^Powrót na górę!

Ostatnie spotkanie w tym sezonie na San Mames. Spotkanie chyba najbardziej wyczekiwane bo kończące kompromitację zespołu w zasadzie na wszystkich płaszczyznach, szczególnie na La Catedral gdzie postawa była szczególnie rozczarowująca. Po nim pozostanie tylko jeszcze łomot od Realu Madryt na Santiago Bernabeu i wakacje. Obydwa zespołu grają już praktycznie o nic. Athletic dzięki remisowi Girony z Realem Sociedad zapewnił sobie matematyczne utrzymanie gdyż zespoły poniżej mające 5 punktów straty i walczące o ligowy byt mają mecze między sobą. Pozostaje tylko walka o jak najwyższą pozycję w La Liga i pieniądze. Celta też niespecjalnie musi się wysilać gdyż puchary ma zapewnione, a jedynie pozostaje kwestia tego czy zagra w Lidze Konferencji czy Lidze Europy. Raczej wątpliwe żeby Getafe, które ma szanse dogonić Celestes, wygrało obydwa spotkania mając za rywala zdesperowane Elche, które potrzebuje punktów jak również wciąż walczącą o utrzymanie Osasunę (chyba że wygra z równie zdesperowanym Espanyolem u siebie). Dla Celty jednak lepsza byłaby Liga Europy i o nią będzie walczyć. Początek spotkania w niedzielny wieczór o godz. 19:00. Sędzią będzie Pan Ortiz Arias.
W poprzedniej kolejce obydwa zespoły się nie popisały Celta postanowiła wykazać się gościnnością i podała pomocną rękę Levante w ich batalii o utrzymanie. Oczywiście oznacza to że przegrała swój mecz 2-3. To wszystko mimo dwukrotnego wychodzenia na prowadzenie dzięki bramkom Jutgli praktycznie tuż po gwizdkach sędziego rozpoczynających pierwszą i drugą połowę.. Levante wyrównywało, najpierw tuż przed przerwą za sprawą Arriagi, później dzięki trafieniu Dela, by zadać ostateczny cios w 63 minucie spotkania po trafieniu Brugue. Porażka ta nieco skomplikowała sprawę awansu zespołu z Balaidos do Ligi Europy bo ich przewaga nad Getafe stopniała do zaledwie 2 oczek. Baskowie również wykazali się dobrym sercem i podali rękę potrzebującemu Espanyolowi. Tyle że w innym stylu niż Celestes bo praktycznie bez walki dając punkty potrzebującemu ich jak tlenu Espanyolowi przegrywając 2-0 po trafieniach Milli i Kike Garcii. To oznacza że zespól trenera Valverde praktycznie nie walczy o nic.
Celcie można powiedzieć wyszło w tym sezonie praktycznie wszystko. Oczywiście mówimy o wynikach na miarę posiadanego potencjału. Trener Claudio Giraldez potwierdził swój talent trenerski i to że okazał się świetnym wyborem. Teraz może przebierać w ofertach bo interesuje się nim wiele klubów. I tutaj jest problem bo to że Giraldezowi wyszło w Celcie, którą zna od podszewki nie znaczy że wyjdzie mu gdzie indziej. W każdym razie na Balaidos radzi sobie naprawdę kapitalnie. Szczególnie że zespół pod jego kierunkiem awansował do półfinału Ligi Europy, który o ile jest naprawdę świetnym sukcesem to pozostawia pewien niedosyt gdyż rywal – Freiburg był spokojnie w zasięgu ekipy z Galicii, a oddali go praktycznie bez walki. No ale i tak sportowo było