^Powrót na górę!

Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *
Captcha *
Reload Captcha
Dzisiaj jest |

Odwiedza nas 47 gości oraz 0 użytkowników.

Po dwoch tygodniach od inauguracyjnego meczu z Szachtarem Doniec wracamy na boiska Ligi Mistrzów. Przed nami druga kolejka rozgrywek i tym razem Los Leones będą grac swój mecz we wtorek a nie w środę. Rywalem będzie teoretycznie najsłabszy zespół grupy H a wiec białoruskie BATE Borysów a mecz odbędzie się na niewielkim aczkolwiek bardzo nowoczesnym i bardzo ładnym obiekcie Borysów – Arena. Początek spotkania o godzinie 20.45 a mecz poprowadzi Pan Stephane Lannoy, arbiter z Francji.

 

Inauguracje rozgrywek kontynentalnych o wiele lepiej rozpoczęli zawodnicy trenera Ernesto Valverde, którzy zremisowali na swoim stadionie 0-0 z ukraińskim Szachtarem Donieck. Niestety BATE zaliczyło kompletna klapę w pierwszym spotkaniu przegrywając w Porto z miejscowymi Smokami aż 6-0 będąc tylko tłem dla rozpędzonych rywali i zasłużenie zajmując ostatnie miejsce w tabeli, zaledwie pozycje niżej od Athletic.

 

Drużyna z Borysowa jest najlepszym przykładem na to jak wielka sprawa jest gra w Lidze Mistrzów. Klub powstał w 1973 roku jako zakładowy klub miejscowej fabryki traktorów oraz części zamiennych do nich. Zresztą skrót BATE jest akronimem nazwy przedsiębiorstwa. Był to raczej zespół amatorski dla pracowników niż zajmujący się na poważnie sportem i został zlikwidowany w 1984 roku. Dopiero reorganizacja w 1996 roku i powołanie w pełni profesjonalnej drużyny pod kierunkiem nowego właściciela Anatoliya Kapskiego pozwoliła na wypłyniecie a szersze wody. Już po dwoch latach klub zawitał do najwyższej ligi i z miejsca włączył się w walkę o tytuł mistrzowski. Wszystko to majac najmniejszy budżet w lidze. Jednak co znaczą mądrzy ludzie za sterami okazało się już rok później bo drużyna ponosząc jedna jedyna porażkę w lidze zdobyła tytuł najlepszego zespolu tamtejszej ligi. Od tego czasu jest to liczący się klub w tamtejszych rozgrywkach a ostatnie lata to prawdziwa hegemonia gdyż począwszy od 2006 roku zespół z Borysowa bezustannie zdobywa tytuł mistrzowski i zapewne długo się to nie skończy. Wszystko za sprawa wspomnianej Ligi Mistrzów. Po raz pierwszy Białorusini awansowali do rozgrywek grupowych w sezonie 2008/2009. Nie byli łatwym przeciwnikiem mimo zdobycia zaledwie 3 oczek za remisy z Juventusem (2 razy) oraz Zenitem. Pieniądze zdobyte w ten sposób nie przejedzono, jak to zwykle bywa w klubach ze wschodu Europy ale zainwestowano najpierw w szkółkę piłkarską, później w zespół a na końcu w stadion by nie musieć grac w Mińsku na stadionie narodowym. Dzięki temu w Borysowie powstał jeden a najlepszych ośrodków szkoleniowych we wschodniej Europie oraz mały (ok. 13 tys. widzów) aczkolwiek bardzo ładny i funkcjonalny stadion. Wprawdzie BATE jeszcze ani razu nie wyszło z grupy i z reguły dostaje srogie lanie ale czasem udaje jej się osiągnąć wartościowe wyniki jak np. dwa lata temu z Bayernem kiedy wygrali u siebie 3-1, czy tez w tym samym sezonie z Lille również wygrana 3-1. Na krajowym boisku nie maja sobie równych, ściągają wszystkich najlepszych graczy, co przy doskonałym szkoleniu klubowym już wkrótce może zaowocować pierwszym w historii awansem do fazy pucharowej. Zadanie wydaje się karkołomne żeby powiedzieć ze beznadziejne ale już kiedyś przełamali barierę i zostali pierwszym zespole białoruskim, który zagrał w tych elitarnych rozgrywkach, wiec kto wie jak będzie dalej. Na razie pewnie będą musieli odłożyć swoje marzenia na kolejny sezon po porażce z Porto aż 6-0 bo trudno przypuszczać by wyprzedzili w tabeli Portugalczyków oraz kogoś z pary Szachtar/Athletic. Zapewne tytuł najlepszej w kraju zdobędą bez problemu a co za tym idzie grę w przyszłorocznych eliminacjach Ligi Mistrzów. Opiekunem drużyny od poprzedniego sezonu jest Alyaksandr Yermakovich, były zawodnik i asystent trenera pierwszej drużyny. Objął on zespół w poprzednim sezonie i mimo problemów udało mu się wygrać ligę a w tym roku awansować do Ligi Mistrzów po dwuletniej przerwie. BATE gra futbol bardzo ofensywny, często zapominając o obronie. We wspominanym przeze mnie wygranym meczu z Bayernem potrafili momentami mieć posiadanie piłki rzędu 80% i mocno ośmieszać obronę Bawarczyków. Na pewno jest to zespół niebezpieczny jeśli mu wszystko wychodzi i dobrze wejdą w mecz. Jeśli nie to może się to skończyć jak z Valencia w tych samych rozgrywkach gdzie przegrali u siebie 2-4 czy tez dwa tygodnie temu z FC Porto. Jednak na swoim stadionie to zupełnie inna drużyna, groźna dla każdego i z która trzeba się liczyć. Tak wiec przed Athletic ciężkie zadanie a wiec walka o zwycięstwo. Obrońcy Los Leones musza zwrócić uwagę przede wszystkim na trójkę zawodników ofensywnych w osobach Radionova (8 bramek w lidze) oraz młodych Signevicha (7) i Gordeychuka (8). Wszyscy świetnie rozumieją się na boisku i jeśli nie asystują to potrafią świetnie wykończyć akcje po podaniu kolegi. Dziennikarze na Białorusi spekulują z ostatnia dwójka już niedługo pogra w rodzimej lidze i lada chwila powinna się przenieść jeśli nie do czołowych klubów rosyjskich to być może do Bundesligi bo skauci naszych zachodnich sąsiadów mocno filtrują tamtejsze rozgrywki. Trener BATE zapewne postawi na najmocniejszy skład. W bramce powinien stanąć Chernik. W obronie ekipa z Borysowa zagra czwórką Mladenovic, Poliakov, Filipenko oraz Khagush. Trener Yermakovich preferuje ustawienie 4-3-3 z dwoma cofniętymi pomocnikami, jednym wysuniętym oraz trojka napastników. Dwójkę pivotow stworzą zapewne Volodko oraz Pavlov a przed nimi zagra ustawiony ofensywnie Gordeychuk. Trio napastników powinni stworzyć nieco cofnięci Signievich oraz Aleksievich a przed nimi Radionov.

 

 

 

Wczoraj późnym popołudniem wylądowała w Mińsku ekipa Athletic. Trener Valverde zdecydował ze właśnie w stolicy Białorusi będzie przebywała cala drużyna oraz kibice a do Borysowa udadzą się dopiero na kilka godzina przed meczem. Wieczorem drużyna odbyła trening, nie jak to jest w zwyczaju na stadionie rywala ale na stadionie narodowym w stolicy. O ile cala ekipa techniczna Athletic bez problemów przeszła odprawę paszportowa i po godzinie od lądowania zameldowała się w hotelu to już trochę gorzej było z kibicami, którzy nie nawykli do paszportów i wiz, które były skrupulatnie sprawdzane przez tamtejsze służby graniczne. Zespół przyjechał w 21 osobowym składzie:

 

Bramkarze: Iraizoz, Herrerin, Kepa

 

Obroncy: Laporte, San Jose, Iraola, Etxeita, Balenziaga

 

Pomocnicy: Erik Moran, Benat, Iturraspe, De Marcos, Susaeta, Mikel Rico, Gurpegi, Unai Lopez

 

Napastnicy: Toquero, Ibai, Muniain, Aduriz, Guillermo.

