Po dwutygodniowej przerwie na mecze reprezentacji wracamy na boiska ligowe w całej Europie. W La Liga zostanie rozegrana kolejka nr 4 a w niej Athletic podejmie na San Mames, niepokonaną jak dotąd ekipę beniaminka z Palma de Mallorca. Szykuje się więc pojedynek drużyn które nie zaznały porażki gry również Athletic póki co nie zszedł pokonany z boiska. Tyle tylko że w przeciwieństwie do swojego rywala zamiast dwóch wygranych i remisu ma dwa remisy i wygraną. Który więc zespół zazna pierwszej przegranej w rozgrywkach, a może padnie remis? O tym przekonamy się w sobotni wieczór a pierwszy gwizdek sędziego Figueroy Vazqueza zabrzmi w sobotni wieczór o godzinie 21.00.

Poprzednią kolejkę obydwa zespoły zakończyły w wyśmienitych nastrojach gdyż zapisały na swoim koncie komplet punktów. Trochę zawiodła obydwa zespoły skuteczność bo udało się zdobyć tylko jedną bramką, która jak się okazało wystarczyła do wygranej. Ofiarą Wyspiarzy z Balearów padł inny beniaminek powracający po rocznej banicji na zapleczu Primera Division – Espanyol a zdobywcą bramki był Dani Rodriguez w 27 minucie spotkania. Zwycięstwo wywindowało Vermillions aż na 6 miejsce w tabeli. Trzy pozycje niżej, a więc na 9 plasuje się Athletic mający na swoim koncie dwa oczka mniej ale w minionej kolejce odniósł bardzo cenne zwycięstwo bo wyjazdowe nad zawsze niebezpieczną ekipą z Vigo. Strzelcem jedynego gola był Inaki Williams, który wykorzystał podanie Oihana Sanceta.

Tylko rok trwała banicja Mallorki na zapleczu Primera Division. Ekipa z Balearów w piorunującym stylu powróciła do topu wraz z innym dość niespodziewanym spadkowiczem jakim był Espanyol. Obie ekipy zdobyły po 82 punkty i miały dość znaczną przewagę nad rywalami bo wynoszącą aż 9 oczek. A początki nie były tak różowe bo z klubu od razu po spadku odszedł Vicente Moreno główny architekt podniesienia się Mallorki z upadku jakim była relegacja do Segunda B i następnie rok po roku awans o klasę wyżej aż do Primera Division, czyli powtórzenie wyczynu Eibaru sprzed kilku lat. Szkoleniowiec odszedł do Papużek które ostro rywalizowały z Wyspiarzami o awans i spotkają się teraz z La Liga. Tyle że wtedy drużyna nie była gotowa na rywalizację w najwyższej klasie rozgrywkowej zarówno organizacyjnie jak i kadrowo gdyż przepaść była zdecydowanie zbyt duża. To jednak nie zraziło decydentów w klubie, którzy odrobili lekcję i dobrze wykorzystali rok w Primera Division a zdobyte doświadczenie i przede wszystkim finanse wykorzystali na zbudowanie solidnych fundamentów pod awans, a następnie pod utrzymanie się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Przede wszystkim zatrudnili doświadczonego trenera. Luis Garcia Plaza to może nie trenera z jakiegoś topu ale na pewno ma warsztat i można powiedzieć że z niejednego pieca jadł chleb. Być może na Primera Division nie jest to jakiś super szkoleniowiec ale na Segunda spokojnie wystarczył. Mógł też zbudować sobie drużynę tak jak chciał bo władze nie wymagały natychmiastowego awansu. Luisowi Garcii udało się jednak to osiągnąć a to dzięki temu że właściwie niewiele zmienił, a raczej kontynuował dzieło swojego poprzednika, dorzucając do tego kilka niezbędnych klocków. Resztę dopełniła operatywność władz klubowych. Po awansie