać się ekipa desperacko walczącą o utrzymanie, tym bardziej ze konkurencja z małymi wyjątkami raczej się wzmocniła. Poza tym patrząc na pierwszy mecz z Villarrealem i powołania na dzisiejsze spotkanie wygląda na to jakby trener Mendilibar błądził po omacku.  Do Bilbao przybyła następująca grupa zawodników:

 

Bramkarze: Marino, Jesus Fernandez

 

Obrońcy: Ivan Lopez, David Navarro, Vyntra, Nikos Karabelas, El Adoua, Pedro Lopez,

 

Pomocnicy: Victor Perez, Sissoko, Pape Diop, Simao, Camarasa, Nabil El Zhar, Morales,

 

Napastnicy: Barral, Victor Casadesus, Rafael, Xumetra.

 

Kontuzjowani są Hector Rodas, Gavilan oraz Juanfran. Z przyczyn technicznych trener zrezygnował z Nonga, Ivanschitza, Javi Jimeneza, Rubena Garcii oraz Tono. Szczególnie dziwi brak Ivanschitza oraz Rubena Garcia. Obaj wprawdzie nie zachwycili w pierwszym meczu ale generalnie trudno tam było kogokolwiek specjalnie wyróżnić z ekipy Granotes a poza tym obaj maja olbrzymie umiejętności, szczególnie Ruben Garcia, który przy odpowiednim prowadzeniu mógłby być prawdziwa gwiazda nie tylko Levante ale i całej ligi. Nawet jakby byli w słabej formie to jak inaczej maja ja zdobyć jeśli nie grając regularnie w kolejnych meczach. Zresztą mało który pilkarz na starcie sezonu osiąga od razu wysoka dyspozycje. No ale to nie nasz problem. W porównaniu do poprzedniego meczu raczej trudno oczekiwać by trener zmienił taktykę. Drużyna z Lewantu powinna zagrać ustawieniem 4-4-2 z dwójką napastników w osobach Barrala i Victora Casadesusa na szpicy oraz dwójką pivotow, którymi powinni zostać Pape Diop oraz Simao. Na skrzydłach ataki gości napędzać będą Xumetra oraz Nabil El Zhar. W porównaniu do poprzedniego meczu nie powinno być zmian w defensywie, która stworzy czwórka od prawej Nikos Karabelas, Adoua, Navarro oraz Pedro Lopez. Na bramce stanie Jesus Fernandez

 

Podobnie jak w przypadku pierwszego meczu z Napoli tak i tym razem Athletic nie miał zbyt wiele czasu na przygotowania do pojedynku w La Liga. Tym razem jednak euforia była jeszcze większa a i głowy piłkarzy powinni mieć spokojniejsze bo po dzisiejszym spotkaniu będą dwa tygodnie przerwy przed kolejnym meczem. Zadanie, choć nie bez kłopotów zostało wykonane. Radość nie ukrywali kibice, którzy tłumnie pojawili się w Lezamie na czwartkowym rozruchu i dopingowali swoich pupili niemal przy każdym zagraniu. Ciśnienie zeszło tez trochę po losowaniu grup gdzie los okazał się bardzo łaskawy dla Basków i umieścił ich w grupie z zespołami, które trudno określić jako lepsze a wydają się wręcz na słabsze niż czwarta drużyna Primera Division. Owszem doświadczenie będzie po stronie rywali ale umiejętności zdecydowanie po stronie Los Leones. W piątek drużyna zaliczyła wieczorny zamknięty trening dla publiczności po którym Ernesto Valverde podał listę 19 zawodników na dzisiejszy mecz:

 

Bramkarze: Iraizoz, Herrerin

 

Obrońcy: Laporte, San Jose, De Marcos, Etxeita, Balenziaga

 

Pomocnicy: Benat, Iturraspe, Susaeta, Mikel Rico, Gurpegi, Aketxe, Unai Lopez

 

Napastnicy: Ibai, Muniain, Aduriz, Viguera, Guillermo.

 

Na liście nie znalazł się Andoni Iraola, który na ostatnim treningu doznał niewielkiego urazu i trener nie chciał ryzykować zdrowiem naszego bocznego obrońcy. Tym sposobem De Marcos zaliczy kolejne spotkanie na prawej obronie. Nowością jest powołanie Agera Aketxe oraz Borjy Viguery. Wobec w sumie 19 piłkarzy jakich Txingurri powołał na dzisiejszy mecz raczej jeden z nich usiądzie na trybunach. Na przedmeczowej konferencji prasowej opiekun Athletic nie chciał wyjawiać szczegółów dotyczących składu na pojedynek z Levante. Dziennikarzom nie udało się wydobyć od szkoleniowca nawet informacji o tym czy będzie jakaś rotacja w składzie czy tez nie. Z jednej strony można się spodziewać zmian bo zaledwie 3 dni temu zespół grał wyczerpujący mecz z Napoli ale z drugiej strony Baskowie potrzebują punktów po przegranej inauguracji z Malaga. Jeśli będzie jakaś rotacja to raczej będzie dotyczyła góra 1 – 2 pozycji. Największe szanse na występ ma Unai Lopez, który zaliczył świetną zmianę w środowym pojedynku i być może zastąpi Benata. Kolejne rotacje to już raczej takie dywagacje bo każda jest możliwa. Gurpegiego może zastąpić świeżo upieczony kadrowicz trenera Del Bosque a wiec Mikel San Jose. Na skrzydłach może dojść do zamiany Muniaina na Ibaia albo Susaety na Guillermo. Opcji jest naprawdę sporo ale tak naprawdę nie ważne jest kto wyjdzie na murawę od pierwszej minuty a to żeby strzelić o jedna bramkę więcej od przeciwnika i zdobyć komplet punktów.

 

Faworytem tego pojedynku jest Athletic. Drużynie Levante tylko raz udało się wygrać na San Mames i miało to miejsce w samej koncowce sezonu 2012/2013. Tym razem jednak trudno oczekiwać niespodzianki. Levante zaprezentowało się nieciekawie w meczu u siebie z Villarrealem wiec raczej trudno żeby nagle zaprezentowali jakąś wielka formę na San Mames. Tym bardziej ze trener Mendilibar wybrał na to spotkanie piłkarzy raczej z niewielkim polotem, typowych rzemieślników którym piłka bardziej przeszkadza w grze niż są w stanie kreować akcje. Granotas będą swoja szanse szukać w pojedynkach powietrznych i centrach w pole karne gdzie maja naprawdę kim postraszyć bo obaj defensywni pomocnicy świetnie grają głową a do tego są bardzo silni fizycznie. Przed Baskami natomiast stoi zadanie uczynienia z La Catedral prawdziwej twierdzy, taka jaka była w poprzednim sezonie gdzie tylko dwie drużyny wywiozły komplet punktów i gdzie gra była kluczem do wywalczenia 4 miejsca w lidze. Jeśli się to powiedzie to być może również za rok zobaczymy naszych podopiecznych w najbardziej prestiżowych rozgrywkach pucharowych na świecie. No ale to melodia przyszłości. Na razie przed nami mecz z Levante, który trzeba za wszelka cenę wygrać. Jeśli Athletic będzie unikał stałych fragmentów gry pod swoja bramka oraz ograniczy pole do popisu skrzydłowym rywala to cel powinien zostać osiągnięty.

