^Powrót na górę!

Emocje inauguracyjne Ligi Mistrzów w bieżącym sezonie już za nami a teraz trzeba się skupić i wszystkie siły rzucić na rozgrywki ligowe. Przed nami prawdziwy maraton spotkań ligowych bo w przeciągu tygodnia Los Leones zaliczą aż trzy niezwykle ciężkie mecze i tylko jeden u siebie w domu. Na pierwszy ogień idzie pojedynek na Mestalla, gdzie Baskowie będą w gościach u ekipy Valencii CF. Los Ches wprawdzie zaczęli sezon nijako, ale u siebie będą niezwykle groźną drużyną dla w zasadzie każdego. Tym bardziej że Athletic przystąpi do tego meczu zmęczony starciem z Arsenalem a ekipa Carlosa Corberana będzie zmotywowana klęską w Barcelonie gdzie uległa Blaugranie aż 6-0. Mamy przed sobą starcie z gatunku tych po których nie wiadomo co się spodziewać i szala zwycięstwa może się przechylić w każdą stronę. Początek meczu w sobotni wieczór o godznie 21.00. Poprowadzi go sędzia Ortis Arias.
Poprzednie kolejka to koszmarne wtopy obydwu drużyn. O klęsce Valencii już wspomniałem bo to co pokazała w Barcelonie to był piłkarski koszmar i wynik 6-0 dla zespołu trenera Flicka to najniższy wymiar kary. Athletic tylko nieco mniej się skompromitował bo również przegrał i to wprawdzie tylko 0-1, ale uczynił to w fatalnym stylu i to na własnym boisku z dużo niżej notowanym rywalem jakim było Alaves. To kosztowało drużynę trenera Valverde spadek o kilka pozycji w tabeli z 2 na 5 miejsce.
W ubiegłym sezonie zespół po objęciu sterów przez trenera Carlosa Corberana wspiął się na wyżyny swoich umiejętności i zaczął punktować w taki sposób, że można powiedzieć iż zadziwił całą La Ligę. Rozbita wcześniej Valencia w pewnym momencie pod tym względem dotrzymywała kroku ścisłej czołówce i kolejne awanse w tabeli spowodowały, że nieśmiało zaczęto mówić nawet o awansie do europejskich pucharów choć wcześniej modlono się żeby nie spaść. Zespół grał naprawdę fajny futbol a młodzieńcza fantazja zawodników tylko cieszyła oko. Niestety w końcówce tego szalonego pościgu zespół ostatecznie nieco „spuchł", ale zajął bezpieczne miejsce w tabeli. No ale nowy trener, atrakcyjny styl gry i dobra postawa zespołu rozpaliły wyobraźnię fanów i do kolejnego sezonu przystępowano z wielkimi nadziejami. No i na razie wciąż są nadzieje, tylko z grą gorzej. W klubie z Walencji chyba nie może być normalnie czego najlepszym dowodem jest obecne okienko transferowe. Siłą Los Ches była młodzież i ekipa z Mestalla właśnie tym zapewniła sobie utrzymanie. Bo Ci zawodnicy rośli z dnia na dzień a Corberan wykrzesał z nich to co najlepsze. Przez pewien czas był to najmłodszy zespół w La Liga i można powiedzieć że przy odpowiednim trenerze przyszłość była przed nim. Jedynie potrzebował trochę doświadczenia, które mógł nabyć albo ucząc się na własnych błędach potrzebując czasu, albo dodając do niego paru doświadczonych i dobrych zawodników. A co zrobiono w Valenci? Oczywiście na odwrót. Stoper Mosquera poszedł do Arsenalu za promocyjne 15 mln euro. PSV kupiło kolejnego środkowego obrońcę – Yarka Gąsiorowskiego za niespełna 10 mln. Fran Perez kosztował Rayo cały 1 mln euro. Hugo Guillamon, na którego zakusy robił swego czasu Athletic poszedł za darmo do Hajduka Split. Szczęście jest takie że klub nie zdecydował się wykupić wypożyczonych Sadiqa z Sociedad i Rafę Mira z Sevilli. Wypożyczono też do Valladolid skrzydłowego Canosa a do Mirandes dwójkę – Alberto Mari (napastnik) i Iker Cordoba (stoper). Elche po wypożyczeniu wykupiło skrzydłowego Germana Valerę za jedyne 100 tys. euro, a inny skrzydłowy Hugo Gonzalez po wypożyczeniu poszedł do Celty i to za darmo. Można powiedzieć prześmiewczo że Valencia potrafi z biznesy jeśli chodzi o odejścia z drużyny. Na szczęście udało się nieco powetować straty przyjściami do klubu, choć to raczej niestety tylko na papierze. Pilnych wzmocnień wymagała obrona, więc z Mallorci zakupiono stopera Copete. Z wypożyczenia do Valladolid wrócił też