^Powrót na górę!

Miesiąc wrzesień bez zwycięstwa. Athletic przegrał na La Ceramica z Villarrealem 1-0 po bramce Moleiro w 77 minucie spotkania. To oznacza dalsze osunięcie się w tabeli ekipy Los Leones która po 7 kolejkach ligowych zajmuje 10 miejsce w tabeli. Mógł być najlepszy start w historii rozgrywek La Liga dla drużyny Los Leones, a wyszła spektakularna klapa. Drużyna zawodzi na całej linii i gołym okiem widać olbrzymie braki formy nie tylko poszczególnych piłkarzy ale i można powiedzieć w zasadzie praktycznie całego zespołu. Na dzień dzisiejszy Basków stać jedynie na pojedyncze wyskoki, może 45 minut dobrej gry, ale nic poza tym. Co gorsze, nie widać specjalnej nadziei na poprawę bo również bez formy jest trener Valverde ze swoimi decyzjami.
Jak już wspomniałem Athletic stać jedynie na pojedyncze wyskoki i góra 45 minut dobrej gry. I taką właśnie prawidłowość można było zauważyć w pierwszej połowie meczu gdzie przyjezdni nie tylko byli równorzędnym rywalem dla gospodarzy ale nawet ich znacznie przewyższali. Pierwsze minuty należały jednak do Athletic, który musiał się bronić przed huraganowymi atakami gospodarzy. W 4 minucie Vivian świetnie i z wyczuciem przerwał akcję rywali dzięki czemu zamiast sytuacji sam na sam Pepe skończyło się na rzucie rożnym. Za chwilę w kolejnej akcji na strzał zdecydował się Partey ale Simon zdołał sparować piłkę, a dobitka Pepe wylądowała na słupku. Los Leones jednak szybko zwarli szyki wyszli wysokim pressingiem do rywali, którzy zaskoczeni takim obrotem sprawy zaczęli się gubić w defensywie. Po właśnie takich stratach rywali swoich sił strzałami z dystansu próbowali Jauregizar i Unai Gomez ale nieskutecznie. W 17 minucie powstało w polu karnym ekipy Villarrealu powstało potworne zamieszanie, które powinno się skończyć bramką. Świetny strzał z rzutu wolnego wykonał Jauregizar, Luiz Junior sparował piłkę by za chwilę bronić uderzenie z kilku metrów Sanceta, który po wybiciu piłki ponownie próbował poprawić, ale tym razem ofiarną interwencją zablokował ten strzał jeden ze stoperów gospodarzy. Ostatecznie jeszcze wszystko próbował zakończyć Guruzeta ale i tym razem brazylijski bramkarz nie dał się zaskoczyć. To powinno być 0-1 dla Athletic. Za chwilę podopieczni Marcelino odpowiedzieli ładną akcją Pepe i strzałem tego napastnika, z którym na szczęście poradził sobie Simon. Potem mieliśmy dwie świetne sytuacje Guruzety, oczywiście zmarnowane, która przedzieliła akcja Pepe z Mikautadze, i świetną obroną strzału Gruzina przez Simona. Szansę na bramkę miał nawet Lekue, który zapędził się w pole karne rywali ale skutecznie interweniował Veiga zapobiegając utracie bramki. Ostatecznie mimo kilku naprawdę dobrych okazji w pierwszej połowie nie padła żadna bramka.
Na drugą połowę w zespole Marcelino nie wyszedł już Akhomach zastąpiony przez Buchanana. I to była świetna zmiana Villarrealu, który znacznie poprawił grę w ofensywie, rozciągnął grę czym sprawił sporo problemów ekipie przyjezdnych. Przede wszystkim gospodarzy podwyższyli pressing i Athletic miał coraz większe problemy z wychodzeniem z własnej połowy, a dodatkowo zaczęły się odzywać braki kondycyjne zespołu Valverde. Buchanan dał o sobie znać już w 56 minucie kiedy po ładnej akcji na prawej flance posłał dobrą centrę w pole karne wprost na głowę Pepe ale ten spudłował. Dwie minuty później po rzucie rożnym o mało co a do siatki trafiłby Rafa Marin. W 60 minucie Athletic w końcu się odgryzł. Inaki dośrodkował z prawej flanki, ale Sancet fatalnie zepsuł naprawdę dobra piłkę od kolegi z zespołu. Athletic z minuty na minute gasł, a Żółta Łódź Podwodna rozwijała skrzydła. Ładny strzał z dystansu oddał Gueye, ale dobrze spisał się Simon. Za chwilę Laporte w porę przeciął prostopadłe podanie do Pepe. W 64 minucie Aymeric uratował swój zespół przed utratą bramki gdy w ostatniej chwili wybił piłkę Pepe gdy ten był praktycznie sam na sam z Simonem. Niestety w 77 minucie padła bramka dla ekipy Marcelino. Vivian źle wybił piłkę, w pobliżu pola karnego przechwycił ją jeden z zawodników Villarrealu i ponowił akcję dośrodkowując do Oluwaseyi, który trochę przypadkowo źle przyjmując zgrał ją do kompletnie niepilnowanego Moleiro, a ten bez zastanowienia wypalił do siatki. 1-0 na La Ceramica. Pięć minut później mogło być 2-0, ale na linii bramkowej świetnie zachował się Laporte wybijając piłkę po strzale Pepe. Los Leones nie potrafili odpowiedzieć na bramkę rywali, a jedyną szansę na zmianę wyniku mieli po ładnych technicznym uderzeniu Rego z dystansu, które trafiło w spojenie słupka z poprzeczką. Sędzia doliczył do meczu 6 minut i potem zakończył to spotkanie, w sumie zasłużonym zwycięstwem ekipy z La Ceramica.
