^Powrót na górę!

Przed nami Wielkie Derby Kraju Basków, czyli starcie dwóch największych i najsłynniejszych zespołów z tej części Półwyspu Iberyjskiego. W przeciwieństwie do innych spotkań derbowych to owszem ostra prestiżowa rywalizacja na boisku, ale i mecz przyjaźni kibiców, którzy z zapałem i często we wspólnym gronie obserwują zmagania swoich zespołów. Na Reale Arena gdzie zostanie rozegrane to spotkanie, poza oczywiście atmosferą święta będzie też spora nuta niepewności. Powód? Obydwa zespoły są delikatnie rzecz ujmując, żeby nie powiedzieć ostrzej, daleko od nawet średnich stanów formy, a oglądanie ich spotkań można porównać do bólu i to takiego z najwyższej półki jak migrena połączona z bólem wszystkich zębów do których dobiera się dentysta i to bez znieczulenia. Czy to zaserwują nam Txuri-Urdin z Los Leones w swoim starciu w San Sebastian? Oby nie. Początek spotkania w sobotni wieczór o godzinie 18.30. Poprowadzi je sędzia Munuera Montero.
W poprzedniej kolejce o wiele lepiej spisała się ekipa Erreala, która na swoim stadionie pokonała Sevillę 2-1. Wygrana jednak rodziła się w ciężkich bólach i gra pozostawiała wiele do życzenia. Wynik rozstrzygnął się w pierwszej połowie meczu w niespełna 20 minut. Prowadzenie gospodarzom dał Mikel Oyarzabal, który wykorzystał rzut karny w 19 minucie spotkania. W 30 minucie wyrównał Gudelj po asyście Suazo. Ekipa z Andaluzji cieszyła się ze zdobyczy bramkowej zaledwie 6 minut bo swój zespól na prowadzenie wyprowadził kapitan zespołu Mikel Oyarzabal. Dzięki tej wygranej ekipa Txuri-Urdin wydostała się ze strefy spadkowej. Spychając tam Real Oviedo i Valencię. Athletic rozgrywał mecz na swoim boisku gdzie zmierzył się z Getafe. I o tym meczu zapewne wszyscy w Bilbao chcieliby jak najszybciej zapomnieć gdyż nie dość nie dało się ich meczu w ogóle oglądać, to jeszcze przegrali z Los Azulones 0-1 po trafieniu Borjy Maroyala. Przegrana kosztowała Basków osunięcie się na 9 miejsce w tabeli.
Ciężki jest życie Realu Sociedad po opuszczeniu klubu przez Imanola Alguacila. Wprawdzie ostatni sezon był już dość słaby bo zespół zajął dopiero 11 miejsce nie awansując po raz pierwszy od 5 lat do Europejskich Pucharów, ale chyba szefostwo nie spodziewało się aż takich kłopotów. Próbowano powtórzyć poprzedni manewr czyli szkoleniowcem pierwszej drużyny mianować trenera rezerw, co w przypadku Alguacila sprawdziło się świetnie. Niestety tym razem póki co idzie jak po grudzie bo Sergio Francisco, który objął stery na ławce managera ma fatalny początek swojej przygody z zespołem. Dość powiedzieć że do ostatniej kolejki zespół znajdował się w strefie spadkowej. Ba, nawet chyba zajmował ostatnie miejsce w tabeli. O grze trudno nawet wspominać bo była katastrofalna. Ostatnia wygrana nad Sevillą na Reale Arena pozwoliła nieco uspokoić nastroje i wydostać się ze strefy spadkowej, ale pozostaje pytanie co dalej. Czy Sergio Francisco, który awansował w minionym sezonie z rezerwami do Segunda Division zdoła udźwignąć ciężar prowadzenie pierwszej drużyny? Można mieć naprawdę spore wątpliwości patrząc na wyniki przy takim składzie jaki został mu oddany do dyspozycji. A jest on dość mocny choć ma kilka słabych stron. Z odejść z zespołu to przede wszystkim strata Zubimendiego, którego za 70 mln euro wykupił Arsenal. Nie udało się też po wypożyczeniu wykupić stopera Aguerda z West Hamu. To w zasadzie jedyne