^Powrót na górę!

Los Leones nie wykorzystali atutu własnego boiska i nie tylko nie zdołali wypracować jakiejkolwiek przewagi przed rewanżem na Reale Arena w San Sebastian, ale będą musieli odrabiać jednobramkową stratę. Bo właśnie w tym stosunku bramek wygrała ekipa Erreala na San Mames po trafieniu Turrientesa. Niestety to był kolejny słaby mecz naszego zespołu, w którym mało co zagrało, a w szczególności niestety trener Ernesto Valverde, który w przeciwieństwie do swojego vis-a-vis kompletnie nie odrobił lekcji z poprzedniego meczu i nie przygotował zespołu pod rywala, co właśnie zrobił Pellegrino Matarazzao. Txingurri wykazał się nie lada naiwnością i za to zespół zapłacił taką cenę a nie inną, czyli jest o krok od wyeliminowania z finału. Teraz Valverde pozostał tydzień na opracowanie skutecznej metody na nawiązanie walki z Sociedad, które aktualnie taktycznie jest o klasę albo i dwie wyżej od Los Leones.
Jedynie pierwsza połowa była w miarę niezła w wykonaniu ekipy Los Leones. Ale chyba tylko dlatego że Pellegrino Matarazzo obserwował i czekał na to co przygotował na ten mecz Valverde by ewentualnie odpowiednio zareagować na niespodzianki rywala. A że nic takiego nie miało miejsca i Los Leones grali równie nieudolnie co półtorej tygodnia wcześniej w spotkaniu derbowym to w drugiej części już nie było patyczkowania się z gospodarzami i 0-1 to najniższy wymiar kary dla Athletic, który powinien do San Sebastian wybrać się tylko na wycieczkę. No chyba że za tą niespodziankę należy uznać beznadziejny skład jaki wystawił Txingurri, i który zapewne z niedowierzaniem przyjął amerykański trener Txuri-Urdin, który pewnie doszukiwał się jakichś zawiłych taktycznych rozwiązań w takim a nie innym zestawieniu.
Pierwsze zagrożenie dla bramki Remiro miało miejsce w 21 minucie. Lekue świetnie znalazł się na lewym skrzydle, dośrodkował w pole karne gdzie potężny strzał głową oddał Guruzeta, ale prosto w bramkarza gości. Athletic grał, próbował coś kreować, ale nie było siły na świetnie ustawioną ekipę gospodarzy. Drugą szansę na bramkę Los Leones mieli dopiero w 41 minucie gdy ładne uderzenie z narożnika pola karnego oddał Navarro, ale również niemal w środek bramki więc Remiro nie miał problemów z wyłapaniem piłki. Ostatnia szansa miała miejsce w doliczonym czasie gry pierwszej połowy gdy szansę miał Inaki Williams, który wprawdzie strzelił mocno mając dobrą pozycję w polu karnym, ale ponownie dokładnie tam gdzie stał bramkarz. Za to Sociedad wykorzystywało każdy błąd Los Leones i szybkimi atakami próbowało się przedostać pod pole karne Padilli, który musiał się sporo natrudzić żeby zakończyć pierwszą część meczu bez straty gola. W 19 minucie w starciu z Jauregizarem padł w polu karnym Turrientes, ale sędzia nie dał się nabrać na symulkę zawodnika gości. W 23minucie kapitalny strzał z narożnika pola karnego oddał Oyarzabal, ale piłkę minimalnie minęła górny róg bramki Padilli. Wychowanek Los Leones usiał za to wykazać się 2 minuty później gdy Txuri-Urdin zupełnie rozklepali obronę Athletic grą na jeden kontakt i w dogodnej sytuacji z prawej strony znalazł się Marin, który uderzył na bramkę, ale nasz portero fantastycznie obronił ręką, parując piłkę. Dobrze że zawodnik gości nie zobaczył kompletnie niepilnowanego Sergio Gomeza na lewej stronie bo zapewne byłoby już 0-1, choć powinno i tak być po strzale ofensywnego pomocnika Sociedad. W 36 minucie ponownie