 

Trener Valverde zrezygowal z uslug trojki pilkarzy a wiec Kike Soli, Aurtenetxe oraz Borjy Viguery. Z kontuzjami zmagają się Ager Aketxe oraz Bustinza, który na jednym z ostatnich treningów naderwał mięsień i czeka go trzytygodniowa pauza od zajęć. Txingurri nie miał zbyt wiele czasu na poprawki po spotkaniu z Eibar. W zasadzie można tutaj mówić o jednym treningu i to niedzielnym oraz wczorajszych zajęciach, które jednak bardziej skupiły się na przygotowaniu psychologicznym do tego spotkania niż na ćwiczeniu czegokolwiek. No może poza stałymi fragmentami gry, które mogą być kluczowe w starciach z druzynami ze wschodu Europy. Po meczu z Eibar w drużynie panuje naprawdę kiepska atmosfera. Piłkarze nie mówią już o tym ze nie ma się czego obawiać, ze zespół zacznie wygrywać i jest to tylko kwestia czasu. Prawie wszyscy jak jeden mąż mówią o przełamaniu, nie ważne w jaki sposób ale po prostu chcą przełamać fatalna serie najlepiej z kilkoma strzelonymi bramkami. Nawet trener Valverde na przedmeczowej konferencji prasowej stwierdził ze już nawet nie chodzi o zwycięstwo na które ma oczywiście nadzieje ale przede wszystkim o aspekt psychologiczny jaki powinno ono wywołać wśród jego podopiecznych. Właśnie strona mentalna wydaje się w tym wszystkim najsłabsza i tutaj najtrudniej dotrzeć jest do piłkarzy. Czy uda się to już dzisiaj w meczu Ligi Mistrzów? W perspektywie meczu z Realem Madryt już w najbliższy weekend wydaje się to bardzo potrzebne gdyż inaczej można się spodziewać ze Athletic pojedzie na Santiago Bernabeu jak na rzeź. Trzy punkty zdobyte w dniu dzisiejszym może nie pozwolą wygrać kolejnego meczu ale na pewno zmniejsza ewentualne spustoszenie psychologiczne po ewentualnej porażce z Królewskimi i powinny sprawić ze kolejna przerwa na rozgrywki reprezentacji narodowych pozwoli na spokojniejsza prace i możliwości skupienia się na tym ewentualnie jedynym pozytywnym aspekcie minionego miesiąca. Dobre i to w morzu fatalnych wyników. Txingurri zapewne pośle do boju podstawowa jedenastkę aby za wszelka cenę zdobyć trzy oczka tak wiec możemy spodziewać się od początku w składzie Iraizoza, De Marcosa, Gurpegiego, Laporte’a, Balenziage, Mikela Rico, Iturraspe, Susaete, Benata, Muniaina oraz Aduriza.

 

 

 

Faworytem tego meczu jest ekipa BATE. Wprawdzie na papierze to Athletic jest lepsza ekipa ale patrząc na formę naszego zespolu trudno być optymista. Owszem wierzyć trzeba ale po kolejnych słabych meczach trudno nawet o to. Iskierkę nadziei wlewa postawa w ostatnim meczu z Eibar, gdzie nasi piłkarze zagrali naprawdę nieźle. Poza tym również statystyka jest po stronie Los Leones gdyż BATE jeszcze nigdy nie udało się wygrać w Lidze Mistrzów z zespołem La Liga a potykali się aż sześć razy. Najpierw ogrywał ich Real Madryt, później Barcelona a ostatnio Valencia. Oby podopieczni trenera Valverde podtrzymali ta serie i przywieźli z trudnego terenu komplet oczek. Byłoby to dobre przełamanie obecnej słabej passy i pewne pokrzepienie dla zawodników przed arcytrudnym meczem ligowym z Realem Madryt. Na pewno nikt by się nie obraził gdyby seniorzy poszli w ślady juniorów, którzy dzisiejszego popołudnia wygrali w Młodzieżowej Lidze Mistrzów ze swoimi rówieśnikami z Borysowa 1-2 po trafieniach Gorki Guruzety oraz Asiera Villalibre.

 

 

 

Przewidywane składy:

 

BATE: Chernik – Mladenovic, Polyakov, Filipenko, Khagush – Pavlov, Volodko – Gordeychuk – Aleksievich, Signevich – Radionov.

 

Trener: Alyeksandr Yermakovich

 

Athletic: Iraizoz – De Marcos, Gurpegi, Laporte, Balenziaga – Mikel Rico, Iturraspe – Susaeta, Benat, Muniain – Aduriz.

 

Trener: Ernesto Valverde

 

 

 

Data: 30.09.2014, godz. 20.45

 

Miejsce: Borysów, Borysow-Arena (poj. 13 tys.)

 

Sędzia: Stephane Lannoy

 

Kryzys Athletic trwa w najlepsze. W meczu z absolutnym beniaminkiem La Liga a wiec ekipa Eibar, Los Leones zdobyli zaledwie jedno oczko z którego na pewno bardziej zadowoleni mogli być nasi rywale. Szkoda kolejnego zawodu na La Catedral ale cieszyć przynajmniej może to ze po pierwsze nasz zespół nie dopuścił do większego zagrożenia pod własną bramka a po drugie posiadał olbrzymia wręcz przewagę a murawie, która niestety nie udało się przekuć w zdobycz bramkowa. No i cieszyć może jeszcze fakt ze w końcu drużyna wytrzymała pełne 90 minut na dość dużej intensywności, co może być dobrym prognostykiem na kolejne spotkania. Niewątpliwym plusem jest tez ucieczka ze strefy spadkowej, przynajmniej na jeden tydzień.

 

Samo spotkanie w większości toczyło się na połowie drużyny przyjezdnej, która kiedy tylko mogła przechodziła do szybkiego kontrataku za sprawa bardzo szybkich i przebojowych skrzydeł. Na początku meczu podopieczni trenera Garitano kilka razy postraszyli nasza defensywę ale ani Berjon ani Capa z Boveda nie potrafili celnie wykończyć swoich akcji. Po kilkunastu minutach gry „akcja za akcje” do głosu doszli gospodarze i nie oddali inicjatywy do końca meczu. W 21 minucie meczu niezłym uderzeniem po centrze Muniaina popisał się Laporte, tyle ze niecelnym. Kilka minut później głową próbował Aduriz ale z takim samym efektem jak jego kolega. W 33 minucie Los Leones o mało co nie wyręczył Albentosa ale a szczęście dla swojej drużyny również trafił obok bramki. Końcówka meczu to dwie świetne interwencje Irurety, który być może uratował swój zespół przed utrata bramki. Najpierw ściągnął piłkę z głowy Aduriza a chwile później wyręczył swoich stoperów, którzy niezdecydowani kto ma dojść do piłki patrzyli po sobie, co chciał skrzętnie wykorzystać jeden z napastników Athletic. To tyle jeśli chodzi o pierwsza część meczu.

