Jesteś tutaj: AthleticBilbao.pl
^Powrót na górę!

Przed nami ostatnie starcie w tym tryptyku ligowym i dla Athletic póki co najcięższy rywal z jakim dotychczas mieli się zmierzyć. Kolejna zła wiadomość to taka że mecz odbędzie się na wyjeździe co dodatkowo podwyższa poprzeczkę. W 7 kolejce ligowej Baskowie pojadą na La Ceramica by zmierzyć się w będącym w naprawdę wysokiej formie Villarrealem trenera Marcelino Garcii Torala. Drużyna Żółtej Łodzi Podwodnej rozpoczęła rozgrywki z wysokiego C podobnie jak ekipa z Bilbao, tyle że był to efekt naprawdę niezłej formy, a nie przypadku ja miało to miejsce w drużynie trenera Valverde. Mecz zapowiada się ciekawie bo jakby nie patrzeć to starcie dwóch ekip grających w Lidze Mistrzów. Jedyny problem to taki że obie grają w środę kolejne mecze pucharowe, w których po porażkach w pierwszych meczach zapewne zechcą powalczyć o punkty. Tak więc zapewne trenerzy będą chcieli oszczędzić podstawowych zawodników i to może się odbić na jakości widowiska. Ale jak będzie to zobaczymy. Początek spotkania w sobotę o godzinie 21.00. Mecz poprowadzi sędzia Sesma Espinoza.

W Bilbao bez mian, czyli rozdawnictwo punktów ma się dobrze. Atheltic w 6 kolejce ligowej zaledwie zremisował z czerwoną latarnią La Liga 1-1. Po pierwszej połowie Baskowie przegrywali 0-1 po kapitalnej bramce Azzedine Ounahiego. Na szczęście w drugiej części meczu nasz zespół pozbierał się i tuż po wznowieniu gry wyrównał dzięki precyzyjnemu i również ładnemu uderzeniu Mikela Jauregizara. Wydawało się że mając dużo czasu w drugiej połowie od wyrównania Los Leones pokuszą się o gola na wagę zwycięstwa ale w zasadzie nie starczyło wszystkiego – pomysłu, formy, skuteczności by podnieść z murawy komplet oczek, który powinny być spokojnie w zasięgu zespołu trenera Valverde. Tak więc kolejne punkty uciekły na San Mames i to z zespołem z końca tabeli i oby później ich nie brakowało w końcowym rozliczeniu gdy przyjdzie zajmować miejsca dające grę w europejskich pucharach.

Kolejka numer 6 i niestety ale pierwszy mecz, w którym Los Leones grają pod presją. Wszystko przez to że ostatnie trzy mecze, w tym dwa ligowe mówiąc ogólnie przewalili i to w stylu co najmniej żałosnym. O ile porażkę z Alaves można uznać za przypadek to już kolejne dwa mecze to tragiczna postawa głównie trenera Valverde, który kompletnie zawalił sprawę i teraz staje przed podwójnym wyzwaniem. Raz że musi zrobić rotacje, które powinien zrobić w sobotnim meczu, a dwa po prostu musi wygrać. Rywal na ten czas najłatwiejszy z możliwych a więc czerwona latarnia ligi, której prawie każdy strzela bramki i to w hurtowej ilości jak chce i właściwie gdzie chce. Tyle że wiadomo jak wyglądają mecze Basków z takimi drużynami, w których często niestety nasza drużyna gra rolę „Miłosiernego Samarytanina". Czy i tym razem będzie podobnie? Oby nie bo wygrana jest wręcz koniecznością, ale o tym przekonamy się we wtorkowy wieczór. Początek spotkania o godzinie 19.00. Poprowadzi je sędzia Munuera Montero.

W trakcie dzisiejszego meczu z Gironą Athletic po raz kolejny wręczy swoją nagrodę „One Club Man" oraz „One Club Woman". Tym razem Los Leones zdecydowali się na przyznanie wyróżnień dwójce byłych zawodników z Wielkiej Brytanii. Wybór padł na legendę Liverpoolu, obrońcę Jamiego Carraghera oraz Joelle Murray, również obrońcy tyle że szkockiego Hibernianu, która stosunkowo niedawno skończyła swoją karierę bo zaledwie rok temu. Anglik od wczoraj jest już w Bilbao gdzie jest gościem zarządu Athletic. Szkotka niestety nie mogła wczoraj dotrzeć do Bilbao z uwagi na zablokowane cyberatakami lotniska, ale dzisiaj przed południem już bez problemu pojawiła się w Kraju Basków i również odbierze swoja nagrodę. Tradycyjnie już nagrodę wręczą El Chopo Iribar oraz Eli Ibarra.

Valencia lepsza na Mestalla. Trzeci kolejny mecz bez kompletu punktów stał się faktem. Tylko że to nie Athletic przegrał, a ponownie trener Valverde przez swój bezsensowny upór, przeświadczenie o swojej doskonałości za czym idzie totalny brak pokory. Do tego dołożył się sabotaż w wykonaniu Daniego Viviana, który wyleciał z boiska z czerwoną kartką i przepis na porażkę gotowy. Do momentu gry w równych składach było ok, ale potem wszystko się posypało i dzięki bramkom Santamarii i Hugo Duro Los Ches wygrali 2-0 i zdobyli jakże cenne punkty bo blamażu w Barcelonie, które zapewne znacznie podbudują ich psychicznie przed kolejnymi meczami.