^Powrót na górę!

Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *
Captcha *
Reload Captcha
Dzisiaj jest |

Odwiedza nas 69 gości oraz 0 użytkowników.

Wprawdzie Osasuna spadla z La Liga w minionym sezonie ale to nie przeszkadza rozegrać „Małych Derbów Kraju Basków. Liczba druzyn z tej krainy wciąż zgadza się w rozgrywkach Primera Division za sprawa największej sensacji w hiszpańskich rozgrywkach ligowych a wiec drużynie SD Eibar, która dokonała rzeczy bez precedensu awansując rok temu z Segunda B do Segunda Division a następnie do La Liga. I to wszystko z najmniejszym budżetem bo niewiele przekraczającym 3 mln euro. Mimo niewielkich zmian w kadrze i aż z 13 zawodnikami, którzy grali jeszcze dwa lata temu w trzeciej lidze, ekipa Los Armeros radzi sobie naprawdę bardzo dobrze, grając ciekawa i przede wszystkim szalenie zdyscyplinowana piłkę. Dla podopiecznych trenera Garitano jak i dla ich kibiców każdy mecz w Primera to prawdziwe święto i zapewne nie inaczej będzie na San Mames gdzie będą chcieli się dobrze zaprezentować. Athletic z kolei musi wygrać jeśli chce choć przynajmniej żyć złudzeniami na walkę o cokolwiek poza utrzymaniem w tym sezonie. Desperacja, presja oraz ostatni romantyzm futbolowego świata już dziś o 22.00 na La Catedral.

 

Poprzednia kolejkę obie drużyny nie zalicza do zbytnio udanych. W nieco lepszych humorach na pewno są zawodnicy Eibar, którzy zremisowali z Villarrealem 1-1. Tyle ze mecz odbył się na Estadio Ipurua i to gospodarze wyszli jako pierwsi na prowadzenie w 8 minucie spotkania za sprawa Arruabarreny. Niestety w 71 minucie spotkania wyrównał Gerard Moreno. Gorka Iraizoz z kolei załatwił komplet oczek dla Rayo Vallecano, asystując Leo Baptistao przy obydwu bramkach, które były odpowiedzią na trafienie Aritza Aduriza. Zawodnicy trenera Valverde maja sporo do zarzucenia również sędziemu tego meczu, który nie zagwizdał co najmniej jednej jedenastki za faul na zawodniku Athletic w polu karnym klubu z Madrytu. Po 5 kolejkach Eibar zajmuje wiec 9 miejsca w tabeli z 7 punktami natomiast Athletic ma na swoim koncie zaledwie 3 oczka w 5 meczach i otwiera strefę spadkowa.

 

SD Eibar to nie tylko klub nr 60 jaki kiedykolwiek zagrał w rozgrywkach Primera Division ale pochodzący również z najmniejszego miasteczka wśród aktualnych 20 uczestników tych rozgrywek w sezonie 2014/2015. Klub powstał w 1940 r. a więc w momencie gdy nad Europą przetaczała się największa zawierucha wojenna w historii. Dopiero po 10 latach Eibar dostał się do Tercera Division. Na kolejny awans drużyna czekała 3 lata i wtedy trafiła pierwszy raz do Segunda Division. Przygoda z tą klasą rozgrywkową trwała tylko 5 sezonów i nastąpił powrót do niższej ligi. Na kolejny awans trzeba było czekać aż do rozgrywek 1987/1988. Przygoda z zapleczem Primera Division trwała tym razem dłużej bo do sezonu 2005/2006, po czym drużyna wróciła do Segunda B Division. Później był kolejny awans i kolejny spadek i ostatni awans w sezonie 2012/2013. Prognozy na rozgrywki 2013/2014 również nie były zbyt optymistyczne ponieważ skład niemal w ogóle nie zmienił się, klub posiadał najmniejszy ok. 3 milionowy budżet i niewielki liczący 5250 kibiców stadion. Szykowała się ciężka batalia o utrzymanie a i taką szansę dawało im wielu ekspertów. W czerwcu 2014 roku trener Gaizka Garitano i jego chłopcy mogli się im wszystkim śmiać w twarz i patrzeć z góry na o wiele większe marki, które zostawili za plecami, jako beniaminek awansując od razu do Primera Division. Eibar dokonał rzeczy spektakularnej i szczerze powiedziawszy nie znam drugiego takiego przypadku w historii La Liga. Wybić się spośród dwoch hegemonów w Kraju Basków graniczyło niemal z cudem ale dla chcącego nic trudnego i przy odrobinie dobrej woli, determinacji, walce do upadłego na murawie, z niezłym trenerem na ławce i zarządem, który wie na czym polega prowadzenie klubu sportowego, można jak widać zdziałać naprawdę wiele. Jednak walka o grę w La Liga nie skończyła się na zajęciu pierwszego miejsca w tabeli ligi Adelante. Teraz swoją bitwę musiał stoczyć prezydent Alex Aranzabal a rywalem był czas i powiedzmy to sobie szczerze bezsensowne i bezduszne reguły rozgrywek ustanowione przez LFP. Eibar musiał do 7 sierpnia podwyższyć kapitał akcyjny z kwoty ok. 400 tys. euro do 2.146.525,95 euro. Rozpoczęła się olbrzymia kampania pod nazwą „DefensaAlEibar” – „Obronić Eibar”. Klub poprzez stronę internetową rozpoczął sprzedaż akcji, z których każda kosztowała 50 euro. Sprawę nagłośniło wiele gazet na całym świecie, bo była to sprawa bez precedensu. Podczas gdy długi klubów hiszpańskich liczy się już w miliardach euro, wiele z nich jest na granicy swojej egzystencji, Eibar uchodzi za przykład modelowego zarządzania klubem. Jako jedyny w świecie piłkarskim posiada certyfikat systemu zarządzania jakością ISO:9001. Wydaje tylko tyle ile ma. Nie ma opóźnień w wypłacie wynagrodzeń, które choć niezbyt duże ale pozwalają piłkarzom na godne życie, nie ma tez zadłużenia. Próżno dopatrzyć się też jakichś gotówkowych transferów a klub bazuje głównie na rodzimych zawodnikach z kraju Basków. Walka z czasem została wygrana dzięki niesamowitej mobilizacji ludzi dobrej woli. Kibice z całej Hiszpanii a także Holandii, Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i innych krajów z całego świata kupowali akcje poprzez internet. Klub w dowód wdzięczności umieścił  nazwiska akcjonariuszy na ścianie swojego stadionu. Również dotychczasowi akcjonariusze zdołali wysupłać większą ilość gotówki i podnieść własnym nakładem kapitał do kwoty 656.450 euro. Gdy już było niemal pewne, że uda się zgromadzić wymaganą kwotę to LFP zaczęła szukać kolejnego problemu. Władzom nie podobał się kameralny i niezwykle klimatyczny stadion Ipurua, który według nich nie spełniał wymagań gry w La Liga – był po prostu za mały. Obiekt faktycznie jakiś specjalnie nowoczesny nie jest, ale zawsze tętnił życiem a kibice głośno dopingują swój zespół, potrafiąc stworzyć niezwykłą atmosferę. Przykładów na niewielkie ale cieszące dopingiem stadiony w La Liga jest kilka. Najlepszym mogą być tutaj fani Rayo, którzy też nie mają jakiegoś spektakularnego obiektu a potrafią zrobić prawdziwe show na trybunach. Na przeciwległym biegunie jest np. Getafe gdzie na mecz La Liga potrafiło przyjść 1,5 tys. fanów, a lepiej chyba pokazać w telewizji nawet 5 tysięczny stadion wypełniony po brzegi i prowadzący gorący doping, niż 1,5 tys. fanów na 17 tysięcznym obiekcie na którym słychać jak zawodnicy rezerwowi prowadzą pomiędzy sobą rozmowy. Tak więc po kolejnej miażdżącej krytyce opinii publicznej władze LFP wprawdzie nie zrezygnowały z wymagań ale odroczyły je w czasie. I dobrze, bo jeśli Eibar się utrzyma to dostanie ok. 12 – 15 mln euro z samych praw telewizyjnych a to jest 5 razy więcej niż ich dotychczasowy roczny budżet. Za to będzie można nieznacznie powiększyć malutki Estadio Minicipal de Ipurua podwyższając standard jak i pojemność. Wciąż pozostaje jednak niesmak a i śmiesznie brzmią słowa szefa LFP, który w jednym z wywiadów przed obecną pretemporadą wskazał zespół z Eibar jako wzór dla większości klubów piłkarskich w Hiszpanii w zakresie zarządzania i gospodarowania finansami. Wzór, który jego podwładni chcą zniszczyć a w każdym razie robią wszystko by do tego doprowadzić.

