^Powrót na górę!

Ostatni mecz przed przerwą na mecze reprezentacji, zresztą ostatnia w tym roku. Athletic po kolejnym kompromitującej serii spotkań wraca na własne śmieci by powalczyć o jakże potrzebny komplet punktów. Rywal niespecjalny bo powracający po 24 latach do Primera Division Real Oviedo. Rywal zajmujący przedostatnie miejsce w tabeli La Liga a więc można powiedzieć że dla ekipy Los Leones powinna się zapalić czerwona lampka żeby nie popisać się swoim typowym można powiedzieć zagraniem w tym przypadku czyli rywal słaby więc nie trzeba się starać. Tyle że Los Leones są również słabiutcy, można powiedzieć jak nigdy i dla nich każdy rywal jest niesamowicie ciężki. Stąd szykuje się naprawdę trudne starcie na San Mames, gdzie ekipa trenera Valverde musi wspiąć się na wyżyny umiejętności, maksymalnie się zmobilizować i skupić by wygrać bo niestety jest to po prostu konieczność. Czy uda się trochę uspokoić sytuację Athletic w tabeli? Zobaczymy w niedzielne popołudnie. Początek spotkanie o godz. 14.00, a mecz poprowadzi sędzia Soto Grado.
Poprzednie kolejka na pewno nie będzie dobrze zapamiętana przez obydwie drużyny, które po prostu zawiodły swoich fanów. Oviedo może być nieco bardziej zadowolone bo ie przegrało swojego meczu. No ale też nie wygrało, mimo że grali u siebie i to z dość słabo spisującą się w tym sezonie Osasuną. Do tego żadna z drużyn nie strzeliła bramki, chociaż do drużyna z Asturii miała lepsze szanse na trafienie do siatki. Athletic z kolei bramki strzelił w spotkaniu wyjazdowym z Sociedad, ale o jedną mniej niż rywal i przegrał w prestiżowym pojedynku derbowym na Reale Arena z Txiuri-Urdin. Gole dla gospodarzy strzelali Brais Mendez, Guedes i Gorrotxategi, a dla gości Guruzeta oraz Navarro. Porażka ta niestety ale spowodowała wypadnięcie Athletic z pierwszej dziesiątki w tabeli ligowej.
Kto wie gdzie byłaby teraz ekipa Realu Oviedo, która obchodzi w przyszłym roku 100-lecie swojego istnienia, i jak potoczyłyby się jej losy gdyby nie Wojna Domowa w Hiszpanii. Klub założony został w 1926 roku z połączenia Stadium Ovetense i Real Deportivo Oviedo. Można powiedzieć że nastąpiła zgoda pomiędzy wszystkimi frakcjami w stolicy Asturii gdyż pierwszy z klubów założyli młodzi ludzie powracający z Anglii po studiach, a drugi powstał po podziale tego pierwszego kilka lat później. Można powiedzieć ze historia podobna do powstania Athletic Club. Z Los Leones łączy ich jeszcze jedno – podobnie jak Athletic, zawodników Oviedo uczył legendarny Fred Pentland. Wprawdzie tylko rok, inauguracyjny klubu ale wywarł na nim naprawdę olbrzymie piętno. Zaszczepił Oviedistas na długo swoja filozofię futbolu, a więc doskonałe przygotowanie fizyczne, szybką piłkę graną krótkimi podaniami często na jeden kontakt. Zawodnicy Oviedo byli zdolnymi uczniami bo wprowadzili filozofię swojego nauczyciela na wyższy poziom i po awansie do La Liga byli jedną z najlepszych i najlepiej grających drużyn. Już po awansie w sezonie 1933/1934 zajęli 6 miejsce w w kolejnych dwóch sezonach 3 po zażartej walce o tytuł. Ekipa z Asturii dysponowała kapitalną formacją ataku w składzie Emilin, Gale, Herrerita i Langara, którzy byli wtedy reprezentantami Hiszpanii wspomaganymi przez Casuco i Rciardo Gallarta. Cała formacja ofensywna pobiła wszystkie ówczesne rekordy strzeleckie trafiając 174 razy w 62 meczach i była złotym pokoleniem klubu, któremu