 

Przewidywane składy:

 

Athletic: Iraizoz – De Marcos, Gurpegi, Laporte, Baleziaga – Mikel Rico, Iturraspe – Susaeta, Benat/Unai Lopez, Muniain – Aduriz.

 

Trener: Ernesto Valverde

 

Levante: Jesus Fernandez – Pedro Lopez, Navarro, Adoua, Nikos Karabelas – Pape Diop, Simao – Xumetra, Nabil El Zhar – Barral, Victor Casadesus.

 

Trener: Jose Luis Mendilibar

 

Data: 30.08.2014 r. godz. 19.00

 

Miejsce: Bilbao, Estadio San Mames (poj. 53 tys.)

 

Sędzia: Perez Montero.

 

Magiczna noc w Bilbao na La Catedral. Niemal 50 tys. fanów Athletic oglądało niemal popisowa grę swojego zespolu w drodze do upragnionej Ligi Mistrzów, która po 16 długich latach stała się faktem. Napoli było tylko tłem dla bardzo dobrze dysponowanych podopiecznych trenera Ernesto Valverde. Wprawdzie to Azzurri jako pierwsi zdobyli bramkę ale Los Leones dość szybko wybili im z głowy marzenia o przejściu do rozgrywek grupowych, strzelając w ciągu zaledwie 13 minut trzy bramki. W rozgrywkach grupowych Champions League drużyny z najsilniejszej ligi świata meldują się w komplecie.

 

Według piłkarzy Napoli jak i trenera Rafy Benitez kluczowe miało być pierwsze 15 minut meczu. Plan miał wyglądać podobnie jak na San Paolo, Napoli miało zaatakować, strzelić bramkę i później kontrować rywala. I tak samo jak tydzień wcześniej się nie powiódł. Nic takiego się nie stało bo Ernesto Valverde odrobił lekcje z Włoch i o wiele lepiej ustawił zespół a wysokim pressingiem zmusił Azzurrich do rozgrywania piłki w większości na własnej połowie albo nawet we własnej strefie obronnej. Baskowie przeważali i już w 11 minucie meczu mogli prowadzić. Iker Muniain świetnie wypatrzył Aritza Aduriz i posłał prostopadle podanie na wolne pole do wychodzącego napastnika ale niestety nasz snajper był minimalnie na pozycji spalonej. W odpowiedzi z ok. 25 metrów huknął Higuain ale piłka przeszła w niewielkiej odległości od słupka bramki Iraizoza. I to było właściwie pierwsze i ostatnie niebezpieczeństwo pod bramka Gorki w tej połowie. Na murawie rządzili gospodarze a ich akcje stawały się coraz bardziej niebezpieczne. W 23 minucie meczu powinno być 1-0 dla Los Leones. Świetnie z rzutu rożnego zacentrowal Benat, Gurpegi uwolnił się spod opieki obrońców i z czystej pozycji nie trafił w bramkę. Kilkadziesiąt sekund później ponownie zakotłowało się pod bramka Rafaela ale obrońcy zdołali wybić piłkę spod nóg Mikela Rico a rzut rożny dosłownie w ostatniej chwili. Tyle ze stale fragmenty gry są bardzo mocna strona Los Leones. Krótkie rozegranie z Ikerem i centra Benata w pole karne, Aduriz zgrał na skrzydło do Muniaina, ten ponownie zacentrowal w pole karne gdzie portero gości tylko trącił piłkę końcami palców a ta trafiła na długi słupek do nieobstawionego Aymerica Laporte. Nasz stoper miał przed sobą kompletnie pusta bramkę ale niestety źle przystawił stopę a futbolówka zamiast w siatce to wylądowała w trybunach. W 35 minucie meczu na strzał z dystansu zdecydował się Benat ale z podobnym efektem jak jego kolega kilka minut wcześniej. Baskowie dalej nacierali ale do przerwy nie zdołali zmienić rezultatu meczu, który w dwumeczu i tak był dla nich korzystny.

 