 

Na szczęście wszystko udało się przebrnąć pomyślnie i drużyna mogła wystartować do nowego sezonu. Zanim to jeszcze nastąpiło trzeba było wzmocnić skład gdyż kilku zawodników stanowiących ważne ogniwa zespolu jak np. Gilvan Gomes, Morales, Yuri Berchiche czy tez najlepszy strzelec drużyny Jota wróciło z wypożyczeń do macierzystych klubów. A udało się ściągnąć całkiem niezłych graczy jak na skromne możliwości tego klubu jak Derek Boateng, Dejan Lekic, Manu del Moral, Dani Nieto, Angel Rodriguez, Federico Piovaccari, Borja Ekiza plus kilku innych mniej znanych piłkarzy. Większość z nich jest własnością drużyny a wiec po sezonie jeśli Eibar się utrzyma to nie będzie masowego exodusu piłkarzy jak przed tym sezonem.  Najważniejsze od tych wzmocnień jest jednak to ze udało się zatrzymać szkielet obrony oraz drugiej linii drużyny czyli to co było najmocniejsze i było kluczem do awansu do Primera Division. Raul Navas, Dani Garcia, Boveda, Errasto, Capa i co może zaskakiwać to Mikel Arruabarrena czyli zawodnik, który rzekomo był za słaby na Legie Warszawa i nasza rodzima ligę. Siłą tego zespołu jest szatnia i trener. To jest mieszanka rutyny z młodością, potężny kolektyw, w którym jeden zawodnik za drugiego odda życie. To wszystko spaja trener Gaizka Garitano, którego kariera piłkarska wiodła go przez Athletic Bilbao, którego jest wychowankiem, Eibar oraz Real Sociedad. Klub zna od podszewki bo tutaj zaczynał swoja karierę od zespołów juniorskich i rezerw, by objąć pierwszą drużynę w 2012 roku po kolejnej nieudanej batalii o awans do Segunda Division. Dokonał niemożliwego awansując w ciągu dwóch lat do Primera Division. Potrafi natchnąć swoich podopiecznych do nieprawdopodobnego wysiłku, wręcz straceńczej walki na boisku i wycisnąć z nich to co najlepsze, zarażając jednocześnie pozytywna energia i ambicja. Jego zawodnicy to w większości piłkarze niechciani w innych klubach, szczególnie u sąsiadów, którzy chcą udowodnić swoją wartość i pokazać że za wcześnie skreślono ich czy to na San Mames czy na Anoeta. Na razie jak widać to się sprawdza bo po 5 kolejkach Eibar po dwa razy wygrywało i przegrywało a raz podzieliło się punktami. Ale Garitano nie osiągnął by tego bez swoich asystentów, którymi są dobrze znani w Athletic Patxi Ferreira oraz Inaki Lafuente, z którymi zresztą pobierał nauki trenerskie w jednej szkole. Zresztą można powiedzieć ze Gaizka ma piłkę nożną i trenerkę we krwi. Jego ojciec Angel Garitano był zawodnikiem a nastepnie asystentem Jose Manuela Esnala – „Mane” z którym prowadził Alaves do pamiętnego finału Pucharu UEFA w sezonie 2000/2001. Z kolei wujek Gaizki – Ander Garitano był jednym z najlepszych lewoskrzydłowych Athletic gdzie podczas 9 sezonów w 275 meczach strzelił 42 bramki. Swoja karierę zakończył w Saragossie gdzie tez został trenerem. Szczerze powiedziawszy, jeśli Valverde odszedłby z Athletic to widziałbym na ławce trenerskiej właśnie Garitano, który może nie ma jakiegoś genialnego warsztatu szkoleniowego ale jest genialnym motywatorem, dobrym taktykiem i przede wszystkim potrafi drużynę wziąć za pewna część ciała tak ze Ci na boisku wyprują sobie żyły. Czasami tego właśnie brakuje zawodnikom Athletic. No ale to jest melodia przyszłości a dzisiaj mamy ważne spotkanie na La Catedral. Garitano ma do dyspozycji 21 zawodników. Dwójka nie będzie mogła wystąpić i są to kontuzjowany Manuel del Moral oraz być może Borja Ekiza. W przypadku tego ostatniego trwają negocjacje co do występu bo Athletic zgodził się zwolnić go z kontraktu wiążącego z klubem pod warunkiem ze w barwach Eibar nie będzie grał przeciwko Los Leones. Być może jednak Josu Urrutia zgodzi się na wyjątek. Trochę niepewny jest występ Eneko Bovedy, poturbowanego w ostatnim meczu i być może będzie potrzebne zastępstwo. Trener Los Armeros zabrał do Bilbao wszystkich swoich zawodników spośród których wybierze podstawowa jedenastkę do której dołoży jeszcze 7 rezerwowych. A bramce powinien stanąć Irureta. W obronie od prawej Boveda, którego może zastąpić Lillo, Raul Navas i Albetosa/Ekiza na środku oraz Abraham na lewej stronie. Na pozycji defensywnego pomocnika powinien pojawić się Errasti oraz nieco wyżej wysunięty Dani Garcia, prawdziwa gwiazda zespolu i piłkarz, który zrezygnował z gry w Realu Sociedad na korzyść Eibar. Ofensywny kwartet powinni stworzyć Capa i Saul na skrzydłach, Angel Rozdriguez jako wysunięty napastnik oraz schowany za jego plecami Arruabarrena.

 

 

 

Nastroje w ekipie Athletic po ostatnich porażkach są naprawdę fatalne. Nawet po trenerze Valverde widać ze ostatnie wydarzenia są dla niego naprawdę ciężkie i coraz gorzej przychodzi mu motywowanie zawodników do kolejnych spotkań, w których przegrywają po indywidualnych błędach najlepszych zawodników w kadrze a ich wysiłki pod bramka rywali przynoszą minimalny skutek . Zresztą każdy z zawodników widzi ze z forma u nich nie tak, nie są w stanie wytrzymać całego spotkania na wysokiej intensywności a dotychczasowa taktyka, jaka grali cały poprzedni sezon nie skutkuje. To tez budzi pewne zwątpienie co do metod trenera i pracy na treningach. Żeby to przerwać potrzebne jest zwycięstwo, a najlepiej ze dwa mecze zakończone pełną zdobyczą punktowa, które pozwoliłby wlać w serca piłkarzy nadzieje ze być może najgorsze maja za sobą a kryzys był tylko chwilowy. Okazja ku temu jest bo w najbliższych spotkaniach Athletic nie będzie miał zbyt wymagających rywali. Po meczu z Rayo Txingurri długo rozmawiał ze swoimi podopiecznymi z podstawowej jedenastki. Po minach zawodników było widać ze rozmowa nie należała do wesołych. Wszyscy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji ale trener jest dobrej myśli i na przedmeczowej konferencji prasowej na pytanie o weryfikacje celów na ten sezon po tak fatalnym początku zapowiedział ze jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie by wieszczyć koniec walki o cokolwiek dla Athletic gdyż sezon ma 38 kolejek ligowych, są rozgrywki pucharowe i mimo ze będzie ciężko to wciąż wszystko się może zdarzyć. No ale żeby tak było to trzeba wygrać dzisiejsze spotkanie z Eibar. Na szczęście poprawia się trochę sytuacja kadrowa zespolu. Przede wszystkim do gry wrócił Ibai Gomez, który opuścił dwa poprzednie spotkania i daje to więcej możliwości ustawienia zespolu przez naszego szkoleniowca. Wydaje się ze trener dal sobie również spokój z eksperymentami na rozegraniu i będzie grał tam Benat ponieważ Unai Lopez po raz kolejny został pominięty w powołaniach. Lista zawodników na dzisiejsze spotkanie prezentuje się następująco:

 

Bramkarze: Iraizoz, Herrerin

 

Obroncy: Laporte, San Jose, Iraola, Etxeita, Balenziaga

 

Pomocnicy: Benat, Iturraspe, De Marcos, Susaeta, Mikel Rico, Gurpegi

 

Napastnicy: Ibai, Muniain, Aduriz, Viguera, Guillermo.

