^Powrót na górę!

Kolejny łomot dostali Baskowie w Lidze Mistrzów. Po przegranej z Arsenalem we wrześniu na własnym stadionie, teraz przyszła kolejna i to wysoka porażka, tym razem na wyjeździe z Borussią Dortmund. Athletic przegrał aż 4-1 po bramkach Svenssona, Chukwuemeki, Guirassiego i Brandta, a honorowe trafienie dla przyjezdnych zaliczył Gorka Guruzeta. Cóż, futbol to gra błędów a tym bardziej w Lidze Mistrzów, która nie wybacza. Tych Los Leones popełnili zdecydowanie za dużo i zostali pokonani zasłużenie. Niestety swoje dołożył po raz kolejny trener Valverde, który nie odrobił lekcji z meczu z Arsenalem, a gra w pierwszej połowie wyglądała tak jakby zespół nie miał kompletnie rozpracowanego rywala. Dopiero w drugiej gdy zespół dostał instrukcje to zagrał tak jak powinien i był bliski nawet wyrównania. No ale błędy indywidualne spowodowały, że niestety rywale trafiali kolejne bramki. Kolejny mecz z teoretycznie najsłabszym zespołem z tych wylosowanych przez Athletic, a więc Qarabagiem, który dość niespodziewanie zajmuje miejsce w czołówce tabeli z kompletem zwycięstw.
O pierwszej połowie możemy powiedzieć że się właściwie odbyła. Borussia wprawdzie nie forsowała tempa ale miała zdecydowaną przewagę, a Athletic właściwie tylko się bronił. Na pierwszy strzał czekaliśmy 20 minut. Sabitzer uderzył z narożnika pola karnego ale Unai Simon nie miał problemu z obroną. Druga groźniejsza akcja akcja gospodarzy już zakończyła się bramką. Adeyemi urwał się prawą flanką, dośrodkował wzdłuż linii bramkowej, a na dalszym słupku zamykał akcję Svensson. Koszmarny błąd obrony i można powiedzieć że nawet bramkarza bo piłką przeszła przez całą strefę obronną i nikt nawet nie próbował przeciąć tego podania i obaj stoperzy oraz bramkarz tylko patrzyli na lecącą futbolówkę. To było drugie uderzenie Borussi w tym meczu i drugie celne. W 36 minucie fatalnie piłkę stracił Unai Gomez, Sule poszedł z piłką na przebój i zdecydował się na strzał z dystansu, który na szczęście otarł się o słupek i wyszedł na auto bramkowy. I to w zasadzie było tyle emocji w tej części gry. A raczej braku emocji bo Los Leones praktycznie w ogóle nie grali, a Borussia wprawdzie przeważała, ale i tak nie potrafiła długo przekuć przewagi i strachu gości w bramki. Udało się raz i zasłużenie prowadzili 1-0.
Valverde w przerwie dokonał trzech zmian i na murawie pojawili się Guruzeta, Laporte i Galarreta w miejsce Inaki Williamsa, Jauregizara i Viviana. Czemu miały służyć te zmiany nie wiadomo ale trzeba przyznać że Los Leonez zaczęli grać nieco lepiej, a już na pewno dużo intensywniej niż w pierwszych 45 minutach. Tyle że w 50 minucie było 2-0. Podopieczni trenera Kovaca świetnie zagrali kombinacyjnie przed polem karnym, futbolówkę dostał Giurassy i świetnie podał na wolne pole do Chukwuemeki, który wpadł w pole karne i mimo asysty zdobył bramkę strzałem w krótki róg bramki. Niestety tutaj był ewidentny błąd naszego portero, bo tak