Druga polowa świetnie rozpoczęła się dla ekipy przyjezdnej. Piłkę przed polem karnym Athletic dostał Jorginho, zacentrowal na prawe skrzydło gdzie Balenziaga uprzedził Callejona i wybił piłkę, tyle ze tak nieszczęśliwie ze ta trafiła przed pole karne do Hamsika. Słowacki pomocnik ściął do środka, zobaczył gdzie jest ustawiony Iraizoz i posłał doskonale, mocne uderzenie tuz przy słupku. Gorka był kompletnie bez szans a nasza defensywa zdecydowanie zbyt pasywna gdyż do tego strzału nie miało prawa dojść. Zawodnik Napoli miał przed sobą dwoch naszych obrońców (Laporte i Iturraspe) i przynajmniej jeden powinien do niego doskoczyć i zablokować strzał. Nasz lewy obrońca zrobił co do niego należało a wiec powstrzymał prawoskrzydłowego Napoli, niestety nie zrozumiał się trochę środek obrony i bramka stała się faktem. Zraniony lew bywa śmiertelnie niebezpieczny i o tym przekonała się ekipa z San Paolo. Strata bramki ani trochę nie podłamała Basków, którzy zaimponowali spokojem, konsekwencja i pewni swoich umiejętności oraz skuteczności taktyki przystąpili do odrabiania strat. W 51 minucie meczu bliski wyrównania był Balenziaga ale jego uderzenie z około 25 metrów na rzut rożny sparował Rafael. Ofensywa na dobre rozhulała się od 58 minuty meczu kiedy na boisku zameldował się Ibai Gomez za Benata a na pozycje mediapunta został przesunięty Iker Muniain. De Marcos urwał się prawa strona, zacentrowal na długi słupek ale Maggio zdołał wybić piłkę na rzut rożny. Tyle ze to było jak odroczenie egzekucji. Z narożnika dośrodkował Susaeta, Gurpegi związał dwójkę obrońców a Aduriz pozostał sam na długim słupku. Nasz napastnik nie zwykł marnować takich prezentów i umieścił piłkę w dolnym rogu bramki rozpaczliwie interweniującego Rafaela. Napoli próbowało przejąć inicjatywę i w 65 minucie groźny strzał oddal Higuai, po którym piłka wpadła prosto w ręce Iraizoza. Cztery minuty później było już wiadomo ze w tym meczu dogrywki nie będzie. Dalekie podanie z własnej strefy obronnej posłał Gurpegi. Piłka poleciała aż pod pole karne Rafaela gdzie zapewne padłaby łupem Maggio, Albiola albo Rafaela gdyby nie szarżujący do końca Aritz Aduriz, który wykorzystał niezdecydowanie całej trojki, wpadł pomiędzy nich, przejął futbolówkę i wyszedł sam na sam z bramka dopełniając formalności. 2-1 na La Catedral i euforia na trybunach. Twarze zawodników z Neapolu mówiły wszystko – nie mogli już tego meczu wygrać. W 72 minucie meczu ku zdziwieniu fanów Los Leones na murawie pojawił się Unai Lopez, który zastąpił Markela Susaete. Wydawało się ze Txingurri zwariował wpuszczając na murawę zaledwie 19 letniego, absolutnego debiutanta w zespole Los Leones. Wątpliwości zostały rozwiane dwie minuty później. Grający od tej pory z kontry Athletic wyprowadził zabójcze uderzenie. Piłkę na połowie Napoli dostal od Muniaina właśnie Unai Lopez, posłał podanie przed pole karne do którego wystartowali zarówno będący na spalonym Aritz Aduriz jak i Ibai Gomez. Asystent Pana Cuneyta Cakira, zgodnie z przepisami poczekał z pokazaniem spalonego aż do momentu w którym któryś z piłkarzy przejmie piłkę (trudno było określić adresata podania bo dwaj zawodnicy wystartowali do piłki). Wręcz po profesorsku zachował się tutaj Aritz, który wiedząc ze jeśli dotknie piłki lub zrobi cokolwiek żeby zmylić nadbiegającego Maggio to arbiter przerwie grę, pokazał ze odpuszcza. Włoski obrońca nie zorientował się ze ma za plecami Ibaia, który jak strzała dopadł do piłki i w sytuacji sam na sam z Rafaelem pewnym strzałem umieścił ja w siatce. 3-1 i awans był już właściwie pewny. Baskowie jednak nie chcieli na tym poprzestać. Kolejna akcja i strzał z dystansu Unaia Lopeza, który z trudem do boku wybił Rafael. Za chwile świetnie na prawym skrzydle rozegrali piłkę Muniain z Ibaiem i ten ostatni zacentrowal na 5 metr gdzie Aduriz źle złożył się do strzału i zamiast do siatki na 4-1 trafił w trybuny. To był właściwie ostatni akord tego meczu. Napoli już do końca spotkania nie było w stanie w jakikolwiek sposób zagrozić bramce Athletic a zawodnicy i kibice szykowali do fiesty jaka miała rozpocząć się po końcowym gwizdku sędziego. LOS LEONES PO 16 LATACH WRACAJA DO LIGI MISTRZOW!!!

 

Jak można podsumować takie spotkanie? Czy wypada wytykać błędy i pokazywać kto zagrał słabiej a kto lepiej? Chyba nie. Drużyna wykonała plan nawet nie w 100 a w 200 procentach. Przede wszystkim wykazała się olbrzymim hartem ducha, doświadczeniem i wiara we własne umiejętności. Nie rzuciła się na hurra do przodu by odrobić straty ale konsekwentnie brnęła do celu jakim było strzelenie bramki wyrównującej oraz kolejnych zwycięskich już goli. Tutaj nie było przypadku. Włoskie media i fani Napoli tłumaczyli porażkę błędami obrony i słabą gra w ataku. Tyle ze gra się tak jak przeciwnik pozwala a błędy obrońców nie wzięły się znikąd tylko zostały popełnione pod presja i wskutek zagrań zawodników Athletic. Gdyby Gurpegi nie zablokował własnym ciałem dwoch zawodników Napoli to Aduriz nie wyszedłby na czysta pozycje i nie strzelił do siatki. Gdyby Aritz nie poszedł do końca za wydawałoby się już stracona piłkę i nie zaatakował wraz z Ibaiem Albiola, Maggio i Rafaela to nikt z trojki piłkarzy Napoli nie popełniłby błędu i zapewne futbolówka trafiłaby w ręce bramkarza. Przy trzeciej bramce gdyby Ibai nie wystartował do piłki równocześnie z Adurizem to raz ze byłby spalony Aritza a dwa ze Maggio spokojnie przejąłby piłkę. Tak wiec na brawa zasłużył naprawdę cały zespół, który był zdecydowanie lepszy od rywali i zasłużenie awansował. A jeśli już należałoby kogoś szczególnie wyróżnić to przede wszystkim Iturraspe, który zagrał niemal jak profesor zarówno w obronie jak i ataku będąc nie do przejścia dla środkowych pomocników rywala oraz Unai Lopez. Ten 19 letni wychowanek Athletic wyszedł na boisko w tak ważnym meczu bez zadnego respektu dla rywala. Zaliczył asystę, miałby zapewne i druga gdyby jego efektowna „piętka” doszła do wychodzącego na pozycje Aduriza. Oddal świetny strzał na bramkę z którym ledwo poradził sobie Rafael. Kilka jego zagrań pokazywało znamiona naprawdę olbrzymich umiejętności i potencjału. Jeśli chłopak dalej będzie się tak rozwijał to być może jeszcze w tym sezonie Benat usiądzie na ławkę (jeśli nie złapie formy) a Los Leones szybko zapomną o odejściu Andera Herrery do Manchesteru United. Mecz z Napoli można powiedzieć zamyka trzyletni okres olbrzymiego wręcz progresu umiejętności, formy i doświadczenia zawodników Athletic, klubu który wychował grupę naprawdę genialnych piłkarzy i mimo odchodzenia największych gwiazd potrafi stale się rozwijać czego najlepszym dowodem jest to zwycięstwo oraz awans do rozgrywek grupowych Ligi Mistrzów.