 

Zmiany w porównaniu do poprzedniego spotkania są kosmetyczne bo wypadł Gaizka Toquero a w jego miejsce wszedł Ibai Gomez, który powinien być solidnym wzmocnieniem jeśli nie na lewej flance to zdecydowanie bardziej przy stałych fragmentach gry. O mały włos a zabrakłoby w dzisiejszym meczu Carlosa Gurpegiego, który miał kłopoty przeciążeniowe i zarówno w czwartek jak i piątek trenował na zmniejszonych obrotach. Na szczęście jednak nasz kapitan zdołał się wyleczyć i będzie mógł zagrać, choć nie raczej nie jest to zbyt dobry pomysł gdyż bardziej byłby potrzebny we wtorek w pojedynku z BATE i w kolejny weekend gdzie Athletic zmierzy się z Realem Madryt. W dzisiejszym meczu spokojnie powinien sobie poradzić Etxeita, który był najlepszym obrońcą w meczu Athletic z Granada. Txingurri zmodyfikował tez trochę taktykę i cofnął do drugiej linii Benata kosztem Mikela Rico, który operuje za plecami Aduriza. Na pewno lepiej wygląda to na rozegraniu i przy wysokim pressingu niż kiedy z przodu operował były rozgrywający Betisu. Przed Valverde stoi teraz zadanie wybrania składu, który zdobędzie pełną pule punktowa i przerwie fatalna pass. To jest trzeci najgorszy start Athletic w rozgrywkach od 35 lat. Gorzej było tylko w sezonie 2006/2007 i 2011/2012 kiedy drużyna na piętnaście możliwych do zdobycia punktów miała tylko dwa oczka. Los Leones musza tym razem zdobyć trzy punkty bo w przeciwnym razie sytuacja zespolu będzie wręcz dramatyczna. Nie powinno być zbyt dużych zmian w podstawowej jedenastce a być może nie będzie żadnych. Wszystko zależy od samopoczucia zawodników. Raczej trudno spodziewać się rotacji w przedniej formacji. Co innego defensywa gdzie być może na prawej stronie ujrzymy Iraole a na środku w miejsce Gurpegiego zagra ktoś z pary San Jose/Etxeita.

 

Niestety faworytem dzisiejszego meczu będzie drużyna gości. Eibar mimo ze jest absolutnym beniaminkiem La Liga to gra rewelacyjnie, świetnie taktycznie i jest po prostu w wyższej formie. Dodatkowo ekipa trenera Garitano jest w o wiele wyższej kondycji psychicznej niż Los Leones. Po prostu Los Armeros mogą a Athletic po prostu musi. W takiej sytuacji zwykle wychodzi o wiele więcej niż jak się gra pod taka olbrzymia presja pod jaka grają dzisiaj podopieczni trenera Ernesto Valverde. Za drużyna z Bilbao nie przemawia również statystyka w meczach z absolutnymi beniaminkami La Liga. Tylko cztery razy w dziewięciu pojedynkach nasz drużyna wygrywała na San Mames z takimi ekipami i miało to miejsce w sezonach 94/95 (Compostela), 98/99 (Villarreal), 99/00 (Numancia) oraz 09/10 (Xerez). Do tej statystyki należy dodać jeszcze cztery remisy w rozgrywkach 95/96 (Merida), 96/97 (Extremadura), 99/00 (Malaga) oraz 07/08 (Almeria) i jedna jedyna porażkę z Getafe w sezonie 2004/2005. Poza tym zawodnicy Eibar będą naprawdę bardzo zmotywowani gdyż kilku z nich ma wiele do udowodnienia ludziom związanym z Athletic. Wszak na pewnym etapie swoich karier przebywali w Lezamie i zrezygnowano z nich jako nieprzydatnych do pierwszej drużyny. Teraz udowadniają ze spokojnie mogą sobie poradzić na poziomie La Liga. No i dochodzi magia San Mames dla których ten stadion jest jak prawdziwa sportowa Mekka. Rozumieją to kibice Eibaru, którzy tłumnie przybędą do Bilbao. Władze klubu wysłały prawie 1,2 tys. wejściówek ale zapotrzebowanie było o wiele większe. Zapewne sporo fanów przyjedzie tuz przed meczem i kupi bilety na sektory kibiców Athletic, wiec możemy się spodziewać kompletu publiczności. Miejmy wiec nadzieje ze nasi piłkarze nie zawiodą oczekiwań i rozegrają dobre zawody zakończone zwycięstwem. Wszak dawno nie było w najwyższej klasie rozgrywkowej aż trzech zespołów z obecnej prowincji Kraju Basków.

 

Przewidywane składy:

 

Athletic: Iraizoz – Iraola, Gurpegi/San Jose, Laporte, Balenziaga – Iturraspe, Benat – Susaeta, Mikel Rico, Muniain – Aduriz.

 

Trener: Ernesto Valverde

 

Eibar: Irureta – Boveda/Lillo, Albentosa, Raul Navas, Abraham – Errasti, Dani Garcia – Capa, Arruabarrena, Saul – Angel.

 

Trener: Gaizka Garitano

 

Data: 27.09.2014 godz.: 22.00

 

Miejsce: Bilbao, Estadio San Mames (poj. 53 tys.)

 

Sędzia: Vellasco Carballo

 

Fatalnej passy i fatalnej formy ciąg dalszy. Athletic nie wygrał czwartego kolejnego w tym trzeciego w La Liga spotkania i wciąż na swoim koncie ma tylko 3 oczka za zwycięstwo z Levante w drugiej kolejce. Tym razem lepsze od Basków okazało się Rayo Vallecano, które rzutem na taśmę strzeliło zwycięskiego gola na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry i w pełni zasłużenie zgarnęło trzy oczka będąc może nie zespołem lepszym ale na pewno równiejszym w przekroju całego spotkania. Może gdyby arbiter tego spotkania, przy stanie 0-1 dla Los Leones, podyktował rzut karny za faul Quiniego na Muniainie to wynik byłby zupełnie inny ale niestety po raz kolejny okazało się ze nasz zespół nie ma szczęścia do sędziów debiutujących w Primera Division. Tak wiec wydaje się ze Athletic właśnie przegrał sezon i powoli zamiast myśleć o pucharach możemy zacząć koncentrować się na walce o utrzymanie bo z taka forma jak w ostatnich meczach na nic innego nie stać podopiecznych trenera Valverde.

 

Początek spotkania nie zwiastował porażki Los Leones. Baskowie wyszli wysoko do rywali, szybko przejmowali piłkę, udanie wychodzili spod pressingu i świetnie szybkimi podaniami przedostawali się pod pole karne rywali. Naprawdę świetnie oglądało się pierwsze 40 minut tego meczu z perspektywy fanów gości. Gospodarze również nie chcieli być gorsi i grali otwarty futbol wiec mecz był naprawdę ciekawy. W 12 minucie meczu mieliśmy pierwsza kontrowersje w tym meczu kiedy w polu karnym piłkę spod nóg Aduriza wybijał Abdoulaye Ba. Futbolówka została wprawdzie trafiona ale wydaje się ze wcześniej obrońca zahaczył o nogi naszego napastnika i sędzia powinien wskazać na „wapno”. Sytuacja kontrowersyjna i nie do końca jasna wiec sędzia miał pełne prawo się pomylić jeśli do faulu doszło gdyż nawet powtórki nie pozwalały na klarowna ocenę interwencji. Za to w 27 minucie meczu sytuacja była oczywista bo Muniain wyprzedził Quiniego, wpadł w pole karne i został ewidentnie pchnięty przez prawego obrońcę Rayo co powinien zauważyć sędzia tego spotkania, który był ustawiony centralnie na wprost akcji. Pan Melero Lopez powinien wskazać na punkt oddalony o 11 metrów od bramki. Niestety gwizdek milczał a mogło to zadecydować o losach meczu gdyż już wtedy Los Leones prowadzili 0-1 po pięknej akcji i bramce Aduriza. Wszystko zaczęło się od akcji na prawym skrzydle Susaety, który cofnął się z piłką o kilkanaście metrów wyciągając za sobą obrońcę, podał do Benata, który natychmiast oddal futbolówkę do De Marcosa, który pociągnął do linii końcowej i podał wzdłuż bramki do kompletnie nie obstawionego Aduriza a ten majac pusta bramkę nie mógł nie trafić. Athletic dalej atakował ale nie potrafił wypracować sobie już klarownych okazji. Im bliżej było końca pierwszej polowy tym więcej przy piłce byli podopieczni trenera Paco Jemeza jednak również w ich przypadku efekt był mizerny bo naprawdę dobrze grała obrona gości. Niestety z pomocą Piratom postanowił przyjść Gorka Iraizoz. Z prawej strony w pole karne dośrodkował Lica a nasz portero w sobie tylko znany sposób przepuścił piłkę pod brzuchem a ta przed linia bramkowa uderzył Leo Baptistao uprzedzając De Marcosa i wyrównując stan meczu. 1-1 na Estadio Vallecas i mecz zaczynał się od początku. To było właściwie tyle jeśli chodzi o pierwsze 45 minut spotkania. Szybka dobra gra obydwu zespołów, która mogła się podobać kibicom.

