Lekko, łatwo i przyjemnie ale tylko do 90 minuty. Tak można w skrócie scharakteryzować pojedynek na Power Horse Stadium z ekipą Almerii. Athletic wygrał 1-2 swoje wyjazdowe spotkanie i wobec porażek Villarrealu oraz Betisu zmniejszył stratę do miejsc pucharowych do zaledwie 1 – 2 punktów. Los Leones prowadzili 0-2 po trafieniach Nico Williamsa w pierwszej połowie oraz Oscara de Marcosa w drugiej, a w doliczonym czasie gry gola honorowego, ale naprawdę wyjątkowej urody strzelił Centelles. Teraz pozostaje Los Leones nie zmarnować olbrzymiego wysiłku jaki włożyli w ostatnich tygodniach w pogoni za miejscami pucharowymi gdyż już w środku tygodnia nadarzy się okazja by być może przeskoczyć jedną z dwóch drużyn a więc Betis – Villarreal lub zmniejszyć straty do Realu Sociedad, którego czeka pojedynek właśnie z Verdiblancos w Sewilli. No ale żeby to zrobić trzeba będzie pokonać u siebie Sevillę.

Pierwsze minuty należały do Almerii, która ostro przycisnęła Athletic i nawet mało brakowało aby zdobyła bramkę za sprawą Luisa Suareza, ale na szczęście napastnik gospodarzy nie trafił do siatki a arbiter pokazał spalonego, którego jak pokazały powtórki nie było. Los Leones za to byli bardziej konkretni bo praktycznie w pierwszej swojej akcji sprowadzili rywali na deski. Baskowie wyszli z szybką kontrą, Sancet podał prostopadle na wolne pole do Nico Williamsa a skrzydłowy wpadł w pole karne i mimo asysty Eliego zdołał oddać mocny strzał na bramkę. Piłka leciała wprost w bramkarza Facundo ale nabrała dziwnej rotacji i portero Almerii przepuścił ją pod brzuchem, po czym ta wturlała się za linię bramkową. 0-1 dla gości i kubeł zimnej wody na głowy zawodników trenera Rubiego bo po tym ciosie nie podnieśli się praktycznie już do końca meczu. Wprawdzie drużyna gospodarzy próbowała atakować ale Baskowie byli doskonale ustawieni i bez problemu radzili sobie z rywalami. Za to niemal każdy ich atak pachniał bramką i tylko brakowi szczęścia i nieskuteczności ekipa Valverde zawdzięcza to że wynik był taki niski. W 21 minucie meczu kolejny wypad zawodników przyjezdnych zapewne zakończyłby się bramką gdyby nie poświęcenie Ely'iego i wyekspediowani piłki na rzut rożny. Trzy minuty później Sancet miał nawet nie 100% a z 200% sytuację do zdobycia bramki bo po centrze Yuriego przyjął piłkę na klatkę na 5 metrze i będąc sam przed bramką uderzył wysoko ponad nią. Almeria obudziła się dopiero w 28 minucie gdy na bardzo ładny strzał z dystansu zdecydował się Robertone ale minimalnie chybił. Kolejny atak Almerii zakończony strzałem Luisa Suareza ale również niecelny. I to właściwie na tyle było stać gospodarzy w pierwszej części meczu. Athletic po strzelonej bramce skupił się nieco bardziej na obronie i na tym żeby mieć wydarzenia boiskowe pod kontrolą co w zupełności im się udawało gdyż rywal nie miał praktycznie ani jednej dogodnej sytuacji do zdobycia bramki i chyba nawet nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę Unaia Simona.

Druga połowa o mało co a rozpoczęła by się od bramki dla Athletic. Fernando dostał podanie od jednego ze swoich obrońców i o mało co a pod naciskiem Berenguera straciłby piłkę na rzecz baskijskiego skrzydłowego. Ostatecznie skończyło się na wybiciu piłki na aut. Za chwilę bramkarz gospodarzy ponownie był w opałach i tym razem uratował go słupek po strzale głową Inigo Martineza. W końcu szczęście Almerii skończyło się w 56 minucie. De Marcos świetnie włączył się do ataku, dostał idealne podanie od Sanceta za plecy obrońców i wyszedł praktycznie sam na sam z Fernando nie dając mu żadnych szans i podwyższając wynik spotkania. Można powiedzieć ze ta bramka zabiła grę bo Almeria nie otrząsnęła się z letargu prawie do końca spotkania a przyjezdni zamiast podwyższać prowadzenie marnowali kolejne sytuacje. W 67 minucie po podaniu od Nico Williamsa, sam na sam z bramkarzem wyszedł Zarraga ale fatalnie zepsuł strzał. Kolejne dwie akcje to świetne kontry wyprowadzone przez Sanceta ale pokazowo zmarnowane. No i w końcu bohater tego meczu a więc Oihan nie wykorzystał kolejnej doskonałej okazji do wpisania się do protokołu meczowego. A że stara piłkarska prawda mówi że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić to już w doliczonym czasie gry Los Leones stracili bramkę. Na strzał z pierwszej piłki sprzed pola karnego zdecydował się Centelles, a że zrobił to doskonale technicznie i siła oraz precyzja była naprawdę idealna to futbolówka kozłując wpadła w długi róg bramki Simona po drodze odbijając się od słupka. 1-2 i szykowała się nerwowa końcówka bo Almeria mocno przycisnęła i o mało co po rzucie rożnym miałaby szansę na wyrównanie ale świetną interwencją popisał się Inigo Martinez, który przeciął podanie jednego z obrońców rywala który zgrywał piłkę na długi słupek do swojego partnera z zespołu. Inna sprawa że jeśli nie Inigo to prawddopodbnie Yuri wybiłby tą piłkę. Po tej akcji sędzia zakończył spotkania i Los Leones mogli cieszyć się z trzeciej wygranej z rzędu.

