^Powrót na górę!

Podział punktów na Estadio Vallecas. Athletic po słabym meczu aż i tylko zremisował z ekipą Rayo Vallecano 1-1 po trafieniach de Frutosa dla gospodarzy w pierwszej połowie oraz wyrównaniu przez Inaki Williamsa na początku drugiej części meczu. Wynik na pewno nie zadowala żadnej ze stron bo Los Leones nie wykorzystali potknięcia Espanyolu żeby wyprzedzić ich w tabeli oraz Betisu by zmniejszyć straty do 5 miejsca. Ekipa Inigo Pereza, również nie ma prawa być zadowolona, szczególnie po pierwszej naprawdę dobrej połowie meczu gdy zdobyli prowadzenie i mieli kilka okazji na podwyższenie wyniku. Wprawdzie każdy zdobyty punkt w walce o utrzymanie jest bezcenny, ale ekipa Błyskawic była lepsza od gości i ma prawo czuć pewien niedosyt, szczególnie że wielkimi krokami zbliżają się mecze Ligi Konferencji, w której ekipa z Vallecas ma spore szanse na zajście co najmniej do półfinału.
O tym meczu Los Leones chcieliby chyba jak najszybciej zapomnieć bo myślami byli już raczej w San Sebastian przy rewanżowym półfinale z Sociedad w Copa Del Rey. Pierwsza połowa nawet jak na mizerne standardy Los Leones w tym sezonie była bardzo słabiutka. Praktycznie zero chęci do gry, bzdurne ustawienie Valverde, który ponownie umieścił Unaia Gomeza na lewym skrzydle zamiast na prawym gdzie gra o 2 – 3 klasy lepiej oraz obrona, która w sumie sama nie wie co robiła na boisku bo błędy były dramatyczne. Gdyby nie Unai Simon, który zresztą został w pełni zasłużenie MVP tego meczu to druga część spotkania byłaby formalnością. Już w 3 i 5 minucie Rayo miało dwie kapitalne sytuacje do zdobycia bramki i obie wybronione świetnie przez reprezentacyjnego portero. Najpierw po kontrataku świetną sytuację miał Pacha Espino, któremu podawał Alvaro Garcii, a później po rzucie wolnym bitym przez Gumbau, praktycznie sam w polu karnym znalazł się Lejeune, który przymierzył głową w dolny róg, ale Simon czubkami palców sparował piłkę na słupek. Kolejny raz swoimi umiejętnościami musiał się wykazać nasz bramkarz w 26 minucie gdy po ładnym dośrodkowaniu De Frutosa strzelał Alvaro Garcia. Niestety w 35 minucie nasz portero był bezradny. Gumbau uruchomił na prawej flance Garcię, ten dośrodkował z lewej flanki na dalszy słupek gdzie De Frutos wślizgiem skierował piłkę do pustej bramki. Gdzie była obrona Athletic trudno powiedzieć, ale patrząc na truchtającego za akcją Yuriego, który nie wykazywał specjalnego zainteresowania powrotem i kryciem rywala można się domyślać. Akcja była jeszcze VAR'owana bo arbiter początkowo odgwizdał spalonego, ale po weryfikacji bramka została jak najbardziej słusznie uznana. W 42 minucie Rayo strzeliło drugą bramkę, gdy De Frutos wykorzystał sytuację sam na sam z Simonem ale tym razem napastnik gospodarzy był na wyraźnym spalonym w momencie podania za linię obrońców Los Leones. I to tyle jeśli chodzi o wydarzenie w pierwszej części meczu. Akcje Athletic pominę bo raz że były sporadyczne, dwa że szczerze powiedziawszy trudno o nich cokolwiek dobrego powiedzieć, a trzy to cały zespól był apatyczny i jakby myślami gdzie indziej, można się domyślać gdzie.
Druga część zaczęła się od mocnego uderzenia. W przerwie Unaia Gomeza zmienił Berenguer i już w pierwszej akcji meczu nasz skrzydłowy zanotował asystę. Una Simon dalko zagrał piłkę ze stałego fragmentu gry, aż pod pole karne Rayo, Alex zgrał głową do wchodzącego w pole 16 metrów Inakiego Williamsa, a nasz kapitan po przyjęci piłki klatką piersiową zdecydował się na natychmiastowy strzał z powietrza. Futbolówka lobem przeszła nad interweniującym i wysuniętym Batallą i trafiła do długi róg bramki. Świetna akcja i naprawdę ładny gol. No i błąd bramkarza gospodarzy. Remis i można powiedzieć, ze mecz zaczynał się od początku, tyle że wydawało się że tym razem stroną przeważającą będzie Athletic, który zdobył sobie przewagę mentalną zdobywając szybko gola i rujnując taktykę ekipy Pereza na drugą połową, która wymagała zmiany. Tyle że fajerwerków już nie było. Wprawdzie Rayo próbowało odpowiedzieć i zdobyć gola dającego zwycięstwo ale niewiele mogło zdziałać. Athletic najwyraźniej ukontentowany remisem praktycznie odpuścił. Mecz zaczął być rwany, przerywany faulami, urazami (Galarreta) i znacznie stracił na intensywności. Z ciekawszych akcji to strzał Ratiu w 68 minucie z pierwszej piłki zakończony rzutem rożnym oraz anulowana bramka Pathe Ciss'a w 71 minucie z powodu spalonego. Baskowie mogą się pochwalić w zasadzie jedynie strzałem Berenguera w 64 minucie z narożnika pola karnego, który bez problemu obronił Batalla.
