^Powrót na górę!

Kolejny mecz i kolejna przegrana. Tym razem Athletic okazał się gorszy w jakże prestiżowym spotkaniu z Realem Sociedad w Wielkich Derbach Kraju Basków. Rywale będący w jeszcze większym kryzysie jak Athletic zagrali lepiej, skuteczniej i strzelili o jedną bramką więcej od rywali z Bilbao. Ostateczny wynik brzmiał 3-2, a trafienia zaliczali Brais Mendez, Guedes i Gorrotxtegui dla Erreala oraz Guruzeta i Navarro dla Los Leones. Dla Sociedad oznacza to awans o kilka pozycji w tabeli, a dla Athletic obsunięcie się o kilka pozycji dalej i zbliżenie do strefy spadkowej. Jeśli nasi zawodnicy w porę się nie ogarną to już wkrótce może ich czekać desperacka walka o utrzymanie, a nie o europejskie puchary, tym bardziej że czekają ich jeszcze mecze przeciwko Barcelonie, Realowi Madryt i Atletico w pierwszej rundzie rozgrywek 2025/2026.
Pierwsza połowa gdyby nie strzelone bramki to można byłoby powiedzieć że właściwie się odbyła. Nie dość że było widać iż zespoły są w słabiutkiej formie to jeszcze nie pomagała pogoda, gdyż z nieba lały się strugi deszczu. To oczywiście mocno utrudniało grę, ale w sumie murawa była taka sama dla obydwu drużyn, dla których gra w takich warunkach nie powinna sprawiać problemów jeśli pochodzi się z tego regionu. Pierwsze niemal 20 minut poza intensywnością nie dostarczyło emocji. W 19 minucie meczu mieliśmy w końcu pierwsza sytuację do zdobycia bramki gdy Soler po rzucie rożnym próbował zaskoczyć Simona, ale nasz bramkarz spisał się bez zarzutu. W 25 minucie kapitalną okazję do zdobycia bramki miał Oyarzabal po podaniu od Braisa Mendeza, ale w sytuacji sam na sam wypalił obok słupka. Los Leones swoją pierwszą niezłą akcję przeprowadzili dopiero w 35 minucie gdy Berenguer dośrodkował w pole karne, ale Guruzeta źle przymierzył głową. Niestety 2 minuty później było 1-0. Kulejący Berrenetxea okazał się szybszy i lepszy od Gorosabela, dośrodkował w pole karne gdzie Brais Mendez na raty pokonał Simona, który wprawdzie obronił pierwsze uderzenie, ale futbolówka spadła wprost pod nogi rozgrywającego Erreala, który dokończył dzieła. Gdzie była defensywa? Trudno powiedzieć. No ale podopieczni trenera Valverde szybko odpowiedzieli, również wykorzystując gapiostwo defensywy gospodarzy. Na połowie Txuri-Urdin Galarreta szybciutko wykonał rzut wolny przerzucają piłkę za plecy obrońców, dopadł do niej Gorosabel, wpadł w pole karne i otoczony przez rywali zdołał wycofać piłkę do nadbiegającego Guruzety, który mocnym uderzeniem skierował ją pomiędzy obrońcami do siatki. Defensywa Sociedad w tym przypadku bardzo nieudolnie próbowała bronić nie tylko ataku ale i strzału. 1-1 w babolach i frajerstwie. Pierwszą połowę zakończyło zamieszanie w polu karnym Athletic gdzie Laporte znokautował swojego kolegę z drużyny – Viviana, a chwilę później Sociedad zdobył bramkę ale przy tej akcji na pozycji spalonej był Arsen Zakharyan.
