^Powrót na górę!

Kolejka numer 6 i niestety ale pierwszy mecz, w którym Los Leones grają pod presją. Wszystko przez to że ostatnie trzy mecze, w tym dwa ligowe mówiąc ogólnie przewalili i to w stylu co najmniej żałosnym. O ile porażkę z Alaves można uznać za przypadek to już kolejne dwa mecze to tragiczna postawa głównie trenera Valverde, który kompletnie zawalił sprawę i teraz staje przed podwójnym wyzwaniem. Raz że musi zrobić rotacje, które powinien zrobić w sobotnim meczu, a dwa po prostu musi wygrać. Rywal na ten czas najłatwiejszy z możliwych a więc czerwona latarnia ligi, której prawie każdy strzela bramki i to w hurtowej ilości jak chce i właściwie gdzie chce. Tyle że wiadomo jak wyglądają mecze Basków z takimi drużynami, w których często niestety nasza drużyna gra rolę „Miłosiernego Samarytanina". Czy i tym razem będzie podobnie? Oby nie bo wygrana jest wręcz koniecznością, ale o tym przekonamy się we wtorkowy wieczór. Początek spotkania o godzinie 19.00. Poprowadzi je sędzia Munuera Montero.
W poprzedniej kolejce obydwa zespoły mówiąc trywialnie dały po prostu ciała. O ile w przypadku Athletic po meczu z Arsenalem można było przeczuwać kłopoty na Mestalla, ale porażka 0-2 w takich okolicznościach jest co najmniej śmieszna, tym bardziej że własny zespół sabotował nie tylko trener Valverde ale i sami zawodnicy, a konkretnie Dani Vivian, który wyłapał zupełnie bezsensowną czerwoną kartkę. Los Ches wykorzystali przewagę i dzięki golom Santamarii i Hugo Duro podnieśli z murawy w sumie zasłużone 3 punkty. Na szczęście Girona, która grała kilka godzin wcześniej od Athletic postanowiła zgarnąć tytuł frajera kolejki, grając na własnym stadionie z ekipą beniaminka – Levante, która po 4 kolejkach zdołała ugrać tylko 1 remis.. No i drużyna z Walencji mówiąc trywialnie zrobiła z pewnej części ciała Girony jesień średniowiecza bo bez żadnego problemu aż 0-4, nawet specjalnie się nie wysilając. Bramki strzelali Eyong, Carlos Alvarez, Ivan Romero, i Koyalipou. Dzięki temu Levante udało się wydostać ze strefy spadkowej. Niewielkim usprawiedliwieniem dla Girony będzie to że zespół z Montilivii stracił pierwszą bramke grając w osłabieniu po bezsensownych dwóch żółtych kartkach Witsela, a kolejne bramki tracił już grając w 9 bo kolejne czerwo i to bezpośrednie wyłapał Vitor Reis. Ekipa z Katalonii w dalszym ciągu okupuje ostatnie miejsce w tabeli z tylko jednym oczkiem na koncie.