 

Gdy pisze te relacje jest już po losowaniu grup Ligi Mistrzów. Baskowie trafili nadzwyczaj dobrze i to mimo losowania dopiero z trzeciego koszyka. Rywalami Los Leones będą FC Porto, Szachtar Donieck oraz BATE Borysów. Wszyscy rywale są jak najbardziej w zasięgu ekipy trenera Ernesto Valverde. Można nawet zaryzykować stwierdzenie ze Athletic ma niepowtarzalna szanse by awansować do kolejnej rundy, szczególnie z taka gra jaka zaprezentowali na La Catedral w pojedynku z Napoli. Jedyne co martwi to trochę dalekie wyjazdy ale dzięki temu być może będziemy mogli pooglądać naszych pupili na żywo gdyż Szachtar Donieck będzie rozgrywał swoje mecze domowe na stadionie we Lwowie a wiec tuz za nasza wschodnia granica. Pojedynek wyjazdowy Athletic na Ukrainie został wyznaczony na 25 listopada tak wiec jest jeszcze trochę czasu by pomyśleć o wyjeździe na to spotkanie tym bardziej ze dojazd nie powinien być drogi wszak może ograniczyć się do komunikacji naziemnej.

 

Statystyka meczu:

 

Składy:

 

Athletic: Iraizoz – De Marcos, Gurpegi, Laporte, Balenziaga – Mikel Rico, Iturraspe – Susaeta (72’ Unai Lopez), Benat (58’ Ibai), Muniain (87’ San Jose) – Aduriz.

 

Trener: Ernesto Valverde

 

Napoli: Rafael – Maggio, Albiol, Koulibaly, Ghoulam (56’ Britos) – Gargano, Jorginho – Callejon, Hamsik (70’ Insigne), Mertens (77’ Zapata) – Higuain.

 

Trener:

 

Rafa Benitez

 

Wynik: 3 – 1

 

Bramki: 61’ i 69’ Aduriz, 74’ Ibai – 47’ Hamsik.

 

Żółte kartki: Susaeta – Ghoulam, Gargano, Higuain

 

Posiadanie piłki: 57% - 43%

 

Strzały: 13 – 6

 

Strzały celne: 5 – 2

 

Rzuty rożne: 7 – 2

 

Spalone: 1 – 3

 

Faule: 16 - 15

 

Widzów: 49017

 

Sędzia: Cuneyt Cakir jako główny oraz Bahattin Duran i Tarik Ongun na liniach. Cala trojka pochodzi z Turcji.

 

 

 

Awans do Ligi Mistrzów wiąże się z jeszcze jedna bardzo przyjemna dla klubu sprawa. Mianowicie młodzieżowcy Los Leones awansują do rozgrywek grupowych Młodzieżowej Ligi Mistrzów i będą mogli walczyć z najlepszymi młodzieżowcami w Europie, co miejmy nadzieje ze wyjdzie na plus nie tylko szkółce w Lezamie ale i pierwszej drużynie, wszak od zawsze Athletic wychowankami stoi.

 

San Mames jest gotowe. Blisko 50 tys. fanów będzie dzisiaj wspierało dopingiem swoich pupili w walce o awans do Ligi Mistrzów. Cale Bilbao i Bizkaia żyją tym meczem. Żeby dostać wejściówkę niektórzy fani ustawili się w kolejce pod stadionem już w sobotni wieczór rozbijając miasteczko namiotowe. Cztery godziny wystarczyły by biletów już nie było. W środę na trybunach nowej, ultranowoczesnej La Catedral będzie bardzo gorąco a fani zrobią wszystko by wspomóc swoich pupili w walce o wejście do piłkarskiego raju jakim jest Liga Mistrzów. Na pewno będziemy świadkami emocjonującego meczu gdyż oba zespoły będą dążyły do zdobycia bramki i wygranej ponieważ tylko ona daje pewność awansu do rozgrywek grupowych. Wszelkie kalkulacje i kunktatorstwo mogą się źle skończyć. Początek meczu w środę o godzinie 20.45.

 

Tydzień temu w pierwszym meczu pomiędzy obiema druzynami padł wynik 1-1 a łupem bramkowym podzielili się Iker Muniain, który wyprowadził Basków na prowadzenie w pierwszej połowie meczu a wyrównał w drugiej Gonzalo Higuain. W miniony weekend zespół z Włoch odpoczywał gdyż rozgrywki SerieA zaczynają się dopiero 30 – 31 sierpnia, natomiast Los Leones zainaugurowali sezon La Liga porażką na wyjeździe z Malaga. Dodajmy ze porażką, która niemal w całości obciąża konto arbitra tego meczu, który nie uznał jak najbardziej prawidłowej bramki strzelonej przez Gorke Iraizoz oraz chwile później nie wskazał na „wapno” po ewidentnym faulu bramkarza gospodarzy na Aritzie Adurizie.

 

Po pierwszym meczu z Neapolu kibice Azzurrich nie kryli nie tylko niedosytu z powodu wyniku ale i wściekłości na swoich zawodników za słaby występ i trochę zlekceważenie swojego rywala. Napoli nie zagrało na miarę swojego potencjału i możliwości. Inna sprawa ze gra się tak jak przeciwnik pozwala a przez większość spotkania zespół trenera Rafy Beniteza był świetnie trzymany w szachu przez ekipę Los Leones. Dopiero w drugiej części drugiej polowy, szczególnie po zdobyciu bramki drużyna zagrała o wiele lepiej. Trochę tez przekombinował trener Rafa Benitez, który słabo rozpracował rywala i został przechytrzony przez Ernesto Valverde. Były szkoleniowiec m.in. Valencii czy Liverpoolu jest jednak znany z tego, ze potrafi szybko odrobić zadanie domowe i nawet na druga polowe meczu wyjść już z innym ustawieniem i nastawieniem kompletnie zaskakując swojego rywala. Tak wiec na San Mames możemy się spodziewać nie tylko inaczej nastawionego przeciwnika ale również o wiele lepiej przygotowany zespół Napoli. Tyle ze mecz z Athletic nie był jedynym problemem Hiszpana. Zespół potrzebuje wzmocnień, szczególnie w środkowej linii gdzie brakuje trochę jakości. Benitez chciał Fellainiego ale transfer zablokował prezydent De Laurentis. W zamian sprowadził zawodnika o zupełnie innym profilu a wiec Jonathana de Guzmana, który po świetnej grze w Mallorce kilka lat temu nie potrafi się zbytnio odnaleźć w kolejnych klubach. Poza tym Hiszpanowi nie jest po drodze z Dzemailim, którego odsunął od zespolu i chce się pozbyć. Benitez nie ukrywa ze potrzebuje w środku pola piłkarza o naprawdę dużych umiejętnościach, który mógłby wziąć na siebie ciężar gry i w ofensywie i wspomóc Hamsika. Kolejne nazwiska jakie pojawiają się w prasie i proponuje mu prezydent De Laurentis również nie powalają na kolana bo są do David Lopez z Espanyolu oraz Lucas Leiva, rezerwowy Liverpoolu. Trudno uznać ich za wzmocnienie składu a raczej uzupełnienie. Być może jeśli Napoli awansowałoby do Ligi Mistrzów to w ostatnich dniach okienka transferowego szefostwo klubu spod Wezuwiusza skusi się na jakiś hit transferowy. A na razie Benitez musi pracować z tym co ma. Skład jest wprawdzie bardzo silny ale ciężko będzie powtórzyć sukces z poprzedniego sezonu. Widać zbyt dużą dysproporcje pomiędzy atakiem a obrona gdzie jest zdecydowana przewaga formacji defensywnej nad ofensywna. Przykładowo Gonzalo Higuain nie ma w ogóle rywala do gry w ataku, tak samo jak Callejon. W obronie jest przede wszystkim o wiele większa rywalizacja i można zaryzykować stwierdzenie ze jest po dwoch jednakowych zawodników na każdą pozycje.

