^Powrót na górę!

Niemoc przełamana. Wprawdzie nie udało się zacząć października od dobrego rezultatu z Borussią w Lidze Mistrzów, ale udało się w rozgrywkach ligowych pokonując Mallorcę 2-1. Gole zdobywali Inaki Williams z rzutu karnego oraz swoją debiutancką bramkę zdobył Rego, a dla gości Costa. Spotkanie mogło się podobać, jednakże Athletic nie byłby sobą gdyby nie skomplikował sobie życia swoją nieskutecznością i brakiem zdecydowania w ataku. Tym bardziej że rywal niespecjalnie stawił jakikolwiek opór, a gol zdobyty przez zawodnika ekipy z Palma de Mallorca był owszem bardzo ładny i efektowny ale w większości raczej dziełem przypadku, mniej więcej podobnie jak w przypadku trafienia w meczu z Alaves. Niestety nie obyło się bez strat bo z boiska z powodu kontuzji zszedł Inaki Williams i na razie nie wiadomo ile będzie trwała rekonwalescencja. Na pewno jednak zespół udał się na przerwę reprezentacyjną w o wiele lepszych nastrojach i pozostaje mieć nadzieję że fatalny okres jest już za ekipą trenera Valverde.
Mecz powinien zostać rozstrzygnięty w pierwszych 5 – 10 minutach a w całej pierwszej połowie Mallorca powinna być rozstrzelana i schodzić z bagażem 3 – 4 bramek. Warunek był jeden, a mianowicie skuteczność, której zabrakło podopiecznych Txingurriego. Pierwsze 5 minut to istne tornado, które przeszło przez pole karne Leo Romana. Dwie doskonałe sytuacje do zdobycia bramki zmarnował Inaki Williams i jedną dołożył Navarro. Później nie było lepiej bo co chwilę dzwoniono na alarm w okolicach pola karnego gości. W końcu w 9 minucie Athletic dopiął swego bo chwilę wcześniej faulowany był Inaki Williamsa, którego mocnym kopniakiem w stopę potraktował w polu karnym Valjent. VAR wezwał sędziego, który nie zauważył tego starcia i po chwili ten wskazał na wapno. Do piłki podszedł sam poszkodowany i dość szczęśliwie pokonał Leo Romana, strzelając swoją pierwszą bramkę w sezonie i pierwszą w sumie od ponad 5 miesięcy gdyż ostatnie trafienie zanotował 23 kwietnia przeciwko Las Palmas. Los Leones jednak nie chcieli poprzestać na tym bo dalej szturmowali bramkę rywali..... i dalej marnowali sytuacje na potęgę. Dwie sety miał Serrano (16' i 21'), ale za każdym razem zwlekał ze strzałem zbyt długo że rywale (Raillo i Samu Costa) zdołali zablokować uderzenia. To samo miało miejsce ze strzałem Yuriego w 12 minucie gdy Samu Costa ofiarną interwencją zablokował drogę do bramki. Kolejna sytuację w 19 minucie zmarnował Inaki, który źle uderzył piłkę i którą bez problemu złapał Leo Roman. W 31 minucie znowu w roli głównej byli obrońcy rywali, a dokładniej Raillo, który właściwie ściągnął centrę Areso z głowy Guruzety, dzięki czemu Leo Roman nie miał problemu z interwencją. W 35 minucie mocne i ładne uderzenie z narożnika pola karnego oddał chyba najlepszy zawodnik na boisku – Robert Navarro, ale niestety niewiele się pomylił. W 42 minucie znowu „błysnął" Nico Serrano, który stracił panowanie nad piłkę w polu karnym po kapitalnym podaniu od Navarro i niestety doskonałą sytuację bramkową diabli wzięli. I to w zasadzie było tyle jeśli chodzi o pierwszą część meczu. Mnóstwo niewykorzystanych szans ze strony Basków i praktycznie zero gry po stronie Mallorki.