straty. Poza tym do Espanyolu poszedł defensywny pomocnik Zarate (5 mln), Paris FC za 33 letniego lewego obrońcę Traore zapłaciło 4,5 mln, a Levante za pomocnika Olagastiego 500 tys. Do Osasuny za darmo odszedł Becker, a do Eibaru również bez odstępnego ofensywny pomocnik Jon Magunazelaia. Pozostałe odejścia to wypożyczenia: lewy obrońca Javi Lopez (Oviedo), stoper Pacheco (Alaves) i napastnik Carlos Fernandez (Mirandes). Jak więc widać tylko 2 z tych transferów to naprawdę poważne straty. Jednak wzmocnienia, przynajmniej na papierze były naprawdę dobre. Z Girony za 11 mln przyszedł Yangel Herrera. Z PSG za 6 mln po nieudanym zawojowaniu Ligue1 środkowy pomocnik/rozgrywający Carlos Soler. Z Wolverhampton przyszedł inny były kapitalny zawodnik Valencii – Goncalo Guedes. Całość transferów uzupełnia stoper Duje Caleta-Car z Lyonu (wypożyczenie) oraz przeniesienie z rezerw ofensywnego pomocnika Mikela Gotiego. Poza ty po wypożyczeniach wrócili napastnicy Sadiq i Karikaburu oraz defensywny pomocnik Gorrotxategi. Trochę tutaj trudno zrozumieć wymianę Pacheco na Caleta-Cara bo stoper który poszedł do Alaves raczej nie odstawał umiejętnościami od Chorwata, a i jest dużo młodszy od niego. Trudno też powiedzieć czemu nie kupiono typowego defensywnego pomocnika, który by łatał luki w drugiej linii i obronie. Zespół pozostał jedynie z Gorrotxategim. Owszem przyszedł Herrera, jest Turrientes, którzy mogą zagrać na tej pozycji, ale to jest jednak nie to. A w kasie zostało prawie 60 mln euro po letnich sprzedażach. Brak jednego zawodnika, nawet tak dobrego jak Zubimendi aż tak by wpłynął na zespół? Owszem jest to naprawdę topowy gracz, ale jest cała pretemporada by zespół odpowiednio ustawić by zniwelować brak. Zawsze można też przesunąć na tą pozycję Elustondo czy też Zubeldię, którzy chyba nawet zaczynali swoją grę jako defensywni pomocnicy. Inna sprawa to defensywa. Odejście Le Normanda przed poprzednim sezonem dość mocno odbiło się na obronie zespołu, choć sprowadzenie Aguerda spowodowało że część strat udało się nadrobić. No i pozostał jeszcze kapitalnie grający w drugiej linii i czyszczący przedpole Zubimendi. Teraz zabrakło całej trójki i można powiedzieć że gra z tyłu nieco się posypała. O braku typowego dobrego DM'a już wspominałem ale i właśnie środek obrony pozostawia wiele do życzenia. Zubeldia i Elustondo to ograni w La Liga gracze, ale brakuje im i wzrostu i siły fizycznej by grać na środku obrony. Caleta-Car poza wzrostem i kolekcjonowaniem żółtych kartek niewiele się wyróżnia, a Jonowi Martinowi mimo talentu brakuje ogrania. Sprawę nieco ratują boki obrony, ale bez dobrego środka niestety nie zdziała się nic. Szkoda że trener Francisco nie spróbował przełożyć ciężaru gry bardziej na formację ofensywną, która przynajmniej na papierze jest bardzo mocna. Soler, Brais Mendez, Zakharyan, Barrenetxea, Guedes, Kubo, Oyarzabal to naprawdę bardzo dobrzy gracze. Do tego zespół dysponuje odpowiednią głębią składu jeśli chodzi wszystkie pozycje w ataku. Jedyny problem to forma zespołu, której niestety nie ma i za to odpowiada trener Francisco. No ale to może naprawdę odpalić bo jak już wspomniałem jest w tej drużynie i talent i możliwości. Pytanie czy władzom klubu starczy cierpliwości bo już mówiło się o niepewnej pozycji szkoleniowca. Wprawdzie próbowało tłumaczyć słabe wyniki ciężkim kalendarzem, poznawaniem zespołu itp., ale trudno