 

W drugich 45 minutach mieliśmy kalkę z pierwszej polowy meczu. Pierwsza kilka minut należało do Eibar, które mogło strzelić bramkę ale po akcji Capy na krótkim słupku nie trafił dobrze w piłkę Piovaccari a na długim również skiksował Berjon. W odpowiedzi 100 procentowa okazje zmarnował Viguera, który będąc sam na 5 metrze od bramki źle przymierzył głową i piłka zamiast w siatce to poleciała w trybuny. Kolejne ataki podopiecznych trenera Valverde również nie przynosiły skutku. Z rzutu wolnego przymierzył Laporte ale piłka po rykoszecie wyszła na rzut rożny. Później doskonałym strzałem z woleja popisał się Aduriz ale Irureta w ekwilibrystyczny sposób przeniósł futbolówkę ponad poprzeczka. W kolejnej akcji na strzał zza pola karnego zdecydował się Muniain ale i tym razem było na bakier z celnością. Nieco bliżej słupka przeleciało uderzenie Ibaia Gomeza ale i tym razem nie po tej stronie po której chcieli fani Athletic. Już w doliczonym czasie gry Ibai spróbował ponownie zaskoczyć bramkarza strzałem z ostrego konta ale portero gości bez problemów wyłapał piłkę. Remis na San Mames, z którego na pewno o wiele bardziej zadowoleni będą goście, którzy na niewiele pozwolili swoim rywalom i z żelazną konsekwencja realizowali taktykę trenera Garitano.

 

Athletic nie zagrał złego spotkania a które na pewno było lepsze od kilku poprzednich. Nasz zespół lepiej operował piłką, przeprowadzał szybsze i naprawdę ciekawe akcje. Zabrakło tylko ostatniego podania oraz skuteczności. Doskonale okazje mieli Aduriz i szczególnie Viguera, które powinny zakończyć się bramkami. Kilka razy z wolnego postraszył Susaeta, Poza tym świetnie ustawieni byli obrońcy Eibaru i doskonale realizowali założenia taktyczne jakie nakreślił im Gaizka Garitano. Wychowanek Athletic pokazał ze jest bardzo utalentowanym trenerem i już teraz sprawdza się na poziomie La Liga. Na pewno trzeba go mieć na uwadze bo jeśli odejdzie trener Ernesto Valverde to właśnie Gaizka wydaje się idealnym zastępstwem na ławkę Athletic. Miejmy nadzieje ze trochę lepsza gra w sobotnim spotkaniu jest zwiastunem rosnącej formy i przede wszystkim poprawy skuteczności już w najbliższym spotkaniu przeciwko BATE Borysów w Lidze Mistrzów.

 

Statystyka meczu:

 

Składy:

 

Athletic: Iraizoz – Iraola (72’ De Marcos), Gurpegi, Laporte, Balenziaga – Mikel Rico, Iturraspe – Susaeta (76’ Benat), Viguera (59’ Ibai), Muniain – Aduriz

 

Trener: Eresto Valverde

 

Eibar: Irureta – Boveda, Albentosa, Raul Navas, Lillo – Errasti, Dani Garcia – Capa, Arruabarrena (80’ Javi Lara), Berjon (77’ Abraham) – Piovaccari (61’ Angel).

 

Trener: Gaizka Garitano

 

 

 

Wynik: 0 – 0

 

Żółte kartki: Iraola, Mikel Rico, Muniain, Aduriz, Balenziaga, De Marcos – Boveda, Capa, Errasti, Arruabarrena, Raul Navas, Angel.

 

Posiadanie piłki: 72% - 28%

 

Strzały: 13 – 10

 

Strzały celne: 1 – 2

 

Rzuty rożne: 6 – 2

 

Spalone: 0 – 1

 

Interwencje bramkarzy: 2 – 1

 

Straty: 49 – 54

 

Piłki odzyskane: 39 – 30

 

Podania: 670 – 286

 

Faule: 13 – 22

 

Widzów: 45 tys.

 

Sędzia: Velasco Carballo jako główny oraz Alonso Fernandez i Alvarez Moreno na liniach. Cala trojka pochodzi z Madrytu.

 

Wprawdzie Osasuna spadla z La Liga w minionym sezonie ale to nie przeszkadza rozegrać „Małych Derbów Kraju Basków. Liczba druzyn z tej krainy wciąż zgadza się w rozgrywkach Primera Division za sprawa największej sensacji w hiszpańskich rozgrywkach ligowych a wiec drużynie SD Eibar, która dokonała rzeczy bez precedensu awansując rok temu z Segunda B do Segunda Division a następnie do La Liga. I to wszystko z najmniejszym budżetem bo niewiele przekraczającym 3 mln euro. Mimo niewielkich zmian w kadrze i aż z 13 zawodnikami, którzy grali jeszcze dwa lata temu w trzeciej lidze, ekipa Los Armeros radzi sobie naprawdę bardzo dobrze, grając ciekawa i przede wszystkim szalenie zdyscyplinowana piłkę. Dla podopiecznych trenera Garitano jak i dla ich kibiców każdy mecz w Primera to prawdziwe święto i zapewne nie inaczej będzie na San Mames gdzie będą chcieli się dobrze zaprezentować. Athletic z kolei musi wygrać jeśli chce choć przynajmniej żyć złudzeniami na walkę o cokolwiek poza utrzymaniem w tym sezonie. Desperacja, presja oraz ostatni romantyzm futbolowego świata już dziś o 22.00 na La Catedral.

 

Poprzednia kolejkę obie drużyny nie zalicza do zbytnio udanych. W nieco lepszych humorach na pewno są zawodnicy Eibar, którzy zremisowali z Villarrealem 1-1. Tyle ze mecz odbył się na Estadio Ipurua i to gospodarze wyszli jako pierwsi na prowadzenie w 8 minucie spotkania za sprawa Arruabarreny. Niestety w 71 minucie spotkania wyrównał Gerard Moreno. Gorka Iraizoz z kolei załatwił komplet oczek dla Rayo Vallecano, asystując Leo Baptistao przy obydwu bramkach, które były odpowiedzią na trafienie Aritza Aduriza. Zawodnicy trenera Valverde maja sporo do zarzucenia również sędziemu tego meczu, który nie zagwizdał co najmniej jednej jedenastki za faul na zawodniku Athletic w polu karnym klubu z Madrytu. Po 5 kolejkach Eibar zajmuje wiec 9 miejsca w tabeli z 7 punktami natomiast Athletic ma na swoim koncie zaledwie 3 oczka w 5 meczach i otwiera strefę spadkowa.

 