Niestety niewykorzystane sytuacje się mszczą i ta stara piłkarska prawda znalazła zastosowanie w przypadku ekipy Athletic. Kibice całkiem słusznie przystępowali w niepewności do drugiej połowy bo Athletic nie raz już pokazał, że potrafi zagrać świetną jedną część meczu a drugą kompletnie położyć, albo też nieszczęśliwie do bramki Simona wpadnie jakiś piłkarski „farfocel" i strata punktów gotowa. Tym razem było podobnie, tyle że podopieczni trenera Valverde potrafili odpowiedzieć. Zespoły przystąpiły do gry w niezmienionych składach i wprawdzie Athletic dalej przeważał, tyle że nie było już tak wiele dogodnych sytuacji, a i Mallorca w końcu zaczęła grać a nie tylko statystować. W 51 minucie meczu po jednym z kontrataków swoich sił strzałem sprzed pola karnego próbował Muriqi, tyle że był on dość niecelny. W 56 minucie swoich sił strzeleckich z narożnika pola karnego próbował Nico Serrano, ale obrońcy po raz kolejny zablokowali jego próbę. Kolejne dwie akcje Mallorki skończyły się nieporozumieniami pomiędzy Muriqim a odpowiednio Domenechem oraz Maffeo. W końcu w 72 minucie ekipa z Baleraów przeprowadziła groźną akcję, która mogą zakończyć się bramka. Darder popisał się kapitalnym crossem wprost na głowę Muriqiego, ale napastnik gości uderzył niecelnie. Kolejna akcja, a właściwie dośrodkowanie zakończyło się bramką dla ekipy Jagoby Arrasate. Samu Costa próbował dośrodkować z lewej flanki w pole karne, a piłką chyba otarłszy się o zawodnika Athletic nabrała dziwnej rotacji i wpadła idealnie w dalszy róg bramki Simona. Z dośrodkowania wyszedł kapitalny strzał, z którym niewiele mógł zrobić nasz portero. No i tego właśnie mogli i słusznie obawiali się kibice Los Leones, gdyż zespół rywali wyrównał i nad Athletic pojawiło się znowu widmo straty punktów na własnym obiekcie. Na szczęście tak się nie stało. W 82 minucie Baskowie ładnie zagrali na prawej flance, w efekcie czego Areso świetnie wyszedł na pozycję na prawym skrzydle i dośrodkował na około 10 – 11 metr od bramki. Tam stał niepilnowany Rego, który technicznym uderzeniem pomiędzy nogami jednego z próbujących go zablokować obrońców, skierował piłkę w dalszy róg bramki totalnie poza zasięgiem rąk Leo Romana. 2-1 na San Mames i Los Leones znowu wyszli na prowadzenie. Mallorca rzuciła się do desperackich i chaotycznych ataków. Niestety ten chaos udzielił się również Athletic, który zamiast uspokoić grę wdał się niepotrzebnie w grę rywali. Tym bardziej że w doliczonym czasie gry z boiska wyleciał przebywający na nim zaledwie kilka minut Antonio Sanchez, który najpierw zarobił kartkę za faul na Rego i za chwilę nie mogąc się pogodzić ze skądinąd słuszną decyzją sędziego zaczął ironicznie klaskać w jego kierunku co skończyć się mogło tylko w jeden sposób czyli wywaleniem z boiska. W doliczonym czasie gry jeszcze szansę miała ekipa Arrasate, ale świetnie spisał się Vivian, który wybił piłkę na rzut rożny. Po chwili Athletic świetnie wychodził z kontratakiem, który brutalnym wślizgiem od tyłu w nogi Sannadiego powstrzymał.... bramkarz Leo Roman, za co ujrzał tylko żółtą kartkę. Czemu nie interweniował VAR to wiedzą tylko sędziowie tam zasiadający, bo to powinno być czerwo. Po siedmiu minutach doliczonego czasu gry sędzia Alejandro Quintero zakończył to spotkanie.