bardzo dobrze i finansowo również gdyż klub zarobił sporo kasy. Jeśli dodamy do tego ponad 40 mln euro zysków z transferów to uzbiera się pokaźna sumka, którą można całkiem nieźle zainwestować. Zresztą ekipa z Vigo już w zimie po awansie z grupy całkiem nieźle się wzmocniła, choć wydała zaledwie 1 mln euro kupując bocznego obrońcę Alvaro Nuneza z Elche. Udało się też wzmocnić środek pola biorąc za darmo z Lazio Urugwajczyka Matiasa Vecino. To jednak transfer krótkookresowy bo zawodnik ma 34 lata, ale zespół potrzebował go w zasadzie na rundę wiosenną żeby mieć kogoś do rotacji składu grając w pucharach. Zadanie spełnił a że nie kosztował nic poza pensją to tylko na plus. Na przyszły sezon może też się przydać bo umiejętności ma no i bezcenne doświadczenie, szczególie z pięcioletniej przygody w Interze Mediolan. Na Balaidos na wypożyczenie wrócił też Fer Lopez po nieudanej przygodzie z Wolverhampton, które poleciało z Premier League. Kto wie może mając teraz naprawdę sporo kasy uda się odkupić utalentowanego wychowanka Celestes. Klub już szuka dalszych wzmocnień na kolejny sezon i kilka ciekawych nazwisk jest na horyzoncie jak np. napastnik Lille – Mohamed Bayo, który obecny sezon spędza w Turcji i w 29 spotkaniach strzelił 15 bramek. Tak więc można powiedzieć że Celcie pozostało spokojne i bezstresowe dogranie sezonu do końca i myślenie już o kolejnym. Jedynym problemem wydaje się być sprawa trenera i tego czy zostanie na kolejne rozgrywki czy nie. Reszta patrząc na dotychczasowe działania klubu, który w końcu nie jest zależny tylko i wyłącznie od formy Aspasa oraz coraz lepszym ogarnianiu transferów wydaje się być formalnością. Tak więc ekipa z Vigo spokojnie i bez stresu mogła się przygotowywać do dzisiejszego meczu. Trener Giraldez nie będzie mógł skorzystać z dwójki zawodników – Starfelta, który ma problemy z plecami oraz Miguela Romana, który ma problemy ze stopą i dla niego sezon już się skończył. Niewiadoma jest dyspozycja Vecino, który narzekał na uraz mięśniowy, ale w kadrze na mecz się znalazł. Na pewno odczuwalny może być brak szwedzkiego środkowego obrońcy, który jest ostoją defensywy zepsołu Giraldeza. No ale akurat w tej formacji zawodników jest dostatek bo zespół wprawdzie gra systemem 3-4-3, ale ma w pierwszej drużynie aż 7 stoperów więc jest z czego wybierać. Szczególnie że dobrze wprowadzili się do pierwszej drużyny dotychczasowi piłkarze rezerw jak Lago czy Manu Fernandez, co niego zluzowało niezwykle doświadczonego, aczkolwiek dalej potrzebnego Marcosa Alonso czy też spisującego się coraz gorzej Josepha Aidoo. Reszta pozycji ma optymalną obsadę i tylko od planu trenera na ten mecz zależy zestawienie osobowe podstawowej jedenastki. Na co zwrócić uwagę w grze przeciwko Celcie? W zasadzie na wszystko. Celta świetnie operuje piłką, szybko doskakuje do rywala i potrafi błyskawicznie przenieść się pod bramkę rywali. Trzeba uważać na własne błędy by nie dać się skontrować.
