^Powrót na górę!

Valencia lepsza na Mestalla. Trzeci kolejny mecz bez kompletu punktów stał się faktem. Tylko że to nie Athletic przegrał, a ponownie trener Valverde przez swój bezsensowny upór, przeświadczenie o swojej doskonałości za czym idzie totalny brak pokory. Do tego dołożył się sabotaż w wykonaniu Daniego Viviana, który wyleciał z boiska z czerwoną kartką i przepis na porażkę gotowy. Do momentu gry w równych składach było ok, ale potem wszystko się posypało i dzięki bramkom Santamarii i Hugo Duro Los Ches wygrali 2-0 i zdobyli jakże cenne punkty bo blamażu w Barcelonie, które zapewne znacznie podbudują ich psychicznie przed kolejnymi meczami.
Gdyby nie sabotaż naszego trenera i późniejszy Viviana, to ten mecz był jak najbardziej do wygrania. W pierwszej połowie gdzie Athletic był o klasę lepszym zespołem, a Valencia grała niefrasobliwie w obronie powinien ten mecz się rozstrzygnąć. Baskowie łatwo wchodzili w obronę rywali i brakowało tylko jednego.... napastnika. Wszystko przez to że Txingurri wpadł na genialny pomysł aby wystawić niemal identyczny skład jak w pojedynku z Arsenalem. Nawet teoretycznie mocniejszy bo na bokach obrony zagrali Yuri i Areso. Oczywiście w ataku biegał Inaki Williams, na skrzydłach Berenguer z Navarro oraz na mediapunta Sancet. Czyli kolejny raz 3 skrzydłowych w składzie, 1 na rezerwie oraz brak napastnika, za to 2 na rezerwie No i to się musiało odbić na grze bo skrzydłowi grali jak skrzydłowi, a nie napastnicy przez co nie było komu wykończyć akcji. Los Leones przy praktycznie biernej postawie defensywy rywali wypracowali sobie 4 świetne okazje do zdobycia bramki przy 1 Valenci gdy Javi Guerra w kontrataku pogubił się w polu karnym Athletic i zamiast sytuacji sam na sam z bramkarzem i być może pewnej bramki to stracił piłkę. Poza tym pełna dominacja przyjezdnych. Jak już wspominałem 4 - 5 dobre okazje do zdobycia bramki i świetna postawa Agirrezabali, który dwoił się i troił pomiędzy słupkami by jego zespół utrzymać przy życiu. Byłoby tych sytuacji więcej gdyby właśnie był napastnik bo kilka podań poszło w pole karne naprawdę bardzo dobrych i gdyby tam był snajper bo znowu Julen miałby pełne ręce roboty. A tak trafiały one w próżnię bo wszyscy biegali w okolicach pola karnego, a nie w nim gdzie od czasu do czasu znalazł się Oihan Sancet. To nie miało prawa się udać.
Efektem braku rotacji w składzie i wystawienia takiej samej jedenastki jak w meczu z Arsenalem była druga połowa, której Los Leones po prostu nie wytrzymali kondycyjnie. Valencia ruszyła do odważniejszych ataków i już w 49 minucie wypracowała sobie okazję po której głową strzelał Folquier, ale niecelnie. Minutę później kontrę Valencii zainicjował Danjuma, który w ostatniej fazie akcji dostał podanie w pole karne od jednego ze swoich kolegów, ale zupełnie się pogubił i Unai Simon nie miał problemów z przejęciem piłki. Dwie minuty później Folquier dośrodkował z prawego skrzydła, Rioja dopadł piłki na dalszym słupku i uderzył kontrująca piłkę, tyle że niecelnie. W 61 minucie było już po zawodach bo Valencia miała ułatwione zadanie. Początkowo za faul Viviana na Santamarii została pokazana naszemu obrońcy żółta kartka ale po chwili VAR wezwał sędziego Ortiza Ariasa to monitora żeby zweryfikować zasadność pokazania czerwonej kartki. I sędzie po obejrzeniu powtórek zdecydował się na pokazanie naszemu stoperowi czerwonej kartki. Czy słuszna? Przepisy w ostatnich dwóch latach zmieniły się w tym zakresie na tyle że nie weryfikuje się jedynie czy zawodnik jest ostatnim obrońcą (za co jest czerwo jeśli fauluje) ale również to ćzy jest realna szansa na zdobycz bramkową, a zawodnik idzie wprost na bramkę nie mając przed sobą żadnego obrońcy (zawodnicy po bokach się nie liczą). No i niestety sytuacja była na niekorzyść naszego stopera. Tak czy tak decyzja z żółtej kartki na czerwoną została podjęta i Athletic grał w osłabieniu. Ekipa trenera Corberana osiągnęła spora przewagę i coraz odważniej zbliżała się do bramki Simona. W końcu Nietoperze dopięły swego. W 72 minucie Athletic jeszcze się wybronił szczęśliwie bo po strzale Ramazaniego Laporte cudem uniknął samobója, ale za chwilę było już 1-0. Javi Guerra dośrodkował z prawej strony pola karnego, na krótki słupek nabiegł Santamaria, który przy biernej obronie Inaki Williamsa uderzył głową nie do obrony. Można powiedzieć ze już było wiadomo, że Athletic wróci do domu bez punktów. Później jeszcze dwukrotnie przed stratą kolejnej bramki ratował zespół Unai Simon (strzelali Guerra i Duro) ale już w doliczonym czasie gry był bezradny. Z prawego skrzydła dośrodkował w pole karne Santamaria, Simon został w bramce, stoperzy pozostali bierni i na dalszym słupku Duro wpakował piłkę do pustej bramki. I to było tyle jeśli chodzi o emocje w tym meczu.