 

Niestety w drugiej części meczu grał jeden zespół i nie była to ekipa Athletic, która chyba została w szatni. Od początku dominowali gospodarze, którzy z olbrzymia determinacja dążyli do zdobycia zwycięskiej bramki. Los Leones mieli tylko jedna szanse na zdobycie bramki gdy ok. 65 minuty głową uderzał Aduriz i Tono (zastąpił kontuzjowanego Alvareza) z najwyższym trudem złapał szybująca do siatki piłkę. Ze strony Rayo największe zagrożenie szło z prawej flanki gdzie rali Kakuta oraz Insua, którzy raz po raz niepokoili naszych obrońców kąśliwymi centrami w pole karne. Nasi zawodnicy radzili sobie z nimi bardzo dobrze do 89 minuty, kiedy to kolejny raz dal o sobie znać Kakuta, posłał piłkę na długi słupek gdzie uderzał głową Leo Baptistao. Gorka obronił pierwsze uderzenie ale odbił piłkę zamiast na rzut rożny to wprost pod nogi napastnika, którego poprawka była już celna i znalazł drogę do siatki. Baskom zabrakło już czasu na odrobienie strat, które zresztą byłoby ciężko odrobić bo w drugiej części meczu nasz zespół nie grał praktycznie nic. Athletic wraca wiec z dzielnicy Vallecas na tarczy po bardzo bolesnej porażce, z wciąż słabą forma i marnymi widokami na przyszłość przy takiej grze.

 

Porażkę z Granada załatwił naszej drużynie Ander Iturraspe a wiec najlepszy gracz ubiegłego sezonu a w środę zawiódł drugi filar naszej ekipy, który w minionych rozgrywkach rozegrał, podobnie jak jego kolega, sezon życia a wiec Gorka Iraizoz. Niestety co najmniej półtorej bramki z wczorajszego spotkania może sobie zapisać na konto. Wprawdzie na początku drugiej części uchronił nasz zespół przed niemal pewna bramka ale niestety rywale strzelili tylko dwa gole i obie były z udziałem Iraizoza. Szkoda tej porażki, szczególnie ze w pierwszej części gry Athletic grał naprawdę bardzo dobrze ale trochę nie dopisało szczęście i ślepy sędzia prowadzący ten mecz. Jednak za druga część należy się piłkarzom potężna bura bo tak grac nie można. Podopieczni trenera Valverde po prostu stanęli jakby nie wiedzieli co maja robić i jak grac. A przecież po to jest przerwa by zmobilizować piłkarzy do lepszej gry i tutaj waza jest rola trenera. Athletic póki co nie może zagrać dwoch równych połówek meczu i momentami wydaje się jakby zawodnicy oddychali rękawami nie mogąc wytrzymać całego meczu kondycyjnie. Być może został popełniony jakiś błąd w czasie pretemporady i jeśli tak to odpowiedzialność za to ponosi tylko i wyłącznie Ernesto Valverde. Z drugiej jednak strony patrząc na dwa ostatnie mecze to fakty trochę zaprzeczają zmęczeniu piłkarzy. Z Granada Los Leones zagrali świetną druga polowe gdzie mecz toczył się w bardzo wysokim tempie co przeczyło by rzekomej słabej kondycji. Wczoraj drużyna zagrała bardzo dobra i intensywna pierwsza część meczu a druga fatalna czyli dokładnie na odwrót niż w sobotę. Może z Eibarem zobaczymy w końcu Basków grających dwie dobre polowy spotkania i zdobycz punktowa, która jest bardzo potrzebna nie tylko przed meczem z BATE w Lidze Mistrzów ale przede wszystkim przed spotkaniem z Realem Madryt na Santiago Bernabeu. Miejmy nadzieje ze jednak jest to jakiś kryzys formy, być może dołek z którego później nasi zawodnicy wyjdą, tyle ze wtedy już nie będzie o co grac, o ile już nie pogrzebaliśmy szans na cokolwiek poza utrzymaniem w tym sezonie. Na razie jednak Athletic, po tej kolejce spotkań ląduje w strefie spadkowej, po raz pierwszy od dwoch lat. Miejmy nadzieje ze również po raz ostatni.

 

Statystyka meczu:

 

Składy:

 

Rayo: Cristian Alvarez (46’ Tono) – Quini (28’ Tito), Ze Castro, Abdoulaye, Insua – Baena, Trashorras – Lica (80’ Manucho), Bueno, Kakuta – Leo Baptistao.

 

Trener: Paco Jemez

 

Athletic: Iraizoz – De Marcos, Gurpegi, Laporte, Balenziaga – Mikel Rico (90’ Toquero), Iturraspe – Susaeta (62’ Viguera), Benat, Muniain (81’ Guillermo) – Aduriz.

 

Trener: Ernesto Valverde

 

 

 

Wynik: 2 – 1

 

Bramki: 39’ i 89’ Leo Baptistao – 21’ Aduriz

 

Żółte kartki: Trashorras, Quini – De Marcos, Gurpegi

 

Posiadanie piłki: 52% - 48%

 

Strzały: 15 – 8

 

Strzały celne: 5 – 3

 

Rzuty rożne: 1 – 2

 

Interwencje bramkarzy: 2 – 3

 

Spalone: 0 – 0

 

Straty: 76 – 80

 

Piłki odzyskane: 59 – 50

 

Podania: 494 – 475

 

Faule: 18 - 17

 

Widzów: ok. 11 tys.

 

Sędzia: Melero Lopez jako główny oraz Barbero Sevilla i Martinez Serrato na liniach. Cala trojka pochodzi z Andaluzji.

 

Niestety słaba gra przeciwko Barcelonie i Szachtarowi nie była przypadkiem. Athletic jest kompletnie bez formy i co najgorsze bez pomysłu na grę. Najlepiej było to widać właśnie w sobotę podczas przegranego pojedynku na San Mames z Granada. Porażka wprawdzie nikła bo zaledwie 0-1 po bramce Cordoby ale bardzo bolesna gdyż poniesiona z drużyna, która nic wielkiego nie grała i nastawiła się tylko i wyłącznie na kontrataki. Tak wiec po 4 kolejkach Los Leones maja tylko jedna wygrana i aż 3 porażki, co oznacza ze jest coraz mniejszy margines błędu (jeśli jest w ogóle jeszcze jakiś) aby liczyć na cokolwiek w tym sezonie.

 

Sam mecz można streścić w kilku zdaniach. Kibice zgromadzeni na San Mames oglądali nieustanne ataki Athletic oraz bardzo groźne kontry podopiecznych trenera Caparrosa, który doskonale ustawił swój zespół wystawiając w przodzie dwójkę bardzo szybkich napastników. Zapewne ta taktyka nie sprawdziłaby się gdyby nie proste błędy naszych pomocników, szczególnie Andera Iturraspe, który momentami zachowywał się jak nowicjusz a nie potencjalny kadrowicz La Furia Roja. To było chyba najsłabsze 45 minut Athletic we wszystkich meczach tego sezonu. Podopieczni trenera Valverde mieli właściwie tylko jedna akcje, która powinna zakończyć się golem ale świetne uderzenie głową Aduriza po centrze z lewego skrzydła jakimś cudem sparował do boku portero gości. Więcej niebezpieczeństwa pod bramka Roberto nie było bo wszystko czyścili świetnie ustawieni obrońcy Granady. Za to o wiele więcej okazji mieli napastnicy rywali. Błędy w środku pomocy zaowocowały sytuacjami Cordoby (trzy) i Successa. Jedna skonczyla się wybiciem na rzut rożny przez obrońców a druga doskonałą obrona Gorki. Niestety dla Basków nadeszła 39 minuta meczu i totalny kretynizm jakim popisał się Ander Iturraspe. Nasz defensywny pomocnik, będąc ostatnim obrońcą postanowił kiwać się z napastnikiem, którym był Cordoba. Skończyć to się mogło tylko w jeden sposób a mianowicie strata po której Meksykanin wykorzystując swoja szybkość popędził sam na bramkę Gorki i bez problemów pokonał naszego goalkeepera.

 

Drugie 45 minut przyniosło radykalna zmianę gry naszego zespolu. Trener Caparros cofnął swój zespół głębiej co w połączeniu z odważniejszą i przede wszystkim szybsza gra naszej drużyny przyniosło lepsze efekty. Wciąż jednak brakowało dwoch rzeczy a wiec ostatniego podania i skuteczności. Dobrym posunięciem naszego szkoleniowca było wpuszczenie Borjy Viguery, który w ataku wymieniał się pozycjami z Aduriziem i operował na całej szerokości boiska co właśnie zmusiło szkoleniowca Granady do zmiany taktyki. Kolejny dobrym posunięciem, które jeszcze bardziej rozruszało szeregi Basków było wejście Mikela Rico, który o wiele bardziej wspomagał atak niż Erik Moran. Niestety na początku tej części gry Granada mogła podwyższyć rezultat ale Cordoba dwukrotnie zmarnował dogodne sytuacje. W jednej z nich świetnym wyjściem popisał się Iraizoz zażegnując niebezpieczeństwo. Później okazje mieli już tylko podopieczni trenera Valverde. Strzał Muniaina zastopował Roberto. Efektowne uderzenie Aduriza wyszło na aut bramkowy. W polu karnym popychany padł Aduriz ale sędzia nie zdecydował się na wskazanie na „wapno”. Świetne uderzenie głową Mikela Rico po rzucie rożnym Viguery o centymetry minęło długi słupek bramki Roberto. Później portero gości świetnie przeniósł nad poprzeczka uderzenie Guillermo, który poradził sobie z Babinem i znalazł się w doskonalej okazji do zdobycia bramki. Napór Los Leones wzrósł jeszcze w samej koncowce ale po rzutami rożnymi nasza drużyna nic więcej nie wskórała.