Trener Rafa Benitez zabrał do Bilbao aż 22 zawodników i są to:

Bramkarze: Rafael, Andujar

Obroncy: Colombo, Contini, Maggio, Mesto, Henrique, Albiol, Britos, Koulibaly, Zuniga, Ghoulam

Pomocnicy: Gargano, Jorginho, Inler, Hamsik, Michu

Napastnicy: Insigne, Callejon, Mertens, Duvan, Higuain.

Spośród nich szkoleniowiec będzie musiał wybrać 18-stke, która znajdzie się w protokole meczowym a jedenastu z nich wyjdzie na murawę stadionu San Mames od pierwszych minut. W stosunku do poprzedniego spotkania na San Paolo można się spodziewać kilku zmian. Przede wszystkim na prawej obronie Britosa powinien zastąpić Ghoulam. Kolejna zmiana prawdopodobnie nastąpi w drugiej linii gdzie w miejsce Gargano wejdzie Inler, który jest trochę słabszy w odbiorze od swojego kolegi ale za to lepszy w rozegraniu a Napoli musi na La Catedral atakować. Ostatnim ruchem kadrowym Beniteza powinno być zastąpienie Insigne przez Mertensa, który w drugiej połowie meczu na San Paoli był nie do zatrzymania dla zawodników Basków i gdyby jego koledzy byli bardziej skuteczni to Napoli mogłoby wygrać tamto spotkanie. Więcej zmian w podstawowej jedenastce raczej nie powinno być.

 

W Bilbao wszystko koncentruje się wokół środowego pojedynku. Nawet w meczu z Malaga można było odnieść wrażenie ze piłkarze bardziej byli myślami przy spotkaniu z Napoli niż na Estadio La Rosaleda, co poza postawa Mateu Lahoza było jedna z przyczyn porażki a inauguracje La Liga. Teraz jednak nie będzie już taryfy ulgowej na jaka mogli liczyć zawodnicy w sobotę. Tym razem trzeba będzie zagrać na maksimum umiejętności, z pełnym zaangażowaniem i niesamowita wola walki by wygrać. Pomoc w tym ma pełny stadion i olbrzymie wsparcie fanów, którzy w liczbie kilku tysięcy będą eskortować autobus piłkarzy z hotelu Melia aż do stadionu a po drodze dodatkowo utworzą olbrzymi żywy szpaler wzdłuż całej drogi. Bilety rozeszły się błyskawicznie. Athletic zrezygnował z kilku milionów euro zarobku i wpuścił wszystkich socios za darmo. Płacili za wejściówki tylko fani Napoli oraz pozostali kibice Los Leones, którzy nie maja numerowanych miejsc. A dostać bilet nie było łatwo bo od soboty przed kasami wyrosło cale namiotowe miasteczko w którym ludzie oczekiwali na poniedziałkowa sprzedaż. Pojedynek z Napoli będzie debiutem niemal w całości już ukończonej La Catedral na która wejdzie 50 tys. fanów. Pozostałe 3 tys. znajdzie się w lożach VIP, które będą oddane do użytku w marcu przyszłego roku. W minionym tygodniu testowano na stadionie oświetlenie zewnętrznej fasady, które mieniło się różnymi barwami w tym słynnym symbolem Ligi Mistrzów czyli gwieździstą piłką. Organizacyjnie wszystko wiec jest dopięte na ostatni guzik. Pytanie czy w takim samym stopniu przygotowani są piłkarze. Trener Valverde w przeciwieństwie do pierwszego meczu nie utajniał wszystkich treningów. W zasadzie tylko dzisiejsze zajęcia były zamknięte dla publiczności. W poniedziałek w obecności ok. 4 tys. fanów odbył się pierwszy oficjalny trening na San Mames. Jeśli chodzi o przygotowania zespolu do najwięcej czasu Txingurri poświęcił pomocnikom, z którymi dość często rozmawiał instruując ich o tym jak maja grac, ustawiać się, przesuwać w obronie. Sporo uwagi poświęcono grze ofensywnej i przejściu z obrony do ataku oraz stałym fragmentom gry, które trenowali Ibai, Benat, Aketxe, Aurtenetxe oraz Unai Lopez. Bohaterem ostatnich dni był jednak Gorka Iraizoz, którego obecność na poniedziałkowym treningu na stadionie spotkała się z olbrzymia owacja wszystkich fanów. Jedynym nieobecnym był Gaizka Toquero ale o powodach jego absencji trudno cokolwiek powiedzieć.

Trener Valverde powołał na jutrzejszy mecz wszystkich swoich piłkarzy. Z nich wybierze jedenastkę która powalczy po raz pierwszy od 16 lat o grę w Lidze Mistrzow. Siedmiu usiądzie na ławce rezerwowych. Podstawowa jedenastka nie będzie się różnić od tej jaka wybiegła tydzień temu na murawę San Paolo. Jedne zmiany mogą dotyczyć rezerwowych i tutaj może nim być każdy.

