^Powrót na górę!

Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *
Captcha *
Reload Captcha
Dzisiaj jest |

Odwiedza nas 30 gości oraz 0 użytkowników.

Czarny wrzesień jest już za nami a przed nami nowy miesiąc i można powiedzieć nowe rozdanie. Piłkarze Los Leones musza zapomnieć o przeszłości i z nowa wiara i wola walki wejść w kolejny miesiąc gdzie będą się ważyły losy gry w Lidze Mistrzów oraz ostateczna odpowiedz o cele na obecny sezon. Niestety rywal Basków jest z najwyższej możliwej polki bo nasi pupile zmierza się z Realem Madryt na Santiago Bernabeu gdzie w ostatnim czasie regularnie zbierają mocny łomot. Jednak w tym przypadku nie punkty będą najważniejsze a dyspozycja naszych piłkarzy i ich wola walki. Jeśli Baskowie postawia się Królewskim i mimo niemal pewnej porażki stoczą bój w którym nie zostaną zmiażdżeni i upokorzeni to będzie można z większym optymizmem patrzeć na spotkania po dwutygodniowej przerwie. W przeciwnym razie czekają nas dni a być może nawet miesiące pełne niepewności i obaw o to czy zespół trenera Valverde będzie w stanie utrzymać pierwszoligowy byt.

 

W poprzedniej kolejce Los Blancos grali wyjazdowe spotkanie z Villarrealem. Mimo sporych kłopotów z Żółtą Łodzią Podwodna podopiecznym trenera Carlo Ancelottiego udało się odnieść pewne zwycięstwo 0-2 a łupem bramkowym podzielili się Modric oraz Ronaldo. Athletic z kolei zmierzył się na La Catedral z Eibar. Niestety nasi piłkarze po raz kolejny zawiedli swoja publiczność i mimo olbrzymiej przewagi w raczej mizernym stylu bezbramkowo zremisowali co wystarczyło na tyle by wydostać się ze strefy spadkowej na 16 miejsce w tabeli. Królewscy po słabym początku sezonu odzyskują formę i po 6 kolejkach zajmują 5 miejsce w tabeli.

 

W poprzednim sezonie drużyna z Madrytu spełniła w końcu największe marzenie swoich fanów i zdobyła La Decime a wiec 10 tytuł najlepszej drużyny klubowej na starym kontynencie, pokonując w finale sąsiadów zza miedzy a wiec Atletico aż 4-1. Wprawdzie na podwórku krajowym dołożyli do tego wygrana w Copa del Rey ale już rozgrywki Primera Division zakończyły się prawdziwa klęską bo tak trzeba nazwać dopiero 3 miejsce na zakończenie ligi. Fani z białej części Madrytu z trudem znoszą dominacje Barcelony ale prawdziwym policzkiem dla nich był tytuł najlepszej w kraju dla Los Colchonerros a wiec drugiego znienawidzonego przez nich rywala. Na nowy sezon wyznaczono wiec dwa cele a wiec obronę prymatu w Europie oraz zdobycie tytułu najlepszej drużyny w kraju i temu podporządkowano absolutnie wszystko. Na rynku transferowym klub był bardzo aktywny bo sprowadzono Toniego Kroosa z Bayernu, Keylora Navasa z Levante, wzmocniono i tak potworna sile ataku Jamesem Rodriguezem, na którego klub wydal astronomiczna kwotę 80 mln euro a w koncowce okienka transferowego wypożyczono (???) z Manchesteru United Javiera Hernandeza aby wzmocnić rywalizacje na pozycji napastnika gdzie Real ma tylko Karima Benzeme, piłkarza na którego chyba najczęściej narzekają kibice na Santiago Bernabeu. Wszystko byłoby ładnie i pięknie gdyby nie odejścia z klubu i drugie dno transferów. Zacznijmy od tego drugiego. Perez to biznesman i człowiek, który nie tylko zarabia dla Realu Madryt ale również na nim zarabia. Ciekawostka jest fakt ze rok temu Perez otworzył w Kolumbii szkółkę piłkarską Królewskich czym zjednał sobie prezydenta tamtego kraju Juana Manuela Santosa. Nawiązane w ten sposób znajomości pozwoliły mu wygrać przetarg na potężną bo warta 692 mln euro inwestycje oraz 25 letnia koncesje na tzw. Autostradę Pacyfiku nr 1, który miał miejsce zaledwie 2 miesiące przed transferem. Sprowadzenie Jamesa Rodrigueza miało wzmocnić jeszcze pozycje Pereza w Kolumbii bo ma On chrapkę na jeszcze większe pieniądze a mianowicie kontrakt opiewający na ponad 5 miliardów euro za budowę kolejnych autostrad. Sprowadzenie Chicharito to udana próba wejścia w konsorcjum z meksykańskim Pemexem po wysondowaniu ze jeden z szefów tej firmy jest fanem Javiera Hernandeza. To ułatwiło rozmowy i efektem jest kontrakt na cztery stacje uzdatniania wody oraz piec rafinerii ropy warte 432 mln euro. Niedawno Perez przejął dwie firmy z Kostaryki – Semicosta Inc S.A. oraz spółkę zajmującą się budowa sieci elektrycznych. Keylor Navas jest idolem Kostarykanczykow i najpopularniejszym człowiekiem w tym kraju tak wiec prezydent Realu ma nadzieje na kolejne lukratywne kontrakty. Szkoda tylko ze Ancelotti musi przez to przebudowywać świetnie prosperujący zespół. Oczywiście szef Królewskich wszystkiemu zaprzecza ale dziennikarze dotarli do ludzi powiązanych z Pemexem i Ci potwierdzili ze jednym z kluczowych posunięć Pereza było zatrudnienie Chicharito by zjednać sobie jednego z głównych decydentów w tej firmie. To samo można powiedzieć o Kolumbii. Żeby zrównoważyć budżet  Perez pozbył się dwoch filarów zespolu i zawodników, którzy dawali mnóstwo jakości drużynie, na pewno więcej niż robią to na razie sprowadzeni Kroos oraz Rodriguez. Mowa tutaj o Xabim Alonso oraz Angelu Di Marii. Hiszpan, kluczowy gracz w mistrzowskiej drużynie La Furia Roja z 2008 i 2010 roku odszedł do Bayernu a to oznacza ze Real pozbył się jedynego prawdziwego defensywnego pomocnika ze swojego składu i piłkarza, który jako jeden z nielicznych na świecie potrafi idealnie połączyć defensywę z atakiem. Do United z kolei odszedł najlepszy asystent zespolu, który w poprzednim sezonie zanotował rekordowa ilość 24 podań otwierających drogę do siatki, nie licząc tych kluczowych, które napędzały cale akcje ofensywne i w rezultacie kończyły się bramkami. Real ma genialnych piłkarzy w ofensywie ale tylko jeden z nich potrafi sam sobie stworzyć okazje do zdobycia bramki i jest nim Cristiano Ronaldo. Reszta zawodników jak Bale i szczególnie James Rodriguez potrzebuje kogoś kto im wystawi futbolówkę na strzał. Próbuje to robić Benzema ale ze słabszym skutkiem. Tyle ze w ten sposób nie jest tez w stanie realizować swoich zadań podstawowych a wiec strzelać bramek, z których jest rozliczany. Można liczyć na Cristiano Ronaldo ale z kolei zwalanie wszystkie na genialnego Portugalczyka nie ma sensu gdyż w przypadku jego absencji gra zespolu może kompletnie się posypać. Po oddaniu Alonso jak również wypożyczeniu Casemiro trener Ancelotti został tylko z jednym defensywnym pomocnikiem Samim Khedira, który jest wiecznie kontuzjowany. Poza tym reprezentant Niemiec raczej bardziej nadaje się na środek pomocy niż na pozycje pivota właśnie z racji swojej kontuzjogennosci. Brak typowego „przecinaka” oraz zbyt dużo zawodników z pomocy o inklinacjach ofensywnych najlepiej było widać w meczu z Realem Sociedad gdzie była potężna luka pomiędzy linia obrony a pomocy, co skrzętnie wykorzystywali piłkarze Txuri-Urdin i dzięki czemu wygrali 4-2 mimo ze już po kilkunastu minutach przegrywali 0-2. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze słaba forma takich asów jak Bale czy tez James Rodriguez i niepewność formacji obronnej. Trochę wiec wydaje się dziwne ze Fiorentino Perez rozbił świetnie spisującą się drużynę i sprowadził piłkarzy, których w sumie klub nie potrzebował a wiec wspomnianego Jamesa Rodrigueza. No ale wydaje się ze Ancelotti opanował trochę słabą dyspozycje zespolu dzięki nieocenionemu Cristiano Ronaldo, który na początku września złapał wyborna formę i strzelał gola za golem. To można powiedzieć odblokowało trochę pozostałych zawodników gdyż i Bale zaczął trafiać mimo wciąż niezadowalającej gry, szczególnie jak na zawodnika za ok. 100 mln euro i pozostali piłkarze w tym nawet Chicharito zastępujący Benzeme. Coraz lepiej spisuje się tez środek pomocy. Pytanie tylko czy zespół gra tak dobrze bo łapie formę czy tez dlatego ze ciągnie go Cristiano Ronaldo? Mielibyśmy możliwość przekonać się o tym w dzisiejszym meczu bo występ Portugalczyka stanął pod sporym znakiem zapytania na skutek urazu ścięgna Achillesa jakiego nabawił się w środowym pojedynku w Lidze Mistrzów. Pod dwoch dniach lżejszych zajęć lekarze Realu podjęli decyzje ze będzie do dyspozycji trenera. Pytanie tylko czy włoski szkoleniowiec zdecyduje się na wystawienie go od początku meczu czy tez da mu odpocząć i w zależności od sytuacji na boisku wprowadzi go na murawę w drugiej połowie. Na pewno Królewskim byłoby łatwiej wtedy pokonać Athletic, choć przy obecnej formie Basków to by pewnie wystarczyła i Castilla czyli rezerwy Realu. Trener Carlo Ancelotti powołał na dzisiejsze spotkanie 19 piłkarzy:

Bramkarze: Casillas, Keylor Navas, Pacheco,

Obrońcy: Varane, Ramos, Pepe, Marcelo, Carvajal, Arbeloa, Nacho,

Pomocnicy: Kroos, James, Bale, Modric, Isco, Illarramendi,

Napastnicy: Ronaldo, Benzema, Chicharito.