W Athletic nastroje minorowe i zapewne wszyscy w klubie chcieliby żeby ten sezon już się skończył. Utrzymanie już jest pewne bo Sociedad zremisował z Gironą, która ma 5 oczek straty do Los Leones na 2 kolejki do końca. Poza tym jeszcze 3 zespoły które mają podobną stratę grają w czwórkę między sobą mecze więc nie ma szans żeby wszystkie nawet dociągnęły punktowo do ekipy z Bilbao. Teoretycznie jest jeszcze szansa na puchary ale to należy rozpatrywać w kategoriach cudów bo Getafe musiałoby zdobyć maksymalnie 1 punkt w dwóch meczach co też jest nierealne, a ekipa Valverde musiałaby wygrać 2 spotkania. O ile z Celtą może i się uda to później jest wyjazd na Santiago Bernabeu, więc naprawdę szanujmy się. Sezon się po prostu skończył więc jedyna motywacja zawodników to godne pożegnanie trenera, swojego kolegi zespołu no i z kibicami po tym wręcz beznadziejnym sezonie w ich wykonaniu. Valverde chyba też myśli już o zakończeniu sezonu, którego demony w postaci kontuzji wróciły. Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się że to co najgorsze zostało zażegnane, ale ponownie wróciło. Posypał się Nico Williams, Oihan Sancet dla których sezon już się skończył. Komplikacje przy powrocie Pradosa, który już nie ma szans zagrać w rozgrywkach po urazie więzadeł. Wydawało się że dołączy do tego towarzystwa Yuri, ale nasz boczny obrońca jakoś się wykaraskał z kłopotów zdrowotnych. No ale skoro nie dopadło Yuriego to dopadło Viviana, który ma uraz kostki i prawdopodobnie też może już udać się na wakacje. Jednak te urazy są niegroźne i zawodnicy wrócą zapewne na początek przygotowań do nowych rozgrywek. Niestety fatalne wieści doszły do kibiców w piątek. Na czwartkowym treningu z powodu urazu kolana musiał zejść Unai Egiluz. Nasz utalentowany środkowy obrońca od razu poszedł na szczegółowe badania, a diagnoza brzmi jak wyrok. Kolejne zerwanie więzadła w tym samym kolanie. Egiluza czeka kolejna operacja i rehabilitacja. Na razie nie wiadomo ile będzie trwała przerwa ale najprawdopodobniej będzie miał kolejny sezon z głowy. Zupelnie jak obecny który stracił właśnie z powodu takiego samego urazu, którego doznał 30 lipca w meczu kontrolnym z Santander. Początkowo sądzono że jest to skręcenie kolana, ale szczegółowe badania wykazały zerwanie i 6 sierpnia przeszedł operację po której odbyła się długa rehabilitacja. W połowie lutego rozpoczął treningi z pierwszym zespołem, ale do dziś nie zagrał ani minuty mimo kilku powołań na mecze. I kto wie czy zagra jeszcze w ekipie Los Leones o ile w ogóle będzie mógł grać w piłkę bo powtórna rekonstrukcja tego samego więzadła niekoniecznie powiedzie się w takim stopniu by zawodnik mógł grać. Tak więc Txingurri można powiedzieć że wrócił do punkty wyjścia. Tak więc jest niewesoło bo zawodnik, który zaczyna dochodzić do formy zaraz się sypie. Tak więc można powiedzieć że koniec sezonu będzie wybawieniem chyba dla wszystkich bez względu na wyniki i pozycję w La Liga. Zawodnicy miejmy nadzieję zregenerują się w tym czasie i przystąpią do kolejnego już w pełni dyspozycji. A nam pozostanie pytania, na które nie dostaniemy chyba nigdy odpowiedzi czyli co się stało w tym sezonie że było tyle kontuzji i co się stało z Valverde, który prowadził drużynę jak totalny amator. I chyba w sumie będzie to nieistotne. Na pewno jednak czeka nowego szkoleniowca ogrom pracy by odbudować drużynę po tych katastrofalnych rozgrywkach. Na razie jednak kończymy obecne rozgrywki. Na pojedynek z Celtą Valverde powołał w zasadzie wszystkich dostępnych zawodników uzupełniając kadrę o odesłanego do rezerw Seltona. Tak więc lista prezentuje się następująco:
Bramkarze: Simon, Padilla
Obrońcy: Gorosabel, Yeray, Paredes, Areso, Laporte, Lekue, Yuri, Adama
Pomocnicy: Vesga, Galarreta, Jauregizar, Unai Gomez, Rego, Selton, Berenguer, Navarro
Napastnicy: Inaki Williams, Guruzeta, Sannadi, Serrano, Izeta.