kupić tą historyjkę. No może o poznawaniu zespołu można jeszcze jakoś przełknąć ale fatalny kalendarz? Wprawdzie Txuri-Urdin mierzyli się już i z Barcą (wyjazd) i Realem Madryt (dom) i przegrali oba mecze, ale pozostałe zespoły to jak najbardziej był ich zasięg. Już w pierwszych meczach szło jak po grudzie bo zanotowano remis z Valencią (1-1) na wyjeździe, remis z Espanyolem w domu (2-2) oraz porażka z Oviedo w delegacji (1-0) to zdecydowanie poniżej oczekiwań. Potem po walce nastąpiła porażka u siebie z Królewskimi (1-2) mimo że rywale kończyli mecz w osłabieniu, porażka z Betisem na wyjeździe (3-1) oraz w końcu upragnione, ale nie przekonywujące zwycięstwo na Reale Arena z Mallorcą (1-0). Wydawało się że po porażce z Barcą na Montjuic (2-1), w której Erreala postawili rywalowi naprawdę trudne warunki będzie już lepiej, ale okazało się to mrzonką. Zmęczone meczem w środku tygodnia Rayo przyjechało do San Sebastian i wywiozło komplet oczek (0-1). Po przerwie na mecze reprezentacji ekipa Francisco pojechała do Vigo i wprawdzie przegrywała po pierwszej połowie 1-0 to całą drugą grała z przewagą jednego zawodnika i wyrównała dopiero w ostatnich minutach meczu. W końcu przyszła wygrana z Sevillą w ostatnim meczu, ale też bez jakiejś specjalnie poprawionej jakości gry. No ale w przypadku Sociedad te punkty były bezcenne bo pozwoliły się wyrwać ze strefy spadkowej i nieco odważniej popatrzeć w górę tabeli choć na plecach wciąż czują oddech Valenci, Oviedo czy Girony. Kolejne mecze jednak nie zapowiadają się na łatwiejsze. Poza Athletic w najbliższych tygodniach zespół zmierzy się na wyjeździe z rewelacją sezonu z Elche, potem pojedzie do Pampeluny, podejmie u siebie rozpędzony Villarreal, oraz pojedzie do Vitorii na Mendizorroza. Teoretycznie łatwy mecz czeka ich dopiero w połowie grudnia gdy na Anoeta przyjedzie Girona. Jeśli zespół znacząco nie poprawi swojej formy to trudno będzie o punkty, poprawę pozycji w tabeli, o pracy Sergio Francisco w klubie nie wspominając. No ale może coś ruszy po wygranym meczu z Sevillą. O tym przekonamy się być może już w dzisiejszym pojedynku na Reale Arena. Nie będzie jednak łatwo mimo że forma Los Leones jest bardzo zbliżona do tej ją prezentują Txuri-Urdin. Jedyna różnica to taka, że Athletic ma przebłyski, niekiedy nawet zagra całkiem dobrze a drużyna z San Sebastian gra jednostajnie źle i musi trafić na gorszy dzień rywala, lub przeciwnika w podobnej dyspozycji żeby coś ugrać. Bo tak to na razie wygląda. Stąd w obozie Erreala dość sporo pesymizmu przed dzisiejszym meczem, szczególnie że kadrowo jest średnio. Przede wszystkim Sergio Francisco ma w zespole zaledwie dwóch zdrowych napastników gdyż Karrikaburu i Oskarsson są kontuzjowani. Co gorsza obydwu miały się odnowić niedawne urazy, które dopiero co wyleczyli. Do tego dochodzi nawrót problemów zdrowotnych kolejnego rekonwalescenta – Yangela Herrery, który wrócił po urazie kolana, a teraz ma problemy z łydką. Cała trójka jest wyłączona z meczu z Athletic. Do zdrowia powoli wraca Kubo, który teoretycznie powinien być gotowy do gry z Athletic, ale po ostatnich wydarzeniach z nawrotami urazów u teoretycznie ozdrowiałych zawodników jego występ stawia pod znakiem zapytania. A to jeden z kluczowych zawodników w ofensywie zespołu z Reale Arena, u którego też słabo z zastępstwem. Teoretycznie może zastąpić go Goti lub Zakharyan ale to nie ta