Mecz ten na pewno nie był jakimś świetnym widowiskiem ale mógł się podobać, w szczególności specjalistom od taktyki i rozpracowania rywala bo to się Valverde udało perfekcyjnie. Los Leones zrealizowali właściwie wszystkie założenia na ten mecz począwszy od tego co zaprezentowali w ataku a na obronie kończąc. Rywalem wprawdzie mieli przewagę ale nie byli w stanie wiele zdziałać. Może trochę chaosu było na początku meczu, co może budzić nieco niepokoju gdyż z lepszymi zespołami za późne wejście w mecz mogłoby się skończyć gorzej ale później było już naprawdę nieźle i grę ofensywną Almerii bardzo mocno ograniczono a nie jest to łatwe bo drużyna dysponuje naprawdę szerokim wachlarzem zagrań i potrafi być szalenie groźna. Również w ofensywie Athletic zaprezentował się dobrze, zagrał nawet więcej niż poprawnie i tylko szkoda że bramek nie padło więcej bo spokojnie można było strzelić kolejne gole i uniknąć nerwów w końcówce. No ale narzekać nie ma co bo wygrana to wygrana a ostatni raz Baskowie zwyciężyli 3 razy z rzędu na wyjeździe w rozgrywkach ligowych aż w 2009 roku, gdy szkoleniowcem zespoły był Joaquin Caparros. Wcześniej miał również trzy wygrane w z rzędu w 2017 roku za kadencji Zigandy ale w tym było spotkanie w Copa del Rey. Zawodnikiem meczu bezdyskusyjnie był Oihan Sancet. Wprawdzie bramki nie strzelił ale miał dwie asysty i świetnie dyrygował poczynaniami kolegów w ofensywie będąc jej zdecydowanym liderem. Generalnie cała formacja ofensywna spisywała się naprawdę dobrze, szczególnie w pressingu gdzie było widać dobrą synchronizację i naprawdę dobre przesuwanie się i przenoszenie ciężaru z jednej strony na drugą. Dobre zawody rozegrał Ander Herrera, który wytrzymał wprawdzie około 60 minut na boisku ale bardzo dobrze wspierał Oihana w ofensywie oraz kolegów w defensywie. Jak widać zdrowy Ander to wciąż wartość dodana dla zespołu. Paradoksalnie słabo zagrał zdobywca jednej z bramek – Nico Williams. Młodszy z braci, grający na lewej flance poza akcją po której strzelił bramkę to w zasadzie niczym więcej się nie wyróżnił. Nawet jak przeszedł na prawą stronę po zejściu Inakiego to również niespecjalnie było go widać. Z kolei na przeciwległym biegunie i prawie na równi z Sancetem spisał się De Marcos. Tyle tylko że nieco słabiej było u niego tym razem w defensywie ale w sumie Almeria nie zmusiła go do jakiejś nie wiadomo jak intensywnej gry w tyłach więc mógł sobie pozwolić na harce i to skuteczne w ataku. Poza tym można powiedzieć że każdy swoją pracę wykonał tak jak powinien zgodnie z założeniem trenera na ten mecz, słabych punktów nie było więc i komplet punktów powędrował do Bilbao. Oby takich samych słabych punktów nie było również w meczu na San Mames z Sevillą.

Statystyka meczu:
Składy:
Almeria: Fernando – Chumi, Ely, Babic (74' Pozo) – Puigmal (57' Embarba), Centelles – Samu – Melero (64' Portillo), Robertone – Baptistao (64' Lazaro), Luis Suarez (74' Dyego Sousa).
Trener: Rubi

Athletic: Simon – De Marcos, Yeray, Martinez, Yuri – Herrera (62' Zarraga), Vesga – Inaki Williams (46' Berenguer), Sancet (81' Raul Garcia), Nico Williams (81' Vencedor) – Guruzeta (88' Vivian).
Trener: Ernesto Valverde

Wynik: 1 – 2
Bramki: 90' Centelles – 9' Nico Williams, 56' De Marcos
Żółte kartki: Ely, Pozo – Sancet, Zarraga, Berenguer, Vesga
Posiadanie piłki: 53% - 47%
Strzały: 12 – 14
Strzały celne: 4 – 3
Podania: 462 – 421
Faule: 8 – 20
Spalone: 2 – 1
Rzuty rożne: 3 - 4
Widzów: 13271
Sędzia: Pizarro Gomez