Cóż, jak już wspomniałem pary w nogach Athletic wystarczyło na 45 minut. Wtedy było w zasadzie wszystko poza bramkami bo naprawdę skuteczny i intensywny pressing, z którym spore kłopoty mieli rywale. Było sporo odbiorów na połowie rywala i trochę zabrakło pomysłu na rozwiązanie bramkowe akcji. No ale to i tak było naprawdę dobry futbol w wykonaniu podopiecznych trenera Valverde. Zabrakło jedynie skuteczności. Druga połowa to jednak zupełnie inna para kaloszy i Txingurri nie był w stanie zareagować zupełnie na wydarzenia boiskowe. Stąd przewaga Villarrealu i gaśnięcie w oczach naszych zawodników. Może gdyby Txingurri był przy linii bocznej to by był w stanie lepiej zareagować, no ale sam sobie winien swoją głupotą w meczu z Betisem. Całkiem niezłym pomysłem było wystawienie na lewej flance Unaia Gomeza, który o ile grając tam sam jest zupełnie bezużyteczny, to teraz dostał do pomocy Oihana Sanceta. I to się sprawdzało całkiem nieźle, choć trochę przez to brakowało naszego ofensywnego pomocnika w polu karnym. To jest całkiem niezłe rozwiązanie i można nad nim pracować jeśli już nasz trener tak upiera się na to żeby Unai grał na skrzydle. Potencjał w każdym razie jest. Tyle że Marcelino tez to zauważył i wprowadził Buchanana neutralizując nieco poczynania ofensywne naszej dwójki zmuszając Gomeza do częstszych powrotów do obrony. I tutaj aż się prosiło o jakąś reakcję Valverde, która niestety nie nastąpiła. Niestety druga część to już brak pomysłu na grę no i trochę brak zdrowia. Koncepcji nie miał też nasz trener, któremu nie służy siedzenie na trybunach. Zmiany też kiepskie i bez pomysłu na rozegranie tego meczu w drugiej części no i bardzo zachowawcze. W każdym razie na dzień dzisiejszy zespół gra póki na murawie jest podstawowa jedenastka, a poza tym reszta chyba nie wie co i jak ma grać. I tutaj jest totalna porażka Txingurriego. Trudno znaleźć zawodnika, który by się jakoś specjalnie wyróżnił w tym meczu. Nieźle zagrali Jauregizar i Galarreta. Całkiem dobrze jak na długi rozbrat z piłką Laporte, który błyskawicznie nadrabia zaległości treningowe i buduje całkiem niezłą formę. Całkiem niezłą pracę wykonali Sancet i Unai Gomez, ale tylko w pierwszej części meczu bo druga do zapomnienia. W ataku był niestety jeden wielki dramat, szczególnie pod kątem skuteczności. Tutaj najbardziej widać potężne braki formy. Reszta zawodników bez szału i można powiedzieć że z utęsknieniem można wyczekiwać przerwy na mecze reprezentacji by cokolwiek poprawić bo przy obecnym zagęszczeniu spotkań jest to naprawdę bardzo ciężkie do zmiany. A pracy czeka nasz zespół naprawdę bardzo dużo.
Statystyka meczu:
Składy
Villarreal: Luiz Junior – Mourino, Marin, Veiga, Cardona – Akhomah (46' Buchanan), Partey (72' Parejo), Gueye, Solomon (72' Moleiro) – Pepe (90' Pedraza), Mikautadze (72' Oluwaseyi).
Trener: Marcelino Garcia Toral
Athletic: Simon – Lekue, Vivian, Laporte, Yuri – Jaurehizar, Galarreta (67' Vesga, 74' Rego), – Inaki Williams (75' Sannadi), Sancet, Unai Gomez (57' Navarro) – Guruzeta (67' Areso).
Trener: Jon Aspiazu (w zastępstwie Valverde)
Wynik: 1 – 0
Brama: 77' Moleiro
Żółte kartki: Buchanan, Parejo – obaj Villarreal
Posiadanie piłki: 42% - 58%
Strzały: 14 – 16
Strzały celne: 5 – 4
Podania: 373 – 506
Faule: 13 – 11
Spalone: 7 – 0
Rzuty rożne: 6 - 5
Widzów: 18908
Sędzia: Espinosa Miguel