Jesteś tutaj: AthleticBilbao.pl » Kolejna kompromitacja - Espanyol lepszy na Cornella El Prat... relacja!
^Powrót na górę!

Kolejne upokorzenie i pokaz bezmyślności trenera Valverde w sezonie 2025/2026. Athletic przegrał na Cornela El Prat z desperacko walczącym o utrzymanie Espanyolem 2-0 po trafieniach Milli i Kike Garcii. To jeszcze nie jest najgorsza wiadomość bo Los Pericos od czasu zwycięstwa na San Mames w grudniu przez 17 kolejnych spotkań nie potrafiło zgarnąć kompletu oczek notując jedynie parę remisów. W zasadzie drużynę Manolo Gonzaleza lał kto i jak chciał, a zdobycz punktowa była dziełem przypadku. Do czasu aż Athletic postanowił niczym Miłosierny Samarytanin wyciągnąć pomocną dłoń i wspomóc rywala grając po prostu beznadziejnie. Największą zasługę w tym ma niestety trener Valverde, który powrócił do „najskuteczniejszej" taktyki Los Leones czyli z Inakim Williamsem na szpicy i Berenguerem na prawej flance. Ustawienie to działało od święta, zwykle gdy rywal pokpił sprawę a trener rywali okazał się wyjątkowym amatorem. Na Espanyol nie miało prawa podziałać i efekt był jaki był, czyli kolejna porażka w beznadziejnym stylu. Jakby tego było mało urazu doznał Dani Vivian, który skręcił nogę w kostce i żegna się z sezonem. Można więc powiedzieć że koszmary z kontuzjami w tym sezonie wróciły.
Pierwsza połowa wyglądała jeszcze przyzwoicie, zapewne dlatego że Manolo Gonzalez przygotował się na poważną grę i nie sądził że Valverde zachowa się po raz kolejny jak totalny amator i nie podstawi swojej drużyny na tacy swoimi bezsensownymi pomysłami. Espanyol mógł jako pierwszy uzyskać prowadzenie już w 8 minucie za sprawą świetnej akcji Roci, który przedryblował naszych obrońców i dogodnej pozycji próbował uderzyć, ale na szczęście niecelne. W odpowiedzi po świetnej centrze Areso w polu karnym doskonale znalazł się Unai Gomez, który próbował uderzać głową, ale też fatalnie zmarnował dogodną sytuację. W 12 minucie kapitalną centrę w pole karne do Berenguera posłał Galarreta. Nasz skrzydłowy uderzył lekko ale sprytnie i celnie na tyle jednak żeby sprawić potężne problemy Dmitroviciowi. W 20 minucie z kolei kapitalną okazję miał Romero, który wpadł w pole karne i niemal w sytuacji oko w oko z Unaiem strzelił idealnie, ale nasz portero wykazał się kapitalnym refleksem i zdołał odbić piłkę. W 20 minucie kapitalną okazję miał Romero, który podłączył się do akcji ofensywnej i dostał kapitalne podanie na sytuację sam na sam z Simonem, ale nasz bramkarz popisał się świetnym refleksem i zdołał wybronić uderzenie obrońcy Espanyolu. Espanyol atakował dalej, ale obrońcy dobrze radzili sobie z zapędami ofensywnymi rywali czyszcząc bardzo groźne akcje bramkowe z 22 czy też z 31 minuty. W 32 minucie natomiast zakotłowało się pod bramką Dmitrovicia i finalnie akcję przewrotką próbował wykończyć Berenguer, ale bez powodzenia. W odpowiedzi również efektownie próbował akcję piętą wykończyć Roberto, który dostał bardzo dobre dośrodkowanie z lewej flanki, ale Simon był na posterunku. Po chwili ładnym uderzeniem, aczkolwiek minimalnie niecelnym popisał się Edu Exposito. W 37 minucie w ostatniej chwili Riedel interweniował przy centrze Galarrety, która szła prosto do szykującego się do strzału Inakiego Williamsa. W 40 minucie kolejny kocioł w polu karnym Espanyolu o mało co nie zakończył się bramką, ale ostatecznie po strzale Laporte'a piłkę trafiła w słupek, a potem zdołał ją zgarnąć Dmitrovic. W samej końcówce pierwszej połowy jeszcze strzał celny oddał Edu Exposito, który bez większych problemów obronił Simon, a w odpowiedzi Unai Gomez sprytnie próbował strzelać na bramkę Los Pericos, piłkę odbiła się od Cabrery i ostemplowała słupek po zewnętrznej stronie. Po pierwszej połowie na Cornella El Prat był wynik 0-0.