Trzecia porażka z rzędu, w tym druga z kolei idąca na rachunek Ernesto Valverde. Przede wszystkim za brak wystawienia napastnika i brak rotacji w składzie. Już w meczu z Arsenalem trener zawalił sprawę wystawiając w o wiele ważniejszym pojedynku takie a nie inne zestawienie. Teraz tylko się pogrążył bo spokojnie można było dać odpocząć paru piłkarzom. Mógł zagrać De Luis na środku skoro już zdecydował się wystawić Areso i Yuriego. Rezerwowy stoper mając przy sobie Pardesa lub Viviana i pozostałą dwójkę obrońców spokojnie by sobie poradził. W środku pola można było dać odpocząć Jauregizarowi i w jego miejsce wprowadzić Rego. Szczególnie w ataku można było dokonać roszad bo aż się prosiło o napastnika. Nawet jakby na skrzydle zagrał Serrano to w parze ze snajperem na szpicy można by więcej zdziałać niż z mając w składzie 3 skrzydłowych grający w dodatku jak skrzydłowi. Można było dać odpocząć Sancetowi, który widać że nie jest w pełni formy po przebytej kontuzji w trakcie pretemporady. Przede wszystkim jednak Txingurri zawalił zestawienie ataku, który z Inakim na szpicy zmieniającym się z Berenguerem po prostu nie miał prawa wypalić. Naprawdę nie wiem ile jeszcze beznadziejnych meczy na szpicy musi rozegrać Inaki żeby w końcu jakikolwiek trener przestał go tam wystawiać. Widać ponad 10 lat w pierwszej drużynie to za mało. Powołania również pozostawiają wiele do życzenia bo w składzie brak skrzydłowych, a Izeta został w Bilbao. Trener nie zdecydował się również na danie szansy komukolwiek z rezerw, a przecież testował Adriana Pereza, który jest wszechstronnym zawodnikiem. Bujan był testowany w zeszłym sezonie i jak dostał szansę w jednym jedynym meczu to zaprezentował się naprawdę poprawnie. Jedyny plus tego meczu to debiut Laporte'a, który chyba wcześniej niż planowano będzie musiał rozegrać pełny mecz w podstawowym składzie, bo będzie to już we wtorek w pojedynku z Gironą. No chyba że Txingurri wymyśli znowu coś co tylko jemu będzie się wydawało logiczne. Tylko o by to się nie skończyło stratą punktów z czerwona latarnią ligi.
Statystyka meczu:
Składy:
Valencia: Agirrezabala – Folquier, Diakhaby, Tarrega, Gaya – Guerra, Santamaria – Danjuma, Raba, Diego Lopez – Raba.
Trener: Carlos Corberan
Athletic: Simon – Areso, Vivian, Paredes, Yuri – Galarreta, Jauregizar – Berenguer, Sancet, Navarro – Inaki Williams.
Trener: Jon Aspiazu (w zastępstwie zawieszonego Valverde).
Wynik: 2 – 0
Bramki: 73' Santamaria, 90'+ Hugo Duro
Żółte kartki: Gaya – Navarro
Czerwona kartka: 61' Vivian – bezpośrednia
Posiadanie piłki: 44% - 56%
Strzały: 13 – 11
Strzały celne: 5 – 5
Podania: 378 – 486
Faule: 13 – 6
Spalone: 0 – 1
Rzuty rożne: 5 - 6
Widzów: 46004
Sędzia: Ortiz Arias