Jeśli ktoś chce zobaczyć jak wzorcowo zachłysnąć się sukcesem i rozłożyć na łopatki naprawdę świetny projekt to zapraszamy do Girony. Oczywiście zespół, który w tej chwili chyba sięgnął dna bo po 5 kolejkach ma na koncie 1 punkt za wyjazdowy remis z Celtą (i jest to raczej wpadka Celty niż efekt dobrej gry Girony) oraz strzelone tylko 2 bramki i stracone aż 15 może się odbić ale patrząc na skład i ruchy transferowe można mieć naprawdę spore wątpliwości. Oczywiście zarząd jak zwykle nie będzie miał sobie nic do zarzucenia bo wszystko zostanie zwalone na trenera Michela, który i tak jest cierpliwy w stosunku do tego co wyrabiają mu z drużyną. Przedsmak tego co było w tym sezonie mieliśmy już w ubiegłym gdzie po awansie do Ligi Mistrzów rozsprzedano mu praktycznie większość drużyny a poza w zasadzie tylko Ven de Beekiem, Krejcim i Asprillą to mało kto się sprawdził, choć na papierze wyglądało to ciekawie. Tylko że papier przyjmie wszystko, a jak przychodzi boiskowa weryfikacja to już było nieciekawie. Dziwne to bo przecież Girona ma naprawdę bogatego właściciela i może korzystać z siatki skautów takich klubów jak ManCity i ma udziały i co za tym idzie również informacje o zawodnikach praktycznie na każdym kontynencie. Na pewno było stać szefostwo na ściągnięcie kogoś lepszego do zespołu, a już na pewno bardziej utalentowanego. Tym bardziej dziwne bo transfery dzięki którym osiągnięto Ligę Mistrzów nie były ani głośne ani nie sprowadzono jakichś znanych zawodników. Tutaj ewidentnie coś zawiodło. No ale to co zrobili w tym sezonie z drużyną Michela to jest wręcz sabotaż. Owszem ekipa Blanquivermells zajęła w ubiegłym sezonie 16 miejsce, a więc ostatnie bezpieczne w tabeli, ale zarobiła sporo kasy na Lidze Mistrzów jak na swoje możliwości. Jeśli do tego dodamy kasę zarobioną na transferach to łącznie z 50 mln euro by się uzbierało. Przy odpowiednim skautingu można było to spożytkować naprawdę bardzo dobrze. A co zrobiono w obecnej pretemporadzie? Ciężko to opisać. Transfery z klubu i do klubu na ostatnią chwilę, brak jakiegoś pomysłu na wzmocnienie składu no i przede wszystkim odejścia. W zasadzie tuż przed rozpoczęciem sezonu i tuż po nim sprzedano 3 kluczowych graczy czyli najlepszego stopera zespołu – Ladislava Krejci, który poszedł do Wolverhampton na wypożyczenie z opcją wykupu, z której Wilki raczej na pewno skorzystają bo jest iście promocyjna jak na warunki Premier League (ok. 22,5 mln euro), Miguela Gutierreza sprzedanego do Napoli za 18 mln oraz Yangela Herrery, którego za 11 mln kupiło Sociedad. Trener Michel niemal przez całą pretemporadę układał zespół pod swoich najlepszych zawodników by teraz nie mieć połowy obrony oraz kluczowego zawodnika środka pola. Poza tym do Rangers za 3 mln poszedł snajper Bojan Miovski, którego kupiono za 6,5 mln z Aberdeen. Biznes iście świetny tym bardziej że zawodnik prawie szansy nie dostał bo zaledwie niespełna 900 minut w zeszłym sezonie wrażenie nie robi. Poza tym odeszli jeszcze skrzydłowy Valery Fernandez (Saragossa), stoper Juanpe (San Luis – Meksyk) oraz defensywny pomocnik Ibrahima Kebe (Penafiel) wszyscy na zasadzie wolnego transferu. Oczywiście plus cała masa wypożyczeń młodych zawodników, w tym Gabriela Misehouya, którego sprowadzono rok temu i również nie dano szansy. Poszedł do Arisu Saloniki ale wątpliwe żeby to był klub w którym się rozwinie jakoś specjalnie. Tak więc jak widać ruchy co najmniej dziwaczne. Wypożyczono też do Cadiz 22 letniego napastnika Camarę, po którym Michel sobie wiele obiecywał. Transfery do klubu to już prawdziwy dramat i może nie chodzi nawet