 

Jak już wspomniałem był to słaby mecz naszej drużyny. Pierwsze 45 minut było chyba najsłabsze od czasu kiedy drużynę przejął Ernesto Valverde. Athletic miał tylko jedna okazje do zdobycia bramki. Druga polowa na szczęście była o wiele lepsza i gdyby Baskowie zagrali tak w pierwszych 45 minutach to być może dałoby się uniknąć porażki. Jednakże nie przesłania to całego obrazu gry Athletic, która była po prostu marna. W zasadzie jedynymi piłkarzami do których nie można się przyczepić byli Iker Muniain oraz Gorka Iraizoz z podstawowej jedenastki oraz Mikel Rico, który wszedł w drugiej połowie. Reszta zawodników zdecydowanie zawiodła, szczególnie mowa tutaj o Iturraspe, San Jose, Susaecie. Trudno winić za porażkę zawodników rezerwowych, którzy wystąpili w tym meczu ale w tym przypadku odpowiedzialność spoczywa na Ernesto Valverde, który kompletnie nie przygotował swoich podopiecznych do tego meczu. Poza tym wydaje się ze aż 6 zmian w stosunku do poprzedniego meczu to jednak trochę za dużo a piłkarze dotychczas rezerwowi z tego co widać raczej słabo znają założenia taktyczne. Najgorsze jednak jest to ze mimo coraz gorszej postawy drużyny Txingurri nie jest w stanie postawić prawidłowej diagnozy i cokolwiek zmienić co by poprawiło grę albo przynajmniej wskazało jakakolwiek alternatywę. Przykładowo w drugiej części sobotniego meczu wprowadzenie od początku Borjy Viguery znacznie rozruszało niemrawy atak a dołożenie do tego Guillermo spowodowało ze gra pod koniec meczu toczyła się niemal w całości w obrębie pola karnego Granady. Trochę niezrozumiale było tez wystawienie jako lewego środkowego obrońcę Mikela San Jose, który nigdy a tej pozycji nie grał. Tak samo jak Etxeita grający prawego środkowego obrońcę, który zawsze grał jako lewy stoper. Dziwne jest ze szkoleniowiec nie wie a jakich pozycjach grają jego stoperzy. Wystawianie z uporem godnym lepszej sprawy zawodników, którzy są w słabej formie tez mija się z celem. Markel Susaeta od początku sezonu gra po prostu słabo majac pojedyncze góra kilkuminutowe przebłyski swoich możliwości. Iturraspe od wyjazdu na kadrę gra coraz gorzej a ten jego kardynalny błąd przy bramce Cordoby jest na poziomie początkującego adepta piłki nożnej. Zresztą dziwne błędy w tym sezonie zdążają się niemal wszystkim piłkarzom Athletic i jakoś nie widać żeby były eliminowane, a wręcz przeciwnie jest coraz gorzej. Cóż grac trzeba jednak dalej i nie ma czasu na wspominanie przeszłości. Przed nami kolejna szansa na zdobycz punktowa a wiec mecz z Rayo na wyjeździe. Bez znaczącej poprawy postawy nie tylko pojedynczych piłkarzy ale i całego zespolu próżno szukać tam będzie zwycięstwa Athletic, szczególnie na podstawie tego co widzimy w rozgrywkach ligowych.

 

Statystyka meczu:

 

Składy:

 

Athletic: Iraizoz – Iraola, Etxeita, San Jose, Balenziaga – Erik Moran (50’ Mikel Rico), Iturraspe – Susaeta (76’ Guillermo), Unai Lopez (46’ Viguera), Muniain – Aduriz.

 

Trener: Ernesto Valverde

 

Granada: Roberto – Nyom, Babin, Murillo, Foulquier – Rochina (61’ Eddy), Hector Yuste, Fran Rico, Piti (66’ Juan Carlos) – Success, J.Cordoba (73’ Javi Marquez).

 

Trener: Joaquin Caparros

 

 

 

Wynik: 0 – 1

 

Bramka: 39’ J. Cordoba

 

Żółte kartki: Iraola, Aduriz – Nyom, Hector Yuste, Foulquier, Rochina

 

Posiadanie piłki: 64% - 36%

 

Strzały: 13 – 3

 

Strzały celne: 5 – 2

 

Rzuty rożne: 7 – 5

 

Spalone: 1 – 5

 

Interwencje bramkarzy: 1 – 5

 

Straty: 54 – 58

 

Piłki odzyskane: 35 – 35

 

Podania: 609 – 317

 

Faule: 14 – 20

 

Widzów: ok. 33 tys.

 

Sędzia: Teixeira Vitienes II jako główny oraz Lamsfus Bartolome i Garcia Fernandez na liniach. Cala trojka pochodzi z Kantabrii.

 

Przed nami piąta kolejka La Liga i spotkanie z Rayo Vallecano w Madrycie. Będzie to spotkanie dwoch sąsiadów w tabeli co nie przynosi zbytniej chluby ekipie Ernesto Valverde gdyż ambicje i możliwości Los Leones sięgają o wiele wyżej i jedyne co nie pozwala być w górnej połowie tabeli to aktualna forma zespolu a właściwie jej kompletny brak bo trudno to co prezentują na boisku piłkarze Basków nazwać forma. Zespół w dzielnicy Vallecas również nie imponuje dyspozycja ale to akurat normalne w przypadku tej ekipy, szczególnie na początku sezonu. Grają jednak widowiskowa piłkę, są ciągle w ataku, co na pewno podoba się kibicom. Los Leones tez będą musieli zaatakować i zagrać o pełną pule punktów po beznadziejnym początku rozgrywek tak wiec szykuje się nam naprawdę ciekawy mecz na Estadio Vallecas. Pierwszy gwizdek sędziego dzisiaj o godzinie 20.00.

 

Poprzednia kolejkę oba zespoły zakończyły porażkami. Ekipa Błyskawic nie sprostała drużynie Villarrealu na El Madrigal przegrywając 4-2. Trener Paco Jemez na pewno nie może być zadowolony z tego wyniku bo jego drużyna prowadzali 0-2 po bramkach Kakuty oraz Bueno. Niestety jeszcze przed przerwa Żółta Łódź Podwodna strzeliła bramkę kontaktowa autorstwa Espinosy a po przerwie kolejne dołożyli Musacchio oraz dwie Vietto. Athletic z kolei rozgrywał swoje spotkanie na San Mames gdzie sprawił bardzo niemiłą niespodziankę swoim fanom przegrywając 0-1 z Granada po golu Cordoby.

 

