^Powrót na górę!

W Bilbao bez mian, czyli rozdawnictwo punktów ma się dobrze. Atheltic w 6 kolejce ligowej zaledwie zremisował z czerwoną latarnią La Liga 1-1. Po pierwszej połowie Baskowie przegrywali 0-1 po kapitalnej bramce Azzedine Ounahiego. Na szczęście w drugiej części meczu nasz zespół pozbierał się i tuż po wznowieniu gry wyrównał dzięki precyzyjnemu i również ładnemu uderzeniu Mikela Jauregizara. Wydawało się że mając dużo czasu w drugiej połowie od wyrównania Los Leones pokuszą się o gola na wagę zwycięstwa ale w zasadzie nie starczyło wszystkiego – pomysłu, formy, skuteczności by podnieść z murawy komplet oczek, który powinny być spokojnie w zasięgu zespołu trenera Valverde. Tak więc kolejne punkty uciekły na San Mames i to z zespołem z końca tabeli i oby później ich nie brakowało w końcowym rozliczeniu gdy przyjdzie zajmować miejsca dające grę w europejskich pucharach.
Pierwsza połowa w wykonaniu Athletic była po prostu koszmarna. Zespół trenera Valverde nie tylko popełniał proste błędy, ale grał tak jakby po prostu mu się nie chciało myśląc że albo piłka sama wpadnie do bramki albo Girona po prostu położy się i poczeka na najniższy wymiar kary. Masa niedokładnych podań, gra na stojąco, podanie do kolegi i czekanie zupełnie bez ruchu na to co ten zrobi z piłką. Tak po prostu nie da się grać w piłkę na takim poziomie. No i dość szybko bo w 8 minucie Los Leones dostali pierwsze ostrzeżenie że taka gra i zlekceważenie przeciwnik może szybko się zemścić. Ounahi posłał dalekie podanie do wychodzącego na pozycję Vanata, ten wpadł w pole karne i uderzył na bramkę, na szczęście niecelnie. Baskowie zignorowali to ostrzeżenie i zostali szybko za to ukarani. Już minutę później było 0-1. Girona przechwyciła piłkę po kolejnym niefrasobliwym wyprowadzeniu jej przez Athletic, futbolówka trafiła przed pole karne do Bryana Gila, który podał na lewe skrzydło do wchodzącego w pole karne Ounahiego a ten wypalił w długi róg bramki Simona nie dając mu żadnych szans na obronę. 0-1 na San Mames i pierwsze gwizdy kibiców na zawodników Athletic. Nasz zespół nie wyciągnął żadnych wniosków z tej straty bramki bo za chwile mogło być 0-2. Simon musiał wychodzić przed pole karne by wybijać piłkę, ta trafiła do Van de Beeka, który z dystansu usiłował trafić do bramki, ale na szczęście zrobił to niecelnie. W 13 minucie Laporte zdołał zablokować bardzo groźny strzał z dystansu Ounahiego i piłka wylądowała na rzucie rożny. Los Leones obudzili się w 16 minucie meczu gdy do dośrodkowania w polu karnym doszedł Guruzeta, ale jego strzał lepiej pominąć milczeniem. To samo można powiedzieć o sytuacji z 24 minuty gdy po świetnym dośrodkowaniu Adamy najpierw Guruzeta fatalnie próbował przyjąć pikę, ale na szczęście za jego plecami był Oihan Sancet, który dopadł do futbolówki i z kilku metrów koszmarnie strzelił na bramkę. To była sytuacja na 1-1. Dwie minuty później znowu w akcji była ww. para. Guruzeta dostał podanie w polu karnym, ale Gazzaniga wyprzedził naszego napastnika i wybił piłkę, tyle że wprost pod nogi Oihana który zdecydował się na strzał z woleja ale z identycznym skutkiem jak wcześniej. W 37 minucie Girona otrzymała szansę na podwyższenie wyniku ale kontratak zainicjowany przez Ounahiego świetnie przerwał Laporte. Athletic próbował naciskać do ostatniego gwizdka sędziego ale niestety już niewiele z tego wynikało. Po pierwszych 45 minutach Girona prowadziła 0-1.