Włoch przed meczem będzie musiał zrezygnować z jednego zawodnika i będzie to zapewne trzeci bramkarz Pacheco. Ancelotti nie mógł skorzystać z usług Coentrao, Jese oraz Khediry, którzy są kontuzjowani. Do składu wrócił narzekający na drobny uraz Pepe. Szkoleniowiec Królewskich zapewne zdecyduje się wystawić najsilniejszy skład. Wątpliwości budzi jedynie udział w meczu Ronaldo, którego być może będzie chciał oszczędzać na kolejne spotkania. Tak wiec w bramce stanie Iker Casillas. W obronie na bokach biegać będą Carvajal i Marcelo a na środku znajda się Pepe z Ramosem. Parę środkowych pomocników powinni stworzyć Modric z Kroosem a ofensywny kwartet Ronaldo, James, Bale i Benzema.

 

Baskowie na lotnisku w Mińsku i po powrocie z Borysowa wyglądali jakby nie przegrali meczu ale wracali z jakiegoś pogrzebu. W samolocie prawie nikt nic nie mówił, zawodnicy nie chcieli udzielać w ogóle wywiadów przepraszając dziennikarzy i prosząc ich o wyrozumiałość. Nawet trener Valverde, który dotychczas w jakiś sposób starał się wyjaśniać przyczyny słabej postawy zespołu, przegranych spotkań stwierdził ze po prostu nie za bardzo rozumie tego co się dzieje z drużyną na boisku w meczach o stawkę bo na treningach wygląda to zupełnie inaczej. Jeszcze na konferencji prasowej zapowiedział ze być może będzie musiał podjąć drastyczne decyzje kadrowe jak również całkowicie zmienić taktykę. Ciężko powiedzieć czy cos w tej materii zostało już uczynione na ostatnich treningach i czy zobaczymy jakieś zmiany już w spotkaniu z Realem gdyż od pojedynku z BATE minęło trochę za mało czasu a poza tym szkoleniowiec dal wszystkim czwartek wolny. W środę natomiast poza krotka odnowa biologiczna Txingurri zebrał drużynę na środku jednego z boisk treningowych i odbył długą rozmowę z piłkarzami. Po twarzach zawodników i samego Valverde było widać ze nikomu nie było o śmiechu a wręcz przeciwnie bo wyglądali jakby właśnie informowano ich o czymś naprawdę strasznym. Po dotychczasowych treningach raczej trudno przewidywać jakichś poważniejszych zmian poza kadrowymi i to niekoniecznie w woli trenera. Niestety na kłopoty zdrowotne narzekają Aduriz, Muniain oraz Mikel Rico. Temu drugiemu odnowiły się problemy z plecami i ostatnie zajęcia odbył osobno z trenerem Xabim Clemente. Z kolei Aduriz po 40 minutach piątkowego treningu zszedł z murawy z grymasem bólu trzymając się za przywodziciela. Txingurri nie chciał ryzykować i nakazał swojemu napastnikowi udanie się pod prysznic. Mikel Rico miał kłopoty po meczu z BATE ale po czwartkowym odpoczynku w piątek już normalnie trenował. O ile w przypadku Muniaina osobne treningi były raczej efektem ostrożności to już z Adurizem jest poważniejsza sprawa. Ostatecznie nasz najlepszy napastnik nie pojechał do Madrytu a na liście znalazł się Iker oraz 19 jego kolegów:

Bramkarze: Iraizoz, Herrerin

Obrońcy: Aurtenetxe, Laporte, San Jose, Iraola, Etxeita, Balenziaga

Pomocnicy: Erik Moran, Benat, Iturraspe, De Marcos, Susaeta, Mikel Rico, Gurpegi, Unai Lopez,

Napastnicy: Ibai, Muniain, Viguera, Guillermo.

Zmartwień trener Valverde ma przed meczem co nie miara. Przede wszystkim problemy są w sferze psychicznej bo nie da się ukryć ze to jest najgorsza część przygotowań do tego spotkania. Kolejnym jest taktyka i zestawienie podstawowej jedenastki by uniknąć kompromitacji gdyż z taka forma jaka prezentują piłkarze tylko na to można liczyć. Brak Aduriza, kłopoty zdrowotne Muniaina i Mikela Rico, przemęczenie Balenziagi, problemy na pozycji mediapunta. Trochę się tego zebrało. Na szczęście jest trochę pozytywnych aspektów. Przede wszystkim dyspozycja fizyczna, która wydaje się coraz lepsza z każdym meczem. Wprawdzie nie jest jeszcze taka jak być powinna ale przynajmniej zawodnikom udaje się wytrzymywać cale spotkania w miarę niezłej dyspozycji. Poza Muniainem, który gra dobrze, wydaje się ze formę odzyskują Susaeta, Iraola, Aduriz. Pytanie kiedy na swoim normalnym poziomie zagra reszta zespolu. Txigurri będzie zmuszony dzisiaj eksperymentować ze składem. Raczej pewniakami mogą być Iraizoz, Laporte, Iturraspe i Susaeta. Prawdopodobnie na bokach obrony wystąpią Iraola i Balenziaga, choć ten drugi może zostać zastąpiony przez Aurtenetxe. W drugiej linii obok Andera powinien się znaleźć Mikel Rico, choć niewykluczony jest występ Benata, który zdecydowanie lepiej radzi sobie w środku pomocy niż tuz za napastnikiem. Skrzydła to Susaeta oraz Muniain jeśli będzie się dobrze czul. Ikera może zastąpić Ibai. Na pozycji napastnika powinniśmy zobaczyć Guillermo Fernandeza a za jego plecami Unaia Lopeza.

 

Faworyt tego meczu może być tylko jeden. Zdobycie jakichkolwiek punktów na Santiago Bernabeu będzie graniczyło z cudem. Athletic w przeciągu ostatnich kilkunastu lat tylko raz wygrał w Madrycie z Realem i było to za poprzedniej kadencji Ernesto Valverde w sezonie 2004/2005. Mecz ten dobrze pamięta Andoni Iraola, który był strzelcem jednej z dwoch bramek strzelonych przez Athletic (druga zaliczył Del Horno). Oczywiście nasz zespół wyjdzie na murawę po to by spróbować zdobyć punkty tyle ze nie one będą tutaj najważniejsze a przede wszystkim podjecie walki i próba odzyskania wiary w siebie. Zawodnicy musza spróbować pokazać się z dobrej strony na tle najmocniejszego z możliwych rywali. To może pomoc w przygotowaniach do kolejnych spotkań podczas tej dwutygodniowej przerwy a mecze reprezentacji. No i miejmy nadzieje ze a Santiago Bernabeu będziemy mieć ciekawe widowisko stworzone przez obie drużyny i pokaz naprawdę przyjemnego dla oka futbolu. Jeśli uda się wywieźć jakieś punkty na pewno będzie to wspaniałym osiągnięciem. Jeśli Los Leones przegrają to również nie będzie tragedii bo zostać pokonanym przez tak mocny i wielki klub jak Real Madryt to żaden wstyd, szczególnie jeśli będzie to po wspanialej walce oraz pełnym zaangażowaniu wszystkich piłkarzy, którzy pokażą pełnię swoich umiejętności.

 

Przewidywane składy:

Real Madryt: Casillas – Carvajal, Ramos, Pepe, Marcelo – Modric, Kroos – Bale, James, Ronaldo – Benzema.

Trener: Carlo Ancelotti

 

Athletic: Iraizoz – Iraola, San Jose, Laporte, Balenziaga/Aurtenetxe – Mikel Rico/Benat, Iturraspe – Susaeta, Unai Lopez, Muniain – Viguera/Guillermo.