Trudno cokolwiek powiedzieć o tym meczu dobrego. Może jedynie cieszy bramka Inakiego. Punkt zdobyty na Rayo na pewno nie zadowala, choć na pewno trzeba go szanować jak każde oczko zdobyte na wyjeździe, tym bardziej że akurat Vallecas to trudny teren gdzie kłopoty potrafią mieć takie zespoły jak Real Madryt czy Barca. Nad grą naszych zawodników też nie będę się specjalnie rozwodził bo po prostu nie ma nad czym. Zespół myślami był już raczej przy środkowym rewanżu z Sociedad a nie w na Vallecas. Oczywiście trudno tłumaczyć niechciejstwo i olewactwo w tym meczu bo teraz punkty są bardzo potrzebne i trzeba o nie walczyć czy to w domu czy na wyjeździe. Tym bardziej gdy tak położyło się pierwszą część sezonu i początek rundy rewanżowej. Niestety forma też w dalszym ciągu jest przeciętna, co w połączeniu w podejściem do tego meczu dało taki wynik a nie inny. Naprawdę mogli się nasi zawodnicy zdecydowanie bardziej postarać i chociaż chęci pokazać. Taki sam stosunek do tego meczu pokazał też Valverde, który znowu wystawił Unaia Gomeza na lewej flance gdzie nasz zawodnik znowu zagrał beznadziejnie. Po co to zrobił skoro Unai sprawdził się dobrze a prawej flance to nie wiadomo. W ogóle nie wiadomo czemu Unai zagrał na skrzydle skoro na ławce byli Berenguer, Navarro i Serrano, a więc trzech skrzydłowych. Jedyne wątpliwości mogły być po stronie Alexa, który wracał o urazie ale pozostała dwójka była w pełni gotowa do gry. Jaką pomroczność miał Txingurri trudno powiedzieć. Mieć skrzydłowych na ławce i kombinować z ofensywnym pomocnikiem przestawionym na skrzydłowego i to jeszcze na pozycji na której spisuje się źle to trzeba mieć naprawdę jakieś poważne zaćmienie. No ale w tym sezonie patrząc na decyzje Valverde nic już nie zdziwi, choć wydawało się że w ostatnich meczach nasz trener poszedł po rozum do głowy. Unaia Gomeza można było spokojnie wystawić np. w środku pola zamiast innego rekonwalescenta – Jauregizara, który znowu rozegrał prawie cały mecz. Cóż, nie ma co dalej rozkminiać tego meczu bo i nie ma czego gdyż był po prostu słabiutki, żeby nie powiedzieć że beznadziejny. Szkoda straconych punktów bo rywal też nie był mocny i widać, że odczuwa skutki sezonu. Można było pokusić się o komplet punktów, no ale jak już wspomniałem remis też trzeba cenić. Akurat z Rayo strata punktów tak nie boli i miejmy nadzieję że ten punkcik pomoże ekipie Inigo Pereza w utrzymaniu się w La Liga.
Statystyka meczu:
Składy:
Rayo: Batalla – Ratiu, Lejeune, Mendy (61' Valentin), Pacha – Ciss, Gumbau (61' Unai Lopez) – Akhomach (86' Alemao), Palazon (69' Diaz), Alvaro Garcia (61' Fran Perez) – De Frutos.
Trener: Inigo Perez
Athletic: Simon – Areso (73' Gorosabel), Vivian, Laporte, Yuri – Jauregizar (86' Vesga), Galarreta (59' Rego) – Inaki Williams, Sancet (86' Selton), Unai Gomez (46' Berenguer) – Guruzeta.
Trener: Ernesto Valverde
Wynik: 1 – 1
Bramki: 35' De Frutos – 47' Inaki Williams
Żółte kartki: Palazon, Akhomach – Jauregizar Sancet, Vivian
Posiadanie piłki: 50% - 50%
Strzały: 15 – 8
Strzały celne: 7 – 2
Rzuty rożne: 5 – 4
Podania: 309 – 301
Spalone: 3 – 0
Faule: 8 – 17
Dośrodkowania: 18 – 25
Widzów: 13512
Sędzia: Garcia Verdura