Faworytem meczu wydają się być Baskowie z racji gry przed własną, fanatyczna publicznością i korzystnego wyniku w pierwszym meczu. Również Rafa Benitez niezbyt milo wspomina rozgrywki pucharowe na tym stadionie gdzie gościł prowadzać Extremadure w sezonie 1997/1998. Wprawdzie w pierwszym meczu u siebie wygrał z Athletic 2-0 to w rewanżu na San Mames poległ aż 4-1. Zresztą nawet prowadząc inne drużyny nigdy nie wygrał na La Catedral. Tyle ze Napoli potrafi grac na wyjazdach o czym przekonała się w poprzednim sezonie Swansea w Lidze Europy. Miejmy nadzieje ze Athletic nie powtórzy błędów drużyny z Walii. Azzurri na pewno wyjdą zdeterminowani by wywalczyć awans i maja wiele atutów jak choćby Gonzalo Higuaina, który wyjątkowo lubi strzelać bramki ekipie z San Mames. Po raz kolejny wiec kluczem do awansu będzie taktyka i reakcja trenerów na wydarzenia boiskowe. W Neapolu lepiej zrobił to Valverde i oby tym razem było podobnie. Poza tym nigdy w historii żaden zespół z Włoch nie wygrał na San Mames i miejmy nadzieje ze tym razem będzie podobnie. A próbowały nie byle jakie firmy bo Juventus i AC Milan. Dla Napoli środowy pojedynek będzie pierwszym w historii na La Catderal tak wiec przed samym meczem odbędzie się tradycyjna uroczystość złożenia kwiatów przez kapitana zespolu Azurrich pod popiersiem legendarnego Pichichi. Potem już czekają nas niesamowite emocje i miejmy nadzieje wielki mecz zakończony pomyślnie dla ekipy Los Leones.

 

Przewidywane składy:

Athletic: Iraizoz – De Marcos, Gurpegi, Laporte, Balenziaga – Mikel Rico, Iturraspe – Susaeta, Benat, Muniain – Aduriz.

Trener: Ernesto Valverde

 

Napoli: Rafael – Maggio, Albiol, Koulibaly, Ghoulam – Inler, Jorginho – Callejon, Hamsik, Mertens – Higuain.

Trener: Rafa Benitez.

 

Data: 27.08.2014 godz.: 20.45

Miejsce: Bilbao, Estadio San Mames (poj. 53 tys.)

Sędzia: Cuneyt Cakir

 

Trzy miesiące czekania na rozgrywki Primera Division, odliczanie niemal każdego dnia do pierwszego gwizdka i wielkie nadzieje na piękną i wyjątkową rywalizacje sportowa na boisku w której wygrywa zespół lepszy, skuteczniejszy, grający ładniejszą piłkę czy tez po prostu mający więcej szczęścia. Zapewne gdyby sobotni mecz zakończył się zaraz po 90 minutach to mówiłoby się o nim w jednej z powyższych kategorii. Niestety spotkania to zostało zabite przez sędziego tego meczu Pana Mateu Lahoza, który w 3 minuty zaprzepaścił wcześniejsze niemal 90 minut naprawdę dobrego sędziowania, wysiłek obydwu zespołów i naprawdę niezłą inauguracje rozgrywek La Liga. A tak mieliśmy klasyczny przykład Robo jak nazywają dziennikarze w Hiszpanii to co zrobił w sobotnim meczu arbiter rodem z Walencji. Pan Mateu Lahoz w bezczelny sposób okradł Athletic z co najmniej jednego punktu a Gorke Iraizoza z ładnej i wyjątkowej bramki, gdyż jest to bardzo rzadki obrazek by bramkarz trafiał do siatki z akcji. Zamiast wiec mówić o pięknie La Liga po raz kolejny na pierwszy plan wysuwają się błędy sędziowskie, które powoli zaczynają coraz bardziej zaćmiewać jej urok. Szkoda tez czekania kibiców na pierwszy gwizdek ponieważ chcą oglądać piękny futbol i gwiazdy na boisku a nie człowieka z gwizdkiem, który nie ma pojęcia o przepisach, widzi to co chce widzieć i w karygodny sposób wypacza wynik meczu.

 

Spotkania nie ma za bardzo co opisywać bo jego wynik został kompletnie wypaczony przez arbitra. Athletic miał optyczna przewagę, przeprowadzał ładniejsze i lepiej zorganizowane akcje ofensywne ale niewiele z tego wynikało. Malaga starała się odpowiadać tym samym ale przede wszystkim czyhała na błąd defensywy Los Leones i odkrycie się Basków gdy Ci rzuca się do ataku. Wzajemne szachy trwały przez mniej więcej 15 minut. Dopiero wtedy pierwsza doskonałą okazje do zdobycia bramki mieli goście z Bilbao. Muniain dostał piłkę przed polem karnym, podał miedzy dwoma obrońcami do wychodzącego sam na sam z bramkarzem Aritza Aduriza. Niestety nasz napastnik spisał się fatalnie i próbował przedryblowac Kameniego, co skończyło się zmarnowaniem doskonalej okazji. Malaga natychmiast przeszła do kontrataku i w doskonalej sytuacji znalazł się Juanmi ale tym razem zamiast portero w ostatniej chwili interweniował bodajże Laporte, który uratował swoja drużynę przed utrata bramki. Malaga grała dość wysokim pressingiem i często wychodziła z kontratakami w których brylował młodziutki Horta, ale na szczęście brakowało im skuteczności. Niestety obrona Athletic postanowiła przyjść z pomocą rywalom, a dokładniej nasz kapitan Carlos Gurpegi, który w 35 minucie popełnił błąd w przyjęciu piłki, która uciekła mu za plecy i trafiła do Roque Santa Cruza. Gorka próbował dalekim wyjściem zażegnać niebezpieczeństwo (trochę zbyt pochopnie) ale niestety wszystko zakończyło się faulem w narożniku pola karnego i żółtą kartka dla naszego portero. Do jedenastki podszedł Luis Alberto i wprawdzie Iraizoz wybronił jego pierwsze uderzenie ale wobec dobitki był bezradny. Athletic próbował jeszcze przed przerwa zmienić rezultat ale bramka wyraźnie podcięła Baskom skrzydła i nie byli w stanie stworzyć realnego zagrożenia pod bramka Kameniego.