Sympatyczna drużyna z dzielnicy Vallecas w Madrycie jak co roku rozpoczyna rozgrywki ligowe na tym samym poziomie a wiec kiepsko. Powód prosty a wiec liczne zmiany kadrowe w zespole. W ciągu trzech ostatnich lat przez klub przewinęło się 47 zawodników a w tym sezonie drużyna ustanowiła swój rekord sprowadzając 17 piłkarzy do pierwszej drużyny, co przy 25 osobowej kadrze może przyprawić o zawrót głowy. W sumie od 2006 roku do klubu przyszło w sumie 101 piłkarzy a ilu odeszło to zapewne nawet trudno zliczyć. Można tylko współczuć trenerowi Paco Jemezowi, który co roku wchodząc do szatni zastaje w niej prawie same nowe twarze. Nie przeszkadza to jednak drużynie należeć do jednej z najatrakcyjniejszych ekip w La Liga, która gra niezwykle widowiskowo, szybko i bardzo ofensywnie. Co sezon Błyskawice bija rekordy straconych bramek ale na szczęście nie przeszkadza im to w skutecznej walce o utrzymanie. Zapewne gdyby nie spore długi klubu, które na szczęście regularnie się zmniejszają to Rayo mogłoby powalczyć o górną polowe tabeli bo trzeba przyznać ze Paco Jemez doskonale wykonuje swoja prace. Jest to tez jeden z nielicznych trenerów w La Liga, który ma bezpieczna posadę w zasadzie bez względu na to jakie wyniki osiąga jego drużyna. Władze klubowe i tak patrzą na finał sezonu i jak drużyna ma za plecami jeszcze minimum 3 zespoły w tabeli to wszystko jest w porządku. Tak wiec szkoleniowiec może się spokojnie koncentrować na swojej pracy i zgrywaniu zespolu. Bo właśnie na tym głównie polega jego zadanie przez długi okres pierwszej części sezonu gdzie Piraci testują ustawienie i często dostają baty by wystartować do niesamowitej walki o utrzymanie w dalszej części rozgrywek i zakończyć je szczęśliwym utrzymaniem. Jest to tez jedna z nielicznych ekip w La Liga, której kibicują niemal wszyscy fani pozostałych zespołów. Powód? Oglądanie ich spotkań to gwarancja emocji, wielu bramek i naprawdę świetnej piłki. I nie ma znaczenia rywal czy wynik bo nawet przegrywając wysoko z Realem Madryt czy tez Barcelona chłopcy Paco Jemeza chcą za wszelka cenę zdobyć bramkę nie dbając przy tym zbytnio o zabezpieczenie własnej bramki. Wysokie wyniki w ich meczach nie dziwią a ponieważ bramki są kwintesencja piłki nożnej i lubią je oglądać kibice tak wiec można się spodziewać ciekawych spotkań, szczególnie na Estadio Vallecas. Trener Paco Jemez poza zgrywaniem zespolu, tradycyjnie musi sobie poradzić z kolejna bolączka zespolu a wiec dziurawa jak ser szwajcarski (albo i jeszcze bardziej) defensywa. O ile włodarzom klubu starcza fantazji na sprowadzanie ciekawych zawodników do ataku to już o wiele gorzej jest z tym jeśli chodzi o tyły, gdzie podstawa jest stabilizacja i wzajemne zrozumienie się piłkarzy. Z zeszłego roku w tej formacji pozostali tylko Ze Castro oraz Tito czyli stoper oraz boczny obrońca. Pozostali piłkarze to świeże nabytki jeszcze nie zgrane z zespołem a dla niektórych z nich jest to pierwszy kontakt z La Liga. Jest to zdecydowanie najsłabsza formacja zespolu. O wiele lepiej jest w drugiej linii i ataku. Drużyna może liczyć na bardzo doświadczonego Trashorrasa i Raula Baene oraz świetnych techników w osobach Lassa oraz Bueno. Udało się tez pozyskać utalentowanego Pozuelo ze Swansea na zasadzie wolnego transferu wypożyczyć Leo Baptistao z Atletico Madryt oraz Aquino z Villarreal. Siła ofensywna wiec jest całkiem spora i Rayo zdecydowanie ma kim postraszyć chyba każdą defensywę w La Liga. Jednak jak już wspominałem problem jest w tyłach o dopóki władze nie ustabilizują sytuacji kadrowej w tej formacji to Rayo mimo potencjału co najmniej na środek tabeli dalej będzie się bilo o utrzymanie. Oby nie razem z Athletic bo forma naszego zespolu wcale nie jest lepsza niż naszych dzisiejszych rywali. Trener Paco Jemez uznał ze nie będzie ustalał listy powołanych na dzisiejszy mecz i wybierze skład z całej kadry. Jedynymi kontuzjowanymi zawodnikami jest bramkarz Cobeno oraz stoper Amaya, tak wiec z 25 osobowej kadry pozostaje mu jeszcze 23 piłkarzy. Nie wiadomo w jakiej dyspozycji są Lass oraz Abdoulaye Ba, którzy narzekali na urazy. Wydaje się ze trener Jemez powtórzy skład z meczu z Villarreale, który całkiem przyzwoicie spisał się w tym pojedynku. W bramce powinien stanąć Alvarez. W obronie raczej pewne są pozycje Tito oraz Insuy na bokach. Jeśli zajdą roszady to raczej na środku defensywy, gdzie Morcillo z Ze Castro popełnili trochę błędów. Problem w tym ze szkoleniowiec nie ma zbytnich alternatyw bo Amaya jest kontuzjowany a forma Abdoulaye jest niewiadoma. Raczej nie zmieni się środek pomocy gdzie zagrają Baena oraz Trashorras, którzy będą za plecami wysuniętego Bueno. Do roszad może dojść na skrzydłach gdyż wrócą Aquino oraz Pereira, którzy nie mogli wystąpić z Żółtą Łodzią Podwodna ze względu na klauzule w umowach wypożyczenia. Całość powinien dopełnić Leo Baptistao, który może zagrać na skrzydle lub na środku ataku zmieniając się z Pereira.

 

W Athletic po porażce z Granada nie ma najlepszych nastrojów. Wprawdzie Valverde stara się robić dobra minę do zlej gry i broni swoich podopiecznych ale gołym okiem widać u trenera zdenerwowanie kiepskimi występami w ostatnich meczach i zgubieniem gdzieś naprawdę bardzo dobrej dyspozycji z sierpnia. Trudno znaleźć przyczyny tego stanu rzeczy. Na pewno zawodzą liderzy zespolu z poprzedniego sezonu jak Iturraspe, który spokojnie może sobie przypisać stratę 3 oczek w ostatnim meczu. Zespół gra tez nierównomiernie bo po beznadziejnej pierwszej części spotkania z Granada, drugie 45 minut wyglądało już całkiem przyzwoicie choć i tak pozostawiało wiele do życzenia. Inna sprawa to przekombinowanie ze składem przez samego szkoleniowca bo rotacje są potrzebne ale nie od razu ponad polowa składu tak jak miało to miejsce w sobotni wieczór. Tak wiec z 3 oczkami w 12 spotkaniach Los Leones przystępują do dzisiejszego spotkania. Można powiedzieć ze nasi piłkarze maja nóź na gardle i zwycięstwo jest koniecznością żeby mieć choć cień szansy na walkę o cokolwiek w tym sezonie. Wątpliwe jest by trener zdecydował się wpuszczenie zmienników i raczej wyjdzie najsilniejsza jedenastka. Do zdrowia wrócił już Laporte, który nie mógł wystąpić w Granada z powodu kontuzji a teraz dostał zielone światło od lekarzy. Tak wiec możemy spodziewać się najsilniejszego środka defensywy właśnie z Francuzem oraz Carlosem Gurpegim. Txingurri miał nadzieje również na wyzdrowienie Ibaia Gomeza, co pozwoliłoby na obsadzenie lewej flanki i przerzucenie Ikera na prawa zamiast Markela Susaety, który gra po prostu tragicznie. Niestety nasz lewoskrzydłowy nie zdążył na czas i trenera będzie musiał trochę zmienić swoje plany. Dodatkowo problemem staja się kontuzje. Ostatnich treningów nie ukończyli Bustinza oraz Kike Sola, którzy musieli wcześniej udać się do szatni i we wtorkowych zajęciach zamkniętych dla publiczności już nie uczestniczyli. Wprawdzie nie są to pierwszoplanowi piłkarze w kadrze ale zwiększają rywalizacje w zespole która tez jest potrzebna żeby podnosić formę. Ostatecznie trener Valverde zabrał do Madrytu 19 piłkarzy a wiec:

Bramkarze: Herrerin, Iraizoz,

Obrońcy: Laporte, San Jose, Iraola, Etxeita, Balenziaga

Pomocnicy: Erik Moran, Benat, Iturraspe, De Marcos, Susaeta, Mikel Rico, Gurpegi,

Napastnicy: Toquero, Munian, Viguera, Guillermo, Aduriz.

W związku z kiepskimi występami w ostatnich meczach raczej trudno się spodziewać innej jedenastki niż ta na dzień dzisiejszy najsilniejsza a wiec Iraizoz na bramce, De Marcos, Gurpegi, Laporte i Baleziaga w obronie, Mikel Rico i Iturraspe na pozycji pivota oraz kwartet ofensywny w osobach Susaety, Benata, Muniaina oraz Aduriza.

 

Ciężko wskazać faworyta tego spotkania. Oba zespoły są w tak kiepskiej formie ze wynik może paść dosłownie każdy. Rayo będzie miało za sobą swoja publiczność oraz naprawdę niezłą sile ofensywna, która napędziła sporo strachu drużynie Villarrealu. Sporym minusem jest słabiutka obrona i jeśli Athletic trafi jako pierwszy do siatki rywali to Baskowie mogą wywieźć pełną pule punktów gdyż akurat defensywa to spory atut naszego zespolu, szczególnie w najsilniejszym zestawieniu. Athletic dotychczas bardzo dobrze radził sobie na boisku w Vallecas. W 10 ostatnich meczach ligowych na wyjeździe przegrał tylko jeden raz i to dość dawno bo w 2002 roku kiedy to na bramki Urrutii oraz Ezquerro drużyna Błyskawic odpowiedziała aż czterema trafieniami. Poza ta jedna porażką Los Leones odnieśli 5 zwycięstw oraz cztery razy dzielili się punktami. W sumie a boisku Rayo zespoły potykały się 15 razy i w spotkaniach tych jest idealny remis po 5 zwycięstw każdej ze stron oraz 5 remisów. Miejmy nadzieje ze dzisiaj nasi zawodnicy zgarnął pełną pule punktów.