W przerwie meczu Valverde wprowadził aż czterech nowych zawodników. Gorosabel, Vesga, Adama i Serrano pozostali na ławce rezerwowych a na boisku pojawili się Yuri, Berenguer, Areso i Galarreta. To oznaczało, że Athletic przystępuje do generalnego szturmu na bramkę Gazzanigi. No ale tego szturmu aż takiego nie trzeba było robić bo tuż po wznowieniu gry Baskowie wyrównali. Wysoki pressing przyniósł efekt i Jauregizar odebrał piłkę rywalowi w okolicach pola karnego, podciągnął kilka metrów i uderzył technicznie na bramkę gości. Futbolówka wpadła idealnie koło słupka do siatki poza zasięgiem bramkarza rywali. 1-1 i Los Leones mieli niemal całe 45 minut na zgarnięcie pełnej puli punktów. No i ekipa gospodarzy zgodnie z oczekiwaniami ruszyła na rywala. Niestety z akcjami i sytuacjami podbramkowymi był problem bo o ile Los Leones bardzo szybko odzyskiwali piłkę to ciężko im było skonstruować coś groźniejszego. Kilka rajdów prawą flanką przeprowadził Areso i posyłał całkiem niezłe centry tyle że żaden z zawodników Athletic jakby nie wyczuwał jego intencji i miejsca w które spadnie futbolówka. A jak już było bliżej to naszych zawodników albo uprzedzał któryś z obrońców, albo wychodził skutecznie Gazzaniga. W 69 minucie meczu szansę na bramkę zmarnował Guruztea, który dostał piłkę w pole karne. W 70 minucie po rzucie rożnym kapitalną sytuację miał Paredes, ale również świetnie spisał się Gazzaniga broniąc swój zespół przed utratą bramki. W 74 minucie sam na sam z portero gości wyszedł Berenguer, ale i tym razem górą był Argentyńczyk. W 83 minucie swoją okazję zmarnował Navarro, który dostał piłkę w pole karne, ale otoczony przez rywali oddał niecelny strzał. Athletic próbował do końca, ale niestety nie udało się zmienić rezultatu na korzystny.
Cóż, remis z ostatnią w tabeli Gironą to tak naprawdę strata dwóch cennych oczek. Niestety i tym razem nie popisał się nie tylko Valverde, który w przerwie próbował ratować sytuację, co mu się częściowo udało, ale przede wszystkim zawodnicy. Ten mecz był spokojnie do wygrania nawet w tak słabej formie w jakiej są nasi zawodnicy. Trzeba było tyko chcieć, zagrać z głową i po prostu biegać po boisku, a nie się snuć czekając na to co partner z drużyny zrobi z piłką. Zero wyjścia na pozycję, zero ruchu no i proste błędy. No i jednak nieco zlekceważenie rywala znajdującego się na dnie tabeli, co jest po prostu niedopuszczalne, a co niestety często się dzieje w przypadku Los Leones jak grają na własnym boisku. Oceny tego meczu nie zmienia też druga połowa, która na pewno była lepsza niż pierwsza, ale wciąż daleko było nawet do dobrej gry. Ewidentnie widać braki formy i czkawką odbija się pełna „przygód" pretemporada, która daleko było od optymalnej. Na razie tylko pojedynczy zawodnicy są w formie, pokazują coś na boisku ale to zdecydowanie za mało. Na pewno jednym z nim jest Jauregizar, który po początkowych słabszych meczach zaczął w końcu dobrze grać i na pewno wyróżnia się na tle swoich kolegów. W tym meczu był najlepszym graczem Athletic i słusznie zainkasował tytuł MVP. Dobrze zagrał Jesus Areso, który powoli coraz lepiej wkomponowuje się w zespół. Nieźle zaczyna mu się układać współpraca z Inakim a i w obronie stanowi raczej pewny punkt na prawej obronie. W tym meczu posłał kilka fajnych centr w pole karne i trudno też dopatrzeć się jakichś błędów. Wprawdzie bramka padłą z jego strefy obrony ale raczej trudno dopatrzeć się tam błędu byłego zawodnika Osasuny. Jeśli chodzi o formacje to nieźle zagrała defensywa, która musiała często łatać dziury i reagować po błędach pozostałych formacji. Na przeciwległym biegunie jest ofensywa, która jest wręcz dramatyczna. Brak jej skuteczności, pomysłu i przede wszystkim ruchu na boisku gdyż wszystko wygląda jakby grali na stojąco. Tak się meczów niestety nie wygra. I tutaj trener Valverde musi włożyć najwięcej pracy by to jakoś poskładać i przede wszystkim przywrócić swoich piłkarzy do formy bo to jednak największy problem zespołu. Tyle że póki co nasz trener też jest w kiepskiej formie.
Statystyka meczu:
Składy:
Athletic: Simon – Gorosabel (46' Areso), Paredes, Laporte, Adama (46' Yuri) – Jauregizar, Vesga (46' Galarreta) – Inaki Williams, Oihan Sancet (80' Navarro), Serrano (46' Berenguer) – Guruzeta.
Trener: Jon Aspiazu (w zastępstwie zdyskwalifikowanego Ernesto Valverde)
Girona: Gazzaniga – Rincon (85' Lass), Frances, Blind, Alex Moreno – Martin, Solis (76' Asprilla) – Ounahi, can de Beek (33' Portu), Bryan Gil (76' Arnau) – Vanat (85' Stuani).
Trener: Michel
Wynik: 1 – 1
Bramki: 48' Jauregizar – 9' Ounahi
Żółte kartki: Ounahi, Martin – obaj Girona
Posiadanie piłki: 68% - 32%
Strzały: 17 – 6
Strzały celne: 5 – 3
Podania: 600 – 305
Faule: 19 – 15
Spalone: 0 – 5
Rzuty rożne: 8 – 1
Widzów: 45739
Sędzia: Munuera Montero