 

Od początku drugiej części meczu podopieczni trenera Valverde nastawili się na atak i konsekwentnie dążyli do zmiany rezultatu. W przerwie zszedł Benat a w jego miejsce na murawie zameldował się Ibai, który powędrował na lewe skrzydle a na środek przeszedł Muniain. Taktyka ta szybko przyniosła skutki bo defensywie Malagi o wiele trudniej było poradzić sobie z szybkim, ruchliwym napastnikiem Athletic. Już w pierwszych sekundach goście mogli wyjść na prowadzenie. Ibai świetnie zacentrowal z lewej strony, Kameni uprzedził Aduriza i piąstkował piłkę na 16 metr gdzie znalazł się Mikel Rico ale nasz defensywny pomocnik źle przymierzył i zamiast w siatce futbolówka wylądowała na aucie bramkowym po rykoszecie od obrońcy. Z rzutu rożnego dośrodkował Susaeta i gdyby nie refleks Kameniego to powtórzyłby swój wyczyn z meczu z Sevilla z poprzedniego sezonu kiedy zdobył bramkę bezpośrednio z cornera. Athletic dalej atakował ale próby strzałów Muniaina i Susaety kończyły się w trybunach. W 20 minucie meczu ponownie przed szansa zdobycia bramki stanął Mikel Rico. Z rzutu wolnego centrował Ibai Gomez, Mikel doszedł do piłki na ok. 11 metrze i uderzył głowa po długim rogu. Niestety futbolówka minęła słupek po zewnętrznej stronie mniej więcej w odległości ok. pół metra. Przy tej akcji po raz pierwszy nie popisał się Pan Mateu Lahoz, który nie zauważył faulu Weligtona na Adurizie. Brazylijczyk bez piłki uderzył w twarz napastnika próbującego dojść do centry. Co najmniej żółta kartka i jedenastka. W 25 minucie meczu po raz pierwszy w tej części meczu bramce Iraizoza zagroziła Malaga a dokładnie Horta, którzy przymierzył z ok. 25 metrów z rzutu wolnego. Na szczęście strzał był w środek bramki i Gorka bez problemów obronił. Dziesięć minut później ponownie bliski wyrównania był Mikel Rico, który uderzał głową po centrze Ibaia. Strzał był celny ale Kameni zdołał wybić piłkę na rzut rożny. Chwile później mecz mógł zakończyć Samuel, który po błędzie obrony Basków przejął piłkę i pognał na bramkę Gorki ale w sytuacji sam na sam minimalnie spudłował. Gdyby strzelił na 2-0 to zapewne końcówka meczu nie miałaby takiego znaczenia i nie rzutowałaby tak na całość pojedynku. Ale zanim to nastąpiło przed szansa stanął Guillermo ale po centrze Ibaia za słabo uderzył głową i piłką trafiła wprost w ręce Kameniego. Ale przejdźmy do końcówki meczu. Najpierw ciśnienia nie wytrzymał Duda, który po gwizdku sędziego bezsensownie zaatakował Muniaina. Chwile później w jego slady poszedł Antunes, który brutalnie od tylu faulował Guillermo, Obaj zobaczyli jak najbardziej słuszne czerwone kartki. Athletic walczył do końca i być może nawet wygrałby to spotkanie gdyby nie wkroczył we wszystko Mateu Lahoz. W 5 minucie doliczonego czasu gry z rzutu wolnego dośrodkował Ibai, do piłki najwyżej w polu karnym wyskoczył Gorka Iraizoz, który przyłączył się do ataku w koncowce i futbolówka po jego strzale wylądowała w długim rogu bramki Malagi. Kameni był bez szans a strzał przepiękny, którego nie powstydziłby się żaden napastnik na świecie. Piłkarze padli sobie w objęcia świętując wyrównanie ale niestety na krotko. Gwizdek sędziego Mateu Lahoza i rzut wolny dla Malagi. Chwile później niezrażeni niepowodzeniem Baskowie ponownie zaatakowali i w polu karnym padł faulowany przez bramkarza Aritz Aduriz. I tym razem sędzia zagwizdał ale nie ewidentne przewinienie portero gospodarzy ale rzekomy faul naszego napastnika. Na tym praktycznie skończyło się to spotkanie kompletnie wypaczone przez sędziego.

 

Mimo w sumie niezłego meczu można mieć wiele uwag do naszego zespolu. Niestety gołym okiem widać było ze piłkarze są myślami bardziej przy spotkaniu rewanżowym z Napoli niż na murawie La Rosaleda. I zapewne jeśli przejdą włoską przeszkodę na drodze do Ligi Mistrzów to nikt nie będzie im miał za złe wyniku na La Rosaleda. Przede wszystkim zawiodła defensywa, która była mało skoncentrowana i popełniała niekiedy juniorskie wręcz błędy. Szczególnie dotyczy to Carlosa Gurpegiego, u którego widać ze nie jest w optymalnej formie. Zupełnie bezmyślnie biegał Markel Susaeta, który był wszędzie tylko nie na swojej nominalnej pozycji a wiec prawej flance. Kilka akcji Benata mogło się zakończyć naprawdę bardzo groźnie dla Malagi jeśliby Markel był na prawym skrzydle. A tak były rozgrywający Betisu musiał czekać aż do akcji podłączy się Iraola i raz ze tempo siadło, dwa ze odpadł element zaskoczenia a trzy nie było przewagi na skrzydle która mogli obaj zawodnicy wypracować. W zasadzie poziom trzymali tylko nasi dwaj defensywni pomocnicy, Iker Muniain oraz Balenziaga z Iraola. Reszta niestety nadaje się do sporej poprawki. Nieźle radził sobie Benat i gdyby miał wsparcie w napastniku oraz prawoskrzydłowym to jego gra byłaby oceniona o wiele wyżej a tak należy uznać ze wypadł średnio aczkolwiek z potencjałem na lepsza grę. Dobrze zagrali zmiennicy. Ibai świetnie radził sobie na skrzydle i raz za razem posyłał doskonale dośrodkowania w pole karne które, powinny zakończyć się bramkami gdyby w wyższej formie był Aritz Aduriz, który również błąkał się po boisku wszędzie tylko nie tam gdzie powinien być a wiec na środku ataku. Guillermo w te kilka minut które dostał zrobił więcej niż zmieniony przez niego Susaeta w dużo dłuższym okresie czasu. Raz strzelił na bramkę po centrze Ibaia i zarobił dla rywala czerwona kartkę. Patrząc przez pryzmat ostatnich dwoch spotkań skład Athletic na mecz z Napoli, który mógłby dać awans do Ligi Mistrzów powinien wyglądać następująco: Iraizoz – Iraola, Gurpegi, Laporte, Balenziaga – Mikel Rico, Iturraspe – Guillermo, Muniain, Ibai – Viguera/Kike Sola. Teraz przed nami dwa mecze na San Mames. Awans w środę i wygrana z Levante zapewne zatrą złe wrażenie z pierwszych dwoch spotkań naszej drużyny O ile oczywiście znowu sędziowie nie dadzą „pokazu”, co jest całkiem możliwe, szczególnie w sobotę z Levante, gdzie sędziuje inny „ulubieniec” Athletic a wiec Perez Montero.