Braki to jak już wspomniałem zawodnicy kontuzjowani. A kogo zobaczymy na murawie? Prawdopodobnie najmocniejszą jedenastkę na jaką stac w tej chwili Los Leones czyli Simona w bramce, Gorosabela, Yeraya, Laporte i Yuriego w obronie, Jauregizara i Galarretę w pomocy, Inakiego, Unaia i Alexa w pomocy oraz Gorkę na szpicy. Pytanie teraz jak to będzie wyglądało na murawie i czy naszego trenera nie podkusi znowu wystawić Alexa na mediapunta a unaia Gomeza na lewej flance, co by było katastrofą dla ofensywnych poczynań zespołu. Miejmy jednak nadzieję że przynajmniej w ostatnim swoim meczu przed publicznością na San Mames obędzie się bez kombinacji.
Faworytem tego meczu będzie Celta. Przede wszystkim dlatego że chyba jednak jest w lepszej formie i ma mniej osłabień niż Athletic. Kolejna sprawa to taka że po prostu Celta nie musi, a gra na luzie sprzyja uzyskiwaniu lepszych wyników niż gra pod presją gdzie koncentrujesz się na maksa na wszystkich, jesteś bardziej spięty. Luz w grze naprawdę jest lepszy. Athletic będzie musiał się naprawdę nieźle napracować żeby wyciągnąć z tego meczu komplet punktów. A to jest ważne, choćby po to by godnie pożegnać swojego szkoleniowca i podziękować kibicom, którzy mimo katastrofalnej postawy ich pupili byli zawsze z nimi i gorąco ich dopingowali na La Catedral. Miejmy nadzieję że uda się godnie zakończyć te rozgrywki w domu.
Ten mecz to przede wszystkim czas pożegnania kibiców z trenerem legendą Athletic. Valverde ogłosił już jakiś czas temu że odchodzi ze stanowiska wraz z zakończeniem sezonu. Następcę już znamy – Edin Terzić i po ostatnim meczu w sezonie zostanie On zaprezentowany, ale na razie czeka nas wyjątkowe pożegnanie trenera legendy klubu. Wprawdzie obecny sezon w jego wykonaniu jest dramatyczny i będzie sporą skazą w jego karierze na San Mames, ale liczy się całość. A ta jest naprawdę imponująca. Awanse do Ligi Mistrzów, Puchar Króla czy SuperPuchar to z takim zespołem i z takimi ograniczeniami jakie ma Athletic to spory wyczyn. Tak samo jak w obecnych czasach poprowadzić jeden zespół w 504 spotkaniach czy też spędzić w jakimś klubie 10 sezonów. Długo nikt nie pobije jego rekordów o ile w ogóle to się to komukolwiek uda. Przepaść nad drugim trenerem z największą liczbą spotkań jest ogromna – Javier Clemente ma 289 pojedynków na swoim koncie jako szkoleniowiec.