kapitalnie spisał się nasz bramkarz. Soler wykonywał rzut wolny, zacentrował do Jona Martina, który oddał dobry strzał głową na bramkę ale Padilla popisał się kapitalną interwencją nogą i zażegnał niebezpieczeństwo. Swojego kolegę między słupkami wyręczył za to w 42 minucie Monreal wybijając na rzut rożny mocny i techniczny strzał Turrientesa. W 43 minucie meczu podopieczni trenera Matarazzo domagali się karnego za zagranie ręką Laporte'a wpolu karnym po strzale Calety-Car'a. Długo trwała analiza VAR i ostatecznie sędziowie nie zdecydowali się wskazać na 11 metr. Sędzia Sanchez Martinez wyjaśniał potem całą decyzję obydwu kapitanom bo ręka faktycznie była ewidentna, ale nie było żadnej celowości w zagraniu naszego stopera, który nawet nie widział piłki, nie była ręka ułożona nienaturalnie w wyskoku czy też nadmiernie wysunięta poza obrys ciała i co najważniejsze nie była wyciągnięta ponad ramię. Zresztą strzał był z bardzo bliskiej odległości, co też miało znaczenie. Co ciekawe sędzia główny nie podszedł do monitora i nie weryfikował sam całej sytuacji, a zaufał decyzji arbitra na VARze. I to w zasadzie tyle jeśli chodzi o emocje w pierwszej połowie tego meczu.
Trener Matarazzo wykorzystał maksymalnie swoje 15 minut w szatni zespołu, czego nie można powiedzieć o Valverde, który chyba znowu się zdrzemną uważając że wszystko jest w jak najlepszym porządku. No i na drugą część meczu Los Leones wyszli kompletnie nieprzygotowani, czego nie można powiedzieć o Sociedad, które nie tylko ograniczyło do minimum zapędy naszej drużyny w ofensywie, ale samo przystąpiło do o wiele bardziej zdecydowanych ataków. I już minutę po wznowieniu gry powinno być 0-1 dla Erreala. Dośrodkowanie z lewego skrzydła próbował wykończyć Oyarzabal, Padilla zdołał sparować piłkę, ta poleciała wprost pod nogi Marina, który z 6 metrów zamiast do siatki wpakował piłkę w słupek. W 53 minucie w polu karnym Athletic ładnie główkował Jon Martin, ale wprost w ręce Padilli. W 61 minucie bliski bramki był Guedes, który tradycyjnie już złamał akcję ze skrzydła do środka i próbował strzelać technicznie w dalszy róg bramki, ale na szczęście minimalnie się pomylił. Niestety nie zrobił tego minutę później Turrientes, który trafił do siatki po kapitalnej akcji Solera, który podał na skrzydło do Guedesa, ten wpadł w pole karne, zdołał podbić piłkę w kierunku dalszego słupka zanim staranował go wychodzący Padilla, a tam pomocnik rywali wpakował piłkę do pustej siatki. Było to odroczenie wyroku bo zagranie Padilli na Guedesie było na ewidentny rzut karny. A cała akcja zaczęła się od bezsensownej straty na własnej połowie Jauregizara. Jak najbardziej zasłużone 0-1 dla rywali i w sumie to najmniejszy wymiar kary dla Athletic do tego czasu. Po strzelonej bramce Sociedad cofnęło się i czekało co zrobi Athletic by ewentualnie skontrować, ale niestety Los Leones nie mieli żadnego pomysłu na sforsowanie obrony rywali. Wprawdzie w 73 i 80 minucie niezłą sytuacje miał Nico, ale najpierw koszmarnie przestrzelił próbując uderzyć piłkę szczupakiem po dośrodkowaniu, a potem po kapitalnym podaniu od Seltona zamiast z 5 metrów trafić do siatki to nabił obrońcę rywali. I to w zasadzie było na tyle w tym meczu w którym Txuri-Urdin byli drużyną zdecydowanie lepszą, lepiej poukładaną, lepiej przygotowaną do tego meczu i w lepszej formie niż Athletic, więc zasłużenie wygrał i jest jedną nogą w finale Copa del Rey.