Drugą połowa zaczęła się od ataków podopiecznych trenera Sergio Francisco, które bardzo szybko zaowocowały bramką bo już po niespełna 120 sekundach. Guedes świetnie złapał w powietrzu podanie Braisa Mendeza, objechał jak dziecko na szybkości Laporte, wpadł w pole karne i strzałem z długi róg nie dał szans Simonowi. Można powiedzieć „idealne" rozpoczęcie tej części gry dla ekipy Valverde, która została złapana w totalnym rozkroku. W 53 minucie na murawie pojawił się beznadziejny Nico, który zmienił jeszcze bardziej beznadziejnego Sanceta. Athletic zmienił ustawienie na..... w sumie ciężko powiedzieć na jakie bo na murawie wszyscy za plecami Guruzety biegali bez ładu i składu. Wprawdzie goście próbowali atakować, ale wszystko było kompletnie bez ładu i składu. Za to w 67 minucie Sociedad zdobył bramkę na 3-1 ale sędzia po analizie VAR anulował trafienie Zakharyana z powodu spalonego Kubo, który zainicjował całą akcję. W 70 minucie w końcu udało się coś zrobić Nico, który tradycyjnie akcją na skrzydle ścią do środka i uderzył technicznie na bramkę, ale futbolówka otarła się o jednego z obrońców i minimalnie minęła słupek. Szkoda bo może gdyby nie ten delikatny rykoszet to mielibyśmy bramkę. W 75 minucie powinno być 2-2 ale i Laporte i Guruzeta będąc na czystej pozycji praktycznie sami przed bramką nie zdołali trafić w piłkę. Cztery minuty później jednak Los Leones dopięli swego przy wydatnej pomocy defensywy Erreala. Berenguer dośrodkował z rzutu wolnego z prawej strony. Yuri na dalszym słupku próbował zgrać piłkę, kontrując z powrotem na bliższy słupek, ale wyszedł z tego strzał, który sparował na poprzeczkę Remiro. Tyle że piłka spadła pod nogi Navarro, który z może 2 – 3 metrów wypalił do siatki przy asyście kompletnie zdezorientowanych obrońców. 2-2 na Reale Arena. Ostatni minuty meczu to próba zmiany wyniku ale tylko siłą woli i determinacją bo obydwu drużynom brakowało sił, więc na murawie bardziej dominował chaos. W 88 minucie jedną z nielicznych zorganizowanych akcji przeprowadził Yuri, który przebiegł dobre 30 – 40 metrów z piłką nie niepokojony przez rywali i sprzed pola karnego oddał mocny strzał na bramkę. Niestety w sam środek i choć Remiro miał olbrzymie kłopoty z opanowaniem piłki to niestety nie było nikogo kto mógłby dobić wyplutą futbolówkę, którą z powrotem już na spokojnie przejął portero gospodarzy. Niestety w 3 minucie doliczonego czasu gry Sociedad zdobył gola na wagę kompletu punktów. Po rzucie rożnym powstało spore zamieszanie w polu karnym, obrońcy Athletic kompletnie kryli na radar i piłkę po jednym po rykoszecie przy strzale z dystansu dostał Oyarzabal, który ponad obrońcami podał do kompletnie niepilnowanego Gorrotxaguiego, a ten potężny uderzeniem może z 10 metrów pod poprzeczkę zdobył zwycięską bramkę dla swojej drużyny. Gdzie byli nasi pomocnicy i obrońcy tego nie wie nikt bo zawodnik gospodarzy był kompletnie sam a w odległości 3 - 4 metrów od niego nie było żadnego zawodnika Los Leones. I to była właściwie ostatnia akcja tego meczu. Athletic w pełni zasłużenie przegrał na Reale Arena 3-2.
No cóż, kolejna porażka stała się faktem i co gorsza powoli można się do tego zacząć przyzwyczajać. Zespół jest totalnie bez formy do tego zdziesiątkowany kontuzjami, które z kolei uniemożliwiają osiągnięcie tej formy. I tak w kółko. Do tego nie pomaga w ogóle trener bo Valverde znowu się nie popisał. Nawet nie chodzi o skład bo wystawił co mógł, ale o zmiany. Txingurri dokonał 3 zmian. Na 4 dni przed meczem z Newcastle w Lidze Mistrzów, mając problemy z urazami w zespole, intensywny kalendarz meczów i eksploatowanych do granic możliwości zawodników podstawowego składu trener dokonuje w meczu 3 zmian. W potem się dowiadujemy po meczu że Sancet i Yuri, który grał do końca meczu mają kontuzje. Do tego mecz był rozgrywany w koszmarnych warunkach, które kosztowały