wieszczono kapitalną przyszłość. Czwórka snajperów swoją grą znacznie wyprzedzała epokę stosując wysoki agresywny pressing oparty na doskonałym przygotowaniu fizycznym, grę na jeden kontakt, krótkie wymiany piłki pomiędzy sobą, co pozwalało często gubić obrony rywali. Dorobili się nawet przydomku „Delanteras Electricas" czyli „Elektryczni napastnicy". Niestety wojna domowa zrobiła swoje i Oviedo, które miało szansę dołączyć do największych po prostu się rozpadło. Langara wyjechał do Ameryki Południowej, Herrerita i Emilin podpisali umowy z FC Barceloną, Gale z Racingiem Santander a Gallart z Racingiem Ferrol. Dodatkowo zniszczenia jakie zrobiły bomby oraz zarekwirowanie stadionu przez wojsko generała Franco, które zrobiło z jego resztek magazyn amunicji spowodowały że nie mogli nawet po zakończeniu działań wojennych przystąpić do rozgrywek. Zrobili to sezon później i do sezonu 1949/1950 grali w Primera Division. Mimo sporych trudności zdołali się dźwignąć i olbrzymim kosztem nawet dobić do czołówki ligowej ale potem nastąpił krach i polecieli do Segunda. Kolejny awans, kolejna ciężka praca dająca znowu nadzieję na dobra przyszłość i znowu krach spadek. Poprzedni awans zanotowali w sezonie 1987/1988 gdy w play-offach pokonali Mallorcę. Zespół awansował do La Liga ale już tak nie błyszczał, ale przed meczami w Oviedo drżeli wszyscy. Nie tylko w obawie o wynik bo Oviedo potrafiło się mocno postawić każdemu, jak również zagrać bardzo twardy, żeby nie powiedzieć czasami brutalny futbol i do tego niesamowicie pragmatyczny. Trudno było o fajerwerki, ale zespół robił swoje. Grali tam tacy zawodnicy jak świetny napastnik Carlos, defensywny pomocnik Slavisa Jokanovic, rok spędził na wypożyczeniu Robert Prosinecki, argentyński stoper Fernando Gamboa, reprezentant Rosji i bardzo dobry swego czasu stoper Viktor Onopko, wychowanek słynnej szkółki Auxerre obrońca Franck Rabarivony, chorwacki napastnik Janko Jankovic, napastnik reprezentacji Danii Peter Moller, reprezentant Portugalii defensywny pomocnik Paulo Bento. Dwa lata spędził w Oviedo Rumuński internacjonał Mariusz Lacatus. Swoje miejsce po odejściu z PSG znalazł również świetny skrzydłowy Julio Dely Valdes. Jak więc widać sporo było naprawdę świetnych zawodników, głównie znanych zapewne starszym kibicom. Gdy wydawało się że dla klubu przyjdą lepsze czasy, wraz z oddaniem do użytku nowoczesnego, pięknego stadionu Nuevo Carlos Tartiere, najlepszego w ówczesnej Hiszpanii (i dalej jest w czołówce mimo upływu lat) to klub niespodziewanie spadł z La Liga na długie lata. I można powiedzieć że znowu zabrakło Oviedo czasu, tak jak wtedy gdy wybuchła Wojna Domowa w Hiszpanii, bo w tym czasie w szkółce piłkarskiej klubu dorastali tacy zawodnicy jak skrzydłowi Santi Cazorla, Juan Mata czy świetny napastnik Michu i wszechstronny ofensywny atakujący Adrian Lopez (obecnie asystent Inigo Pereza w Rayo), którzy mogli stworzyć kapitalny kwartet w klubie i katapultować zespół na wyższy poziom. Niestety po spadku klub się całkowicie posypał i Nuevo Carlos Tartiere oglądało nawet grę na 4 poziomie ligowym bo tam wylądował zespół. Do tego doszły kolosalne problemy finansowe, bo jak to w Hiszpanii bywa przeinwestowano i zamiast budować coś od początku to po spadku stwierdzono, że za wszelką cenę trzeba wrócić. No i ta cena była bardzo wysoka. Sytuacja była tak dramatyczna że groziła mu likwidacja. Wyżej