jakość. Goncalo Guedes, który jest nominalnym lewoskrzydłowym również tam może grać, ale On akurat podobnie jak Soler wciąż szuka swojej dawnej formy. Dziwne że Sergio Francisco nie chce poszukać kogoś w rezerwach, które przecież zna bardzo dobrze. Tam jest kilku graczy którzy mogliby się nadawać bo dobrze radzą sobie na poziomie Segunda Division, a więc zapleczu Primera Division. Szczególnie na atak gdzie np. taki Gorka Carrera zdołał już strzelić 5 bramek, a Arkaitz Mariezkurrena ma nawet doświadczenie w pierwszym zespole, dla którego nawet zdobył bramkę. Alguacil widział w nim potencjał mimo że nie przebywał na co dzień i nie trenował go, a Sergio Francisco jakoś nie może dostrzec. No ale to podobny problem jak jest w Athletic gdzie Valverde jakoś też niespecjalnie chce korzystać z młodzieży choć chyba powoli to się może zmienić, ale o tym później. No ale nawet uwzględniając problemy zdrowotne czwórki wspomnianych przez mnie piłkarzy wciąż do dyspozycji szkoleniowca jest 22 zawodników, z których można zmontować mocny skład na dzisiejszy mecz. Wszystko też wskazuje na to że trener Sergio Francisco w sobotnim meczu powtórzy skład jaki wystawił tydzień temu w meczu z Sevilla. Oczywiście za wyjątkiem kontuzjowanego Yangela Herrery. Wprawdzie w środku tygodnia Txuri-Urdin rozgrywali mecz Copa del Rey z ekipą SD Negreira, ale tam wyszedł w całości rezerwowy skład, który gładko sobie poradził z przedstawicielem ligi regionalnej Galicji. W bramce na pewno stanie Remiro. W obronie obok Zubeldi powinien zagrać młody Martin, których będą wspierać po bokach Aramburu oraz Sergi Gomez. W drugiej linii na pozycji defensywnego pomocnika zagra Gorrotxategi, a przed nim nieco bardziej ofensywni Soler, który zastąpi Herrerę oraz Brais Mendez. Atak stworzą Guedes i Barrenetxea, którzy będą wspierać najbardziej wysuniętego Oyarzabala. Raczej nie zagra od początku Kubo bo jednak trener będzie chciał go oszczędzić po urazie. I tutaj może pojawić się pewien problem z ustawieniem o którym nie wspomniałem wcześniej i zostawiłem na koniec. Skład opisałem w zestawieniu 4-3-3 bo tak teoretycznie powinien grać zespół z takimi zawodnikami. Problem w tym że szkoleniowiec Txuri-Urdin wprowadza swoje udziwnienia bo zespól przechodzi czasami na 4-4-2, czasami na 4-2-3-1. Brakuje drużynie nieco płynności w tym, szczególnie gdy zespół na siłę gra 4-4-2, do którego nie tylko nie ma zawodników ale i po prostu nie potrafi, a brak doświadczenia Francisco to tylko uwypukla. 4-3-3 to chyba najlepsze zestawienie zespołu, ewentualnie 4-2-3-1, ale do tego też nie ma za bardzo zawodników, szczególnie że na pozycji mediapunty gra Brais Mendez, który ma dublować pozycję napastnika, a nie ma ani warunków fizycznych ani po prostu nie potrafi tam grać. Na takie coś można było sobie pozwolić gdy w składzie był Mikel Merino, co często wykorzystywał Alguacil. Takiego komfortu obecny trener nie ma. Ale na ustawienie 4-3-3 jak najbardziej skład ma i co najważniejsze zespół potrafi to grać całkiem dobrze, a nawet bardzo dobrze. No ale to już problem trenera Sociedad. Na co zwrócić uwagę grając przeciwko Erreala? Przede wszystkim na kapitana zespołu Oyarzabala i całą formację ofensywną, która potrafi grać szybki, kombinacyjny futbol, przechodzić błyskawicznie do ataku oraz wymieniać się pozycjami. Jeśli to się opanuje powinno być łatwiej grać z rywalem, który planu B raczej nie ma.