SD Eibar to nie tylko klub nr 60 jaki kiedykolwiek zagrał w rozgrywkach Primera Division ale pochodzący również z najmniejszego miasteczka wśród aktualnych 20 uczestników tych rozgrywek w sezonie 2014/2015. Klub powstał w 1940 r. a więc w momencie gdy nad Europą przetaczała się największa zawierucha wojenna w historii. Dopiero po 10 latach Eibar dostał się do Tercera Division. Na kolejny awans drużyna czekała 3 lata i wtedy trafiła pierwszy raz do Segunda Division. Przygoda z tą klasą rozgrywkową trwała tylko 5 sezonów i nastąpił powrót do niższej ligi. Na kolejny awans trzeba było czekać aż do rozgrywek 1987/1988. Przygoda z zapleczem Primera Division trwała tym razem dłużej bo do sezonu 2005/2006, po czym drużyna wróciła do Segunda B Division. Później był kolejny awans i kolejny spadek i ostatni awans w sezonie 2012/2013. Prognozy na rozgrywki 2013/2014 również nie były zbyt optymistyczne ponieważ skład niemal w ogóle nie zmienił się, klub posiadał najmniejszy ok. 3 milionowy budżet i niewielki liczący 5250 kibiców stadion. Szykowała się ciężka batalia o utrzymanie a i taką szansę dawało im wielu ekspertów. W czerwcu 2014 roku trener Gaizka Garitano i jego chłopcy mogli się im wszystkim śmiać w twarz i patrzeć z góry na o wiele większe marki, które zostawili za plecami, jako beniaminek awansując od razu do Primera Division. Eibar dokonał rzeczy spektakularnej i szczerze powiedziawszy nie znam drugiego takiego przypadku w historii La Liga. Wybić się spośród dwoch hegemonów w Kraju Basków graniczyło niemal z cudem ale dla chcącego nic trudnego i przy odrobinie dobrej woli, determinacji, walce do upadłego na murawie, z niezłym trenerem na ławce i zarządem, który wie na czym polega prowadzenie klubu sportowego, można jak widać zdziałać naprawdę wiele. Jednak walka o grę w La Liga nie skończyła się na zajęciu pierwszego miejsca w tabeli ligi Adelante. Teraz swoją bitwę musiał stoczyć prezydent Alex Aranzabal a rywalem był czas i powiedzmy to sobie szczerze bezsensowne i bezduszne reguły rozgrywek ustanowione przez LFP. Eibar musiał do 7 sierpnia podwyższyć kapitał akcyjny z kwoty ok. 400 tys. euro do 2.146.525,95 euro. Rozpoczęła się olbrzymia kampania pod nazwą „DefensaAlEibar” – „Obronić Eibar”. Klub poprzez stronę internetową rozpoczął sprzedaż akcji, z których każda kosztowała 50 euro. Sprawę nagłośniło wiele gazet na całym świecie, bo była to sprawa bez precedensu. Podczas gdy długi klubów hiszpańskich liczy się już w miliardach euro, wiele z nich jest na granicy swojej egzystencji, Eibar uchodzi za przykład modelowego zarządzania klubem. Jako jedyny w świecie piłkarskim posiada certyfikat systemu zarządzania jakością ISO:9001. Wydaje tylko tyle ile ma. Nie ma opóźnień w wypłacie wynagrodzeń, które choć niezbyt duże ale pozwalają piłkarzom na godne życie, nie ma tez zadłużenia. Próżno dopatrzyć się też jakichś gotówkowych transferów a klub bazuje głównie na rodzimych zawodnikach z kraju Basków. Walka z czasem została wygrana dzięki niesamowitej mobilizacji ludzi dobrej woli. Kibice z całej Hiszpanii a także Holandii, Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i innych krajów z całego świata kupowali akcje poprzez internet. Klub w dowód wdzięczności umieścił  nazwiska akcjonariuszy na ścianie swojego stadionu. Również dotychczasowi akcjonariusze zdołali wysupłać większą ilość gotówki i podnieść własnym nakładem kapitał do kwoty 656.450 euro. Gdy już było niemal pewne, że uda się zgromadzić wymaganą kwotę to LFP zaczęła szukać kolejnego problemu. Władzom nie podobał się kameralny i niezwykle klimatyczny stadion Ipurua, który według nich nie spełniał wymagań gry w La Liga – był po prostu za mały. Obiekt faktycznie jakiś specjalnie nowoczesny nie jest, ale zawsze tętnił życiem a kibice głośno dopingują swój zespół, potrafiąc stworzyć niezwykłą atmosferę. Przykładów na niewielkie ale cieszące dopingiem stadiony w La Liga jest kilka. Najlepszym mogą być tutaj fani Rayo, którzy też nie mają jakiegoś spektakularnego obiektu a potrafią zrobić prawdziwe show na trybunach. Na przeciwległym biegunie jest np. Getafe gdzie na mecz La Liga potrafiło przyjść 1,5 tys. fanów, a lepiej chyba pokazać w telewizji nawet 5 tysięczny stadion wypełniony po brzegi i prowadzący gorący doping, niż 1,5 tys. fanów na 17 tysięcznym obiekcie na którym słychać jak zawodnicy rezerwowi prowadzą pomiędzy sobą rozmowy. Tak więc po kolejnej miażdżącej krytyce opinii publicznej władze LFP wprawdzie nie zrezygnowały z wymagań ale odroczyły je w czasie. I dobrze, bo jeśli Eibar się utrzyma to dostanie ok. 12 – 15 mln euro z samych praw telewizyjnych a to jest 5 razy więcej niż ich dotychczasowy roczny budżet. Za to będzie można nieznacznie powiększyć malutki Estadio Minicipal de Ipurua podwyższając standard jak i pojemność. Wciąż pozostaje jednak niesmak a i śmiesznie brzmią słowa szefa LFP, który w jednym z wywiadów przed obecną pretemporadą wskazał zespół z Eibar jako wzór dla większości klubów piłkarskich w Hiszpanii w zakresie zarządzania i gospodarowania finansami. Wzór, który jego podwładni chcą zniszczyć a w każdym razie robią wszystko by do tego doprowadzić.

 

Na szczęście wszystko udało się przebrnąć pomyślnie i drużyna mogła wystartować do nowego sezonu. Zanim to jeszcze nastąpiło trzeba było wzmocnić skład gdyż kilku zawodników stanowiących ważne ogniwa zespolu jak np. Gilvan Gomes, Morales, Yuri Berchiche czy tez najlepszy strzelec drużyny Jota wróciło z wypożyczeń do macierzystych klubów. A udało się ściągnąć całkiem niezłych graczy jak na skromne możliwości tego klubu jak Derek Boateng, Dejan Lekic, Manu del Moral, Dani Nieto, Angel Rodriguez, Federico Piovaccari, Borja Ekiza plus kilku innych mniej znanych piłkarzy. Większość z nich jest własnością drużyny a wiec po sezonie jeśli Eibar się utrzyma to nie będzie masowego exodusu piłkarzy jak przed tym sezonem.  Najważniejsze od tych wzmocnień jest jednak to ze udało się zatrzymać szkielet obrony oraz drugiej linii drużyny czyli to co było najmocniejsze i było kluczem do awansu do Primera Division. Raul Navas, Dani Garcia, Boveda, Errasto, Capa i co może zaskakiwać to Mikel Arruabarrena czyli zawodnik, który rzekomo był za słaby na Legie Warszawa i nasza rodzima ligę. Siłą tego zespołu jest szatnia i trener. To jest mieszanka rutyny z młodością, potężny kolektyw, w którym jeden zawodnik za drugiego odda życie. To wszystko spaja trener Gaizka Garitano, którego kariera piłkarska wiodła go przez Athletic Bilbao, którego jest wychowankiem, Eibar oraz Real Sociedad. Klub zna od podszewki bo tutaj zaczynał swoja karierę od zespołów juniorskich i rezerw, by objąć pierwszą drużynę w 2012 roku po kolejnej nieudanej batalii o awans do Segunda Division. Dokonał niemożliwego awansując w ciągu dwóch lat do Primera Division. Potrafi natchnąć swoich podopiecznych do nieprawdopodobnego wysiłku, wręcz straceńczej walki na boisku i wycisnąć z nich to co najlepsze, zarażając jednocześnie pozytywna energia i ambicja. Jego zawodnicy to w większości piłkarze niechciani w innych klubach, szczególnie u sąsiadów, którzy chcą udowodnić swoją wartość i pokazać że za wcześnie skreślono ich czy to na San Mames czy na Anoeta. Na razie jak widać to się sprawdza bo po 5 kolejkach Eibar po dwa razy wygrywało i przegrywało a raz podzieliło się punktami. Ale Garitano nie osiągnął by tego bez swoich asystentów, którymi są dobrze znani w Athletic Patxi Ferreira oraz Inaki Lafuente, z którymi zresztą pobierał nauki trenerskie w jednej szkole. Zresztą można powiedzieć ze Gaizka ma piłkę nożną i trenerkę we krwi. Jego ojciec Angel Garitano był zawodnikiem a nastepnie asystentem Jose Manuela Esnala – „Mane” z którym prowadził Alaves do pamiętnego finału Pucharu UEFA w sezonie 2000/2001. Z kolei wujek Gaizki – Ander Garitano był jednym z najlepszych lewoskrzydłowych Athletic gdzie podczas 9 sezonów w 275 meczach strzelił 42 bramki. Swoja karierę zakończył w Saragossie gdzie tez został trenerem. Szczerze powiedziawszy, jeśli Valverde odszedłby z Athletic to widziałbym na ławce trenerskiej właśnie Garitano, który może nie ma jakiegoś genialnego warsztatu szkoleniowego ale jest genialnym motywatorem, dobrym taktykiem i przede wszystkim potrafi drużynę wziąć za pewna część ciała tak ze Ci na boisku wyprują sobie żyły. Czasami tego właśnie brakuje zawodnikom Athletic. No ale to jest melodia przyszłości a dzisiaj mamy ważne spotkanie na La Catedral. Garitano ma do dyspozycji 21 zawodników. Dwójka nie będzie mogła wystąpić i są to kontuzjowany Manuel del Moral oraz być może Borja Ekiza. W przypadku tego ostatniego trwają negocjacje co do występu bo Athletic zgodził się zwolnić go z kontraktu wiążącego z klubem pod warunkiem ze w barwach Eibar nie będzie grał przeciwko Los Leones. Być może jednak Josu Urrutia zgodzi się na wyjątek. Trochę niepewny jest występ Eneko Bovedy, poturbowanego w ostatnim meczu i być może będzie potrzebne zastępstwo. Trener Los Armeros zabrał do Bilbao wszystkich swoich zawodników spośród których wybierze podstawowa jedenastkę do której dołoży jeszcze 7 rezerwowych. A bramce powinien stanąć Irureta. W obronie od prawej Boveda, którego może zastąpić Lillo, Raul Navas i Albetosa/Ekiza na środku oraz Abraham na lewej stronie. Na pozycji defensywnego pomocnika powinien pojawić się Errasti oraz nieco wyżej wysunięty Dani Garcia, prawdziwa gwiazda zespolu i piłkarz, który zrezygnował z gry w Realu Sociedad na korzyść Eibar. Ofensywny kwartet powinni stworzyć Capa i Saul na skrzydłach, Angel Rozdriguez jako wysunięty napastnik oraz schowany za jego plecami Arruabarrena.