doświadczony bramkarz nie ma prawa puścić takiej bramki. Gorosabel dobrze zamykał kierunek dalszego słupka więc tam zawodnik gospodarzy nie miał szans na zmieszczenie piłkie, więc uderzył tam gdzie mógł i gdzie dokładnie powinien znajdować się bramkarz. Co zrobił Simon to On sam wie. Stracona bramka nie podłamała Basków, a wręcz przeciwnie. Athletic zaczął grać lepiej, siadł na gospodarzy i już minutę po stracie bramki miał szansę na odrobienie części strat. Ładny przechwyt Sannadiego, solowa akcja reprezentanta Maroka i ładny strzał na bramkę, który z trudem wybił Kobel. Futbolówka trafiła jeszcze do Unaia Gomeza, ale nasz pomocnik koszmarnie zepsuł dobitkę. Podopieczni trenera szybko przechwytywali piłkę i zawzięcie atakowali. Aż w końcu ich trud został nagrodzony. Dośrodkowanie w pole karne Galarrety sprawiło mnóstwo problemów obrońcom Borussii, którzy zupełnie się pogubili przy próbie wybicia piłki z czego skorzystał Guruzeta i potężnym strzałem umieścił piłkę w siatce. 2-1 na Westfalenstadion. Ekipa Valverde jeszcze mocniej przycisnęła i za chwilę padła kolejna bramka, tym razem autorstwa Navarro, ale nasz zawodnik był na spalonym. Nasz ofensywny pomocnik próbował ponownie w 71 minucie, tym razem z dystansu ale niestety nieznacznie się pomylił. Podopieczni trenera Kovaca odgryźli się w 75 minucie gdy Simon wybił na rzut rożny zrykoszetowany strzał Giurassiego. W 78 minucie dosłownie centymetry i ułamki sekund uchroniły Borussię przed stratą bramki. Po ładnej akcji z lewej strony, piłką poszła tuż przed linią bramkową Kobela i dosłownie w ostatniej chwili Svensson zdołał uprzedzić Guruzetę próbującego wślizgiem wbić piłkę do siatki. Los Leones zapamiętale atakowali ale i Borussia po zmianach jakie zrobił Kovac próbowała swoich akcji. W 81 minucie kapitalną akcją popisał się Brandt, który jednym zwodem minął dwóch zawodników Athletic i stanął oko w oko z Simon. Nasz portero był na szczęście górą w tym starciu. Niestety minutę później nie miał wiele do powiedzenia. Brandt zdecydował się na strzał sprzed pola karnego, futbolówka zrykoszetowała od Guirassiego i wpadła do siatki obok bezradnego Unaia. 3-1. Baskowie jednak próbowali dalej i w 89 minucie młody Ibon Sanchez, który zmienił Sannadiego, świetnie przymierzył technicznie sprzed pola karnego, a lecącą w okienko piłkę jakimś cudem zdołał sparować Kobel. Niestety w doliczonym czasie gry padła jeszcze jedna bramka dla ekipy z Dortmundu. Athletic popełnił błąd przy wyprowadzeniu piłki, rywale ją przejęli, poszło podanie do wpadającego w pole karne Brandta, który uderzył w krótki róg. Futbolówka pod ręką Unaia wpadła do siatki. Futbolówka była spokojnie w zasięgu naszego portero i ponownie wpadła do siatki tam gdzie powinien stać nasz bramkarz bo strzał na dalszy słupek był blokowany przez jednego z defensorów. I to w zasadzie zakończyło ten mecz. Pewne zwycięstwo ekipy Nico Kovaca i wysoka cena za popełnione błędy naszej drużyny.