Comert. Do środka pomocy ściągnięto defensywnego pomocnika Baptiste Santamarię, za którego zapłacono 2 mln euro Rennes oraz Filipa Ugrinica z Young Boys który kosztował 4 mln euro. Najwięcej transferów dokonano do ataku. Tutaj na szpicę przyszedł Dani Raba z Leganes (za darmo), skrzydłowy Arnaut Danjuma z Villarreal (za darmo), wypożyczono ofensywnego pomocnika Lucasa Betrana z Fiorentiny oraz skrzydłowego Largie Ramazaniego z Leeds. No i oczywiście na bramkę przyszedł wypożyczony z Athletic Julen Agirrezabala. Jak już wspomniałem na papierze wygląda to nieźle bo np. taki Raba strzelił 8 bramek dla Ogórków, Danjuma z kolei 4 dla Villarrealu. Problem jest tylko taki że poza Ugrinecem, który był podstawowym zawodnikiem swojego zespołu reszta była zmiennikami albo grała w sumie niewiele. No może poza Beltranem i Rabą, którzy maja na swoim koncie niespełna 2000 minut. Trudno też powiedzieć czym rożni się taki Copete od wypożyczonego do Koln Ozkacara albo Santamaria od Hugo Guillamona, który dodatkowo może grać również na pozycji środkowego obrońcy. Trudno powiedzieć też czy akurat takich zawodników potrzebował Corberan, czy to autorski pomysł władz klubu, którzy nie raz i nie dwa udowodnili że biorą do zespołu w taki sposób żeby sztuka się zgadzała a reszta jest najmniej istotna. Teoretycznie więc szkoleniowiec Los Ches ma do dyspozycji po 2 piłkarzy na każdą pozycję w zespole więc urazy nie powinny być mu straszne jak również rotacje. Z jakością różnie to już bywa ale chyba największym wrogiem jest forma zespołu. Tutaj już się nie da się nic zwalić na okoliczności zewnętrzne i zawodników bo za nią odpowiada trener bo dobiera jednostki treningowe, odpowiednie natężenie ćwiczeń. Na razie ciężko cokolwiek wyrokować jeśli chodzi o ekipę Valenci. Bo może to właśnie wypali choć patrząc się na ostatni pojedynek z Barceloną można mieć spore wątpliwości. No ale to początek sezonu więc dyspozycję dopiero się buduje i będzie można ocenić trenera i zespół po większej ilości meczów, gdyż 4 to jeszcze za mało. Tym bardziej że większość zespołów mierzy się z problemami z dojściem do odpowiedniej dyspozycji, na czele z ekipą Los Leones, której akurat kontuzje znacznie wyhamowują ten proces. Ekipa Corberana z tym akurat problemów nie ma i może spokojnie przygotowywać się do pojedynku na Mestalla. Rotacji też nie trzeba bo nie grała w środku tygodnia jak Baskowie a miała cały tydzień na przygotowania. Tyle że w stosunku do poprzedniego meczu z Barcą, Argentyńczyk zapewnie zmieni ustawienie na bardziej ofensywne gdyż w Barcelonie zagrał z aż 5 obrońcami, co niewiele pomogło patrząc na to że zespół stracił aż 6 bramek. Teraz prawdopodobnie zagra bardziej ofensywnie i przejdzie na system 4-2-3-1. No bo u siebie trzeba jednak wygrywać, albo przynajmniej próbować wygrywać. W bramce więc stanie Agirrezabala, dla którego będzie to wyjątkowy mecz gdyż stanie pierwszy raz w życiu przeciwko swojej byłej drużynie, której jest wychowankiem. W lecie trafił na zasadzie wypożyczenia do Valenci. Przed nim parę obrońców stworzą zapewne Tarrega i Diakhaby wparci po bokach przez Folquiera i Gayę. Im dalej w przód tym jednak pojawiają się znaki zapytania. Pierwsze z nich to partner dla Guerry w środku pola. Santamaria nie zachwyca więc możliwe iż pojawi się Pepelu. W ataku również może być różnie gdyż ostatnio Duro nie ma zbyt dobrej prasy u Corberana. Jednak może w tym meczu wrócić do podstawowej jedenastki jako wysunięty napastnik. Chyba że znowu pojawi się tam Danjuma. Wtedy pozostaje poszukanie ofensywnego pomocnika i tutaj dziennikarze stawiają na Rabę. Do podstawowej jedenastki powinien wrócić Luis Rioja na prawe skrzydło. Na lewej z kolei raczej pozostanie Diego Lopez. Atuty Valencia? Stałe fragmenty gry, kontry no i skrzydła. Najsłabsze? Defensywa, która przyciśnięta popełnia katastrofalne błędy i zanim mecz się naprawdę zacznie to może go już sama przegrać.