Jak już wspomniałem na początku podobny problem do fanów Errala jest wśród fanów Athletic. Ostatni mecz z Getafe to prawdziwa tragedia i na samą myśl o nim cierpnie skóra i można powiedzieć boli wszystko co może. Jedyne co różni obydwa zespoły to 5 punktów więcej na koncie Athletic, które jakoś udało się zdobyć, zresztą podobnie jak w przypadku Sociedad raczej słabością rywali niż własną dobrą grą, oraz to że Los Leones mieli baaaardzo sporadyczne przebłyski dobrej, a nawet bardzo dobrej gry. Tak więc jak bardzo chcą to potrafią. O ile jednak w przypadku Sociedad można to jeszcze zrozumieć bo jest nowy, niedoświadczony trener, to już w przypadku Athletic przy Valverde jest to katastrofa, z której póki co nie widać jakiegoś światełka w tunelu, chyba że to kolejna pędząca na zderzenie lokomotywa jak miało to miejsce w przypadku meczu z Getafe. Miejmy nadzieję że może będzie lepiej, ale trochę trudno o optymizm. Tym bardziej że zespół się sypie fizycznie i to poważnie. O więzadłach Pradosa i Egiluza plus dyskwalifikacji Yeraya nie ma już co wspominać, ale są kolejne nowe problemy. Inaki Williams ma mecze do końca roku z głowy z prozaicznego powodu, a więc koszmarnego błędu lekarzy Athletic i samego Valverde, który zdecydowanie za wcześnie wystawił go do meczu po kontuzji. I ze zwykłego naciągnięcia mięśnia przywodziciela zrobiło się wielomiejscowy uraz mięśnia plus naruszenie ścięgien, o czym zresztą już wspomniałem ostatnim razem, przez co być może nawet do końca roku nie zobaczymy go na murawie. W jego ślady podążył Maroan Sannadi i tutaj niestety też można się dopatrzyć zaniedbań sztabu medycznego i szkoleniowego. Okazało się że nasz napastnik od 3 miesięcy zmaga się z problemami z naderwanym meniskiem w prawym kolanie. Wdrożono leczenie zachowawcze, które nie przyniosło żadnego skutku, a wręcz przeciwnie powiększyło problem. Na tyle że reprezentant Maroka musi się poddać operacji i do gry wróci najwcześniej w nowym roku. Jak nie trudno policzyć urazu musiał doznać pod koniec lipca. Mając w składzie Izetę i Guruzetę, czyli dwóch kolejnych napastników czemu nie zdecydowano się na zabieg. Wtedy Maroan już teraz by biegał w pełnej formie po boisku. I kolejna sprawa o wiele bardziej bulwersująca, a więc znając problemy Sannadiego, wiedząc jakie jest ryzyko, czemu nie zgłoszono do Ligi Mistrzów Izetę??? Naprawdę trudno pojąć co odwalił w tym temacie Valverde, bo raczej trudno przypuszczać żeby nie wiedział o urazie swojego napastnika. To też by tłumaczyło brak występów Sannadiego, czy też ich sporadyczność. Przecież to jest jakaś katastrofa. To jeszcze nie koniec problemów Los Leones bo po ostatnim meczu z Getafe problemy zdrowotne ma albo miał Aymeric Laporte bo po sprawie z Sannadim ciężko cokolwiek powiedzieć. Reprezentant