^Powrót na górę!

Wstyd i hańba. Tak można w skrócie określić to co zobaczyliśmy na Montolivi w wykonaniu ekipy Los Leones. Athletic gładko przegrał z Gironą 3-0, a bramki strzelali Rincon, Ounahi i Echeverri. Ekipa trenera Valverde była praktycznie tłem dla zespołu trenera Michela, a sam Txingurri wykazał się daleko idącą naiwnością i został po prostu upokorzony przez trenera rywali. Athletic więc zamiast odrabiać straty do zespołów z miejsc pucharowych, pozwolił dogonić się rywalom z dalszych miejsc i znacznie oddalił się od celu na ten sezon. Baskowie po paru meczach w których wydawało się że może wyjdą z kryzysu i przynajmniej na koniec rozgrywek cokolwiek zaprezentują, wrócili do punktu wyjścia czyli beznadziejnej gry, braku formy, braku pomysłu na rozmontowanie obrony rywala w czym niestety pomógł trener Valverde.
Już patrząc na skład jaki wyszedł na ten mecz czyli Inaki Williams na szpicy można było w ciemno założyć że to będzie słaby mecz. Było też niemal pewne że takie ustawienie wybierze Txingurri, któremu całkiem dobrze wyszedł właśnie w takim zestawieniu mecz z Barcą. Tylko wyjątkowy amator by się nie spodziewał że nasz trener nie będzie chciał spróbować ponownie takiego ustawienia. A Michel nie jest amatorem. Kolejna sprawa to taka że Txingurri nie zadał sobie nawet trudu żeby rozpracować rywala i ograniczyć mu możliwości kreacji akcji ofensywnych. Bo i po co prawda? No i Los Leones zapłacili za to taką cenę jaką zapłacili czyli porażką w wyjątkowo nędznym stylu.
Na pierwszą połowę Athletic nie wyszedł. W 4 minucie po kapitalnym podaniu na prawe skrzydło do podłączającego się do akcji ofensywnej Rincona popisał się Ounahi, a wypożyczony z Athletic zawodnik ładnym strzałem w długi róg nie dał szans Simonowi. Szybko zdobyta bramka ustawiła mecz, a Athletic nie miał zupełnie pomysłu jak rozmontować obronę rywali, która błyskawicznie zmieniła ustawienie i zaczęła grac 3 stoperami z tyłu. Po prostu nie miał kto rozbijać tej obrony bo Inaki na pewno się do tego nie nadaje. Los Leones pozostało bieganie pomiędzy zawodnikami rywali, którzy grali spokojnie, pewnie i nie spieszyli się z kolejnymi akcjami widząc że rywal w ataku jest po prostu bezzębny. No może w 14 minucie Los Leones mieli jakąś szansę, ale będący w doskonałej pozycji Inaki dał się dogonić Blindowi, który z łatwością wybił mu piłkę spod nóg. Nasz kapitan w formie nie dałby się nie tylko dogonić ale i odebrać piłki w taki sposób. I to w zasadzie było na tyle jeśli chodzi o grę Los Leones, którzy praktycznie przez cały czas biegali za piłką jak na treningu w dziadka. Girona miała jeszcze dwie szanse, ale Roca w 20 minucie nie trafił do siatki, a później świetnie w polu karnym znalazł się Vanat, ale Simon nie dał się zaskoczyć. I to byłoby na tyle jeśli chodzi o pierwszą połowę tego meczu.
Na drugą część nie wyszli już mający olbrzymie problemy na prawej obronie Gorosabel i Navarro, a w ich miejsce pojawili się Guruzeta i Areso. Środkowy napastnik to jednak środkowy napastnik i od razu było to widać na boisku bo w 47 minucie Gorka miał setkę w polu karnym, ale kapitalną interwencją popisał się Gazzaniga. Guruzeta miał jeszcze dwie kapitalne okazje na wyrównanie, ale za każdym razem świetnymi interwencjami popisywał się portero gospodarzy. Los Leones starczyło pary na 20 minut gry gdzie coś próbowali grać, atakować, parę razy znaleźli sposób na obronę rywali. Tyle że widząc to Michel szybko zareagował, dokonał niezbędnych zmian i mniej więcej od 67 minuty mecz wrócił do tego co widzieliśmy w pierwszej części meczu czyli Girona rozgrywała a Athletic biegał za piłką jak jak juniorzy. W 77 minucie było już 2-0. Ounahi świetnie podał do Echeverri, Simon kompletnie niepotrzebnie wyszedł z bramki, Skrzydłowy gospodarzy wymanewrował naszego bramkarza, uderzył na bramkę, ale trafił w Yuriego. Futbolówka odbiła się tak że Echeverri przerwotką próbował uderzyć na bramkę, ale wyszło mu idealne podanie na około 7 – 8 metr gdzie kompletnie niepilnowany stał Ounahi, który pewnym uderzeniem skierował piłkę do siatki. 2-0 na Montolivii. W 87 minucie kapitalną okazję miał Tsygankov po fatalnej interwencji Areso, ale Ukrainiec z kilku metrów nie zdołał trafić do siatki. W 92 minucie Athletic został dobity. Tsygankov popisał się ładną akcją na prawej flance, podał do wchodzącego w pole karnym Echeverrię, który jak dzieci ograł dwóch naszych obrońców i z kilku metrów nie dał szans Simonowi ustalając wynik meczu. 3-0 i zasłużona wygrana Girony na Montolivii.