nie świętowano długo tylko od razu rzucono się w wir pracy by zapewnić szkoleniowcowi pełen komfort przygotowań i skompletować naprawdę silną kadrę. I trzeba przyznać że to się naprawdę udało i z czystym sumieniem można powiedzieć że Mallorca tym razem ma jakość nie predysponującą ją do spadku. Wprawdzie podczas ostatniego pobytu w La Liga również wieszczono pozostanie na najwyższym szczeblu ale wtedy bardziej polegano na samej grze zespołu i prowadzeniu go przez trenera. Teraz jednak klub ma zawodników i doświadczenie, którego wtedy zabrakło. Z zespołu w letniej pretemporadzie odszedł w zasadzie tylko Ante Budimir, który i tak spędził ubiegłe rozgrywki na wypożyczeniu w Osasunie, która po prostu skorzystała z opcji wykupu. Pewnie też trochę boli strata bardzo utalentowanego 16-letniego Luki Romero, którego z juniorów wydostało Lazio ale póki co nie był on zawodnikiem dorosłej kadry a melodią przyszłości. Pozostałe odejścia to w zasadzie kosmetyka. Za to przyjścia do klubu mogą naprawdę pobudzić wyobraźnię, a skład jest mieszanką rutyny z młodością a nawet wręcz szaleńczą brawurą. Skupiono się na tych pozycjach gdzie były największe braki. Na boki obrony sprowadzono doświadczonych 33 letniego Jaume Costę z Villarrealu oraz 24 letniego Pablo Maffeo z VfB Stuttgart (wypożyczenie). To bardzo dynamiczni boczni obrońcy idealnie wpasowujący się w styl gry Mallorki. Druga linia nie wymagała zbytniej przebudowy gdyż graja tam niezwykle doświadczeni Salva Sevilla oraz Dani Rodriguez. Jest też niespełniony talent ze szkółki w Lezamie Inigo Ruiz de Galarreta. Potencjał kreacji akcji jest więc duży ale brakowało trochę kogoś odpowiedzialnego za odbiór piłki. Wybór padł na Rodrigo Battaglię ze Sportingu Lizbona (wypożyczenie), który dobrze spisywał się w Alaves. Prawdziwy majstersztyk transferowy zrobiono jednak w ataku. Z Valenci ściągnięto na zasadzie wolnego transferu Kang-in Lee a więc niezwykle utalentowanego ale dość niesfornego Koreańczyka, który był na listach wielu klubów w Europie ale cena podyktowana przez Valencię była zaporowa. Tyle że zawodnik ogłosił woltę i nie chciał już grać na Mestalla. Jak wyciągnęli go szefowie Mallorki za darmo to tylko oni wiedzą. Pewnie w grę wchodził duży procent z ewentualnej odsprzedaży ale i tak w razie przejścia zawodnika gdzie indziej klub z Balearów zarobi na nim okrągłą sumkę więc pewnie wszyscy będą szczęśliwi. Do zespołu wrócił na wypożyczenie z Realu Madryt też inny zawodnik z Azji, tym razem z Japonii – Takefusa Kubo, nawiasem mówiąc dobry znajomy kibiców z Visit Mallorca Estadi bo taką nazwę nosi Son Moix po przejęciu nazwy sponsora. To również dość niesforny gracz i pytanie czy trener Luis Garcia zdoła opanować dwóch tak humorzastych zawodników. Kwartet 20 latków uzupełniają również bardzo utalentowani snajperzy – Fer Nino wypożyczony z Villarrealu i sprowadzony z Schalke Amerykanin Matthew Hoppe, przy czym w przypadku tego ostatniego nie podano kwoty transferu. Poza tym ściągnięto bardzo doświadczonego napastnika Angela Rodrigueza i lewoskrzydłowego Amatha Ndiaye – obaj z Getafe. Całość uzupełnia bramkarz Dominik Greif ze Slovana Bratislava. Jak do tego dodam pozostałych zawodników, którzy zostali w składzie jak bramkarza Manolo