 

 

 

Nastroje w ekipie Athletic po ostatnich porażkach są naprawdę fatalne. Nawet po trenerze Valverde widać ze ostatnie wydarzenia są dla niego naprawdę ciężkie i coraz gorzej przychodzi mu motywowanie zawodników do kolejnych spotkań, w których przegrywają po indywidualnych błędach najlepszych zawodników w kadrze a ich wysiłki pod bramka rywali przynoszą minimalny skutek . Zresztą każdy z zawodników widzi ze z forma u nich nie tak, nie są w stanie wytrzymać całego spotkania na wysokiej intensywności a dotychczasowa taktyka, jaka grali cały poprzedni sezon nie skutkuje. To tez budzi pewne zwątpienie co do metod trenera i pracy na treningach. Żeby to przerwać potrzebne jest zwycięstwo, a najlepiej ze dwa mecze zakończone pełną zdobyczą punktowa, które pozwoliłby wlać w serca piłkarzy nadzieje ze być może najgorsze maja za sobą a kryzys był tylko chwilowy. Okazja ku temu jest bo w najbliższych spotkaniach Athletic nie będzie miał zbyt wymagających rywali. Po meczu z Rayo Txingurri długo rozmawiał ze swoimi podopiecznymi z podstawowej jedenastki. Po minach zawodników było widać ze rozmowa nie należała do wesołych. Wszyscy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji ale trener jest dobrej myśli i na przedmeczowej konferencji prasowej na pytanie o weryfikacje celów na ten sezon po tak fatalnym początku zapowiedział ze jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie by wieszczyć koniec walki o cokolwiek dla Athletic gdyż sezon ma 38 kolejek ligowych, są rozgrywki pucharowe i mimo ze będzie ciężko to wciąż wszystko się może zdarzyć. No ale żeby tak było to trzeba wygrać dzisiejsze spotkanie z Eibar. Na szczęście poprawia się trochę sytuacja kadrowa zespolu. Przede wszystkim do gry wrócił Ibai Gomez, który opuścił dwa poprzednie spotkania i daje to więcej możliwości ustawienia zespolu przez naszego szkoleniowca. Wydaje się ze trener dal sobie również spokój z eksperymentami na rozegraniu i będzie grał tam Benat ponieważ Unai Lopez po raz kolejny został pominięty w powołaniach. Lista zawodników na dzisiejsze spotkanie prezentuje się następująco:

 

Bramkarze: Iraizoz, Herrerin

 

Obroncy: Laporte, San Jose, Iraola, Etxeita, Balenziaga

 

Pomocnicy: Benat, Iturraspe, De Marcos, Susaeta, Mikel Rico, Gurpegi

 

Napastnicy: Ibai, Muniain, Aduriz, Viguera, Guillermo.

 

Zmiany w porównaniu do poprzedniego spotkania są kosmetyczne bo wypadł Gaizka Toquero a w jego miejsce wszedł Ibai Gomez, który powinien być solidnym wzmocnieniem jeśli nie na lewej flance to zdecydowanie bardziej przy stałych fragmentach gry. O mały włos a zabrakłoby w dzisiejszym meczu Carlosa Gurpegiego, który miał kłopoty przeciążeniowe i zarówno w czwartek jak i piątek trenował na zmniejszonych obrotach. Na szczęście jednak nasz kapitan zdołał się wyleczyć i będzie mógł zagrać, choć nie raczej nie jest to zbyt dobry pomysł gdyż bardziej byłby potrzebny we wtorek w pojedynku z BATE i w kolejny weekend gdzie Athletic zmierzy się z Realem Madryt. W dzisiejszym meczu spokojnie powinien sobie poradzić Etxeita, który był najlepszym obrońcą w meczu Athletic z Granada. Txingurri zmodyfikował tez trochę taktykę i cofnął do drugiej linii Benata kosztem Mikela Rico, który operuje za plecami Aduriza. Na pewno lepiej wygląda to na rozegraniu i przy wysokim pressingu niż kiedy z przodu operował były rozgrywający Betisu. Przed Valverde stoi teraz zadanie wybrania składu, który zdobędzie pełną pule punktowa i przerwie fatalna pass. To jest trzeci najgorszy start Athletic w rozgrywkach od 35 lat. Gorzej było tylko w sezonie 2006/2007 i 2011/2012 kiedy drużyna na piętnaście możliwych do zdobycia punktów miała tylko dwa oczka. Los Leones musza tym razem zdobyć trzy punkty bo w przeciwnym razie sytuacja zespolu będzie wręcz dramatyczna. Nie powinno być zbyt dużych zmian w podstawowej jedenastce a być może nie będzie żadnych. Wszystko zależy od samopoczucia zawodników. Raczej trudno spodziewać się rotacji w przedniej formacji. Co innego defensywa gdzie być może na prawej stronie ujrzymy Iraole a na środku w miejsce Gurpegiego zagra ktoś z pary San Jose/Etxeita.