o jakość zawodników ale czas ich przeprowadzania. Tuż przed pierwszym gwizdkiem sezonu sprowadzono 36 letniego stopera Axela Witsela, który zakończył swoją przygodę z Atletico wraz z końcem ubiegłego sezonu i nawet specjalnie nie przepracował pretemporady. Ofert też nie miał jakichś specjalnych. Dwa tygodnie przed rozpoczęciem rozgrywek przyszedł na wypożyczenie z Atletico Thomas Lemar, którego szefostwo Los Colchonerros starało się upchnąć gdzie się dało byle tylko pozbyć się go z zespołu. W tym samym czasie mniej więcej na wypożyczenie trafił z Athletic Hugo Rincon. Tuż przed zamknięciem okienka transferowego czyli 1 września wykupiono po wypożyczeniu w zeszłym sezonie Bryana Gila (6 mln z Tottenhamu) oraz wypożyczono bramkarza Fenerbahce – Livakovica. Również w ostatniej chwili zakupiono 23-letniego snajpera Dynama Kijów – Vladyslava Vanata (15 mln). 30 sierpnia dopięto transfer środkowego pomocnika Azzedine Qounahiego z Marsylii (6 mln euro), a zaledwie tydzień wcześniej na zasadzie wolnego transferu trafił do zespołu Alex Moreno z Aston Villi. Również na wariackich papierach na tydzień przed rozpoczęciem sezonu dopięto wypożyczenie 19-letniego brazylijskiego stopera ze szkółki ManCity – Vitora Reisa. Na wspomnianych transferach z klubu i do klubu udało się uzyskać łącznie około 29 mln euro na plusie. Jeśli dodamy do tego szacunkowy bilans za zeszły sezon to mamy jakieś 80 mln euro zysku. Czy naprawdę za te pieniądze nie można było zrobić lepszych transferów i sprowadzić lepszych graczy do zespołu? No bo na razie patrząc na to czym dysponuje Michel trudno wróżyć sukces. Tym bardziej że tak naprawdę musi od nowa robić „pretemporadę" i wdrażać graczy do swojej taktyki a i to nie wiadomo czy w ogóle zaskoczy. Szczególnie że najlepsi zawodnicy zespołu, na których będzie mógł liczyć szkoleniowiec zespołu to już raczej piłkarscy emeryci. Najlepiej widać to w obronie gdzie Daley Blind i David Lopez mają po 35 lat, Witsel – 36 a Alex Moreno 32. W ataku Portu ma 33 lata a Stuani 38. Nadzieją jest Vanat, który ma na koncie już bramkę w dwóch występach. Nieźle prezentuje się młody Roca, który wrócił z wypożyczenia z Mirandes. Reszta szuka formy, której póki co nie może znaleźć. Można więc powiedzieć że trener Michel zalicza pretemporadę w trakcie sezonu i nie najlepiej to póki co wychodzi bo zespół gra wręcz fatalnie. Nie sprzyjają temu absencje. Bramkarz Juan Carlos, stoper David Lopez i Lemar na pewno nie wezmą udziału w meczu przeciwko Athletic z powodu kontuzji. W ostatniej chwili rozłożył się również napastnik Abel Ruiz. Skrzydłowy Joel Roca i rezerwowy bramkarz Krapyvtsov są na liście powołanych na Mundial U-20. Stoperzy Witsel i Reis zeszli w poprzednim meczu z czerwonymi kartkami i muszą we wtorek pauzować. Do tego dochodzi niepewna sytuacja Tsygankova, który zagrał dotychczas jedynie w dwóch meczach bo ciągle meczą go problemy zdrowotne i takowe ma również przed dzisiejszym meczem. Razem brakuje 9 zawodników i z pierwszej drużyny zostao do dyspozycji trenera zaledwie 14 piłkarzy i dwóch bramkarzy. Tak więc sytuacja wygląda niewesoło nie tylko w tabeli ale i również na murawie, gdzie będzie trudno zestawić i tak już dziurawą jak ser szwajcarski defensywę. Więc może atak? Wszak właśnie atak jest najlepszą obroną i tutaj trener ma zdecydowanie większe możliwości. Szkoda że na razie patrząc na mecze od początku sezonu, tylko na papierze. Tak czy tak trenera Michela czeka ciężkie zadanie, najpierw ze skompletowaniem odpowiedniej jedenastki, a później powalczenie o punkty, jakże potrzebne Banquivermells w obecnej sytuacji.