Trener: Ernesto Valverde

 

Data: 05.10.2014, godz. 21.00

Miejsce: Madryt, Estadio Santiago Bernabeu (poj. ok. 85 tys.)

Sędzia: Hernandez Hernandez

Kolejny blamaż Athletic, tym razem w Lidze Mistrzów. Los Leones przegrali na wyjeździe z o wiele niżej notowanym BATE Borysów 1-2 i spadli na ostatnie miejsce w tabeli grupy H Champions League. Można powiedzieć ze jest to idealne podsumowanie całego beznadziejnego miesiąca w wykonaniu podopiecznych trenera Valverde, który tym razem nie szczędził słów krytyki swoim podopiecznym. Nawet bardzo łagodny i powściągliwy w komentarzach Aritz Aduriz, po meczu wyraźnie wzburzony stwierdził ze cały zespół musi usiąść i poważnie się nad sobą zastanowić bo tak dalej być nie może. Nam pozostaje mieć nadzieje ze wraz z zamknięciem miesiąca zamknie się również fatalny rozdział a grze Athletic i od października będzie już tylko lepiej, właściwie musi być bo chyba gorzej już grac się raczej nie da.

 

Mecz w całości przebiegał pod dyktando zespolu miejscowego, który był lepiej ustawiony taktycznie, lepiej przygotowany fizycznie i co może dziwić o wiele lepiej prezentował się technicznie od Basków. Białorusini dominowali w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła i tylko własnej indolencji strzeleckiej zawdzięczają to, ze nie wygrali wyżej, co najmniej 3 a nawet 4 bramkami. Pierwsza groźną akcje tego meczu stworzyli jednak goście. Z prawej strony dośrodkował Iraola, obrońca za krotko wybił piłkę do której dopadł Benat ale jego uderzenie minęło słupek bramki Chernika. Później do 18 minuty mieliśmy akcje za akcje z dwoch stron jednak zespołom brakowało ostatniego podania otwierającego drogę do bramki. W 18 minucie meczu po jednym z wyjść ofensywnych piłkarze BATE wywalczyli rzut rożny. Z prawej strony dośrodkował Volodko, piłkę na długi słupek strącił głową Signevich a tam znalazł się Polyakov, który kompletnie nieobstawiony nie miał problemów z trafieniem do pustej bramki. Koszmarny, wręcz dziecinny błąd naszej defensywy który nie przystoi juniorom a co dopiero zespołowi na poziomie Ligi Mistrzów. Za chwile mogło być 2-0 ale Mikel San Jose w ostatnie chwili zdołał wybić piłkę na rzut rożny po strzale Signevicha. Athletic odpowiedział akcja Iraoli, który posłał kolejna centre w przed pole karne, tam piłkę przejął Benat ale i tym razem jego strzał z dystansu był niecelny. W 31 minucie BATE mogło strzelić kolejna bramkę. Świetnie obronę zwiódł Signevich i w sytuacji sam na sam z ostrego kata strzelił w długi róg bramki Gorki Iraizoza ale na nasze szczęście futbolówka uderzyła w słupek i wyszła w pole. W 40 minucie meczu Mladenovic ograł Balenziage i posłał groźną centre w pole karne, która w ostatniej chwili wyłapał Gorka Iraizoz ściągając piłkę z głowy napastnika gospodarzy. Niestety minutę później było już 2-0. Karnitski oddal z pozoru niegroźny strzał na bramkę Athletic ale piłka uderzyła w nogę Iraole i zmyliła Gorke wpadając w krotki róg. Baskowie tuz przed przerwa zdołali jeszcze wyrównać. Piłkę w pole karne do Aduriza podał Muniain, ten się odwrócił z Polyakovem na plecach i mocnym, mierzonym uderzeniem w długi róg pokonał Chernika. Ładna akcja Athletic i pierwszy raz kiedy Aduriz nie musiał walczyć sam z dwoma obrońcami, co zaowocowało bramka. 2-1 do przerwy i bramka dająca nadzieje przyjezdnym na dobry rezultat.

 

Jeśli ktoś myślał ze Los Leones po słabej pierwszej części zagrają druga dobra lub bardzo dobra to się srogo zawiódł. Podopieczni trenera Valverde zagrali beznadziejnie maja więcej szczęście niż rozumu ze przegrali tylko 2-1. Trzy minuty po przerwie formę Gorki sprawdził Signevich ale nasz portero spisał się bez zarzutu. Chwile później uderzał Karnitski ale piłka wyszła na rzut rożny. W 53 minucie Gorka ponownie stopuje Signevicha, tym razem w 100 procentowej sytuacji. Laporte z kolei wybija groźne uderzenie z wolnego Volodki. BATE naciera z ogromnym rozmachem i ich akcja mogą się naprawdę podobać. Niestety Los Leones nie są w stanie odpowiedzieć. W 56 minucie Gorka wyłapuje strzał z dystansu Karnitskiego. Za chwile przed utrata bramki zespół gości ponownie ratuje Laporte. W 70 minucie meczu fatalnie zachowuje się Iturraspe, który popełnia błąd przy wyprowadzeniu piłki i w zasadzie podaje Signevichowi na sytuacje sam na sam z Gorka ale na szczęście dla naszego zespolu wszystko kończy się niecelnym uderzeniem. Athletic po 25 minutach drugiej części meczu przedarł się pod bramkę Chernika ale uderzenie z dystansu Susaety minęło cel. Pod koniec meczu zawodnicy BATE cofnęli się trochę dając pograć przyjezdnym ale niewiele zmieniło to obraz meczu bo Athletic nie był w stanie nic zdziałać pod bramka Chernika a zespół białoruski miał okazje do przeprowadzenia kolejnych kontrataków. W 82 minucie gry Athletic miał szanse na zdobycie bramki gdy po centrze Susaety z rzutu rożnego próbował uderzać głową Aduriz ale  piłka poszybowała obok bramki. Kilka minut później na bramkę uderzał Toquero ale również minimalnie niecelnie. I to w zasadzie było wszystko jeśli chodzi o emocje w meczu z Borysowie. Sędzia Lannoy po dwoch minutach doliczonego czasu gry zakończył ten pojedynek.

 

Nad gra naszego zespolu najlepiej byłoby spuścić zasłonę milczenia. Proste błędy w obronie, słabość w ataku i do tego totalna odporność na wiedze trenera Ernesto Valverde. Chyba tylko ślepy nie widzi tego ze Benat na pozycji mediapunta to jest pomyłka. Co innego Benat na pozycji środkowego pomocnika gdzie radzi sobie co najmniej dobrze i zarówno jego gra jak całego zespolu nabiera większego sensu. Poza tym wystawienie naszego rozgrywającego jako ofensywnego pomocnika powoduje to ze Aduriz gra praktycznie sam w ataku a w starciu z dwójką albo trojka obrońców nie ma po prostu szans a cały atak Basków wygląda po prostu żałośnie. Jak Valverde wystawił do ataku w drugiej części De Marcosa i Toquero do pomocy Aritzowi to gra w ofensywie wyglądała lepiej. Kolejny dramat to postawa Andera Iturraspe, który ponownie usiłował asystować rywalom przy zdobyczach bramkowych ale na szczęście Ci okazali się litościwi by nie pogrążać naszego pivota. Jeśli są jakieś plusy tego meczu to przede wszystkim niezła gra Iraoli (choć przy pierwsze bramce kompletnie się nie popisał), powolny progres Susaety, Muniaina i Aduriza. Niestety do poziomu Iturraspe powoli zniża się Mikel Rico, San Jose a Balenziaga po prostu nie daje już rady grac wszystkich meczów po 90 minut bo jednak jest człowiekiem a nie robotem o czym chyba zapomina nasz szkoleniowiec. Niestety Txingurri powiela błędy Marcelo Bielsy czy w pewnym momencie nawet Joaquina Caparrosa a wiec nadmierne przywiązanie do nazwisk nie dając szans innym piłkarzom. A na treningach świetnie spisują się Kike Sola i Guillermo, którzy strzelają całkiem sporo bramek. Guillermo gra ogony a Kike Sola nawet nie dostał powołania w tym sezonie. Iturraspe popełnia błąd za błędem wiec czemu nie dać szansy Erikowi Moranowi lub przesunąć tam Mikela Rico i cofnąć do tylu Benata na jego nominalna pozycje??? Wtedy można eksperymentować w przodzie z pozycja mediapunta wystawiając tam Unaia Lopeza czy tez innych piłkarzy. Czemu Valverde nie zgodził się na transfer Roberto Torresa, który kosztowałby ok. 3 mln euro a gra on podobnie do Andera Herrery, jest nawet od niego szybszy i ma lepiej ułożoną nogę, ale jest zdecydowanie słabszy technicznie i trochę „szklany”. Zarzutów i pytań jest wiele ale cóż nie ma co biadolić tylko trzeba się wziąć do pracy i szukać jakiegoś rozwiązania. Miejmy nadzieje ze Valverde jak najszybciej je znajdzie bo nikomu nie uśmiecha się walczyć do ostatniej kolejki o utrzymanie. Przed nami teraz jeszcze mały „łomot” na Santiago Bernabeu i dwa tygodnie przerwy podczas której Valverde musi zrobić mały cud i zmienić o 180 stopi grę naszej drużyny.