 

Przewidywane składy:

Rayo: Alvarez – Tito, Ze Castro, Abdoulaye Ba, Insua – Baena, Trashorras – Aquino, Bueno, Pereira – Leo Baptistao.

Trener: Paco Jemez

Athletic: Iraizoz – De Marcos, Gurpegi, Laporte, Balenziaga – Mikel Rico, Iturraspe – Susaeta, Benat, Muniain – Aduriz.

Trener: Ernesto Valverde

 

Data: 24.09.2014, godz. 20.00

Miejsce: Madryt, Estadio Vallecas (poj. 15,5 tys.)

Sędzia: Melero Lopez.

 

 

Po emocjach związanych z Liga Mistrzów czas wrócić do ligowej rzeczywistości, która będzie nam towarzyszyła przez najbliższy tydzień. W przeciągu  8 dni Athletic rozegra 3 spotkania z rywalami na których obowiązkiem jest zdobyć komplet oczek. Na pewno nie będą to łatwe spotkania ale przy potencjale Los Leones i grze na poziomie na jaki spokojnie ich stać nie powinno być problemu z wygranymi. Na pierwszy ogień idzie nowa drużyna Joaquina Caparrosa a wiec Granada CF. Nie jest to rywal z wysokiej polki ale na pewno grający solidny futbol i potrafiący walczyć w każdym meczu wiec czeka nas ciekawy pojedynek gdyż Baskowie po prostu muszą zdobyć komplet oczek. Początek spotkania o godzinie 18.00.

 

Poprzednia kolejka nie była zbyt udana dla obydwu zespołów. Nasi dzisiejsi rywale zaledwie bezbramkowo zremisowali na swoim stadionie z Villarrealem. Gorzej spisali się Los Leones, którzy z wyjazdu na Nou Camp w Barcelonie nie przywieźli ani jednego punktu przegrywając 0-2 po trafieniach Neymara. Gdyby nie gra podopiecznych trenera Valverde można by ten wynik jeszcze przełknąć ale ze była po prostu bardzo słaba i to na tle dość słabej Barcelony to trudno się z nim trochę pogodzić. Po trzech kolejkach ligowych Granada wyprzedza o punkt Athletic zajmując 6 miejsce a gospodarze dopiero 13.

 

Klub z ostatniej stolicy Maurów a Półwyspie Iberyjskim należy do najzdrowszych finansowo w całej La Liga. Wprawdzie wielu pieniędzy nie ma i transfery jeśli są to głównie bezgotówkowe ale za to dług jest u nich minimalny a piłkarze mogą liczyć na całkiem przyzwoite kontrakty płatne zawsze w terminie. Do tego dochodzi przyjemny stadion Los Carmenes oraz piękne miasto. W pierwszy sezonie po powrocie do Primera Division klubowy obiekt był wypełniony po brzegi fanami spragnionymi piłki na najwyższym poziomie. W ostatnim sezonie jak również w obecnym trochę ta fascynacja opadła i jest już o wiele łatwiej znaleźć wolne miejsca na stadionie. Niestety wszystko przez wyniki drużyny, które z roku na rok są coraz słabsze i drużyna desperacko walczy o utrzymanie się w hiszpańskiej elicie piłkarskiej. Fanom już zdecydowanie nie wystarczy minimalizm klubowych decydentów ani coroczne rewolucje kadrowe gdzie piłkarze hurtowo odchodzi i przychodzą. Trudno się identyfikować z takim zespołem. Przykładowo w tym sezonie przyszło 31 zawodników a odeszło 27. Oczywiście część z nich powróciła z wypożyczeń do macierzystych klubów, części z nich właścicielem była Granada i po powrocie do Andaluzji zostali odesłani gdzie indziej albo zwolnieni z kontraktów. I tak jest mniej więcej co roku i jakoś udaje się przetrwać tyle ze nie o to chodzi fanom. Tym razem jednak może być o wiele gorzej bo drużyna straciła wielu wartościowych zawodników, których nie zastąpiono piłkarzami o równoważnych umiejętnościach. Trochę to dziwne bo na Sigueirze, Brahimim, Allanie i Brayanie Angulo klub zarobił  21 mln euro a wydal ok. 5 mln na zawodników dość anonimowych. Zresztą pozostałe transfery z klubu tez trudno zrozumieć bo pozbyto się Diego Buonanotte, Dani Beniteza, Hassana Yebdy i Belkalema a wiec zawodników o naprawdę dobrych umiejętnościach jak a Granade. W zamian sprowadzono piłkarzy o których cokolwiek powiedzieć jest naprawdę trudno. No może co nieco wiadomo o Ihonie Cordoba, który zagrał kilka ciekawych spotkań w Espanyolu jak również anonimowy nie jest Javi Marquez, który po odejściu z Los Pericos wciąż nie może odzyskać dawnej formy a kiedyś ocierał się nawet o reprezentacje La Furia Roja. Pozostali zawodnicy to tzw. „no name’y”. I co ciekawe nawet taka polityka kadrowa nie zmniejsza oczekiwań władz klubu, które sięgają górnej polowy tabeli La Liga. To niby ma zagwarantować nowy trener zespolu Joaquin Caparros, który po perturbacjach z Levante gdzie już był bliski podpisania kontraktu ale w ostatniej chwili szefostwo Granotes wystawiło go do wiatru, podpisał dwuletnia umowę z ekipa z Andaluzji. Jest to tez powrót szkoleniowca w rodzinne okolice bo sam pochodzi z Utrery pod Sewilla. Pytanie tylko ile trener wytrzyma na swoim stanowisku bo niecierpliwe szefostwo klubu może długo nie wytrzymać. A jak wiadomo z doświadczenia w Athletic Caparros potrzebuje czasu oraz bezgranicznego wsparcia zarządu by mógł osiągać jakiekolwiek wyniki. To naprawdę dobry trener dla solidnych zespołów ligowych środka tabeli i bardzo dziwne jest ze władze Lewante tak łatwo się go pozbyły. Tyle ze bez odpowiednich zawodników nikt nic nie zdziała a niestety w Granadzie poza El Arabim trudno szukać kogoś wybitnego a Marokańczyk w dzisiejszym meczu nie zagra z powodu kontuzji. Wprawdzie Andaluzyjczyk ma jeszcze kilku solidnych zawodników ale do gry trzeba przynajmniej dobra pierwsza jedenastkę a na dzień dzisiejszy w Granadzie jej nie ma bo większość solidnych piłkarzy jakich ma w kadrze jest daleko od formy a pozostałych jak na razie trudno uznać za wartościowych na poziomie La Liga. Do tego wniosku doszedł nawet Caparros, który woli wystawiać w ataku zaledwie 18-letniego, kompletnie nieopierzonego Nigeryjczyka Isaaca Successa z drużyny rezerw niż doświadczonego Rikiego i młodego ale mającego za sobą grę w La Liga Cordobe. I wydaje się ze młodziutki Nigeryjczyk rozpocznie dzisiejszy mecz w pierwszym składzie obok Ortuno. Dwójkę napastników wspierać powinni Piti na prawym skrzydle oraz Rochina na lewym. Pomoc w środku uzupełnią Iturra oraz Fran Rico. Czteroosobowy blok obronny powinni stworzyć Nyom na prawej stronie, cofnięty z lewego skrzydła do tylu Juan Carlos oraz dwójka stoperów w osobach Murillo i Babina. Na bramce powinien stanąć doświadczony Roberto Fernandez.