Na drugą połowę nie wyszedł Vivian, który doznał urazu, ale dograł pierwszą część do końca. Szkoda tylko że reszta jego kolegów nie wyszła, a w każdym razie jeśli była to na pewno nie myślami. Espanyol po drobnych korektach taktycznych przejął niemal zupełnie inicjatywę, a Los Leones tylko się przyglądali. Na bramkę Simona sunęły kolejne akcje, a każda z nich coraz bardziej niebezpieczna. Obrona Basków jednak dobrze się trzymała aż do 70 minuty. Wtedy to Romero świetnie znalazł się na lewej flance, próbował dośrodkować ale został zablokowany. Piłka jednak trafiła do niego ponownie więc ponowił akcję, tym razem skutecznie. Futbolówka dotarła na krótki słupek gdzie bardzo dobrze wchodził Milla i z pierwszej piłki, wolejem wpakował ją do siatki nie dając szans Simonowi. Cztery minuty później mogło być już 2-0, ale bardzo mocne uderzenie głową Cabrery zdołał wybronić Simon. Espanyol nieco spuścił z tonu i Los Leones otrzymali swoją szansę. W 82 minucie mieliśmy w zasadzie jedyną akcję bramkową Basków w tej części meczu gdy uderzenie Guruzety (Yeraya?) po rzucie rożnym bitym na bliski słupek wylądowało na obramowaniu bramki. Za to minutę później w zamieszaniu podbramkowym po centrze bodajże Jofre o mało co a Laporte wpakowałby piłkę do własnej bramki po interwencji Yeraya. Niestety w doliczonym czasie gry Papużki przypieczętowały swoje zwycięstwo. Terrats posłał daleką piłkę na połowę Athletic, Pickel zgrał głową za plecy gdzie znalazł się Kike Garcia, który pognał samotnie na bramkę Simona i w starciu sam na sam nie dał szans naszemu portero. Kombinacja błędów od złamania linii spalonego (Gorosabel???) poprzez zgubienie krycia strzelca (Adama) oraz brak asekuracji (gdzie był Yeray?). I to w zasadzie tyle jeśli chodzi o ten mecz. Athletic w pełni zasłużenie przegrał z Espanyolem 2-0 i kontynuuje serię beznadziejnych występów.
Mecz tradycyjnie zawalił Valverde. Upór naszego trenera z ustawianiem Inakiego na szpicy jest zadziwiający. Nasz kapitan nigdy nie był i nie będzie snajperem. To że w juniorach nastrzelał mnóstwo bramek naprawdę nie znaczy że tyle samo będzie strzelał w seniorach, tym bardziej że w rezerwach grał jako skrzydłowy i zaliczał swoje najlepsze występy właśnie na tej pozycji. To samo było w pierwszej drużynie gdzie najlepsze sezony i mecze Inaki zalicza grając na skrzydle a nie na pozycji napastnika gdzie traci połowę swojej wartości. Nie chcę urazić Txingurriego i innych trenerów Athletic, ale po tylu sezonach w pierwszym klubie nawet małpa by się nauczyła że wystawianie starszego Williamsa na szpicy to nieporozumienie bo On tam nie potrafi grać. Widać było w pierwszej połowie że zawodnicy nie mają z kim grać w ataku i co z tego że szły centry w pole karne jak wychodzili do nich Unai gomez czy Berenguer, którzy raz że nie mają szans wygrać pojedynku główkowego z wyższymi co najmniej o głowę stoperami, a dwa że Inaki nawet nie próbował odciągać kryjących go obrońców od swoich kolegów co w takich sytuacjach robi typowy snajper. Przez to w polu karnym było zagęszczenie rywali i ciężko było przeprowadzić jakąkolwiek akcję. Jeszcze teoretycznie można by zrozumieć takie ustawienie gdyby Athletic zagrał wysokim, agresywnym pressingiem, ale nawet tego nie było bo Espanyol rozgrywal piłkę jak chciał. Generalnie w tym sezonie pressing w wykonaniu Basków leży totalnie i nie wiadomo co się stało od poprzedniego sezonu gdzie wyglądało to naprawdę świetnie i dzięki temu udawało się wygrać kilka meczów. Tego nie ma od początku sezonu i nie było kompletnie w tym meczu. A takie zespoły jak właśnie Papużki