Hiszpanii doznał skręcenia więzadeł lewej kostki. W trakcie meczu rozbiegał to trochę i na szczęście nie pogorszył sobie stanu zdrowia mimo że zagrał do końca spotkania, co już było podjęciem sporego ryzyka wiedząc że w zespole jest tylko 3 stoperów. Według dziennikarzy i sztabu szkoleniowego nasz obrońca jest gotowy do gry i dostał powołanie na dzisiejszy mecz, ale szczerze mówiąc trudno w to uwierzyć żeby wszystko z nim było ok i tak szybciutko wrócił do zdrowia. Pozostaje mieć nadzieję, że Txingurri nie wpadnie na pomysł, żeby wystawić go od pierwszej minuty i pozostawi go na ławce rezerwowych. Bo strach wystawiać teraz jakiegoś zawodnika po urazie do składu, żeby nie porobiły się o wiele gorsze rzeczy. Naprawdę trudno zrozumieć co się wyprawia w tym sezonie w zespole i co wyprawia Valverde, który podejmuje kompletnie irracjonalne decyzje właściwie od początku rozgrywek. W meczu z Sociedad zabraknie również Inigo Lekue, który dostał w pojedynku z Getafe czerwoną kartkę, na szczęście będąc wtedy na ławce rezerwowych, gdzie wylądował w pierwszej połowie zmieniony z powodu kontuzji. Jak widać uraz nie był poważny skoro nasz zawodnik był w stanie wyskoczyć jak sprężyna z ławki i naubliżać arbitrowi, co będzie go kosztowało tylko 2 mecze absencji. Tak więc sezon absurdów w pełni. Na szczęście są też pozytywy. Valverde zaczyna korzystać z młodzieży, która coraz częściej pojawia się na treningach. I nawet zdecydował się powołać na dzisiejszy mecz jednego z nich. Wybór padł na niezwykle utalentowanego Seltona, który błyszczał w Basconii, kapitalnie zaprezentował się w Młodzieżowej Lidze Mistrzów dzięki czemu zaczął grać w Bilbao Athletic, a teraz czas na pierwszą drużynę. Szkoda że Txingurri nie zdecydował się dołączyć do zespołu jakiegoś skrzydłowego bo tutaj są największe braki w zespole, no ale może zdecyduje się na to w kolejny meczu. Na razie na derby zdecydował się powołać 22 zawodników a ich lista prezentuje się następująco:
Bramkarze: Simon, Padilla
Obrońcy: Gorosabel, Vivian, Paredes, Areso, Laporte, Yuri, Adama
Pomocnicy: Selton, Vesga, Sancet, Galarreta, Jauregizar, Unai Gomez, Navarro, Rego, Berenguer
Napastnicy: Nico Williams, Guruzeta, Serrano, Izeta.
Jak skład wybierze z powyższej listy Txingurri? Szczerze powiedziawszy trudno powiedzieć. W środę jest pojedynek z Newcastle w Lidze Mistrzów, na który będzie trzeba oszczędzić niektórych zawodników. Miejmy nadzieję jedynie że nie wystąpi Laporte, który dostanie kilka dni więcej na dojście do siebie po kontuzji, co zmniejszy ryzyko nawrotu. Może w ataku zagra Izeta. Dobrze by było dać odpocząć Jauregizarowi, który gra praktycznie wszystko można powiedzieć „od deski do deski", oraz Yuriemu, który ma swoje lata i nadmierna eksploatacja może mu niespecjalnie służyć.