To był całkiem dobry mecz naszej drużyny. Jedyne czego można się czepić to fatalna wręcz skuteczność no i przestoje w drugiej części gry. Niestety Los Leones wciąż nie potrafią zagrać dwóch dobrych połówek. Jest jedne 45 minut, które można określić nawet jako bardzo dobre, i drugie, które jest zwykle słabe albo bardzo słabe. Tym razem było całkiem nieźle w tej materii, ale powiedzmy sobie szczerze, że grając przeciwko ostatniej drużynie w tabeli powinno to dużo lepiej wyglądać. Oczywiście nikt nie wymaga by Los Leones atakowali tak jak w pierwszej połowie i kreowali tyle sytuacji, ale zdecydowanie powinni grać lepiej i mieć również parę sytuacji w tej części gry. A tego brakowało bo o ile Los Leones atakowali to już groźniej pod bramką Leo Romana nie było. Zespół wyglądał tak jakby nie wierzył że Mallorca jest w stanie strzelić bramkę i zadowolił się jednobramkowym prowadzeniem. Błąd ten mógł kosztować wiele gdyż rywal strzeli gola, aczkolwiek przypadkowego, ale mogło to drogo kosztować nasz zespół. To jest zdecydowanie do poprawy obok skuteczności. Inna sprawa że teraz jest pytanie czego się bardziej czepić czy właśnie marnej dyspozycji pod bramką rywali czy właśnie tego co widzieliśmy w drugiej części meczu czyli odpuszczeniu rywalowi przy prowadzeniu zaledwie 1-0. Bo tak naprawdę ten mecz powinien się zakończyć po 45 minutach wynikiem 3 – 4 do 0 i na drugą połowę ekipa Valverde powinna wychodzić na zupełnym luzie. Oczywiście najlepiej byłoby żeby zespół poprawił jedno i drugie, ale chyba jednak najbardziej powinien skupić się na skuteczności bo to już można powiedzieć swoistego rodzaju kuriozum żeby mieć tyle sytuacji, wiele przysłowiowych „setek" i tak je marnować. Jeśli chodzi o grę poszczególnych zawodników, to na pewno na wyróżnienie zasługuje Robert Navarro. Nasz letni nabytek z meczu na mecz spisuje się coraz lepiej, o ile oczywiście gra na swojej optymalnej pozycji czyli ofensywnego pomocnika. W tym pojedynku pełnił również rolę takiego „wolnego elektrona" gdzie schodził często do boku gdzie stwarzał przewagę i często atakował lub strzelał. Wyglądało to dobrze, tylko czasami nasi zawodnicy niezbyt rozumieli zamiary swojego kolegi bo są nieprzyzwyczajeni do takiego stylu gry. I może to jest opcja którą warto dopracować bo gdy Sancet jest na boisku to w zasadzie wiadomo jak zespół będzie grał. W przypadku Navarro nie jest to już tak oczywiste i stwarza wiele nowych rozwiązań w ofensywie. Wystarczy że np. jeden ze środkowych pomocników podłączy się do akcji w polu karnym i już może być naprawdę bardzo groźnie. Tym bardziej że Navarro jest naprawdę świetnie wyszkolony technicznie i bardzo dużo widzi na boisku. To był zdecydowanie najlepszy zawodnik tego meczu po stronie Los Leones. Nieźle zaprezentowały się nasze skrzydła i to zarówno po stronie atakującej jak i obrońców. Nawet marnujący okazje za okazją Serrano w końcu zagrał dobrze. Dochodził do sytuacji, nieźle się ustawiał, próbował rozgrywać, kiwać. Widać było brak formy ale nie było źle. Może jakby się rozegrał i złapał odpowiednią dyspozycję to coś by z niego dało się więcej wyciągnąć bo talent wciąż ma i umiejętności nie zapomniał. A to że gra od przypadku do przypadku i do tego nie na swojej pozycji to już inna historia. Inna sprawa to brak pokory u tego zawodnika, który często popełnia szkolne błędy w ataku i gra irytująco samolubnie żeby nie powiedzieć że trochę bezmyślnie. No ale pozostaje mieć nadzieję że tak jak już wspomniałem da się z niego jeszcze coś wyciągnąć i coś zacznie grać żeby nie można było powiedzieć że zajmuje tylko miejsce w składzie. Paradoksalnie najsłabiej z całej formacji ofensywnej zaprezentował się Inaki Williams. Wprawdzie zdobył bramkę po karnym którego sam wywalczył, ale poza tym nie pokazał nic. Marnował sytuacje na potęgę, w ataku był bezproduktywny a i miał olbrzymie szczęście przy strzelaniu jedenastki bo lepszy bramkarz niż Leo Roman by to bez problemu wyciągnął. Tak jak wykonał jedenastkę Inaki po prostu nie powinno się wykonywać. Dobre zawody rozegrali nasi dwaj boczni obrońcy i to zarówno