Problemy i to spore ma Girona, ale Athletic również nie jest pozbawiony kłopotów. Na razie największym z nich jest trener Valverde i jego przekonanie o swojej doskonałości i nieomylności. Los Leones przerabiali to po ostatnim awansie Txingurriego z zespołem do Ligi Mistrzów i historia lubi się powtarzać. Paradoksalnie nie sprzyjał temu bardzo dobry początek i 9 oczek w 3 meczach, czyli maksimum jakie dało się wyciągnąć z tych spotkań przed przerwą reprezentacyjną. Punkty tym bardziej wartościowe bo forma zespołu nie była nawet dobra. Dwa tygodnie przerwy miało pomóc doszlifować tą formę nie tylko na mecze ligowe, ale głównie na Ligę Mistrzów, by podobnie jak ostatnio Athletic nie był tylko statystą. No i forma się nieco poprawiła ale Txingurri nie byłby sobą jakby nie próbował jakichś dziwnych ustawień, taktyki itd. No i efekt jego działalności to 3 porażki z rzędu, z których 2 spokojnie dałoby się uniknąć. Może efektem nie byłyby zwycięstwa ale remisy na pewno były w zasięgu. Wystarczyło tylko nie cudować ze składami i ustawieniem. Tutaj naprawdę ciężko zrozumieć Txingurriego. Narzekał na brak napastnika, więc ma teraz dwóch. Sannadi strzelił w pierwszym meczu bramkę Sevilli, więc w nagrodę usiadł na ławkę. Potem pojawiły się dziwne składy w pojedynkach z Betisem, Arsenalem, Valencią a nawet Alaves. O ile starcie z Betisem dało się wygrać, ale nie dzięki taktyce i ustawieniu z Inakim na szpicy, a dzięki słabej obronie Verdiblancos przy stałych fragmentach gry, ale chyba to utwierdziło naszego trenera w przekonaniu że to w końcu wypali, szczególnie przy lepszej formie. Z całym szacunkiem dla Valverde ale przez ponad 10 lat gry starszego z braci Williamsów w Athletic, na palcach jednej ręki można wymienić bardzo dobre mecz. Jeśli zmniejszymy wymagania do dobrych to może będzie ich z 10. A chłop rozegrał już 477 pojedynków w koszulce zespołu z Bilbao. Za to Inaki na skrzydle to inna klasa piłkarza i Valverde widział to dokładnie w minionym sezonie gdzie nasz obecny kapitan grał kapitalnie. Co więc podkusiło naszego trenera by znowu próbować Inakiego na szpicy tego nie wie nikt, podejrzewam że nawet wróżbici z okolic Bilbao i całego Kraju Basków. Kolejne cudaczne ustawienie to Adama i Gorosabel na bokach w LM, tradycyjnie Unai Gomez na skrzydle na zmianę, również na boku Navarro. Do tego dochodzą słabe rotacje i nie tam gdzie trzeba. No i efekt mamy jaki mamy. A przed pojedynkiem z Gironą wydaje się że są jeszcze większe kłopoty nie tylko taktyczne, ale również kadrowe. Txingurri nie zdecydował się na podanie listy powołanych na dzisiejszy mecz tradycyjnie na dzień przed spotkaniem, ale wstrzymał się i listę poznamy dopiero tuż przed meczem gdy wpisze zawodników do protokołu. Wiadomość tłumacząca taki stan rzeczy jest z jednej strony lakoniczna ale i wiele znacząca, a mianowicie to że kilku zawodników ma kłopoty przeciążeniowe. Ciekawe czy Valverde domyśli się dlaczego czy też nie i dojdzie do jedynych słusznych wniosków że jednak coś zawalił i to mocno. No ale miejmy nadzieję że to może swoistego rodzaju zasłona dymna i będzie ok gdyż komplet punktów na swoim stadionie jest wręcz koniecznością. I tutaj właśnie tym bardziej trudno zrozumieć naszego trenera, który wolał żyłować skład na wyjeździe z Valencią niż przygotować go lepiej do starcia domowego z Gironą. Athletic nawet w dość mocno rotowanym składzie spokojnie było stać na remis na Mestalla, co po porażce z Arsenalem na pewno byłoby dobrym wynikiem, a rzucić wszystkie siły na mecz u siebie. To samo w najbliższy weekend z Villarrealem gdzie można mocno rotowanym składem spróbować powalczyć o remis a wszystko rzucić na najważniejszy mecz czyli z Borussią na wyjeździe. Są pewne priotytety a więc mecze u siebie i pucharowe i na tych skupia się każdy normalny trener tej klasy co Valverde. No ale cóż, pozostaje mieć nadzieję że Txingurriego dopadnie jakaś refleksja. W każdym razie mecz z Gironą będzie bardzo ciężki i tak naprawdę nic nie wiemy i trudno cokolwiek wyrokować. Jak więc widać trudno o optymizm. Na szczęście optymizm spłynął do kibiców spoza murawy, a dokładnie z kliniki IMQ gdzie operowany dzisiaj był Benat Prados. Zabieg rekonstrukcji zerwanych więzadeł odbył się bez żadnych problemów i zawodników w środę powinien być wypisany ze szpitala. W przyszłym tygodniu powinien rozpocząć rehabilitację w Lezamie a za 6 – 7 miesięcy powinien wrócić na boisko.