 

Statystyka meczu:

Składy:

BATE: Chernik – Khagush, Polyakov, Filipenko, Yablonski – A. Volodko, Gordeychuk (92’Olekhnovich), M. Volodko (78’ Yakovlev)– Mladenovic, Signevich, Karnistki (86’ Rodionov).

Trener: Aleksandr Yermakovich

 

Athletic: Iraizoz – Iraola (77’ Toquero), San Jose, Laporte, Balenziaga – Iturraspe, Mikel Rico (46’ De Marcos) – Susaeta, Benat, Muniain – Aduriz.

Trener: Ernesto Valverde

 

Wynik: 2 – 1

Bramki: 19’ Polyakov, 41’ Karnitski – 45’ Aduriz

Żółte kartki: Polyakov – Laporte, Benat

Posiadanie piłki: 44% - 56%

Strzały: 22 – 12

Strzały celne: 7 – 2

Interwencje bramkarzy: 4 – 8

Rzuty rożne: 8 – 4

Spalone: 1 – 3

Faule: 15 – 14

Podania: 280 – 438

Widzów: 11886

Sędzia: Stephane Lannoy jako główny oraz Michael Annonier i Laurent Stien na liniach. Cala trojka pochodzi z Francji.

 

Po dwoch tygodniach od inauguracyjnego meczu z Szachtarem Doniec wracamy na boiska Ligi Mistrzów. Przed nami druga kolejka rozgrywek i tym razem Los Leones będą grac swój mecz we wtorek a nie w środę. Rywalem będzie teoretycznie najsłabszy zespół grupy H a wiec białoruskie BATE Borysów a mecz odbędzie się na niewielkim aczkolwiek bardzo nowoczesnym i bardzo ładnym obiekcie Borysów – Arena. Początek spotkania o godzinie 20.45 a mecz poprowadzi Pan Stephane Lannoy, arbiter z Francji.

 

Inauguracje rozgrywek kontynentalnych o wiele lepiej rozpoczęli zawodnicy trenera Ernesto Valverde, którzy zremisowali na swoim stadionie 0-0 z ukraińskim Szachtarem Donieck. Niestety BATE zaliczyło kompletna klapę w pierwszym spotkaniu przegrywając w Porto z miejscowymi Smokami aż 6-0 będąc tylko tłem dla rozpędzonych rywali i zasłużenie zajmując ostatnie miejsce w tabeli, zaledwie pozycje niżej od Athletic.

 

Drużyna z Borysowa jest najlepszym przykładem na to jak wielka sprawa jest gra w Lidze Mistrzów. Klub powstał w 1973 roku jako zakładowy klub miejscowej fabryki traktorów oraz części zamiennych do nich. Zresztą skrót BATE jest akronimem nazwy przedsiębiorstwa. Był to raczej zespół amatorski dla pracowników niż zajmujący się na poważnie sportem i został zlikwidowany w 1984 roku. Dopiero reorganizacja w 1996 roku i powołanie w pełni profesjonalnej drużyny pod kierunkiem nowego właściciela Anatoliya Kapskiego pozwoliła na wypłyniecie a szersze wody. Już po dwoch latach klub zawitał do najwyższej ligi i z miejsca włączył się w walkę o tytuł mistrzowski. Wszystko to majac najmniejszy budżet w lidze. Jednak co znaczą mądrzy ludzie za sterami okazało się już rok później bo drużyna ponosząc jedna jedyna porażkę w lidze zdobyła tytuł najlepszego zespolu tamtejszej ligi. Od tego czasu jest to liczący się klub w tamtejszych rozgrywkach a ostatnie lata to prawdziwa hegemonia gdyż począwszy od 2006 roku zespół z Borysowa bezustannie zdobywa tytuł mistrzowski i zapewne długo się to nie skończy. Wszystko za sprawa wspomnianej Ligi Mistrzów. Po raz pierwszy Białorusini awansowali do rozgrywek grupowych w sezonie 2008/2009. Nie byli łatwym przeciwnikiem mimo zdobycia zaledwie 3 oczek za remisy z Juventusem (2 razy) oraz Zenitem. Pieniądze zdobyte w ten sposób nie przejedzono, jak to zwykle bywa w klubach ze wschodu Europy ale zainwestowano najpierw w szkółkę piłkarską, później w zespół a na końcu w stadion by nie musieć grac w Mińsku na stadionie narodowym. Dzięki temu w Borysowie powstał jeden a najlepszych ośrodków szkoleniowych we wschodniej Europie oraz mały (ok. 13 tys. widzów) aczkolwiek bardzo ładny i funkcjonalny stadion. Wprawdzie BATE jeszcze ani razu nie wyszło z grupy i z reguły dostaje srogie lanie ale czasem udaje jej się osiągnąć wartościowe wyniki jak np. dwa lata temu z Bayernem kiedy wygrali u siebie 3-1, czy tez w tym samym sezonie z Lille również wygrana 3-1. Na krajowym boisku nie maja sobie równych, ściągają wszystkich najlepszych graczy, co przy doskonałym szkoleniu klubowym już wkrótce może zaowocować pierwszym w historii awansem do fazy pucharowej. Zadanie wydaje się karkołomne żeby powiedzieć ze beznadziejne ale już kiedyś przełamali barierę i zostali pierwszym zespole białoruskim, który zagrał w tych elitarnych rozgrywkach, wiec kto wie jak będzie dalej. Na razie pewnie będą musieli odłożyć swoje marzenia na kolejny sezon po porażce z Porto aż 6-0 bo trudno przypuszczać by wyprzedzili w tabeli Portugalczyków oraz kogoś z pary Szachtar/Athletic. Zapewne tytuł najlepszej w kraju zdobędą bez problemu a co za tym idzie grę w przyszłorocznych eliminacjach Ligi Mistrzów. Opiekunem drużyny od poprzedniego sezonu jest Alyaksandr Yermakovich, były zawodnik i asystent trenera pierwszej drużyny. Objął on zespół w poprzednim sezonie i mimo problemów udało mu się wygrać ligę a w tym roku awansować do Ligi Mistrzów po dwuletniej przerwie. BATE gra futbol bardzo ofensywny, często zapominając o obronie. We wspominanym przeze mnie wygranym meczu z Bayernem potrafili momentami mieć posiadanie piłki rzędu 80% i mocno ośmieszać obronę Bawarczyków. Na pewno jest to zespół niebezpieczny jeśli mu wszystko wychodzi i dobrze wejdą w mecz. Jeśli nie to może się to skończyć jak z Valencia w tych samych rozgrywkach gdzie przegrali u siebie 2-4 czy tez dwa tygodnie temu z FC Porto. Jednak na swoim stadionie to zupełnie inna drużyna, groźna dla każdego i z która trzeba się liczyć. Tak wiec przed Athletic ciężkie zadanie a wiec walka o zwycięstwo. Obrońcy Los Leones musza zwrócić uwagę przede wszystkim na trójkę zawodników ofensywnych w osobach Radionova (8 bramek w lidze) oraz młodych Signevicha (7) i Gordeychuka (8). Wszyscy świetnie rozumieją się na boisku i jeśli nie asystują to potrafią świetnie wykończyć akcje po podaniu kolegi. Dziennikarze na Białorusi spekulują z ostatnia dwójka już niedługo pogra w rodzimej lidze i lada chwila powinna się przenieść jeśli nie do czołowych klubów rosyjskich to być może do Bundesligi bo skauci naszych zachodnich sąsiadów mocno filtrują tamtejsze rozgrywki. Trener BATE zapewne postawi na najmocniejszy skład. W bramce powinien stanąć Chernik. W obronie ekipa z Borysowa zagra czwórką Mladenovic, Poliakov, Filipenko oraz Khagush. Trener Yermakovich preferuje ustawienie 4-3-3 z dwoma cofniętymi pomocnikami, jednym wysuniętym oraz trojka napastników. Dwójkę pivotow stworzą zapewne Volodko oraz Pavlov a przed nimi zagra ustawiony ofensywnie Gordeychuk. Trio napastników powinni stworzyć nieco cofnięci Signievich oraz Aleksievich a przed nimi Radionov.

 

 

 

Wczoraj późnym popołudniem wylądowała w Mińsku ekipa Athletic. Trener Valverde zdecydował ze właśnie w stolicy Białorusi będzie przebywała cala drużyna oraz kibice a do Borysowa udadzą się dopiero na kilka godzina przed meczem. Wieczorem drużyna odbyła trening, nie jak to jest w zwyczaju na stadionie rywala ale na stadionie narodowym w stolicy. O ile cala ekipa techniczna Athletic bez problemów przeszła odprawę paszportowa i po godzinie od lądowania zameldowała się w hotelu to już trochę gorzej było z kibicami, którzy nie nawykli do paszportów i wiz, które były skrupulatnie sprawdzane przez tamtejsze służby graniczne. Zespół przyjechał w 21 osobowym składzie:

 

Bramkarze: Iraizoz, Herrerin, Kepa

 

Obroncy: Laporte, San Jose, Iraola, Etxeita, Balenziaga

 

Pomocnicy: Erik Moran, Benat, Iturraspe, De Marcos, Susaeta, Mikel Rico, Gurpegi, Unai Lopez

 

Napastnicy: Toquero, Ibai, Muniain, Aduriz, Guillermo.