wymienieni wychowankowie aktywnie włączyli się a akcję ratowania klubu wykupując akcje i zachęcając do wykupu kibiców. Akcja się powiodła bo klub uratowano finansowo. Tyle że potrzeba było również pełnej reorganizacji wewnętrznej, ale to już nastąpiło po tym dramatycznym sezonie 2012/2013. Rozpoczęła się żmudna budowa wszystkiego praktycznie na nowo. No i się udało bo klub w sezonie 2014/2015 po 12 latach pałętania się po niższych ligach awansował do Segunda Division gdzie od początku radził sobie naprawdę bardzo dobrze. W końcu w minionym sezonie awansował do Primera Division po barażach w których najpierw pokonał Racing Santander a następnie Mirandes. Trener Veljko Paunovic, który zastąpił Javiera Calleję w marcu doprowadził do awansu i..... 9 października został zwolniony, mimo znajdowania się ponad strefą spadkową. Trudno powiedzieć czego oczekiwali rządzący klubem, ale chyba nie miejsca w środku tabeli czy w jej czubie. Jego miejsce zajął były szkoleniowiec klubu Luis Carrion, który prowadził klub w sezonie 2023/2024 gdy zaprowadził ich do przegranych play-offów w finałach z Espanyolem. Naprawdę trudno powiedzieć dlaczego wywalono Paunovicia, tym bardziej że zespół nie gra wcale lepiej pod wodzą nowego trenera, a dodatkowo poleciał do strefy spadkowej. Dziennikarze twierdzą ze władze klubu uznały iż szkoleniowiec nie wykorzystuje potencjału zespołu w którego wzmocnienia mocno zainwestowano. Trzeba uczciwie przyznać że wzmocnienia jak na beniaminka zrobiono naprawdę dobre przy zerowych osłabieniach. Każda formacja dostała naprawdę sporo świeżej krwi. Do ataku przyszli ofensywny skrzydłowy Crveny Zvezdy – Luka Ilić (2 mln), skrzydłowy Girony – Ilyas Chiara (1,5 mln), skrzydłowy Fiorentiny – Josip Brekalo (za darmo), ofensywny pomocnik węgierskiego Debrecena – Brandon Domingues, napasttnik Ovie Ejaria (za darmo). Wypożyczono również napastników – Salomona Rondona z Pachuci, Alexa Foresa z Villarrealu oraz Federico Vinasa z Leon FC. Sporo zainwestowano również w obronę bo sprowadzono stoperów – Erica Bailliego z Villarrealu (za darmo), Davida Carmo z Nottingham (za darmo), defensywnego pomocnika Aston Villi – Leandera Dendockera (za darmo) oraz wypożyczono Javi Lopeza z Sociedad. Transfery do klubu uzupełniają środkowy pomocnika Mirandes – Alberto Reina oraz wypożyczony z Atletico bramkarz – Horatju Moldovan i środkowy pomocnik Leon FC – Santiago Colombatto. Na papierze wygląda to naprawdę nieźle. Szczególnie jeśli dodamy do tego zawodników z doświadczeniem pierwszoligowym którzy są już w Oviedo a więc obrońców – Davida Costasa, Daniego Calvo, Nacho Vidala no i nieśmiertelnego Santiego Cazorlę, który wrócił do klubu swojego dzieciństwa i doprowadził go do awansu do La Liga. Mimo już 41 lat na karku wprawdzie nie zagra całego meczu ale magia w nogach jest nadal i potrafi posłać kolegom takie „ciasteczko" w pole karne że aż nie wypada zmarnować. Tak więc przynajmniej teoretycznie na papierze klub wygląda naprawdę dobrze. Obrona ma i odpowiednią jakość i głębię składu. Nieco słabsze mogą być pomoc i atak ale i tutaj da się skompletować naprawdę mocną podstawową jedenastkę. Tyle że nazwiska nie grają i o ile Rondon, Brekalo, czy Bailly to uznani piłkarze to jednak liczy się forma na boisku a z nią jest kiepsko. Można odnieść wrażenie że w niektórych przypadkach szefostwo klubu poszło właśnie na głośność nazwisk, oczywiście