Dzisiejszy mecz będzie wyjątkowy dla Aitora Paredesa. Wychowanek Athletic zagra spotkanie numer 100 w koszulce Los Leones. Osiągnięcie tego wyniku zajęło mu 3 lata. Debiutował 29 sierpnia 2022 roku na Nuevo Mirandilla w pojedynku z Cadiz. I był to szczęśliwy początek swojej przygody z La Liga bo zespół pewnie wygrał 0-3 po trafieniach Inaki Williamsa, Gorki Guruzety i Alexa Berenguera. Aitor przybył do Lezamy w wieku 10 lat i zaczął treningi od najmłodszych kategorii wiekowych. Po przejściu wszystkich kategorii wiekowych dopiął swego i awansował do pierwszej drużyny. Kto wie jakby potoczyły się jego losy w dorosłej piłce gdyby nie uraz Yeraya i trochę z musu postawienie przez Txingurriego na młodego Paredesa, który odpłacił się trenerowi w najlepszy z możliwych sposób, stając się szybko podstawowym zawodnikiem pierwszej drużyny.
To jeden z takich meczy w których nic nie wiadomo. Nie wiadomo w jakich składach zagrają obydwa zespoły, nie wiadomo jaką zaprezentują formę i nie wiadomo czego spodziewać się na boisku. Nie wiadomo też kto będzie faworytem tego meczu bo Girona dołuje strasznie pod każdym względem, a Athletic również nie można powiedzieć po ostatnich meczach żeby był w jakiejkolwiek formie, tym bardziej że trener Valverde uprawia ostatnio mały sabotaż. No i nie zapomnijmy o jednym, a więc o paskudnej przypadłości Basków czyli bycie „Miłosiernym Samarytaninem" dla zespołów w potrzebie, a w takiej bez wątpienia jest Girona. Tak więc to spotkanie wielu wątpliwości i nerwów dla obydwu stron. Paradoksalnie lepiej może wyjść na tym ekipa z Katalonii bo trener Michel wystawi po prostu tego kogo może gdyż wybór spośród 14 zawodników z pola jest raczej marny i trzeba wystawić po prostu tego kogo można licząc że coś się uda. I czasami to działa, żeby nie przypomnieć sytuacji sprzed roku z Getafe, które przyjechało w podobnym mocno okrojonym składzie na San Mames i było skazane na pożarcie i skąd wywiozło remis. Tak więc czekają nas chwile niepewności jak do tego meczu podejdzie trener Valverde, czy zacznie bardzo kombinować i jak zawodnicy. Jeśli każdy potraktuje swoje obowiązki serio i zagra na full to powinno się udać zdobyć komplet oczek na La Catedral.
Przewidywane składy:
Athletic: Simon – Gorosabel, Paredes, Laporte, Adama – Galarreta, Vesga – Inaki Williams, Sancet, Berenguer – Sannadi.
Trener: Jon Aspiazu (w zastępstwie zawieszonego Ernesto Valverde)
Girona: Gazzaniga – Rincon, Arnau, Blind, Alex Moreno – Ivan Martin, Ounahi – Asprilla, Solis, Bryan Gil – Vanat.
Trener: Michel
Data: 23.09.2025 godz. 19.00
Miejsce: Bilbao, Estadio San Mames (poj. 53331)
Sędzia: Munuera Montero
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.