Reina, stoperzy Valjent, Sedlar i Raillo, wspomniani pomocnicy – Sevilla, Dani Rodriguez, Galarreta oraz skrzydłowi Mboula i Lago Junior to otrzymamy naprawdę ciekawy, szeroki skład i być może mieszankę iście wybuchową. Oby tylko nie do wewnątrz bo zarówno Kubo jak i Kang-in potrafią mieć humory i zepsuć dobrą atmosferę w zespole o czym w przypadku Japończyka przekonał się poprzedni szkoleniowiec podczas ostatniego pobytu zespołu w La Liga. Na razie jednak wszystko wygląda świetnie, czego najlepszym dowodem jest 7 zdobytych punktów. Zobaczymy jak zespół zareaguje na porażkę bo ostatnio też było nieźle do momentu pierwszych niepowodzeń. W każdym razie jakość jest i oby trener zdołał to dobrze poukładać a zawodnicy wypalili bo ekipa z Palma de Mallorca może pokazać naprawdę fajną piłkę. Pierwszy poważniejszy test będzie na San Mames gdzie Vermillions mogą udowodnić że remis z Betisem na inaugurację to nie był przypadek a później ekipę Luisa Garcii sprawdzą jeszcze Villarreal na Majorce i Real Madryt w stolicy Hiszpanii. No ale na razie skupmy się na meczu na La Catedral. Trener Luis Garcia Plaza nie będzie mógł skorzystać z usług trzech piłkarzy – Joana Sastre, Antonio Sancheza i Angela Rodrigueza. Zapewne brak tego ostatniego może być najbardziej odczuwalny z uwagi na to że mimo wieku zawodnika to właśnie po byłym atakującym Getafe szkoleniowiec sporo sobie obiecywał. Niestety Angel doznał kontuzji w starciu z Betisem i trzeba było znaleźć zastępstwo. W Pojedynku z Alaves wystąpił Anton Prats ale spisał się słabo i został zmieniony przez 20-letniego Fer'a Nino, który zapewnił swojej drużynie zwycięstwo. W pojedynku z Espanyolem wystąpił już napastnik wypożyczony z Villarrealu ale również zagrał słabo i na końcówkę meczu wszedł Prats. Kto więc wyjdzie w spotkaniu z Athletic? Może szanse dostanie Hoppe? Kolejna niewiadoma to środkowy pomocnika w systemie gry 4-2-3-1. Funkcję bardziej defensywnego zawodnika pełni Iddrisu Baba za to zmienia się jego partner. W meczach u siebie jak dotąd występował Salva Sevilla, który jest nieco bardziej ofensywnych piłkarzem i potrafi doskonale rozegrać piłkę. Na wyjeździe z kolei grał Inigo Ruiz de Galarreta a więc zawodnik lepiej czujący się w kontrze. I pewnie jego obejrzymy w podstawowym składzie w sobotni wieczór. Reszta składu właściwie już się wykrystalizowała. Bramka to królestwo kapitana zespołu Manolo Reiny. W obronie na środku powinni pojawić się Russo i Valjent wspierani po bokach przez dwójkę bardzo szybkich i ofensywnie ustawionych obrońców w osobach Olivana i Maffeo. O drugiej linii już było więc można przejść do ataku. Tutaj niezastąpiony na pozycji mediaputa jest Dani Rodriguez grający za plecami wysuniętego napastnika. Po bokach ma zwykle do pomocy piekielnie szybkich Kubo i Mboulę. No i pozostaje kwestia napastnika, którym z racji gry na wyjeździe chyba będzie szybki i dobry technicznie Fer Nino. W drużynie trenera Luisa Garcii Plazy trzeba uważać przede wszystkim na szybkość zawodników i ich błyskawiczne przechodzenie z obrony do ataku, grę skrzydłami z wejściami z drugiej linii w pole karne rywali a także stałe fragmenty gry. Mallorca raczej nie rzuci się do ataku a będzie czekała na kontry bo ma wręcz stworzonych do tego zawodników.