 

Niestety faworytem dzisiejszego meczu będzie drużyna gości. Eibar mimo ze jest absolutnym beniaminkiem La Liga to gra rewelacyjnie, świetnie taktycznie i jest po prostu w wyższej formie. Dodatkowo ekipa trenera Garitano jest w o wiele wyższej kondycji psychicznej niż Los Leones. Po prostu Los Armeros mogą a Athletic po prostu musi. W takiej sytuacji zwykle wychodzi o wiele więcej niż jak się gra pod taka olbrzymia presja pod jaka grają dzisiaj podopieczni trenera Ernesto Valverde. Za drużyna z Bilbao nie przemawia również statystyka w meczach z absolutnymi beniaminkami La Liga. Tylko cztery razy w dziewięciu pojedynkach nasz drużyna wygrywała na San Mames z takimi ekipami i miało to miejsce w sezonach 94/95 (Compostela), 98/99 (Villarreal), 99/00 (Numancia) oraz 09/10 (Xerez). Do tej statystyki należy dodać jeszcze cztery remisy w rozgrywkach 95/96 (Merida), 96/97 (Extremadura), 99/00 (Malaga) oraz 07/08 (Almeria) i jedna jedyna porażkę z Getafe w sezonie 2004/2005. Poza tym zawodnicy Eibar będą naprawdę bardzo zmotywowani gdyż kilku z nich ma wiele do udowodnienia ludziom związanym z Athletic. Wszak na pewnym etapie swoich karier przebywali w Lezamie i zrezygnowano z nich jako nieprzydatnych do pierwszej drużyny. Teraz udowadniają ze spokojnie mogą sobie poradzić na poziomie La Liga. No i dochodzi magia San Mames dla których ten stadion jest jak prawdziwa sportowa Mekka. Rozumieją to kibice Eibaru, którzy tłumnie przybędą do Bilbao. Władze klubu wysłały prawie 1,2 tys. wejściówek ale zapotrzebowanie było o wiele większe. Zapewne sporo fanów przyjedzie tuz przed meczem i kupi bilety na sektory kibiców Athletic, wiec możemy się spodziewać kompletu publiczności. Miejmy wiec nadzieje ze nasi piłkarze nie zawiodą oczekiwań i rozegrają dobre zawody zakończone zwycięstwem. Wszak dawno nie było w najwyższej klasie rozgrywkowej aż trzech zespołów z obecnej prowincji Kraju Basków.

 

Przewidywane składy:

 

Athletic: Iraizoz – Iraola, Gurpegi/San Jose, Laporte, Balenziaga – Iturraspe, Benat – Susaeta, Mikel Rico, Muniain – Aduriz.

 

Trener: Ernesto Valverde

 

Eibar: Irureta – Boveda/Lillo, Albentosa, Raul Navas, Abraham – Errasti, Dani Garcia – Capa, Arruabarrena, Saul – Angel.

 

Trener: Gaizka Garitano

 

Data: 27.09.2014 godz.: 22.00

 

Miejsce: Bilbao, Estadio San Mames (poj. 53 tys.)

 

Sędzia: Vellasco Carballo

 

Fatalnej passy i fatalnej formy ciąg dalszy. Athletic nie wygrał czwartego kolejnego w tym trzeciego w La Liga spotkania i wciąż na swoim koncie ma tylko 3 oczka za zwycięstwo z Levante w drugiej kolejce. Tym razem lepsze od Basków okazało się Rayo Vallecano, które rzutem na taśmę strzeliło zwycięskiego gola na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry i w pełni zasłużenie zgarnęło trzy oczka będąc może nie zespołem lepszym ale na pewno równiejszym w przekroju całego spotkania. Może gdyby arbiter tego spotkania, przy stanie 0-1 dla Los Leones, podyktował rzut karny za faul Quiniego na Muniainie to wynik byłby zupełnie inny ale niestety po raz kolejny okazało się ze nasz zespół nie ma szczęścia do sędziów debiutujących w Primera Division. Tak wiec wydaje się ze Athletic właśnie przegrał sezon i powoli zamiast myśleć o pucharach możemy zacząć koncentrować się na walce o utrzymanie bo z taka forma jak w ostatnich meczach na nic innego nie stać podopiecznych trenera Valverde.

 

Początek spotkania nie zwiastował porażki Los Leones. Baskowie wyszli wysoko do rywali, szybko przejmowali piłkę, udanie wychodzili spod pressingu i świetnie szybkimi podaniami przedostawali się pod pole karne rywali. Naprawdę świetnie oglądało się pierwsze 40 minut tego meczu z perspektywy fanów gości. Gospodarze również nie chcieli być gorsi i grali otwarty futbol wiec mecz był naprawdę ciekawy. W 12 minucie meczu mieliśmy pierwsza kontrowersje w tym meczu kiedy w polu karnym piłkę spod nóg Aduriza wybijał Abdoulaye Ba. Futbolówka została wprawdzie trafiona ale wydaje się ze wcześniej obrońca zahaczył o nogi naszego napastnika i sędzia powinien wskazać na „wapno”. Sytuacja kontrowersyjna i nie do końca jasna wiec sędzia miał pełne prawo się pomylić jeśli do faulu doszło gdyż nawet powtórki nie pozwalały na klarowna ocenę interwencji. Za to w 27 minucie meczu sytuacja była oczywista bo Muniain wyprzedził Quiniego, wpadł w pole karne i został ewidentnie pchnięty przez prawego obrońcę Rayo co powinien zauważyć sędzia tego spotkania, który był ustawiony centralnie na wprost akcji. Pan Melero Lopez powinien wskazać na punkt oddalony o 11 metrów od bramki. Niestety gwizdek milczał a mogło to zadecydować o losach meczu gdyż już wtedy Los Leones prowadzili 0-1 po pięknej akcji i bramce Aduriza. Wszystko zaczęło się od akcji na prawym skrzydle Susaety, który cofnął się z piłką o kilkanaście metrów wyciągając za sobą obrońcę, podał do Benata, który natychmiast oddal futbolówkę do De Marcosa, który pociągnął do linii końcowej i podał wzdłuż bramki do kompletnie nie obstawionego Aduriza a ten majac pusta bramkę nie mógł nie trafić. Athletic dalej atakował ale nie potrafił wypracować sobie już klarownych okazji. Im bliżej było końca pierwszej polowy tym więcej przy piłce byli podopieczni trenera Paco Jemeza jednak również w ich przypadku efekt był mizerny bo naprawdę dobrze grała obrona gości. Niestety z pomocą Piratom postanowił przyjść Gorka Iraizoz. Z prawej strony w pole karne dośrodkował Lica a nasz portero w sobie tylko znany sposób przepuścił piłkę pod brzuchem a ta przed linia bramkowa uderzył Leo Baptistao uprzedzając De Marcosa i wyrównując stan meczu. 1-1 na Estadio Vallecas i mecz zaczynał się od początku. To było właściwie tyle jeśli chodzi o pierwsze 45 minut spotkania. Szybka dobra gra obydwu zespołów, która mogła się podobać kibicom.

 

Niestety w drugiej części meczu grał jeden zespół i nie była to ekipa Athletic, która chyba została w szatni. Od początku dominowali gospodarze, którzy z olbrzymia determinacja dążyli do zdobycia zwycięskiej bramki. Los Leones mieli tylko jedna szanse na zdobycie bramki gdy ok. 65 minuty głową uderzał Aduriz i Tono (zastąpił kontuzjowanego Alvareza) z najwyższym trudem złapał szybująca do siatki piłkę. Ze strony Rayo największe zagrożenie szło z prawej flanki gdzie rali Kakuta oraz Insua, którzy raz po raz niepokoili naszych obrońców kąśliwymi centrami w pole karne. Nasi zawodnicy radzili sobie z nimi bardzo dobrze do 89 minuty, kiedy to kolejny raz dal o sobie znać Kakuta, posłał piłkę na długi słupek gdzie uderzał głową Leo Baptistao. Gorka obronił pierwsze uderzenie ale odbił piłkę zamiast na rzut rożny to wprost pod nogi napastnika, którego poprawka była już celna i znalazł drogę do siatki. Baskom zabrakło już czasu na odrobienie strat, które zresztą byłoby ciężko odrobić bo w drugiej części meczu nasz zespół nie grał praktycznie nic. Athletic wraca wiec z dzielnicy Vallecas na tarczy po bardzo bolesnej porażce, z wciąż słabą forma i marnymi widokami na przyszłość przy takiej grze.