w obronie jak i ataku. Areso nawet zakończył mecz z asystą. Bardzo dobrze zagrali nasi obaj środkowi obrońcy, którzy świetnie zaopiekowali się Muriqim. Snajper Mallorki był zupełnie bezproduktywny i praktycznie nic nie mógł zrobić. W zasadzie miał jedną w miarę dobrą sytuację w przeciągu 90 minut i to wszystko. Reszta to było odbijanie się od muru stworzonego czy to przez Viviana czy Laporte, którzy kompletnie nie dali mu pograć siedząc mu dosłownie i w przenośni na plecach. Reszta zawodników podstawowej jedenastki zagrała dobrze ale trudno ich za coś szczególnie pochwalić. Całkiem niezłe były zmiany choć można by narzekać trochę na zbyt późne lub wczesne wpuszczenie niektórych zawodników, no ale ostatecznie w zasadzie wszystkie się obroniły, choć trudno dopatrzeć się poprawy jakości gry po ich wprowadzeniu. Na pewno na uwagę zasługuje Rego, który strzelił swoją debiutancką bramkę w pierwszej drużynie. I tutaj można postawić pytanie czy nasz młody pomocnik powinien grać jako pivot czy jako bardziej wysunięty rozgrywający. Im bliżej swojej bramki tym Rego gra niestety gorzej. Im wyżej tym lepiej. W sparingach dobrze rozgrywał piłkę, potrafi się znaleźć w polu karnym no i dzięki wzrostowi spokojnie powalczyć o wysoką piłkę. Technikę jak na zawodnika o jego warunkach fizycznych ma również bardzo dobrą no i co najważniejsze zmysł do gry techniczne. W sytuacji w której zdobył bramkę wielu zawodników po prostu wypaliłoby jak najsilniej w kierunku bramki, a tymczasem Rego zdecydował się na techniczne uderzenie w róg bramki, co zaowocowało właśnie bramką. Tutaj Valverde będzie miał poważny problem gdyż w zespole póki co brak klasycznego defensywnego pomocnika, a wystawianie tam Rego to marnowanie potencjału tego zawodnika. Pozostaje więc grać na dwóch piłkarzy typu „box to box", ale to wymaga nieco modyfikacji taktyki zespołu, wyższej gry i szybszego odbioru piłki, co jest związane z o wiele większą pracą naszych zawodników w drugiej linii. Miejmy nadzieję, że Txingurri jakoś to ogarnie. Na razie jednak trzeba ogarnąć kontuzje i formę zawodników bo ta na razie jest słaba, a po przerwie na mecze kadry czeka zespół starcie z rewelacyjnym beniaminkiem z Elche i to na jego obiekcie oraz kolejna seria spotkań co 3 dni, która będzie wymagała ekstremalnego wysiłku. Podreperowanie zdrowia i odpoczynek jest więc konieczny, tym bardziej że mamy kolejny uraz w zespole gdyż pojedynku nie dokończył Inaki Williams, który można powiedzieć że dzięki temu wykluczył się ze zgrupowania kadry Ghany, ale co do jego powrotu niestety nie wiadomo czy nastąpi on na mecz ligowy. Tak więc Athletic póki co znowu pozostaje z dwoma zdrowymi skrzydłowymi, w zasadzie z półtorej skrzydłowego bo w pełni zdrowy jest jedynie Serrano, a Nico zagrał trochę z musu bo wciąż odczuwa skutki urazu i zaraz po meczu z Mallorcą został odsunięty od zespołu i trenował wraz z tymi co wracają do zdrowia po kontuzji. Co gorsza do kadry La Furia Roja powołania dostał Laporte w miejsce kontuzjowanego Huijsena, co niestety komplikuje i tak już delikatną sytuację ze stoperami w zespole Los Leones. Oby jednak obyło się bez kontuzji i wszyscy powołani zawodnicy wrócili do zespołu w pełni zdrowi.
Statystyka meczu:
Składy:
Athletic: Simon – Areso, Vivian, Laporte, Yuri – Jauregizar, Galarreta (82' Lekue) – Inaki Williams (53' Nico Williams), Navarro (82' Izeta), Nico Serrano (62' Rego) – Guruzeta (62' Sannadi).
Trener: Ernesto Valverde
Mallorca: Leo Roman – Maffeo (88' Morey), Valjent, Raillo, Mojica (88' Lato) – Morlanes (84' Antonio Sanchez), Samu Costa – Darder – Domenech (66' Llabres), Muriqi, Pablo Torre (66' Joseph).
Trener: Jagoba Arrasate
Wynik: 2 – 1
Bramki: 9' Inaki Williams (karny), 82' Rego – 77' Samu Costa
Żółte kartki: Galarreta, Laporte, Areso, Vivian – Darder, Arrasate (trener), Muriqi, Raillo, Antonio Sanchez, Leo Roman
Czerwona kartka: 90+ Antonio Sanchez (za 2 żółte).
Posiadanie piłki: 52% - 48%
Strzały: 18 – 6
Strzału celne: 5 – 2
Podania: 442 – 416
Faule: 16 – 13
Spalone: 0 – 5
Rzuty rożne: 7 - 2
Widzów: 47098
Sędzia: Alejandro Quintero