Tym razem przerwa na mecze reprezentacji nie sprzyjała Athletic tak jak zawsze. Trener Marcelino musiał się mocno nagimnastykować by przeprowadzić normalne treningi mając do dyspozycji zaledwie 17 zawodników. Jeśli do tego dodamy kontuzje w zespole to było niezbyt wesoło. Stąd szkoleniowiec Athletic mocno trzymał kciuki za dość liczną tym razem delegację kadrowiczów Los Leones na kadrach reprezentacji Hiszpanii. Na szczęście wszyscy wrócili zdrowi tak więc nawet pomimo urazów Asturyjczyk ma do dyspozycji sporą grupę piłkarzy, którzy powinni być zdolni do zdobycia kompletu punktów. A te są potrzebne, szczególnie jeśli Athletic chce zrealizować swój cel na ten sezon, a więc powrót do europejskich pucharów. Droga do nich wiedzie przez własny obiekt, który znowu musi się stać prawdziwą twierdzą. Los Leones tracą w ostatnich sezonach zdecydowanie za dużo punktów na La Catedral. W ostatnich latach najgorzej pod tym względem było w rozgrywkach 17/18 kiedy Baskowie zdobyli zaledwie 26 oczek na własnym obiekcie (6 wygranych, 8 remisów i 5 porażek) będąc jedną z najgorszych drużyn w stawce pod tym względem (17 miejsce) i zajmując ostatecznie 16 pozycję w lidze. WW ostatnich dwóch sezonach ekipa z San Mames zdobywała odpowiednio 31 (19/20 – 11 miejsce) i 30 punktów (20/21 – 10 miejsce). Kiedy Athletic był najbliżej europejskich pucharów zajmując 8 miejsce w tabeli na koniec sezonu tych oczek zdobytych w Bilbao było 35. To pokazuje że nawet tak niewielka poprawa wyników na własnym obiekcie jest bardzo ważna. A to najlepiej pokazują rozgrywki 13/14 gdy zespół pod wodzą Valverde awansował do Ligi Mistrzów i na własnym boisku zgromadził aż 43 oczka (13 wygranych, 4 remisy i 2 porażki). Dokładnie ten sam wynik powtórzono w rozgrywkach 16/17. Nieco słabiej było w sezonie 15/16 (37 oczek) ale udało się awansować do Ligi Europy po zajęciu 5 miejsca. Najgorzej wypadł Athletic w drugim sezonie Valverde na stanowisku trenera gdy zgarnął zaledwie 30 oczek i zajął 7 miejsce w tabeli. Ale nie tylko z wygranymi na własnym obiekcie mają problemy zawodnicy Los Leones ale przede wszystkim z bramkami. Ostatnie cztery sezonu to odpowiednio 29, 21, 26 i 19. Wcześniejsze cztery sezony były pod tym względem [pdpbne lub lepsze. Osiągnięcie zbliżone udało się zaliczyć w rozgrywkach 14/15 – 28 goli, natomiast reszta to już znaczna przewaga ekipy popularnej Mrówki – 42 bramki (13/14), 35 (15/16) i 36 (16/17). No ale cóż, Valverde miał u siebie Aritza Aduriza w najwyższej formie a reszta szkoleniowców musiała trochę kombinować. Jedyne co się mniej więcej zgadza we wszystkich sezonach to liczba straconych goli, która jest bardzo podobna a to świadczy o tym że problem jest po prostu w ataku i tutaj trener Marcelino musi znaleźć odpowiednie remedium na bolączkę Basków. Najłatwiej byłoby znaleźć snajpera ale póki co poszukiwania idą słabo. Albo po prostu drużyna w końcu powinna być skuteczna bo to co zawodnicy Athletic wyprawiali w meczu z Barceloną pod jej bramką w ostatnim meczu na San Mames 3 tygodnie temu to wołało o pomstę do nieba. Jednak byłby lepszy jakiś sensowny napastnik, który potrafi strzelić co najmniej kilkanaście bramek w sezonie. Na razie nikt taki się nie objawił w zespole ale spore nadzieje wiąże się z reprezentantem Szkocji U-21 – Ewanem Urainem (matka jest Szkotką a ojciec Baskiem, zawodnik urodził się w Kraju Basków), który całkiem nieźle radzi sobie w rezerwach i otrzymuje powołania do tamtejszej młodzieżówki. Powrócił też niedawno temat Fernando Llorente, który rozwiązał kontrakt z Udinese i poszukuje klubu. Pytanie tylko czy 36-letni napastnik wypali, mimo tego że więcej przesiaduje na ławce niż gra no i czy Prezydent Elizegi zdecyduje się znowu zadrzeć nie tylko z kibicami ale i z częścią ludzi z własnego zarządu, którzy kategorycznie