Patrząc na ostatni mecz Los Leones to niestety ale jako faworyta należy wskazać ekipę Sociedad. Niestety Athletic nie daje żadnych argumentów ku temu żeby był w stanie osiągnąć korzystny wynik. Szczególnie że już w środę ważny mecz w Lidze Mistrzów z Newcastle. Drużyna z San Sebastian nie przegrała żadnego z ostatnich 7 ligowych spotkań derbowych z Athletic u siebie. Mało tego, bo przez 15 ostatnich lat od kiedy wrócili do Primera Division przegrali tylko 2 razy. Do tego Los Leones zdobyli zaledwie 2 bramki na wyjeździe w tym sezonie i obie w wygranym spotkaniu z Betisem pod koniec sierpnia. Od tego czasu w trzech wyjazdowych meczach ani razu nie trafili do siatki rywali. Trudno więc być optymistą przed tym spotkaniem. Pozostaje nadzieja z naprawdę dobrej obronie ekipy z Bilbao, która należy do najlepszych w lidze pod względem straconych bramek i oraz pozwalających na najmniejszą liczbę strzałów na własną bramkę. No i trzeba powstrzymać Oyarzabala, który bardzo lubi strzelać Los Leones. Dotychczas trafił siedem razy do siatki swoich rywali, z czego sześć bramek przypada na mecze zwycięskie, których łącznie ma 5 na koncie na 6 spotkań. Czyli jak kapitan Erreala strzela to jego zespół wygrywa Wielkie Derby. Zresztą nawet w tym sezonie ma już strzelone łącznie 4 gole, co może nie jest jakimś świetnym wynikiem, ale co najważniejsze gdy Mikel strzelał to zespół zanotował wygrane lub remis. A ostatnie zwycięstwo na Reale Arena, wtedy jeszcze Anoeta, Athletic zanotował 12 marca 2017 roku, czyli 8 lat temu. Pamiętają je Odriozola i właśnie wspomniany Oyarzabal. W Athletic jest czterech takich zawodników, z czego 3 nie ma szans wystąpić w tym meczu (Yeray, Lekue i Inaki), a jeden miejmy nadzieję zacznie na ławce rezerwowych (Laporte). Co ciekawe tamto spotkanie dobrze pamięta Yuri Berchiche..... który wystąpił w nim, ale w barwach Sociedad. Wtedy Athletic wygrał 2-0 po trafieniach Raula Garcii (karny) i Inakiego, a trenerem zespołu był.... Ernesto Valverde. Powtórzenie tego wyniku byłoby marzeniem....
Przewidywane składy:
Sociedad: Remiro – Aramburu, Martin, Zubeldia, Sergi Gomez – Gorrotxategi – Soler, Brais Mendez – Goncalo Guedes, Oyarzabal, Barrenetxea.
Trener: Sergio Francisco
Athletic: Simon – Areso, Vivian, Paredes, Yuri – Jauregizar, Rego – Serrano, Sancet, Nico Williams – Guruzeta.
Trener: Ernesto Valverde
Data: 01.11.2025, godz. 18:30
Miejsce: San Sebastian, Estadio Reale Arena (poj. 40 tys.)
Sędzia: Munuera Montero
Komentarze
Co wynik jaki jest taki jest i mamy sporo farta że Sociedad dało się tak zrobic z tym wolnym... bo gra nasza jest masakryczna.... taktyki brak, pomysłu też za bardzo nie ma i formie nie wspominając....
Sancet tylko przeszkadza na murawie.... nie wiem po co go wystawił Valverde skoro ten kopie się po czole w zasadzie od początku sezonu.... już nawet Unai Gomez byłby od niego lepszy....
Jestem ciekaw co przygotuje na drugą połowę: Valverde bo tak się nie da grać beznadziejnie w drugiej bo Sociedad może coś wcisnąć i będzie lipa...
Bedzie chyba jednak mecz w plecy ;)
Gramy dalej... ;)
..
Dzisiaj zero gry, fartowne bramki i nic więcej.... pojedynek dwóch kalek piłkarskich gora Sociedad, które było lepsze od naszych boiskowych łamag ;)
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.