O tym meczu trzeba jak najszybciej zapomnieć bo był po prostu tragiczny. Nie było na niego pomysłu, nie było taktyki, nie było składu. Decyzja Valverde o wystawieniu Inakiego na szpicy była szczytem naiwności i kompletnie niezrozumiała. Txingurri nie potrafił tez zareagować na wydarzenia boiskowe. Po stracie bramki nie zrobił nic, podczas gdy Michel szybko zmienił taktykę cofając Witsela do linii obrony i grając 3 stoperami, co jeszcze bardziej ograniczyło możliwości ofensywne Los Leones. Piłkarze Athletic grali apatycznie, wolno, praktycznie bez pressingu i totalnie bez pomysłu na to jak rozmontować defensywę rywala. Txingurri po przespaniu pierwszej części meczu spróbował coś zdziałać w drugiej i pierwsze 20 minut gry Los Leones mogło się podobać. Tyle że to było jawne przyznanie się do winy naszego trenera że wystawienie Inakiego na szpicy kosztem Guruzety było po prostu koszmarnym błędem. Tyle że po tym jak Michel dostosował grę do rywala i pozmieniał grę swojego zespołu tak że zneutralizował poczynania Basków, to Txingurriemu zabrakło już pomysłu na to jak odpowiedzieć rywalowi. Kolejny problem to zupełny brak przygotowania zespołu pod rywala. I to nie jest pierwszy raz kiedy Valverde mówiąc trywialnie po prostu olewa ten temat bo było tego aż nadto w tym sezonie. Wystarczyło ograniczyć grę głównemu reżyserowi gry Girony Ounahiemu, przypilnować Tsyngankova no i zamknąć skrzydła. Co zostało w tym temacie zrobione? Nic. Ounahi grał jak chciał, robił co chciał bez żadnej przeszkody ze strony Los Leones. Co gorsza tak było przez cały mecz czyli Valverde kolejny raz nie odrobił lekcji już nawet nie przedmeczowej ale i z pierwszej połowy gdzie wszystkie praktycznie akcje przechodziły przez Marokańczyka. Dlaczego? Tego nie wiem nikt. To samo z Tsygankovem, który również robił co chciał na boisku. Dwóch zawodników, którzy dopóki grali na boisku to robili co chcieli bez żadnej przeszkody ze strony Los Leones. Można zrozumieć że Athletic odpuścił Rocę, który zagrał świetnie na lewej flance bo to nie był oczywisty wybór Michela i Txingurri mógł akurat tym być zaskoczony. Ale żeby nawet w przerwie meczu nie uczulić swoich zawodników na tych rywali i po prostu nie wykluczyć ich z gry to już ociera się o piłkarskie samobójstwo. Tak więc położenie meczu taktycznie przez Valverde to jedna sprawa, a druga to zachowanie defensywy Los Leones. Zero agresji, krycie na radar, proste błędy w ustawieniu i kryciu, które naprawdę nie przystoją zawodnikom na tym poziomie. W zasadzie trudno sobie wyobrazić że można zagrać gorzej bo w zespole po prostu nic nie funkcjonowało prawidłowo i nawet te 20 minut w miarę dobrej gry i stworzone okazje Guruzecie nie zmieniają ogólnych odczuć co do tego meczu. Po prostu zespół i trener przeszli koło niego, co jest niedopuszczalne. Wprawdzie statystyki wyglądają całkiem dobrze, tak jakby zespół walczył i po prostu zabrakło szczęście, ale niestety zupełnie nie oddają tego co działo się na murawie.
Statystyka meczu:
Składy:
Girona: Gazzaniga – Rincon, Frances (93' David Lopez), Blind, Arnau – Witsel – Beltran (69' Ivan Martin), Ounahi (83' Abel Ruiz) – Tsygankov, Vanat (69' Echeverri), Roca (83' Alex Moreno).
Trener: Michel
Athletic: Simon – Gorosabel (46' Areso), Vivian, Laporte, Yuri – Jauregizar (68' Vesga), Galarreta – Navarro (46' Guruzeta), Sancet (74' Serrano), Berenguer – Inaki Williams (79' Izeta).
Trener: Ernesto Valverde
Wynik: 3 – 0
Bramki: 4' Rincon, 77' Ounahi, 92' Echeverri
Żółte kartki: Sancet, Berenguer – obaj Athletic
Posiadanie piłki: 47% - 53%
Strzały: 14 – 20
Strzały celne: 6 – 9
Rzuty rożne: 2 – 9
Podania: 503 – 539
Spalone: 2 – 0
Faule: 8 – 16
Dośrodkowania: 5 – 32
Widzów: 8811
Sędzia: Iosu Galech