Niestety trzeba wrzucić spory kamyczek do ogródka trenera Valverde. W zespole nie działało nic począwszy od składu na taktyce skończywszy. Matarazzo odrobił lekcję z poprzedniego spotkania, czego nie zrobił Valverde. Druga sprawa to skład. Amerykanin wystawił optymalne zestawienie kosztem meczu z Realem Madryt na Santiago Bernabeu wiedząc jaka jest stawka tego spotkania i wiedząc że dobry wynik pozwoli zaoszczędzić siły w starciu rewanżowym i będzie mógł wystawić o wiele słabszy skład i nastawić zespół na kontry. Valverde nie zrobił nic, wystawił słabiutki skład i co najważniejsze nie miał praktycznie żadnego pomysłu jak napocząć Sociedad. Do tego słabiutkie zmiany. Ściągnięcie całkiem nieźle grającego Rego i pozostawienie beznadziejnego Jauregizara aż do 82 minuty. Ściągnięcie całkiem dobrze grającego Navarro, wpuszczenie słabego Nico, który miał problemy z Aramburu już w pierwszym meczu. Jedyna zmiana, która się jako tako broni to zdjęcie najsłabszego na murawie Unaia Gomeza. No i zrobienie aż 4 zmian już w 56 minucie też raczej było bezsensowne bo praktycznie rozbiło cały atak, który nie funkcjonował tragicznie, a wystarczyło po prostu wymienić najsłabsze klocki jak Unai Gomez, Inaki czy też nawet Gorka Guruzeta, choć akurat w przypadku naszego napastnika trzeba go rozgrzeszyć bo niestety nie miał z kim grać bo Unai nie był żadnym wsparciem, a Inaki dość słabym. Czasami trudno zrozumieć te „hurtowe" zmiany trenera Valverde. Gdyby wszystko nie funkcjonowało to jeszcze tak ale taka wymiana dla wymiany jest bez sensu bo nie wszystko funkcjonowało źle. Jeśli chodzi o poszczególnych zawodników to chyba najmniej pretensji można mieć do Padilli. I tak wybronił więcej niż powinien. Nieźle spisał się Monreal, jak na drugi mecz w karierze i jeszcze z takim rywalem. Dobre spotkanie rozegrał Navarro i Rego, ale to nie wystarczyło niestety do czegokolwiek. Reszta piłkarzy zagrała stosunkowo słabo, co w połączeniu z niemocą Valverde dało taki wynik jaki dało. Cóż, do rewanżu z Sociedad zostało niewiele ponad 2 tygodnie i jest wystarczająco czasu by odwrócić losy meczu. Tyle że Valverde musi się bardziej postarać i nie tylko wyciągnąć z siebie co najlpesze, ale i ze swoich podopiecznych. Do trzech razy sztuka jak to mówią i tutaj ma pole do popisu nasz szkoleniowiec. Bo na pewno jest lepszy od Matarazzo, tylko trzeba wrócić mentalnie i myślowo do swoich najlepszych czasów bo na grając i prowadząc zespół na pół gwizdka popełniając głupotę za głupotą nie da się awansować do finału.
Statystyka meczu:
Składy:
Athletic: Simon – Lekue, Monreal, Laporte, Adama – Jauregizar (82' Vesga), Rego (56' Galarreta) – Inaki Williams (56' Nico Williams), Unai Gomez (56' Selton), Navarro (56' Nico Serrano) – Guruzeta.
Trener: Ernesto Valverde
Sociedad: Remiro – Aramburu (74' Elustondo), Martin, Caleta-Car, Sergi Gomez – Gorrotxategi, Turrientes (74' Oskarsson) – Guedes (90'+ Ochieng), Soler (85' Yangel Herrera), Marin (85' Odriozola) – Oyarzabal.
Trener: Pellegrino Matarazzo
Wynik: 0 – 1
Bramka: 62' Turrientes
Żółte kartki: Galarreta – Oyarzabal, Odriozola, Guedes
Posiadanie piłki: 47% - 53%
Strzały: 13 – 12
Strzały celne: 3 – 6
Rzuty rożne: 4 – 4
Podania: 452 – 523
Spalone: 2 – 4
Faule: 12 – 18
Dośrodkowania: 21 - 9
Widzów; 51281
Sędzia: Sanchez Martinez