nie chcieli tego napastnika gdy pierwszy raz wpadł na pomysł ściągnięcia go na San Mames w zimowym okienku transferowym sezonu 2019/2020. Za rok wszak są wybory władz a i tam obecny szef klubu ma mocno na pieńku z wieloma frakcjami socios. Ryzyko jest więc zbyt duże. Pozostaje więc nadzieja na bramki Williamsa i spółki. Sam zawodnik przed rozgrywkami zapowiedział że zrobi wszystko by pobić swój rekord 13 bramek z sezonu 2018/2019. Na pewno by to pomogło w realizacji celu zespołu. Trudno jednak tutaj o optymizm bo jak podają statystyki to pod kierunkiem Marcelino strzela w co szóstym meczu. Jakby grał z Atletico, Betisem czy Realem Madryt to można by było dzisiaj spodziewać się gola bo to jego ulubione ofiary którym wpakował jak dotychczas 4 bramki. Bramkarza Mallorki nie miał okazji jeszcze pokonać i jest to jeden z obecnie czterech klubów La Liga do którego siatki nie trafiał. Pozostałe to Valencia, Alaves i Granada. Może to dzisiaj się zmieni ale na pewno musi zagrać skuteczniej niż z ekipą Barcelony, gdzie marnował na potęgę. Dzisiaj zapewne wystąpi w pierwszym składzie i będzie to mecz nr 300 dla Inaki Williamsa w koszulce Los Leones w tym 237 w La Liga oraz 198 kolejny. W meczu z Mallorcą może się zbliżyć już tylko na odległość trzech meczów od Larranagi. Pozostałe spotkania do obecnych 299 to 30 w Copa del Rey, tyle samo w Lidze Europy oraz 2 w Superpucharze Hiszpanii. Łącznie strzelił 68 goli we wszystkich rozgrykach. Ostatni pełny odpoczynek na ławce rezerwowych Williams zaliczył 17 kwietnia 2016 roku z Malagą. Od tego czasu bez przerwy wybiega na murawę w czerwono-białej koszulce. Oby więc zdrowie i forma dopisywały, zresztą jak i pozostałym zawodnikom bo zdobycie kompletu punktów dzisiaj jest wręcz obowiązkowe zważywszy na to że w kolejnym spotkaniu nie będzie łatwo gdyż Los Leones czeka wyjazd na Wanda Metropolitano i starcie z Atletico. No ale na razie trzeba się skupić na dzisiejszym meczu. Trener Marcelino zdecydował się powołać następujących graczy:
Bramkarze: Simon, Ezkieta
Obrońcy: Petxarroman, Nunez, Martinez, Vivian, Lekue, Capa, Balenziaga
Pomocnicy: Vesga, Berenguer, Dani Garcia, Vencedor, De Marcos, Zarraga, Raul Garcia
Napastnicy: Inaki Williams, Muniain, Morcillo, Villalibre, Nico Williams, Nico Serrano.
Do kadry wrócili Ezkieta, który ostatnio musiał uznać wyższość Agirrezabali, który z kolei jutro zagra w spotkaniu rezerw z Culturalem Leonesa oraz De Marcos i Nico Serrano. Oscar w końcy przezwyciężył swój uraz i miejmy nadzieję że tym razem na dobre. Niestety nie zdążył się wykurować Sancet, któremu mocno doskwiera kolano po urazie w meczu z Celtą. Skład więc jest bardzo mocny i praktycznie kompletny bo zawodników do zastąpienia Sanceta jest co najmniej kilku. Pytanie tylko jak to złoży trener Marcelino. Tutaj dziennikarze mają trochę podzielone zdania odnośnie zestawienia a wszystko rozbija się niedawne pojedynki reprezentacji w której barwach po 90 minut zagrali Unai Vencedor (U-21) oraz Inigo Martinez. Podobno trener ma się zastanawiać czy nie dać im odpocząć by nie ryzykować urazów. Zastąpić ich mieliby Nunez oraz Zarraga. Znak zapytania jest też przy obsadzie prawej pomocy. W ostatnich meczach grał tam Inigo Lekue zastępując De Marcosa i spisywał się co najmniej dobrze aczkolwiek bez fajerwerków. Swoje urazy wyleczyli jednak zarówno Capa jak i Petxarroman. Pytanie tylko czy są w stanie wytrzymać trudy gry przez 90 minut i czy na ich powrót nie jest za wcześnie, wszak dość długo leczyli swoje kontuzje. Być może od pierwszej minuty szansę więc dostanie Capa. Niemal pewny jest występ Raula Garcia w miejsce Oihana Sanceta. Poza tym zestawienie jest raczej łatwe do przewidzenia a więc Simon w bramce, Balenziaga i Vivian na obronie, Dani Garcia, Berenguer i Muniain oraz Williams w ataku.