 

Baskowie po remisie z Szachtarem w środowym meczu Ligi Mistrzów nie mieli zbyt dużo czasu do przygotowania się do dzisiejszego spotkania. Ledwie dwa treningi musiały wystarczyć trenerowi Valverde na przestawienie zespolu z jednego rywala na drugiego. A niestety jest co przestawiać bo dość niespodziewanie drużynę dopadły kontuzje i to w najmniej odpowiednim momencie. Txingurri szykował na sobotni mecz niewielkie rotacje w składzie, których być może będzie musiał zaniechać bowiem kontuzji w meczu pucharowym doznali Aketxe oraz Ibai Gomez. Wprawdzie nasz skrzydłowy na sile mógłby zagrać w dzisiejszym spotkaniu ale ponieważ to nie jego pierwszy uraz przeciążeniowy w tym sezonie tak wiec będzie musiał odpocząć. Aketxe był próbowany na pozycji rozgrywającego gdzie trener wciąż szuka alternatyw. Benat wprawdzie nie gra źle ale zdecydowanie za mało dynamicznie i jest dość bierny w pressingu. Próbowany był Unai Lopez i trzy dni temu Ager ale ta ostatnia próba zakończyła się fiaskiem ze względu na uraz, który wyklucza piłkarza z gry do listopada. Tak wiec na placu boju o pozycje ofensywnego pomocnika pozostał Benat oraz Unai Lopez i niewykluczone ze właśnie tego drugiego zobaczymy dzisiaj w podstawowym składzie. Jakby tego było mało na wczorajszych zajęciach, zamkniętych dla publiczności uraz mięśnia zasygnalizował Aymeric Laporte. Wprawdzie badania wykluczyły poważny uraz ale i tym razem Txingurri wolał nie ryzykować i dać odpocząć swojemu najlepszemu obrońcy. Tak wiec na środku defensywy będzie wymuszona rotacja i najprawdopodobniej zobaczymy w składzie Mikela San Jose. Oto jak wygląda lista powołanych na dzisiejszy mecz:

 

Bramkarze: Iraizoz, Herrerin

 

Obrońcy: San Jose, Bustinza, Iraola, Etxeita, Balenziaga

 

Pomocnicy: Erik Moran, Benat, Iturraspe, De Marcos, Susaeta, Mikel Rico, Gurpegi, Unai Lopez,

 

Napastnicy: Toquero, Muniain, Aduriz, Viguera, Guillermo.

 

Nowością są powołania dla Toquero i młodego Bustinzy. Poza lista z przyczyn technicznych znaleźli się Kike Sola oraz Aurtenetxe. Na razie można się spodziewać dwoch zmian w składzie a wiec San Jose za Laporte oraz ktoś na skrzydło za Ibaia Lopeza. Być może będzie to Viguera albo nawet Toquero, Możliwe ze na prawej flance biegać będzie Guillermo, który mocno aspiruje do pierwszego składu i wobec beznadziejnej formy Susaety może być ciekawa alternatywa. W grę wchodzi oczywiście wspomniana przeze mnie zmiana Unaia Lopeza za Benata. Reszta składu raczej pozostanie bez zmian.

 

Faworytem dzisiejszego meczu jest Athletic. Baskowie są bardzo mocni na swoim stadionie o czym przekonało się Levante w ostatnich dniach sierpnia. Granada również niezbyt dobrze wspomina swoje wyprawy na San Mames gdzie w ubiegłym sezonie przegrała aż 4-0. Również trener Caparros nie ma dobrych wspomnień z San Mames jeśli chodzi o mecze w barwach innych zespołów. W 9 spotkaniach Andaluzyjczyk tylko 3 razy wracał do domu z tarcza i było to dość dawno bo jeszcze za czasów gdy prowadzil Seville i później Deportivo. Będzie to tez jedyny członek ekipy przyjezdnej, który zostanie powitany na La Catedral z największym szacunkiem i prawdziwa kibicowska miłością. Bo San Mames kocha sympatycznego Andaluzyjczyka tak samo jak Caparros kocha Athletic i który wielokrotnie powtarzał w wywiadach ze zawsze najciężej psychicznie jest mu nastawić się na mecz na La Catedral przeciwko „jego” Athletikowi. Legenda w Kraju Basków obrosła już postawa Caparrosa w jednej z telewizyjnych audycji podsumowującej kolejkę La Liga gdzie na wypowiedz prowadzącego dziennikarza o „klubie Bilbao” z miejsca zareagował ze nie ma takiego klubu i nigdy nie istniał bo jest tylko Athletic Club czym wprawił w dość spore zakłopotanie dziennikarza. Trudno nie lubić Caparrosa i bardzo pozytywnie nie wspominać jego okresu w drużynie Los Leones gdzie zostały położone fundamenty pod dzisiejsza postawę i sukcesy klubu, które w pewnej części można mu przypisać. Miejmy nadzieje ze nasz zespół zagra dzisiaj dobre zawody i pokona drużynę Granady, jednak będzie to jedno z tych nielicznych spotkań w La Liga w których fani na La Catedral w bardzo niewielkim stopniu będą się cieszyć z ewentualnej wygranej i nie sprawi im ona tak wielkiej satysfakcji.

 

Przewidywane składy:

 

Athletic: Iraizoz – Iraola, Gurpegi, San Jose, Balenziaga – Iturraspe, Mikel Rico – Susaeta, Unai Lopez, Muniain – Aduriz.

 

Trener: Ernesto Valverde

 

Granada: Roberto – Juan Carlos, Murillo, Babin, Nyom – Rochina, Fran Rico, Iturra, Piti – Success, Ortuno.

 

Trener: Joaquin Caparros

 

Data: 20.09.2014 godz. 18.00

 

Miejsce: Bilbao, Estadio San Mames (poj. 53 tys.)

 

Sedzia: Teixeira Vitienes II

 

Ostatni/poprzedni mecz

Następny mecz:

Real Madryt   -  Athletic

-:-

 Data: 18.04.2018 godz.: 21:30

Stadion: Santiago Bernabeu

Sędzia: Martinez Munuera

Poprzedni mecz

Athletic   -   Deportivo

2:3

 Data: 14.04.2018 godz. 20.45

Stadion: San Mames

Sędzia: Gonzalez Gonzalez

Tabela ligowa

Nr. Drużyna Bramki Pkt
1. Barcelona 74 - 13 75
2. Atletico 49 - 14 64
3. R.Madryt 73 - 33 60
4. Valencia 57 - 31 59
5. Villarreal 40 - 33 47
6. Sevilla 37 - 44 45
13. Athletic 29 - 33 35
18. Las Palmas 21 - 58 21
19. Deportivo 26 - 60 20
20. Malaga 16 - 45 14

Pełna tabela [click]

Shoutbox

Latest Message: 2 months, 2 weeks ago
  • Joxer : Dzisiaj mecz rezerw o 16.00. Transmisja pod tym linkiem: «link»
  • Joxer : Kto ma ochotę i czas to dzisiaj o 16.00 derby rezerw z Sociedad - link do transmisji: «link»
  • Joxer : Witamy :)
  • Sylas : Witam
  • Leones2 : Transmisja dzisiejszego meczu na Tvp Sport :)
  • Leones2 : A co odnośnie Kepy. Skoro nie pasują mu takie zarobki, chce być gwiazdą światowego formatu, jak to napisał Aitor zagrał w 34 spotkaniach, to ja bym go posadził na ławę(albo i tak zrobiłby to Real Madryt) i może się stać jak z Llorente, też mu coś nie pasowało, ( odszedł chyba za darmo), myślał że się bardziej rozwinię, ale się pomylił , i wędrował z klubu do klubu :D Jak Kepa odejdzie z Athletic, tylko dla kasy,to życzę mu z całego serca żeby było jak z Llorente.
  • Joxer : A co do Ganei to nie jest baskiem ale jest wychowankiem klubu z Kraju Basków i o ile mi wiadomo między 9 a 18 rokiem wychowywał się i trenował w Kraju Basków. Dzisiaj albo jutro jeszcze napiszę coś właśnie o Ganei bo Athletic bardzo się nim interesuje oraz o planowanych przedłużeniach kontraktów. No i jeszcze napiszę dość ciekawy moim zdaniem artykuł o dość niepokojącej decyzji jaką podjął Urrutia ocierającej się o sabotaż klubu.
  • Joxer : Nie no spoko :) Chciałbym częściej coś wrzucać ale zwykle jest tak że muszę z kilku artykułów robić jeden bo newsów o Athletic jest mało gdyż jest to bardzo hermetyczny klub i mało co się wydostaje na zewnątrz ;)
  • Leones2 : A tak chciałbym się Ciebie Joxer czegoś jeszcze zapytać? Czy Cristian Ganea jest w jakimś stopniu baskiem?
  • Leones2 : No spoko. Rozumiem, żeby artykuł był godny tej strony, czysta profesja , trzeba poświęcić czas. Ja się tylko zapytałem tak z ciekawości, bo artykuły były co tydz. i tak się zastanawiałem co się z nimi dzieje :D A tak ogólnie nie mam Tobie za złe że tak długo ich nie było, tylko zuchwała ciekawość :)

Guests are shown between [].

Only registered users are allowed to post

Reklama

 Jedyny polski serwis Los Leones
Sporting Lizbona - pierwszy polski serwis Sporting Clube de Portugal
 Liga Hiszpanska
Villarreal CF - Polski serwis
Malaga CF - MalagaCF.plSportowe wyniki na żywo
Strona o AS Monaco

Manchester United

Benfica LizbonaLeedsUtd.pl - Strona o Leeds United

Newcastle United