 

Na koniec jeszcze kilka uwag odnośnie sędziego. To ze wypaczył wynik meczu to pewne bo Athletic był zespołem lepszym. Jednak z arbitrem się nie wygra, szczególnie w La Liga. Ciekawe były informacje jakie dziennikarze uzyskali od zawodników Athletic. Mikel Rico w strefie mieszanej na pytanie, co mówił Mateu Lahoz na temat nieuznanej bramki powiedział ze w rozmowie z sędzia uzyskał informacje ze powodem anulacji gola był spalony Aduriza. I to by się zgadzało z sygnalizacja sędziego w czasie meczu. Problem w tym, ze o spalonym nie może być mowy bo wszyscy piłkarze Athletic w momencie podania byli z dobry metr przed linia obrony i nabiegali na piłkę. Żaden nie był za linia defensywy Malagi. Najciekawiej jednak było później bo z arbitrem w korytarzu stadionu rozmawiał również Carlos Gurpegi. Według wersji naszego kapitana Mateu Lahoz tłumaczył anulacje bramki rzekomym faulem Laporte’a na obrońcy Malagi. Szkoda ze w powtórkach trudno dostrzec jakikolwiek kontakt naszego stopera z defensorami Boquerones. Chyba sam sędzia nie wie za bardzo co tam zagwizdał a liniowy chyba nie do końca wie co widział i dlaczego jego chorągiewka powędrowała w gore. Swoja droga, wobec różnych wersji jakie podawał Mateu Lahoz jestem ciekaw jak cala sytuacja została opisana w protokole meczowym. A może ktoś ma jakieś pomysły?

 

Statystyka meczu:

Składy:

Malaga: Kameni – Rosales, Sanchez, Weligton, Antunes – Camacho, Sergi Darder (84’ Recio) – Juanmi (63’ Samuel), Luis Alberto (73’ Duda), Horta – Santa Cruz.

Trener: Javi Gracia

 

Athletic: Iraizoz – Iraola, Gurpegi (60’ San Jose), Laporte, Balenziaga – Mikel Rico, Iturraspe – Susaeta (82’ Guillermo), Benat (46’ Ibai), Muniain – Aduriz.

Trener: Ernesto Valverde

 

Wynik: 1 – 0

Bramka: 35’ Luis Alberto

Żółte kartki: Camacho, Horta, Samuel – Iraizoz, Gurpegi, Laporte

Czerwone kartki: Duda – 88’, Antunes – 91’

Posiadanie piłki: 41% - 59%

Strzały: 12 – 13

Strzały celne: 3 – 5

Rzuty rożne: 5 – 4

Spalone: 3 – 3

Interwencje bramkarzy: 5 – 2

Piłki stracone: 81 – 79

Piłki odzyskane: 55 – 50

Podania: 390 – 586

Faule: 8 - 19

Widzów: ok. 27 tys.

Sędzia: Mateu Lahoz jako główny oraz Cebrian Devis i Canales Cerda na liniach. Cala trojka pochodzi z Walencji.  

 

Ostatni/poprzedni mecz

Następny mecz

Athletic   -  Getafe

-:-

 Data: 25.11.2018 godz. 12.00

Stadion: San Mames

Sędzia:

Poprzedni mecz

Atletico-   Athletic

-:-

 Data: 10.11.2018 godz. 18:30

Stadion: Wanda Metropolitano

Sędzia: Sanchez Martinez

Tabela ligowa

Nr. Drużyna Bramki Pkt
1. Barcelona 74 - 13 75
2. Atletico 49 - 14 64
3. R.Madryt 73 - 33 60
4. Valencia 57 - 31 59
5. Villarreal 40 - 33 47
6. Sevilla 37 - 44 45
13. Athletic 29 - 33 35
18. Las Palmas 21 - 58 21
19. Deportivo 26 - 60 20
20. Malaga 16 - 45 14

Pełna tabela [click]

Shoutbox

Latest Message: 9 months, 1 week ago
  • Joxer : Dzisiaj mecz rezerw o 16.00. Transmisja pod tym linkiem: «link»
  • Joxer : Kto ma ochotę i czas to dzisiaj o 16.00 derby rezerw z Sociedad - link do transmisji: «link»
  • Joxer : Witamy :)
  • Sylas : Witam
  • Leones2 : Transmisja dzisiejszego meczu na Tvp Sport :)
  • Leones2 : A co odnośnie Kepy. Skoro nie pasują mu takie zarobki, chce być gwiazdą światowego formatu, jak to napisał Aitor zagrał w 34 spotkaniach, to ja bym go posadził na ławę(albo i tak zrobiłby to Real Madryt) i może się stać jak z Llorente, też mu coś nie pasowało, ( odszedł chyba za darmo), myślał że się bardziej rozwinię, ale się pomylił , i wędrował z klubu do klubu :D Jak Kepa odejdzie z Athletic, tylko dla kasy,to życzę mu z całego serca żeby było jak z Llorente.
  • Joxer : A co do Ganei to nie jest baskiem ale jest wychowankiem klubu z Kraju Basków i o ile mi wiadomo między 9 a 18 rokiem wychowywał się i trenował w Kraju Basków. Dzisiaj albo jutro jeszcze napiszę coś właśnie o Ganei bo Athletic bardzo się nim interesuje oraz o planowanych przedłużeniach kontraktów. No i jeszcze napiszę dość ciekawy moim zdaniem artykuł o dość niepokojącej decyzji jaką podjął Urrutia ocierającej się o sabotaż klubu.
  • Joxer : Nie no spoko :) Chciałbym częściej coś wrzucać ale zwykle jest tak że muszę z kilku artykułów robić jeden bo newsów o Athletic jest mało gdyż jest to bardzo hermetyczny klub i mało co się wydostaje na zewnątrz ;)
  • Leones2 : A tak chciałbym się Ciebie Joxer czegoś jeszcze zapytać? Czy Cristian Ganea jest w jakimś stopniu baskiem?
  • Leones2 : No spoko. Rozumiem, żeby artykuł był godny tej strony, czysta profesja , trzeba poświęcić czas. Ja się tylko zapytałem tak z ciekawości, bo artykuły były co tydz. i tak się zastanawiałem co się z nimi dzieje :D A tak ogólnie nie mam Tobie za złe że tak długo ich nie było, tylko zuchwała ciekawość :)

Guests are shown between [].

Only registered users are allowed to post

Reklama

 Jedyny polski serwis Los Leones
Sporting Lizbona - pierwszy polski serwis Sporting Clube de Portugal
 Liga Hiszpanska
Villarreal CF - Polski serwis
Malaga CF - MalagaCF.plSportowe wyniki na żywo
Strona o AS Monaco

Manchester United

Benfica LizbonaLeedsUtd.pl - Strona o Leeds United

Newcastle United