jak na standardy i możliwości Oviedo a nie na faktyczną jakość. No i zachłysnęło się sukcesem jakim jest awans po tylu latach niemal w 100 lecie istnienia klubu. I na razie trudno oprzeć się wrażeniu że popełniono błąd i to zarówno pod względem transferów jak i zwolnienia trenera Paunovicia. Oczywiście czas pokaże, ale oby nie było tak że Oviedo po sezonie poleci z hukiem i tak zakończy okrągłą rocznicę swojego istnienia. Ale oby nie bo to naprawdę uznana marka w hiszpańskiej piłce, klub ze świetną bazą treningową i kibicowską oraz świetnym, tętniącym życiem stadionem gdzie czuć piłkę. No ale zobaczymy jak to będzie wyglądało. Na razie trener i zawodnicy muszą się skupić na kolejnych meczach i zdobywać kolejne punkty. W meczu z Athletic trener Carrion nie będzie mógł skorzystać z usług Brekalo, Cazorli Ejarii oraz Lemosa. No ale to akurat nie są zawodnicy pierwszego wyboru więc nie powinno to zbytnio ograniczyć siły uderzeniowej drużyny. A jaki skład wyjdzie na dzisiejszy mecz? Dziennikarze sugerują powtórzenie zestawienia z domowego pojedynku z Osasuną. Tam zespół wyglądał całkiem nieźle w każdej formacji więc trener może chcieć spróbować powtórzyć to samo celem choćby lepszego zgrania. W bramce więc powinien stanąć Escandell, w obronie na stoperze Costas z Carmo wspomagani po bokach przez Vidala i Javi Lopeza. W drugiej linii parę pivotów powinni stanowić Colombatto i Dendoncker. Przed nimi nieco wysunięty Reina jako rozgrywający. W ataku powinien pojawić się Rondon wspomagany przez Vinasa i Chairę. Na co zwrócić uwagę w grze przeciwko Oviedo? Skrzydła, szybkość przechodzenie z obrony do ataku oraz stałe fragmenty gry. Najsłabsza formacja to obrona, która bardzo się gubi pod pressingiem, choć w ostatnich meczach trener Carrion nieco ją poprawił. Zobaczymy jak będzie na San Mames.
W Athletic nastroje są kiepskie i trudno się dziwić. Ten sezon póki co to jedna wielka porażka i pasmo nieszczęść. Zresztą wystarczy zobaczyć zestawienie formacji ofensywnej w meczu z Newcastle gdzie właściwie nie było nikogo z podstawowej jedenastki a na szpicy biegał Unai Gomez, który powoli wciela się w rolę Inigo Lekue czyli zawodnika od wszystkiego. Mecz na St. James Park nie był jednak tragiczny i można powiedzieć ze mimo przegranej wlał może trochę nadziei w serca kibiców. Przede wszystkim dlatego, że rezerwowi zagrali całkiem przyzwoicie jak na swój status w zespole. A przed meczem z Oviedo na San Mames każdy powód do optymizmu jest wskazany. Poza tym dobre wieści napłynęły z gabinetów lekarskich bo tam skupiała się cała uwaga wszystkich i główny temat dziennikarzy czyli kogo uda się doprowadzić do stanu używalności na niedzielny mecz. A lista nieobecnych była długa bo poza standardowym już zestawem w postaci Yeraya, Egiluza i Pradosa kolejne nazwiska to Sancet, Sannadi, Inaki, Yuri, Guruzeta no i Nico Williams. W sumie to Ci co nie wystąpili w środowym meczu, ale też nie wiadomo czy inni nie mają jakichś dolegliwości bo niestety w obecnym sezonie trudno wierzyć naszemu sztabowi medycznemu i szkoleniowemu. Ukrytych kontuzji o których nie informowano kibiców było aż za dużo. Dziwne to trochę no ale takie postępowanie przyjęto za słuszne. Tyle że to bije w zawodników bo kibice wieszają psy na niektórych piłkarzach za ich słabą albo beznadziejną postawę, a potem okazuje się że zawodnik gra 2 – 3 miesiące z kontuzją, o której nikt