 

Trener Valverde zrezygowal z uslug trojki pilkarzy a wiec Kike Soli, Aurtenetxe oraz Borjy Viguery. Z kontuzjami zmagają się Ager Aketxe oraz Bustinza, który na jednym z ostatnich treningów naderwał mięsień i czeka go trzytygodniowa pauza od zajęć. Txingurri nie miał zbyt wiele czasu na poprawki po spotkaniu z Eibar. W zasadzie można tutaj mówić o jednym treningu i to niedzielnym oraz wczorajszych zajęciach, które jednak bardziej skupiły się na przygotowaniu psychologicznym do tego spotkania niż na ćwiczeniu czegokolwiek. No może poza stałymi fragmentami gry, które mogą być kluczowe w starciach z druzynami ze wschodu Europy. Po meczu z Eibar w drużynie panuje naprawdę kiepska atmosfera. Piłkarze nie mówią już o tym ze nie ma się czego obawiać, ze zespół zacznie wygrywać i jest to tylko kwestia czasu. Prawie wszyscy jak jeden mąż mówią o przełamaniu, nie ważne w jaki sposób ale po prostu chcą przełamać fatalna serie najlepiej z kilkoma strzelonymi bramkami. Nawet trener Valverde na przedmeczowej konferencji prasowej stwierdził ze już nawet nie chodzi o zwycięstwo na które ma oczywiście nadzieje ale przede wszystkim o aspekt psychologiczny jaki powinno ono wywołać wśród jego podopiecznych. Właśnie strona mentalna wydaje się w tym wszystkim najsłabsza i tutaj najtrudniej dotrzeć jest do piłkarzy. Czy uda się to już dzisiaj w meczu Ligi Mistrzów? W perspektywie meczu z Realem Madryt już w najbliższy weekend wydaje się to bardzo potrzebne gdyż inaczej można się spodziewać ze Athletic pojedzie na Santiago Bernabeu jak na rzeź. Trzy punkty zdobyte w dniu dzisiejszym może nie pozwolą wygrać kolejnego meczu ale na pewno zmniejsza ewentualne spustoszenie psychologiczne po ewentualnej porażce z Królewskimi i powinny sprawić ze kolejna przerwa na rozgrywki reprezentacji narodowych pozwoli na spokojniejsza prace i możliwości skupienia się na tym ewentualnie jedynym pozytywnym aspekcie minionego miesiąca. Dobre i to w morzu fatalnych wyników. Txingurri zapewne pośle do boju podstawowa jedenastkę aby za wszelka cenę zdobyć trzy oczka tak wiec możemy spodziewać się od początku w składzie Iraizoza, De Marcosa, Gurpegiego, Laporte’a, Balenziage, Mikela Rico, Iturraspe, Susaete, Benata, Muniaina oraz Aduriza.

 

 

 

Faworytem tego meczu jest ekipa BATE. Wprawdzie na papierze to Athletic jest lepsza ekipa ale patrząc na formę naszego zespolu trudno być optymista. Owszem wierzyć trzeba ale po kolejnych słabych meczach trudno nawet o to. Iskierkę nadziei wlewa postawa w ostatnim meczu z Eibar, gdzie nasi piłkarze zagrali naprawdę nieźle. Poza tym również statystyka jest po stronie Los Leones gdyż BATE jeszcze nigdy nie udało się wygrać w Lidze Mistrzów z zespołem La Liga a potykali się aż sześć razy. Najpierw ogrywał ich Real Madryt, później Barcelona a ostatnio Valencia. Oby podopieczni trenera Valverde podtrzymali ta serie i przywieźli z trudnego terenu komplet oczek. Byłoby to dobre przełamanie obecnej słabej passy i pewne pokrzepienie dla zawodników przed arcytrudnym meczem ligowym z Realem Madryt. Na pewno nikt by się nie obraził gdyby seniorzy poszli w ślady juniorów, którzy dzisiejszego popołudnia wygrali w Młodzieżowej Lidze Mistrzów ze swoimi rówieśnikami z Borysowa 1-2 po trafieniach Gorki Guruzety oraz Asiera Villalibre.

 

 

 

Przewidywane składy:

 

BATE: Chernik – Mladenovic, Polyakov, Filipenko, Khagush – Pavlov, Volodko – Gordeychuk – Aleksievich, Signevich – Radionov.

 

Trener: Alyeksandr Yermakovich

 

Athletic: Iraizoz – De Marcos, Gurpegi, Laporte, Balenziaga – Mikel Rico, Iturraspe – Susaeta, Benat, Muniain – Aduriz.

 

Trener: Ernesto Valverde

 

 

 

Data: 30.09.2014, godz. 20.45

 

Miejsce: Borysów, Borysow-Arena (poj. 13 tys.)

 

Sędzia: Stephane Lannoy

 

Kryzys Athletic trwa w najlepsze. W meczu z absolutnym beniaminkiem La Liga a wiec ekipa Eibar, Los Leones zdobyli zaledwie jedno oczko z którego na pewno bardziej zadowoleni mogli być nasi rywale. Szkoda kolejnego zawodu na La Catedral ale cieszyć przynajmniej może to ze po pierwsze nasz zespół nie dopuścił do większego zagrożenia pod własną bramka a po drugie posiadał olbrzymia wręcz przewagę a murawie, która niestety nie udało się przekuć w zdobycz bramkowa. No i cieszyć może jeszcze fakt ze w końcu drużyna wytrzymała pełne 90 minut na dość dużej intensywności, co może być dobrym prognostykiem na kolejne spotkania. Niewątpliwym plusem jest tez ucieczka ze strefy spadkowej, przynajmniej na jeden tydzień.

 

Samo spotkanie w większości toczyło się na połowie drużyny przyjezdnej, która kiedy tylko mogła przechodziła do szybkiego kontrataku za sprawa bardzo szybkich i przebojowych skrzydeł. Na początku meczu podopieczni trenera Garitano kilka razy postraszyli nasza defensywę ale ani Berjon ani Capa z Boveda nie potrafili celnie wykończyć swoich akcji. Po kilkunastu minutach gry „akcja za akcje” do głosu doszli gospodarze i nie oddali inicjatywy do końca meczu. W 21 minucie meczu niezłym uderzeniem po centrze Muniaina popisał się Laporte, tyle ze niecelnym. Kilka minut później głową próbował Aduriz ale z takim samym efektem jak jego kolega. W 33 minucie Los Leones o mało co nie wyręczył Albentosa ale a szczęście dla swojej drużyny również trafił obok bramki. Końcówka meczu to dwie świetne interwencje Irurety, który być może uratował swój zespół przed utrata bramki. Najpierw ściągnął piłkę z głowy Aduriza a chwile później wyręczył swoich stoperów, którzy niezdecydowani kto ma dojść do piłki patrzyli po sobie, co chciał skrzętnie wykorzystać jeden z napastników Athletic. To tyle jeśli chodzi o pierwsza część meczu.

 

W drugich 45 minutach mieliśmy kalkę z pierwszej polowy meczu. Pierwsza kilka minut należało do Eibar, które mogło strzelić bramkę ale po akcji Capy na krótkim słupku nie trafił dobrze w piłkę Piovaccari a na długim również skiksował Berjon. W odpowiedzi 100 procentowa okazje zmarnował Viguera, który będąc sam na 5 metrze od bramki źle przymierzył głową i piłka zamiast w siatce to poleciała w trybuny. Kolejne ataki podopiecznych trenera Valverde również nie przynosiły skutku. Z rzutu wolnego przymierzył Laporte ale piłka po rykoszecie wyszła na rzut rożny. Później doskonałym strzałem z woleja popisał się Aduriz ale Irureta w ekwilibrystyczny sposób przeniósł futbolówkę ponad poprzeczka. W kolejnej akcji na strzał zza pola karnego zdecydował się Muniain ale i tym razem było na bakier z celnością. Nieco bliżej słupka przeleciało uderzenie Ibaia Gomeza ale i tym razem nie po tej stronie po której chcieli fani Athletic. Już w doliczonym czasie gry Ibai spróbował ponownie zaskoczyć bramkarza strzałem z ostrego konta ale portero gości bez problemów wyłapał piłkę. Remis na San Mames, z którego na pewno o wiele bardziej zadowoleni będą goście, którzy na niewiele pozwolili swoim rywalom i z żelazną konsekwencja realizowali taktykę trenera Garitano.