 

Porażkę z Granada załatwił naszej drużynie Ander Iturraspe a wiec najlepszy gracz ubiegłego sezonu a w środę zawiódł drugi filar naszej ekipy, który w minionych rozgrywkach rozegrał, podobnie jak jego kolega, sezon życia a wiec Gorka Iraizoz. Niestety co najmniej półtorej bramki z wczorajszego spotkania może sobie zapisać na konto. Wprawdzie na początku drugiej części uchronił nasz zespół przed niemal pewna bramka ale niestety rywale strzelili tylko dwa gole i obie były z udziałem Iraizoza. Szkoda tej porażki, szczególnie ze w pierwszej części gry Athletic grał naprawdę bardzo dobrze ale trochę nie dopisało szczęście i ślepy sędzia prowadzący ten mecz. Jednak za druga część należy się piłkarzom potężna bura bo tak grac nie można. Podopieczni trenera Valverde po prostu stanęli jakby nie wiedzieli co maja robić i jak grac. A przecież po to jest przerwa by zmobilizować piłkarzy do lepszej gry i tutaj waza jest rola trenera. Athletic póki co nie może zagrać dwoch równych połówek meczu i momentami wydaje się jakby zawodnicy oddychali rękawami nie mogąc wytrzymać całego meczu kondycyjnie. Być może został popełniony jakiś błąd w czasie pretemporady i jeśli tak to odpowiedzialność za to ponosi tylko i wyłącznie Ernesto Valverde. Z drugiej jednak strony patrząc na dwa ostatnie mecze to fakty trochę zaprzeczają zmęczeniu piłkarzy. Z Granada Los Leones zagrali świetną druga polowe gdzie mecz toczył się w bardzo wysokim tempie co przeczyło by rzekomej słabej kondycji. Wczoraj drużyna zagrała bardzo dobra i intensywna pierwsza część meczu a druga fatalna czyli dokładnie na odwrót niż w sobotę. Może z Eibarem zobaczymy w końcu Basków grających dwie dobre polowy spotkania i zdobycz punktowa, która jest bardzo potrzebna nie tylko przed meczem z BATE w Lidze Mistrzów ale przede wszystkim przed spotkaniem z Realem Madryt na Santiago Bernabeu. Miejmy nadzieje ze jednak jest to jakiś kryzys formy, być może dołek z którego później nasi zawodnicy wyjdą, tyle ze wtedy już nie będzie o co grac, o ile już nie pogrzebaliśmy szans na cokolwiek poza utrzymaniem w tym sezonie. Na razie jednak Athletic, po tej kolejce spotkań ląduje w strefie spadkowej, po raz pierwszy od dwoch lat. Miejmy nadzieje ze również po raz ostatni.

 

Statystyka meczu:

 

Składy:

 

Rayo: Cristian Alvarez (46’ Tono) – Quini (28’ Tito), Ze Castro, Abdoulaye, Insua – Baena, Trashorras – Lica (80’ Manucho), Bueno, Kakuta – Leo Baptistao.

 

Trener: Paco Jemez

 

Athletic: Iraizoz – De Marcos, Gurpegi, Laporte, Balenziaga – Mikel Rico (90’ Toquero), Iturraspe – Susaeta (62’ Viguera), Benat, Muniain (81’ Guillermo) – Aduriz.

 

Trener: Ernesto Valverde

 

 

 

Wynik: 2 – 1

 

Bramki: 39’ i 89’ Leo Baptistao – 21’ Aduriz

 

Żółte kartki: Trashorras, Quini – De Marcos, Gurpegi

 

Posiadanie piłki: 52% - 48%

 

Strzały: 15 – 8

 

Strzały celne: 5 – 3

 

Rzuty rożne: 1 – 2

 

Interwencje bramkarzy: 2 – 3

 

Spalone: 0 – 0

 

Straty: 76 – 80

 

Piłki odzyskane: 59 – 50

 

Podania: 494 – 475

 

Faule: 18 - 17

 

Widzów: ok. 11 tys.

 

Sędzia: Melero Lopez jako główny oraz Barbero Sevilla i Martinez Serrato na liniach. Cala trojka pochodzi z Andaluzji.

 

Niestety słaba gra przeciwko Barcelonie i Szachtarowi nie była przypadkiem. Athletic jest kompletnie bez formy i co najgorsze bez pomysłu na grę. Najlepiej było to widać właśnie w sobotę podczas przegranego pojedynku na San Mames z Granada. Porażka wprawdzie nikła bo zaledwie 0-1 po bramce Cordoby ale bardzo bolesna gdyż poniesiona z drużyna, która nic wielkiego nie grała i nastawiła się tylko i wyłącznie na kontrataki. Tak wiec po 4 kolejkach Los Leones maja tylko jedna wygrana i aż 3 porażki, co oznacza ze jest coraz mniejszy margines błędu (jeśli jest w ogóle jeszcze jakiś) aby liczyć na cokolwiek w tym sezonie.

 

Sam mecz można streścić w kilku zdaniach. Kibice zgromadzeni na San Mames oglądali nieustanne ataki Athletic oraz bardzo groźne kontry podopiecznych trenera Caparrosa, który doskonale ustawił swój zespół wystawiając w przodzie dwójkę bardzo szybkich napastników. Zapewne ta taktyka nie sprawdziłaby się gdyby nie proste błędy naszych pomocników, szczególnie Andera Iturraspe, który momentami zachowywał się jak nowicjusz a nie potencjalny kadrowicz La Furia Roja. To było chyba najsłabsze 45 minut Athletic we wszystkich meczach tego sezonu. Podopieczni trenera Valverde mieli właściwie tylko jedna akcje, która powinna zakończyć się golem ale świetne uderzenie głową Aduriza po centrze z lewego skrzydła jakimś cudem sparował do boku portero gości. Więcej niebezpieczeństwa pod bramka Roberto nie było bo wszystko czyścili świetnie ustawieni obrońcy Granady. Za to o wiele więcej okazji mieli napastnicy rywali. Błędy w środku pomocy zaowocowały sytuacjami Cordoby (trzy) i Successa. Jedna skonczyla się wybiciem na rzut rożny przez obrońców a druga doskonałą obrona Gorki. Niestety dla Basków nadeszła 39 minuta meczu i totalny kretynizm jakim popisał się Ander Iturraspe. Nasz defensywny pomocnik, będąc ostatnim obrońcą postanowił kiwać się z napastnikiem, którym był Cordoba. Skończyć to się mogło tylko w jeden sposób a mianowicie strata po której Meksykanin wykorzystując swoja szybkość popędził sam na bramkę Gorki i bez problemów pokonał naszego goalkeepera.

 

Drugie 45 minut przyniosło radykalna zmianę gry naszego zespolu. Trener Caparros cofnął swój zespół głębiej co w połączeniu z odważniejszą i przede wszystkim szybsza gra naszej drużyny przyniosło lepsze efekty. Wciąż jednak brakowało dwoch rzeczy a wiec ostatniego podania i skuteczności. Dobrym posunięciem naszego szkoleniowca było wpuszczenie Borjy Viguery, który w ataku wymieniał się pozycjami z Aduriziem i operował na całej szerokości boiska co właśnie zmusiło szkoleniowca Granady do zmiany taktyki. Kolejny dobrym posunięciem, które jeszcze bardziej rozruszało szeregi Basków było wejście Mikela Rico, który o wiele bardziej wspomagał atak niż Erik Moran. Niestety na początku tej części gry Granada mogła podwyższyć rezultat ale Cordoba dwukrotnie zmarnował dogodne sytuacje. W jednej z nich świetnym wyjściem popisał się Iraizoz zażegnując niebezpieczeństwo. Później okazje mieli już tylko podopieczni trenera Valverde. Strzał Muniaina zastopował Roberto. Efektowne uderzenie Aduriza wyszło na aut bramkowy. W polu karnym popychany padł Aduriz ale sędzia nie zdecydował się na wskazanie na „wapno”. Świetne uderzenie głową Mikela Rico po rzucie rożnym Viguery o centymetry minęło długi słupek bramki Roberto. Później portero gości świetnie przeniósł nad poprzeczka uderzenie Guillermo, który poradził sobie z Babinem i znalazł się w doskonalej okazji do zdobycia bramki. Napór Los Leones wzrósł jeszcze w samej koncowce ale po rzutami rożnymi nasza drużyna nic więcej nie wskórała.