Nie tylko Txingurri będzie miał swój trybut. Z kibicami na San Mames pożegna się też jeden z kapitanów zespołu – Inigo Lekue. Nasz obrońca po tym jak władze klubu nie zdecydowały się na przedstawienie nowej umowy (zapewne pod wpływem Edina Terzicia, który skreślił zawodnika na przyszły sezon) zdecydował się wraz z zakończeniem obecnego sezonu skończyć karierę zawodnika mając zaledwie 33 lata. Lekue nie był żadnym wybitnym zawodnikiem, do historii też nie przejdzie, ale nie można o nim powiedzieć że nie był lubiany przez kolegów jak i przez kibiców. O jego niedostatkach w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła można też wiele mówić, ale przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na jego serce do gry, poświęcenie dla klubu oraz zawsze gotowość do gry. Nigdy nie narzekał na swoją rolę czy to podstawowego zawodnika czy rezerwowego, z pokorą przyjmował to co mu przyniósł los i zawsze wyżej cenił dobro klubu ponad swoje własne. To pozwoliło mu spędzić w klubie 11 sezonów i rozegrać póki co 281 spotkań w koszulce Athletic. Na swoim koncie zapisze też 2 Superpuchary Hiszpanii (2014/2015 i 2019/2020) oraz Puchar Króla (2023/2024) i tutaj trzeba uczciwie przyznać że zrobił to na boisku będąc ważnym ogniwem drużyny. Jedną z jego nielicznych zalet była wszechstronność, ceniona przez trenerów. Zaczynał na skrzydle, skończył na boku, a właściwie bokach obrony, dzięki czemu szkoleniowcy którzy prowadzili zespół mieli zawsze jeden kłopot mniej z obsadą pozycji w klubie. Swoją karierę zaczynał w Danok Bat skąd trafił do Lezamy, a następnie do Basconii i Bilbao Athletic, z którym awansował do Segunda Division, co też dało mu wejście do pierwszej drużyny. Zakończenie przez Inigo Lekue kariery pilkarskiej oznacza że zakończy karierę jako One Club Man Athletic. Na pewno zostanie za to zapamiętany ze słów jakie wypowiedział po zdobyciu Copa del Rey z balkonu Ratusza, które brzmią w uszach kibiców do dzisiaj: „Wszyscy jesteśmy kibicami Athetic z z jakiegoś powodu, a ponad wszystko przez kogoś. Przez bardzo ważnych ludzi w naszym życiu, którzy zaszczepili w nasz miłość do Athletic i jego wartości. Oni uczynili je naszymi i z wielu powodów teraz nie ma ich wśród nas. To jest dla nich wszystkich, dla tych którzy pomogli nam wygrać ten Puchar będąc tam wysoko ponad nami". Były to słowa, trybut dla jego zmarłego ojca, który odszedł kilka miesięcy wcześniej.
Lekue odejdzie jako wierny żołnierz Ernesto Valverde, wraz ze swoim można powiedzieć „dowódcą". Bo to właśnie Txingurri dał mu zadebiutować 14 sierpnia 2015 roku, właśnie w pojedynku SuperCopa z Barceloną wygranym aż 4-0, który otworzył Baskom drogę do pierwszego trofeum w XXI wieku. Można powiedzieć ze domknęło się pewne koło.
Przewidywane składy:
Athletic: Simon – Gorosabel, Yeray, Laporte, Yuri – Galarreta, Jauregizar – Inaki Williams, Unai Gomez, Berenguer – Guruzeta.
Trener: Ernesto Valverde
Celta: Radu – Javi Rodriguez, Lago, Marcos Alonso – Mingueza, Fer Lopez, Moriba, Carreira – Jugla, Borja Iglesias, Williot.
Trener: Claudio Giraldez
Data: 17.05.2026 godz. 19:00
Miejsce: Bilbao, Estadio San Mames (poj. 53331)
Sędzia: Ortiz Arias
Komentarze
Inaki to ma nawet problem z przyjęciem piłki.... Jauregizar powinien siedzieć na ławie bo chłop ledwo nogami powłóczy gdyż Valverde go zajechał....Jed ynie coś tam Gorka się stara, momentami Berenguer.... Reszta chyba czeka na wakacje na Ibizie i imprezę pożegnalną Txingurriego gdzie będzie można się napić i pomacać panienki bo tak grają jakby myślami byli gdzie indziej a nie na boisku....
Zobaczymy co Txingurri wymyśli w przerwie... czy da rady odwrócić losy spotkani a odejść ze zwycięstwem czy po prostu podsumuje swoje dokonania w tym sezonie....
Szkoda że Lekue nie dał zagrać :(
Kurcze jednak dało się przeprowadzić dobre zmiany, zagrać ofensywnie wpuszczając dużą ilość zawodników ofensywnych na boisko... jak trzeba to można... trzeba tylko chcieć a nie pierd.... robotę Panie Valverde....
Jeszcze tylko wpiedziel od Realu Madryt i wakacje ;)
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.