 

Athletic nie zagrał złego spotkania a które na pewno było lepsze od kilku poprzednich. Nasz zespół lepiej operował piłką, przeprowadzał szybsze i naprawdę ciekawe akcje. Zabrakło tylko ostatniego podania oraz skuteczności. Doskonale okazje mieli Aduriz i szczególnie Viguera, które powinny zakończyć się bramkami. Kilka razy z wolnego postraszył Susaeta, Poza tym świetnie ustawieni byli obrońcy Eibaru i doskonale realizowali założenia taktyczne jakie nakreślił im Gaizka Garitano. Wychowanek Athletic pokazał ze jest bardzo utalentowanym trenerem i już teraz sprawdza się na poziomie La Liga. Na pewno trzeba go mieć na uwadze bo jeśli odejdzie trener Ernesto Valverde to właśnie Gaizka wydaje się idealnym zastępstwem na ławkę Athletic. Miejmy nadzieje ze trochę lepsza gra w sobotnim spotkaniu jest zwiastunem rosnącej formy i przede wszystkim poprawy skuteczności już w najbliższym spotkaniu przeciwko BATE Borysów w Lidze Mistrzów.

 

Statystyka meczu:

 

Składy:

 

Athletic: Iraizoz – Iraola (72’ De Marcos), Gurpegi, Laporte, Balenziaga – Mikel Rico, Iturraspe – Susaeta (76’ Benat), Viguera (59’ Ibai), Muniain – Aduriz

 

Trener: Eresto Valverde

 

Eibar: Irureta – Boveda, Albentosa, Raul Navas, Lillo – Errasti, Dani Garcia – Capa, Arruabarrena (80’ Javi Lara), Berjon (77’ Abraham) – Piovaccari (61’ Angel).

 

Trener: Gaizka Garitano

 

 

 

Wynik: 0 – 0

 

Żółte kartki: Iraola, Mikel Rico, Muniain, Aduriz, Balenziaga, De Marcos – Boveda, Capa, Errasti, Arruabarrena, Raul Navas, Angel.

 

Posiadanie piłki: 72% - 28%

 

Strzały: 13 – 10

 

Strzały celne: 1 – 2

 

Rzuty rożne: 6 – 2

 

Spalone: 0 – 1

 

Interwencje bramkarzy: 2 – 1

 

Straty: 49 – 54

 

Piłki odzyskane: 39 – 30

 

Podania: 670 – 286

 

Faule: 13 – 22

 

Widzów: 45 tys.

 

Sędzia: Velasco Carballo jako główny oraz Alonso Fernandez i Alvarez Moreno na liniach. Cala trojka pochodzi z Madrytu.

 

Wprawdzie Osasuna spadla z La Liga w minionym sezonie ale to nie przeszkadza rozegrać „Małych Derbów Kraju Basków. Liczba druzyn z tej krainy wciąż zgadza się w rozgrywkach Primera Division za sprawa największej sensacji w hiszpańskich rozgrywkach ligowych a wiec drużynie SD Eibar, która dokonała rzeczy bez precedensu awansując rok temu z Segunda B do Segunda Division a następnie do La Liga. I to wszystko z najmniejszym budżetem bo niewiele przekraczającym 3 mln euro. Mimo niewielkich zmian w kadrze i aż z 13 zawodnikami, którzy grali jeszcze dwa lata temu w trzeciej lidze, ekipa Los Armeros radzi sobie naprawdę bardzo dobrze, grając ciekawa i przede wszystkim szalenie zdyscyplinowana piłkę. Dla podopiecznych trenera Garitano jak i dla ich kibiców każdy mecz w Primera to prawdziwe święto i zapewne nie inaczej będzie na San Mames gdzie będą chcieli się dobrze zaprezentować. Athletic z kolei musi wygrać jeśli chce choć przynajmniej żyć złudzeniami na walkę o cokolwiek poza utrzymaniem w tym sezonie. Desperacja, presja oraz ostatni romantyzm futbolowego świata już dziś o 22.00 na La Catedral.

 

Poprzednia kolejkę obie drużyny nie zalicza do zbytnio udanych. W nieco lepszych humorach na pewno są zawodnicy Eibar, którzy zremisowali z Villarrealem 1-1. Tyle ze mecz odbył się na Estadio Ipurua i to gospodarze wyszli jako pierwsi na prowadzenie w 8 minucie spotkania za sprawa Arruabarreny. Niestety w 71 minucie spotkania wyrównał Gerard Moreno. Gorka Iraizoz z kolei załatwił komplet oczek dla Rayo Vallecano, asystując Leo Baptistao przy obydwu bramkach, które były odpowiedzią na trafienie Aritza Aduriza. Zawodnicy trenera Valverde maja sporo do zarzucenia również sędziemu tego meczu, który nie zagwizdał co najmniej jednej jedenastki za faul na zawodniku Athletic w polu karnym klubu z Madrytu. Po 5 kolejkach Eibar zajmuje wiec 9 miejsca w tabeli z 7 punktami natomiast Athletic ma na swoim koncie zaledwie 3 oczka w 5 meczach i otwiera strefę spadkowa.

 

SD Eibar to nie tylko klub nr 60 jaki kiedykolwiek zagrał w rozgrywkach Primera Division ale pochodzący również z najmniejszego miasteczka wśród aktualnych 20 uczestników tych rozgrywek w sezonie 2014/2015. Klub powstał w 1940 r. a więc w momencie gdy nad Europą przetaczała się największa zawierucha wojenna w historii. Dopiero po 10 latach Eibar dostał się do Tercera Division. Na kolejny awans drużyna czekała 3 lata i wtedy trafiła pierwszy raz do Segunda Division. Przygoda z tą klasą rozgrywkową trwała tylko 5 sezonów i nastąpił powrót do niższej ligi. Na kolejny awans trzeba było czekać aż do rozgrywek 1987/1988. Przygoda z zapleczem Primera Division trwała tym razem dłużej bo do sezonu 2005/2006, po czym drużyna wróciła do Segunda B Division. Później był kolejny awans i kolejny spadek i ostatni awans w sezonie 2012/2013. Prognozy na rozgrywki 2013/2014 również nie były zbyt optymistyczne ponieważ skład niemal w ogóle nie zmienił się, klub posiadał najmniejszy ok. 3 milionowy budżet i niewielki liczący 5250 kibiców stadion. Szykowała się ciężka batalia o utrzymanie a i taką szansę dawało im wielu ekspertów. W czerwcu 2014 roku trener Gaizka Garitano i jego chłopcy mogli się im wszystkim śmiać w twarz i patrzeć z góry na o wiele większe marki, które zostawili za plecami, jako beniaminek awansując od razu do Primera Division. Eibar dokonał rzeczy spektakularnej i szczerze powiedziawszy nie znam drugiego takiego przypadku w historii La Liga. Wybić się spośród dwoch hegemonów w Kraju Basków graniczyło niemal z cudem ale dla chcącego nic trudnego i przy odrobinie dobrej woli, determinacji, walce do upadłego na murawie, z niezłym trenerem na ławce i zarządem, który wie na czym polega prowadzenie klubu sportowego, można jak widać zdziałać naprawdę wiele. Jednak walka o grę w La Liga nie skończyła się na zajęciu pierwszego miejsca w tabeli ligi Adelante. Teraz swoją bitwę musiał stoczyć prezydent Alex Aranzabal a rywalem był czas i powiedzmy to sobie szczerze bezsensowne i bezduszne reguły rozgrywek ustanowione przez LFP. Eibar musiał do 7 sierpnia podwyższyć kapitał akcyjny z kwoty ok. 400 tys. euro do 2.146.525,95 euro. Rozpoczęła się olbrzymia kampania pod nazwą „DefensaAlEibar” – „Obronić Eibar”. Klub poprzez stronę internetową rozpoczął sprzedaż akcji, z których każda kosztowała 50 euro. Sprawę nagłośniło wiele gazet na całym świecie, bo była to sprawa bez precedensu. Podczas gdy długi klubów hiszpańskich liczy się już w miliardach euro, wiele z nich jest na granicy swojej egzystencji, Eibar uchodzi za przykład modelowego zarządzania klubem. Jako jedyny w świecie piłkarskim posiada certyfikat systemu zarządzania jakością ISO:9001. Wydaje tylko tyle ile ma. Nie ma opóźnień w wypłacie wynagrodzeń, które choć niezbyt duże ale pozwalają piłkarzom na godne życie, nie ma tez zadłużenia. Próżno dopatrzyć się też jakichś gotówkowych transferów a klub bazuje głównie na rodzimych zawodnikach z kraju Basków. Walka z czasem została wygrana dzięki niesamowitej mobilizacji ludzi dobrej woli. Kibice z całej Hiszpanii a także Holandii, Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i innych krajów z całego świata kupowali akcje poprzez internet. Klub w dowód wdzięczności umieścił  nazwiska akcjonariuszy na ścianie swojego stadionu. Również dotychczasowi akcjonariusze zdołali wysupłać większą ilość gotówki i podnieść własnym nakładem kapitał do kwoty 656.450 euro. Gdy już było niemal pewne, że uda się zgromadzić wymaganą kwotę to LFP zaczęła szukać kolejnego problemu. Władzom nie podobał się kameralny i niezwykle klimatyczny stadion Ipurua, który według nich nie spełniał wymagań gry w La Liga – był po prostu za mały. Obiekt faktycznie jakiś specjalnie nowoczesny nie jest, ale zawsze tętnił życiem a kibice głośno dopingują swój zespół, potrafiąc stworzyć niezwykłą atmosferę. Przykładów na niewielkie ale cieszące dopingiem stadiony w La Liga jest kilka. Najlepszym mogą być tutaj fani Rayo, którzy też nie mają jakiegoś spektakularnego obiektu a potrafią zrobić prawdziwe show na trybunach. Na przeciwległym biegunie jest np. Getafe gdzie na mecz La Liga potrafiło przyjść 1,5 tys. fanów, a lepiej chyba pokazać w telewizji nawet 5 tysięczny stadion wypełniony po brzegi i prowadzący gorący doping, niż 1,5 tys. fanów na 17 tysięcznym obiekcie na którym słychać jak zawodnicy rezerwowi prowadzą pomiędzy sobą rozmowy. Tak więc po kolejnej miażdżącej krytyce opinii publicznej władze LFP wprawdzie nie zrezygnowały z wymagań ale odroczyły je w czasie. I dobrze, bo jeśli Eibar się utrzyma to dostanie ok. 12 – 15 mln euro z samych praw telewizyjnych a to jest 5 razy więcej niż ich dotychczasowy roczny budżet. Za to będzie można nieznacznie powiększyć malutki Estadio Minicipal de Ipurua podwyższając standard jak i pojemność. Wciąż pozostaje jednak niesmak a i śmiesznie brzmią słowa szefa LFP, który w jednym z wywiadów przed obecną pretemporadą wskazał zespół z Eibar jako wzór dla większości klubów piłkarskich w Hiszpanii w zakresie zarządzania i gospodarowania finansami. Wzór, który jego podwładni chcą zniszczyć a w każdym razie robią wszystko by do tego doprowadzić.