Spotkanie z Mallorką będzie zapewne wyjątkowe dla Asiera Villalibre, który właśnie w meczu z tym klubem zdobył swoją pierwszą bramkę w dorosłym futbolu. W wieku 17 lat wszedł na murawę zmieniając Gorkę Santamarię, napastnika Bilbao Athletic gdy rezerwy grały w Segunda Division w sezonie 2015/2016. W doliczonym czasie gry trafił ustalając wynik na 3-1 dla ekipy Zigandy i było to pierwsze zwycięstwo ekipy w sezonie. W tamtym meczu zagrali również Vesga, Yeray oraz Lekue. Swoją pierwszą bramkę w pierwszej drużynie na San Mames również strzelił Realowi Mallorca a miało to miejsce 27 czerwca 2019 roku.

Faworytem meczu na San Mames wydaje się być raczej zespół trenera Marcelino. Wprawdzie w pojedynku z Barcą udało się tylko zremisować ale Baskowie zagrali świetny mecz i przed pokonaniem rywali zatrzymała ich tylko rażąca nieskuteczność. Widać było że nawet niewielka liczba fanów na trybunach daje potężnego kopa do gry ekipie Los Leones. Teraz fanów ma być więcej bo niewiele ponad 15 tys. ale ta ilość sukcesywnie się zwiększa więc będzie można liczyć na nieco większy doping. Mallorca wprawdzie dobrze rozpoczęła sezon bo podobnie jak Athletic jeszcze nie przegrała ale to tak naprawdę pierwszy poważny rywal w lidze tegorocznego beniaminka. Zresztą klub z Balearów raczej kiepsko wspomina wizyty na La Catedral gdzie w ostatnich czterech meczach przydarzył komplet porażek odpowiednio 3-1 (2019/2020), 2-1 (2012/2013), 1-0 (2011/2012) i 3-0 (2010/2011). Żeby jednak gospodarze nie popadli w jakiś hurraoptymizm do 2 maja 2010 roku La Catedral została zdobyta przez ekipę z Balearów, która wygrała 1-3, a trafienia dla wyspiarzy zanotowali Castro, Nunes i..... Aritz Aduriz, w swoim drugim i ostatnim sezonie w ekipie z Palma de Mallorca. Gola dla Athletic zdobył Llorente. Tamto spotkanie w ekipie Athletic powinien pamiętać Iker Muniain, który jako jedyny pozostał z tamtego zespołu i gra do dzisiaj w czerwono-białej koszulce. Sporym wsparciem, podobnie jak w meczu z Barceloną zapewne będą kibice, którzy mocno dopingowali w meczu z Barcą i efekt, przede wszystkim gry wszyscy znamy bo było to bardzo dobre spotkanie. Teraz będzie ich jeszcze więcej niż ostatnio bo władze regionu zezwoliły na wpuszczenie kibiców w lizbie 30% pojemności stadionu a to oznacza że na San Mames będzie mogło zasiąść około 16 tys. widzów, na Anoeta ok. 12 tys. a na Mendizorrotza ok. 6 tys. Dotychczas limit wynosił 20% pojemności.

Przewidywane składy:
Athletic: Simon – Capa, Vivian, Martinez, Balenziaga – Berenguer, Vencedor, Dani Garcia, Muniain – Raul Garcia, Inaki Williams.
Trener: Marcelino Garcia Toral

Mallorca: Reina – Maffeo, Valjent, Russo, Olivana – Kaba, Galarreta – Kubo, Dani Rodriguez, Mboula – Fer Nino.
Trener: Luis Garcia Plaza

Data: 11.09.2021 godz. 21.00
Miejsce: Bilbao, Estadio San Mames (poj. 53289)
Sędzia: Figueroa Vazquez