można w ten sposób łatwo pokonać bo ich obrona jest po prostu słaba i przy mocniejszym naciśnięciu strasznie się gubi. I tak jeszcze w pierwszej połowie to wyglądało nawet dobrze, ale raczej zasługa w tym Espanyolu, który jak wspominałem był nastawiony na inną grę Los Leones i inne zestawienie. Było to widać w drugiej części gdy Manolo nieco zmienił taktykę, przy zupełnie biernej postawie Valverde, który nie zrobił w szatni nic by zaskoczyć rywala, i gospodarze zagrali o wiele lepiej, tak że Athletic praktycznie nie miał okazji nie tylko do zdobycia goli, ale i z rzadka był w stanie kreować akcje ofensywne. Manolo tym samym wymierzył soczysty policzek Txingurriemu, jak wielu trenerów w tym sezonie, przy zupełnie biernej postawie naszego trenera. Bez urazy dla Manolo Gonzaleza, ale gostek, który ledwo skończył trenować zespół rezerw, a od dwóch lat jest w poważnej piłce zjadł na śniadanie a potem napluł w twarz szkoleniowcowi, który ma lepszych piłkarzy w składzie a sam zdobywał tytuły i puchary z Barceloną, Olimpiakosem i nawet z Athletic, a w zeszłym sezonie dotarł do półfinału Ligi Europy. Przecież to totalny wstyd. I wielu trenerów w tym sezonie tak robiło że po prostu upokarzało Valverde jak chciało i kiedy chciało. Zresztą tez postawa naszej obrony w tym meczu była żałosna i wyglądało to momnetami jakby zawodnicy pierwszy raz ze sobą grali. A to jest 36 kolejka ligowa. Trudno powiedzieć co Txingurri robi na treningach żeby zgrać formacje w różnych konfiguracjach, ale wygląda to tak jakby nic nie robił. Jak gra Yuri z Nico na lewej to jeszcze jakoś to wygląda, ale prawa strona nie istnieje w defensywie, a lewa w składzie rezerwowym również. W ofensywie z kolei w podstawowym składzie lewa funkcjonuje dobrze, ale prawa zupełnie, choć akurat w pojedynku na Cornella El Prat wyglądało to nieźle w przeciwieństwie z kolei do lewej flanki gdzie grał Navarro z Adamą. Z zawodników jedynymi, którym należy się wyróżnienie to Berenguer oraz Galarreta, którzy starali się napędzać ofensywę Los Leones. Tyle że dwójka zawodników na w sumie 6 to zdecydowanie za mało. Zapewne byłoby lepiej gdyby w składzie był środkowy napastnik, no ale Valverde miał inny pomysł na ten mecz, ale raczej jego brak. Navarro czy Areso posyłali naprawdę fajne centry w pole karne, ale cóż odbiorcy żadnego nie było, a Alex walczący w powietrzu z rosłymi defensorami rywali to po prostu nieporozumienie. Jeszcze jakby była inna taktyka i zdecydowano by grać po ziemi, kombinacyjnie, szybko prostopadłymi podaniami za plecy obrońców bo skłąd wystawiony przez Valverde właśnie do tego był predysponowany to można by zrozumieć pewne rzeczy ale w sytuacji gdy po prostu gra się wysokimi piłkami i skrzydłami jest to zupełnie bez sensu. Nad przygotowaniem zespołu pod rywala nawet nie będę się rozwodził bo po raz kolejny go po prostu nie było.
Statystyka meczu:
Składy:
Espanyol: Dmitrovic – El Hilali, Riedel, Cabrera, Romero – Urko (90' Pickel) – Edu Exposito (84' Terrats), Pol Lozano – Antonio Roca (63' Pere Milla), Roberto (83' Kike Garcia), Ruben Sanchez (63' Jofre).
Trener: Manolo Gonzalez
Athletic: Simon – Areso (71' Gorosabel), Vivian, (46' Yeray), Laporte, Adama – Galarreta (63' Jauregizar), Rego – Berenguer, Unai Gomez (78' Serrano), Navarro – Inaki Williams (63' Guruzeta).
Trener: Ernesto Valverde
Wynik: 2 – 0
Bramki: 70' Milla, 93' Kike Garcia
Kratki: brak
Posiadanie piłki: 63% - 37%
Strzały: 12 – 11
Strzały celne: 5 – 4
Rzuty rożne: 8 – 9
Podania: 388 – 275
Spalone: 4 – 2
Faule: 9 – 14
Dośrodkowania: 25 - 28
Widzów: 29943
Sędzia: Jose Hernandez