 

Na szczęście wszystko udało się przebrnąć pomyślnie i drużyna mogła wystartować do nowego sezonu. Zanim to jeszcze nastąpiło trzeba było wzmocnić skład gdyż kilku zawodników stanowiących ważne ogniwa zespolu jak np. Gilvan Gomes, Morales, Yuri Berchiche czy tez najlepszy strzelec drużyny Jota wróciło z wypożyczeń do macierzystych klubów. A udało się ściągnąć całkiem niezłych graczy jak na skromne możliwości tego klubu jak Derek Boateng, Dejan Lekic, Manu del Moral, Dani Nieto, Angel Rodriguez, Federico Piovaccari, Borja Ekiza plus kilku innych mniej znanych piłkarzy. Większość z nich jest własnością drużyny a wiec po sezonie jeśli Eibar się utrzyma to nie będzie masowego exodusu piłkarzy jak przed tym sezonem.  Najważniejsze od tych wzmocnień jest jednak to ze udało się zatrzymać szkielet obrony oraz drugiej linii drużyny czyli to co było najmocniejsze i było kluczem do awansu do Primera Division. Raul Navas, Dani Garcia, Boveda, Errasto, Capa i co może zaskakiwać to Mikel Arruabarrena czyli zawodnik, który rzekomo był za słaby na Legie Warszawa i nasza rodzima ligę. Siłą tego zespołu jest szatnia i trener. To jest mieszanka rutyny z młodością, potężny kolektyw, w którym jeden zawodnik za drugiego odda życie. To wszystko spaja trener Gaizka Garitano, którego kariera piłkarska wiodła go przez Athletic Bilbao, którego jest wychowankiem, Eibar oraz Real Sociedad. Klub zna od podszewki bo tutaj zaczynał swoja karierę od zespołów juniorskich i rezerw, by objąć pierwszą drużynę w 2012 roku po kolejnej nieudanej batalii o awans do Segunda Division. Dokonał niemożliwego awansując w ciągu dwóch lat do Primera Division. Potrafi natchnąć swoich podopiecznych do nieprawdopodobnego wysiłku, wręcz straceńczej walki na boisku i wycisnąć z nich to co najlepsze, zarażając jednocześnie pozytywna energia i ambicja. Jego zawodnicy to w większości piłkarze niechciani w innych klubach, szczególnie u sąsiadów, którzy chcą udowodnić swoją wartość i pokazać że za wcześnie skreślono ich czy to na San Mames czy na Anoeta. Na razie jak widać to się sprawdza bo po 5 kolejkach Eibar po dwa razy wygrywało i przegrywało a raz podzieliło się punktami. Ale Garitano nie osiągnął by tego bez swoich asystentów, którymi są dobrze znani w Athletic Patxi Ferreira oraz Inaki Lafuente, z którymi zresztą pobierał nauki trenerskie w jednej szkole. Zresztą można powiedzieć ze Gaizka ma piłkę nożną i trenerkę we krwi. Jego ojciec Angel Garitano był zawodnikiem a nastepnie asystentem Jose Manuela Esnala – „Mane” z którym prowadził Alaves do pamiętnego finału Pucharu UEFA w sezonie 2000/2001. Z kolei wujek Gaizki – Ander Garitano był jednym z najlepszych lewoskrzydłowych Athletic gdzie podczas 9 sezonów w 275 meczach strzelił 42 bramki. Swoja karierę zakończył w Saragossie gdzie tez został trenerem. Szczerze powiedziawszy, jeśli Valverde odszedłby z Athletic to widziałbym na ławce trenerskiej właśnie Garitano, który może nie ma jakiegoś genialnego warsztatu szkoleniowego ale jest genialnym motywatorem, dobrym taktykiem i przede wszystkim potrafi drużynę wziąć za pewna część ciała tak ze Ci na boisku wyprują sobie żyły. Czasami tego właśnie brakuje zawodnikom Athletic. No ale to jest melodia przyszłości a dzisiaj mamy ważne spotkanie na La Catedral. Garitano ma do dyspozycji 21 zawodników. Dwójka nie będzie mogła wystąpić i są to kontuzjowany Manuel del Moral oraz być może Borja Ekiza. W przypadku tego ostatniego trwają negocjacje co do występu bo Athletic zgodził się zwolnić go z kontraktu wiążącego z klubem pod warunkiem ze w barwach Eibar nie będzie grał przeciwko Los Leones. Być może jednak Josu Urrutia zgodzi się na wyjątek. Trochę niepewny jest występ Eneko Bovedy, poturbowanego w ostatnim meczu i być może będzie potrzebne zastępstwo. Trener Los Armeros zabrał do Bilbao wszystkich swoich zawodników spośród których wybierze podstawowa jedenastkę do której dołoży jeszcze 7 rezerwowych. A bramce powinien stanąć Irureta. W obronie od prawej Boveda, którego może zastąpić Lillo, Raul Navas i Albetosa/Ekiza na środku oraz Abraham na lewej stronie. Na pozycji defensywnego pomocnika powinien pojawić się Errasti oraz nieco wyżej wysunięty Dani Garcia, prawdziwa gwiazda zespolu i piłkarz, który zrezygnował z gry w Realu Sociedad na korzyść Eibar. Ofensywny kwartet powinni stworzyć Capa i Saul na skrzydłach, Angel Rozdriguez jako wysunięty napastnik oraz schowany za jego plecami Arruabarrena.

 

 

 

Nastroje w ekipie Athletic po ostatnich porażkach są naprawdę fatalne. Nawet po trenerze Valverde widać ze ostatnie wydarzenia są dla niego naprawdę ciężkie i coraz gorzej przychodzi mu motywowanie zawodników do kolejnych spotkań, w których przegrywają po indywidualnych błędach najlepszych zawodników w kadrze a ich wysiłki pod bramka rywali przynoszą minimalny skutek . Zresztą każdy z zawodników widzi ze z forma u nich nie tak, nie są w stanie wytrzymać całego spotkania na wysokiej intensywności a dotychczasowa taktyka, jaka grali cały poprzedni sezon nie skutkuje. To tez budzi pewne zwątpienie co do metod trenera i pracy na treningach. Żeby to przerwać potrzebne jest zwycięstwo, a najlepiej ze dwa mecze zakończone pełną zdobyczą punktowa, które pozwoliłby wlać w serca piłkarzy nadzieje ze być może najgorsze maja za sobą a kryzys był tylko chwilowy. Okazja ku temu jest bo w najbliższych spotkaniach Athletic nie będzie miał zbyt wymagających rywali. Po meczu z Rayo Txingurri długo rozmawiał ze swoimi podopiecznymi z podstawowej jedenastki. Po minach zawodników było widać ze rozmowa nie należała do wesołych. Wszyscy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji ale trener jest dobrej myśli i na przedmeczowej konferencji prasowej na pytanie o weryfikacje celów na ten sezon po tak fatalnym początku zapowiedział ze jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie by wieszczyć koniec walki o cokolwiek dla Athletic gdyż sezon ma 38 kolejek ligowych, są rozgrywki pucharowe i mimo ze będzie ciężko to wciąż wszystko się może zdarzyć. No ale żeby tak było to trzeba wygrać dzisiejsze spotkanie z Eibar. Na szczęście poprawia się trochę sytuacja kadrowa zespolu. Przede wszystkim do gry wrócił Ibai Gomez, który opuścił dwa poprzednie spotkania i daje to więcej możliwości ustawienia zespolu przez naszego szkoleniowca. Wydaje się ze trener dal sobie również spokój z eksperymentami na rozegraniu i będzie grał tam Benat ponieważ Unai Lopez po raz kolejny został pominięty w powołaniach. Lista zawodników na dzisiejsze spotkanie prezentuje się następująco:

 

Bramkarze: Iraizoz, Herrerin

 

Obroncy: Laporte, San Jose, Iraola, Etxeita, Balenziaga

 

Pomocnicy: Benat, Iturraspe, De Marcos, Susaeta, Mikel Rico, Gurpegi

 

Napastnicy: Ibai, Muniain, Aduriz, Viguera, Guillermo.