Cóż, kolejna porażka w Lidze Mistrzów stała się faktem. Niestety tym razem wygrało doświadczenie, a błędy jakie popełniła ekipa Los Leones były po prostu niewybaczalne na tym poziomie rozgrywek. Trudno też powiedzieć w co gra Valverde wystawiając taki a nie inny skład, choć i tak jest postęp bo na murawie w końcu biegał napastnik. Problem w tym że przez całą pierwszą połowę Athletic nie grał, albo można powiedzieć grał tyle że sam nie wiedział co chce grać. Też wyglądało to trochę jakby zespół nie za bardzo był przygotowany na starcie z ekipą z Zagłębia Ruhry. Druga połowa pokazała że Borussię da się ukłuć, tylko trzeba było inaczej grać. I teraz pozostaje pytanie czemu zespół nie zagrał tak od początku? Skoro po 45 minutach, przez większość drugiej części meczu byli w stanie zagrać na wysokiej intensywności i momentami zamknąć rywali na swojej połowie, to czemu nie można było tego zrobić w pierwszej części gdzie nasi zawodnicy byli świeżsi. Naprawdę ciężko nie tylko oglądać mecze Athletic w tym sezonie, ale i zrozumieć jaka idea przyświeca naszemu trenerowi w takim a nie innym stylu gry czy wystawianych składach. Trudno wyróżnić tutaj jakiegokolwiek zawodnika Los Leones. No może Guruzetę, który zagrał, w końcu znalazł się tam gdzie powinien znaleźć się napastnik i trafił. I to powinna być nauczka dla Txingurriego że jednak napastnik jest potrzebny a nie jakieś hybrydowe ustawienie z Inakim i Berenguerem. Szkoda przede wszystkim błędów. Dwa na swoje konto może zapisać Unai Simon bo gol Chukwuemeki i Brandta był do wyjęcia. Obaj strzelali w krótki róg bo tylko tam mogli gdyż inne możliwości były zamknięte przez obrońców, a Simon chyba sam nie wie co chciał zrobić. Owszem wybronił kilka niebezpiecznych sytuacji w tym sam na sam z Brandtem ale takie błędy jakie popełnił przy bramkach to nie przystoją bramkarzowi reprezentacyjnemu. Dobrą zmianę dał Galarreta, który wziął się za rozgrywanie, przechwytywał i napędzał akcje Athletic w drugiej połowie. Paradoksalnie mimo straty 4 bramek całkiem nieźle zagrała obrona, nawet z obydwoma rezerwowymi obrońcami. W zasadzie można jej przypisać 2 błędy. Pierwszy przy bramce na 1-0 oraz drugi gdy dali się zrobić jak dzieci przez Brandta, który wyszedł sam na sam z bramkarzem ale tutaj sytuacja została wybroniona przez Unaia. Gol na 2-0 i 4-1 to niestety idzie na konto Simona, a bramka na 3-1 to rykoszet od Giurassiego gdy strzelał z dystansu Brandt, więc trudno przypisać winę obronie. Poza tym Dortmund miał spore kłopoty z przedostaniem się w pole karne Athletic. Poza tym trudno cokolwiek powiedzieć więcej bo w ataku było słabo i nie zmieni tego te 30 – 40 minut w drugiej połowie. To samo można powiedzieć o drugiej linii gdzie grał zajechany Jauregizar (najwięcej minut w zespole i w każdym meczu od pierwszej minuty) oraz niedoświadczony Rego, który chyba lepiej się czuje się jako bardziej ofensywny zawodnik niż defensywny. W każdym razie miejmy nadzieję że pierwsze koty za płoty i dwaj bardzo ciężcy rywale, chyba najmocniejsi z wylosowanych są już za nami i w kolejnym meczu z Qarabagiem na San Mames będzie już dużo lepiej.
Statystyka meczu:
Składy:
Borussia: Kobel – Sule (70' Schlotterbeck), Anton, Bensebaini – Ryerson, Sabitzer, Bellingham (70' Nmecha), Svensson – Adeyemi (63' Beier), Chukwuemeka (63' Brandt) – Guirassy (87' Fabio Silva)
Trener: Nico Kovac
Athletic: Simon – Gorosabel, Vivian (46' Laporte), Paredes, Lekue – Jauregizar (46' Galarreta), Rego – Inaki Williams (46' Guruzeta), Navarro, Unai Gomez (63' Serrano) – Sannadi (80' Ibon Sanchez).
Trener: Ernesto Valverde
Wynik: 4 – 1
Bramki: 28' Svensson, 50' Chukwuemeka, 82' Guirassy, (0'+ Brandt – 61' Guruzeta
Żółte kartki: Beier – Paredes, Gorosabel
Posiadanie piłki: 53% - 47%
Strzały: 13 – 6
Strzały celne: 8 – 3
Podania: 531 – 487
Faule: 14 – 15
Spalone: 3 – 3
Rzuty rożne: 4 - 0
Widzów: 81365
Sędzia: Szymon Marciniak