nie wiedział poza trenerami i lekarzami. No ale mniejsza z tym bo najważniejsze to skoncentrować się na kolejnym meczu i jakże potrzebnych punktach. Sytuacja w zespole pod względem zdrowotnym musi być nieciekawa bo Valverde wstrzymał się z powołaniami aż do niedzieli. Jedynie co potwierdził na przedmeczowej konferencji prasowej to to że takowe dostaną Hierro i Seldon, czyli dwaj debiutanci ze środowego meczu przeciwko Newcastle. Niby do treningów z resztą zespołu wrócili Guruzeta, Yuri i Nico, ale czy zagrają w dzisiejszym meczu nie wiadomo. W sumie dobrze by było żeby Nico nie musiał grać z uwagi na to że dłuższa przerwa pozwoliłaby mu dać więcej czasu na powrót do zdrowia i lepsze efekty terapii jaka przechodzi w leczeniu przepukliny. Bo kolejny mecz raczej nie pomoże mu w tym. No ale to decyzja trenera i może zacznie na ławce rezerwowych. I tak jak wspomniałem, oby podstawowi zawodnicy spisali się tak żeby nie trzeba było korzystać z jego usług. Tak więc trudno będzie zgadnąć skład jaki wystawi na ten mecz Valverde. No może poza paroma nazwiskami jak Jauregizar, który gra wszystko i Galarreta w środku pola, Vivian i Laporte na srodku oraz Simon na bramce. Na skrzydłach powinni zagrać Navarro i Berenguer, czyli jedyni w pełni zdrowi zawodnicy na te pozycje w zespole, choć kto wie co wymyśli Txingurri. Być może trener skorzystałby z jakiegoś młodzieżowca na ta pozycję, ale tym razem mecz rezerw nie sprzyjał takiemu obrotowi spraw bo zawodnicy Bilbao Athletic grali na dalekiej Teneryfie z liderem tabeli. I spisali się naprawdę bardzo dobrze wygrywając 0-1 (Ibai Sanz), dzięki czemu wydostali się z dna tabeli. Oby za ich przykładem poszli ich starsi koledzy.
Ciężko wskazać faworyta tego meczu. Athletic jest zdziesiątkowany kontuzjami, nie wiadomo kto zagra no i do tego dochodzi zmęczenie podróżą i meczem w Newcastle. Forma też to wielka niewiadoma. Oviedo wprawdzie kadrowo wygląda dobrze ale z formą tez różnie bywa. Oviedo przegrało aż 7 z 11 spotkań w lidze, do tego strzeliło zaledwie 7 bramek, a więc najmniej w całej stawce ligowej. Tyle że z Oviedo Baskom zawsze się fatalnie grało. Los Leones nie wygrali 6 z ostatnich 7 ligowych spotkań przeciwko tej drużynie. Zapowiada się więc bardzo ciężki mecz na San Mames. Zresztą wszystkie mecze obecnie są dla Los Leonez bardzo ciężki i to bez względu z jakim rywalem przychodzi im grać. Oby jednak ten zakończył się po myśli zawodników i kibiców bo 3 oczka są niezbędne, tym bardziej że po przerwie reprezentacyjnej czekają na nas starcia z Barcą, Realem Madryt i Atletico, a w tych meczach zdobyć punkty będzie graniczyło z cudem.
Przewidywane składy:
Athletic: Simon – Gorosabel, Vivian, Laporte, Adama – Jauregizar, Galarreta – Navarro, Unai Gomez, Berenguer – Guruzeta.
Trener: Ernesto Valverde
Oviedo: Escandell – Nacho Vidal, Costas, Carmo, Javi Lopez – Colombatto, Dendoncker – Chaira, Reina, Vinas – Rondon.
Trener: Luis Carrion
Data: 09.11.2025 godz. 14.00
Miejsce: Bilba, Estadio San Mames (poj. 53331)
Sędzia: Soto Grado
Komentarze
Na plus zdecydowanie Nico i Selton. Miejmy nadzieję że to jednak jest zapowiedź że coś ruszyło że zdrowiem młodszego Williamsa.... a Selton na mediapunta może warunkami fizycznymi nie powala ale technicznie wymiata....I oby tak dalej...
Postawę Simona pominę milczeniem... nie kopie się leżącego...
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.