 

Zmiany w porównaniu do poprzedniego spotkania są kosmetyczne bo wypadł Gaizka Toquero a w jego miejsce wszedł Ibai Gomez, który powinien być solidnym wzmocnieniem jeśli nie na lewej flance to zdecydowanie bardziej przy stałych fragmentach gry. O mały włos a zabrakłoby w dzisiejszym meczu Carlosa Gurpegiego, który miał kłopoty przeciążeniowe i zarówno w czwartek jak i piątek trenował na zmniejszonych obrotach. Na szczęście jednak nasz kapitan zdołał się wyleczyć i będzie mógł zagrać, choć nie raczej nie jest to zbyt dobry pomysł gdyż bardziej byłby potrzebny we wtorek w pojedynku z BATE i w kolejny weekend gdzie Athletic zmierzy się z Realem Madryt. W dzisiejszym meczu spokojnie powinien sobie poradzić Etxeita, który był najlepszym obrońcą w meczu Athletic z Granada. Txingurri zmodyfikował tez trochę taktykę i cofnął do drugiej linii Benata kosztem Mikela Rico, który operuje za plecami Aduriza. Na pewno lepiej wygląda to na rozegraniu i przy wysokim pressingu niż kiedy z przodu operował były rozgrywający Betisu. Przed Valverde stoi teraz zadanie wybrania składu, który zdobędzie pełną pule punktowa i przerwie fatalna pass. To jest trzeci najgorszy start Athletic w rozgrywkach od 35 lat. Gorzej było tylko w sezonie 2006/2007 i 2011/2012 kiedy drużyna na piętnaście możliwych do zdobycia punktów miała tylko dwa oczka. Los Leones musza tym razem zdobyć trzy punkty bo w przeciwnym razie sytuacja zespolu będzie wręcz dramatyczna. Nie powinno być zbyt dużych zmian w podstawowej jedenastce a być może nie będzie żadnych. Wszystko zależy od samopoczucia zawodników. Raczej trudno spodziewać się rotacji w przedniej formacji. Co innego defensywa gdzie być może na prawej stronie ujrzymy Iraole a na środku w miejsce Gurpegiego zagra ktoś z pary San Jose/Etxeita.

 

Niestety faworytem dzisiejszego meczu będzie drużyna gości. Eibar mimo ze jest absolutnym beniaminkiem La Liga to gra rewelacyjnie, świetnie taktycznie i jest po prostu w wyższej formie. Dodatkowo ekipa trenera Garitano jest w o wiele wyższej kondycji psychicznej niż Los Leones. Po prostu Los Armeros mogą a Athletic po prostu musi. W takiej sytuacji zwykle wychodzi o wiele więcej niż jak się gra pod taka olbrzymia presja pod jaka grają dzisiaj podopieczni trenera Ernesto Valverde. Za drużyna z Bilbao nie przemawia również statystyka w meczach z absolutnymi beniaminkami La Liga. Tylko cztery razy w dziewięciu pojedynkach nasz drużyna wygrywała na San Mames z takimi ekipami i miało to miejsce w sezonach 94/95 (Compostela), 98/99 (Villarreal), 99/00 (Numancia) oraz 09/10 (Xerez). Do tej statystyki należy dodać jeszcze cztery remisy w rozgrywkach 95/96 (Merida), 96/97 (Extremadura), 99/00 (Malaga) oraz 07/08 (Almeria) i jedna jedyna porażkę z Getafe w sezonie 2004/2005. Poza tym zawodnicy Eibar będą naprawdę bardzo zmotywowani gdyż kilku z nich ma wiele do udowodnienia ludziom związanym z Athletic. Wszak na pewnym etapie swoich karier przebywali w Lezamie i zrezygnowano z nich jako nieprzydatnych do pierwszej drużyny. Teraz udowadniają ze spokojnie mogą sobie poradzić na poziomie La Liga. No i dochodzi magia San Mames dla których ten stadion jest jak prawdziwa sportowa Mekka. Rozumieją to kibice Eibaru, którzy tłumnie przybędą do Bilbao. Władze klubu wysłały prawie 1,2 tys. wejściówek ale zapotrzebowanie było o wiele większe. Zapewne sporo fanów przyjedzie tuz przed meczem i kupi bilety na sektory kibiców Athletic, wiec możemy się spodziewać kompletu publiczności. Miejmy wiec nadzieje ze nasi piłkarze nie zawiodą oczekiwań i rozegrają dobre zawody zakończone zwycięstwem. Wszak dawno nie było w najwyższej klasie rozgrywkowej aż trzech zespołów z obecnej prowincji Kraju Basków.

 

Przewidywane składy:

 

Athletic: Iraizoz – Iraola, Gurpegi/San Jose, Laporte, Balenziaga – Iturraspe, Benat – Susaeta, Mikel Rico, Muniain – Aduriz.

 

Trener: Ernesto Valverde

 

Eibar: Irureta – Boveda/Lillo, Albentosa, Raul Navas, Abraham – Errasti, Dani Garcia – Capa, Arruabarrena, Saul – Angel.

 

Trener: Gaizka Garitano

 

Data: 27.09.2014 godz.: 22.00

 

Miejsce: Bilbao, Estadio San Mames (poj. 53 tys.)

 

Sędzia: Vellasco Carballo

 

Ostatni/poprzedni mecz

Następne spotkanie

Athletic   - Real Madryt

-:-

 Data: 05.07.2020 godz.: 14.00

Stadion: San Mames

Sędzia:

Poprzedni mecz

Valencia - Athletic

0:2

 Data: 01.07.2020 godz. 19:30

Stadion: Mestalla

Sędzia: Estrada Fernandez

Tabela ligowa

Nr. Drużyna Bramki Pkt
1. Barcelona 63 - 37 58
2. R. Madryt 49 - 19 56
3. Sevilla 39 - 29 47
4. Sociedad 45 - 33 46
5. Getafe 37 - 25 46
6. Atletico 31 - 21 45
10. Athletic 29 - 23 37
18. Mallorca 28 - 44 25
19. Leganes 21 - 39 23
20. Espanyol 23 - 46 20

Pełna tabela [click]

Shoutbox

Latest Message: 11 months, 2 weeks ago
  • Joxer : Link do sparingu z Paderborn: «link»
  • Joxer : Dzisiaj mecz rezerw o 16.00. Transmisja pod tym linkiem: «link»
  • Joxer : Kto ma ochotę i czas to dzisiaj o 16.00 derby rezerw z Sociedad - link do transmisji: «link»
  • Joxer : Witamy :)
  • Sylas : Witam
  • Leones2 : Transmisja dzisiejszego meczu na Tvp Sport :)
  • Leones2 : A co odnośnie Kepy. Skoro nie pasują mu takie zarobki, chce być gwiazdą światowego formatu, jak to napisał Aitor zagrał w 34 spotkaniach, to ja bym go posadził na ławę(albo i tak zrobiłby to Real Madryt) i może się stać jak z Llorente, też mu coś nie pasowało, ( odszedł chyba za darmo), myślał że się bardziej rozwinię, ale się pomylił , i wędrował z klubu do klubu :D Jak Kepa odejdzie z Athletic, tylko dla kasy,to życzę mu z całego serca żeby było jak z Llorente.
  • Joxer : A co do Ganei to nie jest baskiem ale jest wychowankiem klubu z Kraju Basków i o ile mi wiadomo między 9 a 18 rokiem wychowywał się i trenował w Kraju Basków. Dzisiaj albo jutro jeszcze napiszę coś właśnie o Ganei bo Athletic bardzo się nim interesuje oraz o planowanych przedłużeniach kontraktów. No i jeszcze napiszę dość ciekawy moim zdaniem artykuł o dość niepokojącej decyzji jaką podjął Urrutia ocierającej się o sabotaż klubu.
  • Joxer : Nie no spoko :) Chciałbym częściej coś wrzucać ale zwykle jest tak że muszę z kilku artykułów robić jeden bo newsów o Athletic jest mało gdyż jest to bardzo hermetyczny klub i mało co się wydostaje na zewnątrz ;)
  • Leones2 : A tak chciałbym się Ciebie Joxer czegoś jeszcze zapytać? Czy Cristian Ganea jest w jakimś stopniu baskiem?

Guests are shown between [].

Only registered users are allowed to post

Reklama

 Jedyny polski serwis Los Leones

Benfica LizbonaLeedsUtd.pl - Strona o Leeds United

Newcastle United