Liga Mistrzów boleśnie zweryfikowała Athletic i pokazała że jednak różnica pomiędzy Ligą Europy a tymi elitarnymi rozgrywkami jest naprawdę spora. Katem był Arsenal Mikela Artety który brutalnie sprowadził Basków na ziemię i obnażył wszystkie braki formy jak również beznadziejne decyzje trenera Valverde. Jedyne co pozostaje to wyciągnąć wnioski na przyszłość i przede wszystkim budować formę kolejnymi meczami. No niestety ta jest jak na standardy zespołu z Bilbao góra średnia. Zapewne spory wpływ na to miała pretemporada, którą niestety nie udało się przepracować tak jak powinno. Tutaj niestety nie ma zmiłuj i teraz przed zespołem mnóstwo pracy by zniwelować braki. Problem w tym że trzeba to robić nazwijmy to „z marszu" bo czasu na poprawki nie ma zbyt wielkich. Tym bardziej że Txungurri nie ma możliwości pracy w pełnym składzie. Co gorsza zaczynają się sypać poważne urazy bo i ile z kontuzjami mięśniowymi można sobie w miarę szybko poradzić to już jak trafi się coś poważniejszego to od razu są duże kłopoty. Co gorsza wróciła zmora Los Leones a więc problemy z więzadłami krzyżowymi, które już kiedyś męczyły zespołów, w szczególności Ikera Muniaina. Valverde już stracił do końca sezonu Egiluza oraz Pradosa. W tym kontekście uraz Nico Williamsa, który „na szczęście" ma tylko problemy z przywodzicielem choć początkowo sądzono nawrót problemów z przepukliną pachwinową to w zasadzie jest można powiedzieć szczęście. Bo jakby młodszy z braci doznał nawrotu przepukliny to interwencja chirurgiczna byłaby niezbędna a to oznacza około 2 miesięcy przerwy. Trudno powiedzieć co by wtedy zrobił Valverde. Normalnie w takich warunkach byłby to czas dla młodych zawodników, którzy powinni dostać szansę pokazania swoich umiejętności. No ale na razie nasz trener nie kwapi się by jakoś mocniej na nich postawić. Niby powołuje De Luisa, Rego czy Santosa, ale na razie wygląda to na swoistego rodzaju robienie na alibi. A nasi młodzi chłopcy z juniorów czy nawet drugiej drużyny pokazali w meczu Młodzieżowej Ligi Mistrzów z Arsenalem że mają naprawdę olbrzymi potencjał. Chociaż może jest jakieś światełko w tunelu bo w tym tygodniu do treningów dołączył wszechstronny Adrian Perez mogący grać po obu stronach na skrzydłach oraz w środku jako rozgrywający, który już miał okazję zagrać w meczu Pucharu Kraju Basków z Osasuną wchodząc na zmianę i zaprezentował się naprawdę obiecująco. Przede wszystkim imponował techniką, agresją, wizją gry. Ot taka ulepszona wersja Jauregizara. Do środka pola Atheltic jak najbardziej by się nadał bo poza Galarretą nie ma drugiego zawodnika, który potrafiłby naprawdę dobrze rozgrywać piłkę i dyktować tempo gry. No ale Perez potrenował, a wśród powołanych zawodników się nie znalazł. Żadnego nowego skrzydłowego Txingurri też nie chciał spróbować pod kątem pierwszej drużyny, Pereza nie powołał na dzisiejszy mecz i woli zostać jedynie z Serrano na ławce. A kilku zawodników w rezerwach na tej pozycji jest całkiem niezłych. Cóż Valverde ma materiał do przemyśleń i to spory i musi zareagować by zespól odbudował się psychicznie. Na pewno trzecia porażka z rzędu, a druga w lidze byłaby krokiem ku temu by zespół popadł w dołek. Zobaczymy więc jak spisze się w pojedynku z Valencią, który na pewno będzie należał do tych cięższych gdyż Los Ches po klęsce z Barceloną będą chcieli się również odbudować i pokazać swoim fanom że nie są tak słabi. Txingurri zabrał do Walencji następującą grupę 23 zawodników:
Bramkarze: Simon, Santos
Obrońcy: Gorosabel, Vivian, Paredes, Areso, Laporte, Lekue, Yuri, Adama, De Luis
Pomocnicy: Vesga, Galarreta, Jauregizar, Unai Gomez, Navarro, Rego
Napastnicy: Berenguer, Sancet, Inaki Williams, Guruzeta, Sannadi, Serrano.
Nowością na liście jest pojawienie się Aymerica Laporte'a, który zdaniem trenerów błyskawicznie nadrabia zaległości treningowe. Dobrze by było gdyby dostał w tym meczu kilka minut gry by mógł się oswoić z piłkę po niemal półrocznej przerwie. Zabrakło miejsca dla Izety, co jest dość dziwne. Naprawdę szkoda, że Txingurri nie powołał na to spotkanie żadnego skrzydłowego z rezerw bo mógłby spokojnie zagrać w tym pojedynku gdyż rotacje są niezbędne, ponieważ już we wtorek czeka na naszych zawodników mecz Gironą na San Mames. Trudno więc powiedzieć jakie zestawienie wybierze nasz trener i na jakie zmiany w podstawowej jedenastce się zdecyduje.
Faworytem tego meczu będzie ekipa z Mestalla. Valencia wprawdzie niezbyt dobrze zaczęło sezon, a ostatni mecz i masakryczne baty jakie dostała od Barcelony jest tego najlepszym przykładem ale to naprawdę dobry zespół, z wieloma ciekawymi zawodnikami. Corberan też już udowodnił że potrafi dobrze prowadzić zespół. Los Ches na pewno będą też szalenie zmotywowani żeby po blamażu w Barcelonie odkupić swoje winy. No i oczywiście będą mieli za sobą całe Mestalla no i świeżość gdyż nie grali w środku tygodnia w przeciwieństwie do Athletic. Valencia jednak ma sporego pecha do Basków bo w ostatnich 6 meczach na swoim obiekcie tylko raz udało im się wygrać i miało to miejsce 2 sezony temu za sprawą jednej jedynej bramki Hugo Duro. W poprzednim sezonie z kolei Los Ches przegrali w takich samych rozmiarach a strzelcem bramki w 72 minucie był Alex Berenguer, Ta wygrana przypieczętowała 4 miejsca Athletic w poprzednim sezonie. Szczerze mówiąc ten wynik można by było brać w ciemno przed meczem patrząc na to co prezentuje ostatnio drużyna z Bilbao. Łączny bilans gospodarzy jest jednak niezwykle korzystny bo w łącznie 90 meczach aż 51 razy schodzili w kompletem oczek, 24 razy dzielili się punktami i tylko 15 razy goście pojechali do siebie z pełną pulą.
Przewidywane składy:
Valencia: Agirrezabala – Folquier, Diakhaby, Tarrega, Gaya – Pepelu, Javi Guerra – Luis Rioja, Raba, Diego Lopez – Danjuma.
Trener: Carlos Corberan
Athletic: Simon – Areso, Vivian, Paredes, Yuri – Jauregizar, Galarreta – Inaki Williams, Sancet, Berenguer – Sannadi.
Trener: Ernesto Valverde
Data: 20.09.2025 godz. 21.00
Miejsce: Walencja, Estadio Mestalla (poj. 55 tys.)
Sędzia: Ortiz Arias