zawodników dodatkowe siły. Oczywiście kolejny pełny mecz rozegrał Jauregizar, który obecnie jest chyba najlepszym zawodnikiem zespołu. Trudno powiedzieć na co czeka Txingurri, chyba na kontuzję Mikela, która przy takiej intensywności eksploatacji organizmu jest tylko kwestią czasu. Kolejna sprawa to taka, że skoro Valverde wie że Nico jest kontuzjowany i każdy mecz nie sprzyja ewentualnej terapii zachowawczej to po co go wpuszcza na murawę? Na ławce zostali Izeta i Serrano, którzy spokojnie mogli wejść i gorzej by się nie spisali od młodszego Williamsa, po którym po prostu widać że kontuzja mu doskwiera i nie pozwala grać na takim poziomie na jakim chciałby i oczekiwali od niego kibice. Czasami jak się patrzy na ten sezon i co wyprawia sztab medyczny oraz Valverde, to może się wydawać że jesteśmy w jakimś Matrixie. Tyle że brak jest Morefusza z dwie tabletkami, która pozwolą wybrać pomiędzy tkwieniem w tym stanie lub wyjściem z niego. Ktoś może powiedzieć, że przecież Athletic strzelił dwie bramki i walczył o punkty. Problem jest taki że jedynie na papierze tak to wygląda i w statystykach bo już na murawie wyglądało to zupełnie inaczej. Athletic jedyne co zrobił to wykorzystał gapiostwo obrony rywali przy odrobinie własnego szczęścia. Co gorsza rywal nie zagrał wcale dobrego meczu a raczej średni. Do tego jest to rywal w podobnej formie co Athletic, czyli słabiutkiej i do niedawna znajdował się strefie spadkowej mając debiutanta na ławce trenerskiej, a nie tak doświadczonego szkoleniowca jak Valverde. Podsumowaniem formy zespołu jest postawa obrony, która była dotychczas najpewniejszą formacją zespołu, a która zagrała tragicznie i dostosowała się do formacji ataku, który właściwie poza tymi dwiema bramkami nie stworzył nic większego pod bramką Remiro. Pierwsza bramka to kulejący i wolny jak żółw Barrenetxea, który ucieka skrzydłem Gorosabelowi i dośrodkowuje w pole karne gdzie stoperzy i pomocnicy stoją jak zaczarowani patrząc jak Brais Mendez strzela i dobija później swój strzał. Drugi gol to objechanie Laporte jak dzieciaka przez Guedesa. Szczerze powiedziawszy owszem to jest błąd Aymerica, ale z drugiej strony szybki i zwinny skrzydłowy na pełnej prędkości kontra wysoki i ciężki stoper na murawie nasiąkniętej wodą i dającej przewagę takim zawodnikom jak Portugalczyk, więc trochę trudno mieć większe pretensje do naszego stopera. Tym bardziej że wszystko miało miejsce w sektorze bronionym przez Viviana, który w sumie nie wiadomo gdzie był, a Laporte go tylko asekurował. Gdyby obrona prawidłowo zadziałała to Vivian powinien być pierwszą instancją przed Guedesem, który gdyby objechał Daniego to powinien się natknąć na kasującego akcję Laporte'a. I wtedy zapewne uniknęlibyśmy straty bramki. No wisienka na torcie czyli trzecia bramka i połowa pola karnego wolna, w której znalazł się strzelec bramki oraz 3 obrońców w świetle bramki i zero pomocników w obrębie 3 – 4 metrów od strzelca. Po prostu masakra. I to w zasadzie tyle jeśli o podsumowanie tego meczu. Trudno mieć nadzieję po takich zawodach na lepszą przyszłość zespołu.
Statystyka meczu:
Składy:
Sociedad: Remiro – Aramburu, Martin, Zubeldia, Gomez – Gorrotxategi – Soler (82' Goti), Mendez (63' Marin) – Guedes (63' Kubo), Oyarzabal, Barrentexea (41' Zakharyan, 82' Munoz).
Trener: Sergio Francisco
Athletic: Simon – Gorosabel (83' Areso), Vivian, Laporte, Yuri – Jauregizar, Galarreta (68' Galarreta) – Berenguer, Sancet (53' Nico Williams), Navarro – Guruzeta.
Trener: Ernesto Valverde
Wynik: 3 – 2
Bramki: 38' Mendez, 47' Guedes, 90'+3 Gorrotxategi – 41' Guruzeta, 79' Navarro
Żółte kartki: Gorrotxategi, Aramburu – Sancet, Galarreta, Berchiche
Posiadanie piłki: 51% - 49%
Strzały: 9 – 11
Strzały celne: 5 – 4
Rzuty rożne: 6 – 2
Podania: 363 – 357
Spalone: 3 – 1
Rzuty wolne: 20 – 8
Dośrodkowania: 16 – 14
Widzów: 37685
Sędzia: Munuera Montero