 

Jak już wspomniałem był to słaby mecz naszej drużyny. Pierwsze 45 minut było chyba najsłabsze od czasu kiedy drużynę przejął Ernesto Valverde. Athletic miał tylko jedna okazje do zdobycia bramki. Druga polowa na szczęście była o wiele lepsza i gdyby Baskowie zagrali tak w pierwszych 45 minutach to być może dałoby się uniknąć porażki. Jednakże nie przesłania to całego obrazu gry Athletic, która była po prostu marna. W zasadzie jedynymi piłkarzami do których nie można się przyczepić byli Iker Muniain oraz Gorka Iraizoz z podstawowej jedenastki oraz Mikel Rico, który wszedł w drugiej połowie. Reszta zawodników zdecydowanie zawiodła, szczególnie mowa tutaj o Iturraspe, San Jose, Susaecie. Trudno winić za porażkę zawodników rezerwowych, którzy wystąpili w tym meczu ale w tym przypadku odpowiedzialność spoczywa na Ernesto Valverde, który kompletnie nie przygotował swoich podopiecznych do tego meczu. Poza tym wydaje się ze aż 6 zmian w stosunku do poprzedniego meczu to jednak trochę za dużo a piłkarze dotychczas rezerwowi z tego co widać raczej słabo znają założenia taktyczne. Najgorsze jednak jest to ze mimo coraz gorszej postawy drużyny Txingurri nie jest w stanie postawić prawidłowej diagnozy i cokolwiek zmienić co by poprawiło grę albo przynajmniej wskazało jakakolwiek alternatywę. Przykładowo w drugiej części sobotniego meczu wprowadzenie od początku Borjy Viguery znacznie rozruszało niemrawy atak a dołożenie do tego Guillermo spowodowało ze gra pod koniec meczu toczyła się niemal w całości w obrębie pola karnego Granady. Trochę niezrozumiale było tez wystawienie jako lewego środkowego obrońcę Mikela San Jose, który nigdy a tej pozycji nie grał. Tak samo jak Etxeita grający prawego środkowego obrońcę, który zawsze grał jako lewy stoper. Dziwne jest ze szkoleniowiec nie wie a jakich pozycjach grają jego stoperzy. Wystawianie z uporem godnym lepszej sprawy zawodników, którzy są w słabej formie tez mija się z celem. Markel Susaeta od początku sezonu gra po prostu słabo majac pojedyncze góra kilkuminutowe przebłyski swoich możliwości. Iturraspe od wyjazdu na kadrę gra coraz gorzej a ten jego kardynalny błąd przy bramce Cordoby jest na poziomie początkującego adepta piłki nożnej. Zresztą dziwne błędy w tym sezonie zdążają się niemal wszystkim piłkarzom Athletic i jakoś nie widać żeby były eliminowane, a wręcz przeciwnie jest coraz gorzej. Cóż grac trzeba jednak dalej i nie ma czasu na wspominanie przeszłości. Przed nami kolejna szansa na zdobycz punktowa a wiec mecz z Rayo na wyjeździe. Bez znaczącej poprawy postawy nie tylko pojedynczych piłkarzy ale i całego zespolu próżno szukać tam będzie zwycięstwa Athletic, szczególnie na podstawie tego co widzimy w rozgrywkach ligowych.

 

Statystyka meczu:

 

Składy:

 

Athletic: Iraizoz – Iraola, Etxeita, San Jose, Balenziaga – Erik Moran (50’ Mikel Rico), Iturraspe – Susaeta (76’ Guillermo), Unai Lopez (46’ Viguera), Muniain – Aduriz.

 

Trener: Ernesto Valverde

 

Granada: Roberto – Nyom, Babin, Murillo, Foulquier – Rochina (61’ Eddy), Hector Yuste, Fran Rico, Piti (66’ Juan Carlos) – Success, J.Cordoba (73’ Javi Marquez).

 

Trener: Joaquin Caparros

 

 

 

Wynik: 0 – 1

 

Bramka: 39’ J. Cordoba

 

Żółte kartki: Iraola, Aduriz – Nyom, Hector Yuste, Foulquier, Rochina

 

Posiadanie piłki: 64% - 36%

 

Strzały: 13 – 3

 

Strzały celne: 5 – 2

 

Rzuty rożne: 7 – 5

 

Spalone: 1 – 5

 

Interwencje bramkarzy: 1 – 5

 

Straty: 54 – 58

 

Piłki odzyskane: 35 – 35

 

Podania: 609 – 317

 

Faule: 14 – 20

 

Widzów: ok. 33 tys.

 

Sędzia: Teixeira Vitienes II jako główny oraz Lamsfus Bartolome i Garcia Fernandez na liniach. Cala trojka pochodzi z Kantabrii.

 

Ostatni/poprzedni mecz

Koniec sezonu:

Athletic   -  Athletic

-:-

 Data:

Stadion:

Sędzia:

Poprzedni mecz

Atletico   -   Athletic

3:1

 Data: 21.05.2017 godz. 16.45

Stadion: Vicente Calderon

Sędzia: Estrada Fernandez

Tabela ligowa

Nr. Drużyna Bramki Pkt
1. R. Madryt 106 - 41 93
2. Barcelona 116 - 37 90
3. Atletico 70 - 27 78
4. Sevilla 69 - 49 72
5. Villarreal 56 - 33 67
6. Sociedad 59 - 53 64
7. Athletic 53 - 43 63
18. Sporting 42 - 72 31
19. Osasuna 40 - 94 22
20. Granada 30 - 82 20

Pełna tabela [click]

Shoutbox

Latest Message: 1 year, 3 months ago
  • DrFootball1 : Moj raporcik o Inigo Cordobie net/2016/03/05/inigo-cordoba/
  • Joxer : Inauguracja naszych rezerw w Segunda Division. Meczyk transmitowany 0 21.00 i linki na rojadirecta juz sa :)
  • Joxer : Mecz o godz. 17.00 :)
  • Joxer : Dzisiejszy mecz sparingowy z Krasnodarem powinien byc transmitowany w ruskiej telewizji. Na Rojadirecta pojawily sie linki. :)
  • Perlik : Hej
  • Joxer : Mecz rewanzowy z Cadiz powinien byc tutaj:«link» A jesli nie to na rojadirecta jest sporo linkow. Miejmy nadzieje ze asze rezerwy wywalcza awans do Segunda Division.
  • Joxer : Mecz z Cadiz pod tym linkiem: «link»
  • Joxer : Dzisiaj rewanz II rundy play-off w walce o awans do Segunda Division. Chlopcy Zigandy walcza z UCAM Murcia. Mecz pod tym linkiem: «link»
  • Joxer : Konta uzytkownikow ktore nie byly aktywowane z powodu awarii zostaly odblokowane :)
  • Joxer : Witam! Maly problem z rejestrowaniem sie nowych uzytkownikow zostal naprawiony. Maile aktywujace powinny juz dochodzic do nowych uzytkownikow.

Guests are shown between [].

Only registered users are allowed to post

Reklama

 Jedyny polski serwis Los Leones
Sporting Lizbona - pierwszy polski serwis Sporting Clube de Portugal
 Liga Hiszpanska
Villarreal CF - Polski serwis
Malaga CF - MalagaCF.plSportowe wyniki na żywo
Strona o AS Monaco

Manchester United

Benfica LizbonaLeedsUtd.pl - Strona o Leeds United

Newcastle United