^Powrót na górę!

Dwa dobre mecze i tyle chyba wystarczyło dla zawodników Los Leones. Athletic przegrał kolejny mecz na San Mames, tym razem będąc gorszym zespołem od znajdującej się kilka pozycji niżej Valencii i jeszcze bardziej skomplikował sobie życie w tym sezonie. I to wszystko na 3 mecze przed końcem rozgrywek. Mecz ten to kompromitacja drużyny i trochę trenera Valerde, którzy po dobrych zawodach z Atletico i naprawdę dobrym meczu z Alaves chyba stwierdzili że są tak świetni że będąca bez formy ekipa Los Ches, która przegrała tydzień wcześniej z rezerwami Atletico i to u siebie po prostu położy się i będzie prosić o najniższy wymiar kary. A tutaj zonk, bo rywal był zdesperowany i po prostu bardziej mu się chciało, co wystarczyło na ekipę z Bilbao. Całość upokorzenie dopełnia jedyna bramka w tym meczu strzelona przez Umara Sadiqa, chyba największego parodysty na pozycji środkowego napastnika w całej La Liga, za którego swego czasu Sociedad zapłacił 20 mln euro i pozbył się najszybciej jak się dało ciesząc się że nie musiał dopłacać żeby go ktoś zabrał z Mestalla. To zresztą i tak mały wymiar kary bo w pierwszej połowie goście mieli rzut karny zmarnowany przez Hugo Duro.
Żeby po prostu nie zjechać naszych zawodników od góry do dołu i nie używać wulgaryzmów, które nasuwają się na sama myśl o tym pojedynku to znajdźmy jakiś pozytyw. I tym była całkiem niezła gra w piłkę czyli operowanie nią. I to w zasadzie jedyne co mogło się podobać. Tyle że za wrażenie artystyczne ani goli ani punktów nie dają, a obraz taki tylko zaciemnia beznadzieję tego meczu począwszy od podejścia zawodników do spotkania, poprzez taktykę i przygotowanie do meczu a na realizacji, a właściwie braku realizacji czegokolwiek kończąc. Dość powiedzieć że Athletic miał tak naprawdę ze 2 może 3 dogodne sytuacje do zdobycia bramki w tym 2 setki. Obie w drugiej połowie spotkania gdy sytuację sam na sam spartolił Inaki Williams, a kapitalne uderzenie głową Unaia Gomeza w jeszcze lepszym stylu obronił Dimitrievski. Valencia może zagrała mniej efektownie, ale za to efektywnie wykorzystując właściwie każdy błąd zawodników Los Leones. Tak jak miało to miejsce w 27 minucie gdy spóźnił się z interwencją Yuri i faulował zawodnika Los Ches w polu karnym. Na szczęście Hugo Duro trafił w poprzeczkę. To samo można powiedzieć o sytuacji po której rywale strzelili bramkę. Dwóch zawodników Athletic nie było w stanie powstrzymać Riojy przed dośrodkowaniem, a potem katastrofalnie pokpił sprawę Vivian dając się uprzedzić Sadiqowi. To był naprawdę kryminał naszego stopera, który notuje katastrofalny zjazd formy. Zachowanie Gorosabela i w szczególności Vesgi nawet nie będę komentował bo nazwać to amatorstwem to najłagodniejsze określenie. W zasadzie można powiedzieć że Mikel swoim zachowaniem czyli odpuszczeniem rywala gdy zobaczył nadbiegającego Gorosabela po prostu umożliwił celne dośrodkowanie w pole karne gdyż zostawił sporo miejsca skrzydłowemu. Vesga powinien pilnować Rioję do końca i wraz z Gorosabelem podwoić krycie co by się skończyło zapewne na stracie piłki. A tak Gorosabel na początku akcji zgubił krycie, Vesga markował asekurację nie potrafiąc podjąć właściwej decyzji i katastrofa gotowa. Poza tym Valencia nie zaprezentowała nic szczególnego, grała głównie z kontry i jak tylko nadarzała się okazja to próbowała zagrozić bramce Simona. A zagrażała tylko i wyłącznie na własne życzenie Los Leones.
Athletic w tym meczu zagrał po prostu jak Athletic. Sezon w pigułce w jednym meczu na czele z kolejnymi beznadziejnymi decyzjami Txingurriego, który kolejny raz kompletnie nie przygotował zespołu pod rywala. Z całym szacunkiem dla naszego szkoleniowca, ale w formie w jakiej są jego zawodnicy to jest po prostu kluczowe gdyż pozwala ukrócić przynajmniej zapędy ofensywne przeciwnych zespołów. Tutaj nie zrobiono po prostu nic. Skoro Los Leones nie idzie w ataku to trzeba przynajmniej zadbać o to żeby w obronie było ok i rywal miał jak najmniejsze pole do popisu. Tymczasem od początku sezonu ekipa z Bilbao gra w „Uda" czyli „albo się uda albo się nie uda" i trudno widzieć w tym jakaś myśl przewodnią, plan a nawet wypracowane schematy, których też próżno szukać. Może sporadycznie coś się trafi jak pojedynek z Alaves, ale po tym zespół wraca do swojego poziomu czyli beznadziejnego.
Valverde rozmienia swoją legendę na drobne i chyba chce być zapamiętany również z negatywnych rekordów. Porażka z Valencia ma numer 17 i w obecnych rozgrywkach tylko Oviedo jest pod tym względem gorsze bo ma ich na swoim koncie 18. Tyle samo co Athletic mają na koncie zespoły Levante i Sevilli. Valverde jest też o krok od wyrównania absolutnego negatywnego rekordu w historii klubu, a więc 18 przegranych które drużyna z San Mames zanotowała w rozgrywkach 1991/1992 gdy drużynę prowadził Inaki Saez, a sezon dokończył Arangueren, oraz w sezonach 2006/2007 kiedy zespół w ostatniej kolejce zapewnił sobie utrzymanie, i w rozgrywkach 2008/2009 gdy drużyna pod wodzą Joaquina Caparrosa awansowała do finału Copa del Rey. Zapewne Txingurri co najmniej wyrówna ten rekord jeśli nawet go nie pobije bo nie zapominajmy że przed Los Leones jeszcze starcie z Realem Madryt na Santiago Bernabeu. Resztę przewinień Tximgurriego w tym meczu sobie daruję, jak np. ponowne wystawienie Unaia Gomeza na lewej flance a Berenguera na mediapunta bo po prostu nie kopie się leżącego.
Statystyka meczu:
Składy:
Athletic: Simon – Gorosabel, Yeray, Laporte (46' Vivian), Yuri – Jauregizar, Rego (71' Vesga) – Navarro (70' Unai Gomez), Sancet (65' Berenguer), Nico Williams (36' Inaki Williams) – Guruzeta.
Trener: Ernesto Valverde
Valencia: Dimitrievski – Gaya, Comert, Tarrega, Saravia (90'+ Vazquez) – Pepelu (70' Ugrinic), Guido Rodriguez – Rioja, Guerra (83' Nunez), Lopez (70' Ramazani) – Duro (70' Sadiq).
Trener: Carlos Corberan
Wynik: 0 – 1
Bramka: 72' Sadiq
Żółte kartki: Laporte, Rego – Comert, Pepelu, Sadiq
Posiadanie piłki: 55% - 45%
Strzały: 14 – 7
Strzały celne: 4 – 3
Rzuty rożne: 13 – 5
Podania: 329 – 354
Spalone: 2 – 2
Faule: 9 – 7
Dośrodkowania: 34 – 13
Widzów: 46880
Sędzia: Ortiz Arias